Święci tygodnia

na obrazku błogosławiony Ignacy Kłopotowski, kapłan

 

W tym Tygodniu wspominamy

i bierzemy przykład z tych, którzy udowodnili,

iż każdy z nas wezwany jest do świętości:

 

 

 

6 września (niedziela)

Michał Czartoryski.

Błogosławiony Polak. Książę Jan Franciszek. Męczennik. Kapłan. Zakonnik. Architekt. Żołnierz. Kapelan. Społecznik. Wychowawca.

Urodził się w wielodzietnej szlacheckiej rodzinie, koło Jarosławia. Wychowany w duchu wielkiej pobożności. Rodzice należeli do Sodalicji Mariańskiej. Jako trzylatek przeszedł ciężko szkarlatynę, po której częściowo stracił słuch. Następnie uczęszczał do prywatnej szkoły “Ognisko” prowadzonej przez ks. Gralewskiego w Starej Wsi koło Warszawy. Liceum ukończył w Krakowie, w którym to zdał maturę. We Lwowie rozpoczął studia techniczne, które ukończył jako inżynier architekt. W międzyczasie bronił miasta w 1920r. i za męstwo na polu walki otrzymał Krzyż Walecznych. Był jednym z założycieli KSM “Odrodzenie”. Od 1923r. współorganizator wakacyjnych kursów. Od tego czasu był również regularnym uczestnikiem rekolekcji zamkniętych organizowanych przez związek. W 1924 roku odbył własne rekolekcje w klasztorze redemptorystów w Krakowie pod kierunkiem o. Bernarda Łubieńskiego.

Po długich wakacjach i podróży po Francji i Belgii, w 1926r. Jan wstąpił do seminarium obrządku łacińskiego we Lwowie. Krótko po tym wydarzeniu przybył do Krakowa i w 1927r. przyjął dominikański habit w kaplicy św. Jacka, przyjmując również nowe imię: Michał. Wkrótce stał się zakonnikiem i kapłanem. Została mu powierzona bardzo odpowiedzialna funkcja wychowawcy braci nowicjuszy, a potem studentów. Oprócz tego odpowiadał za budowę nowego klasztoru na warszawskim Służewie.

Gromadził wokół siebie środowiska inteligencji, zajmował się III Zakonem św. Dominika, głosił rekolekcje. Wiosną 1944 r. został skierowany do Warszawy.
Wybuch Powstania zaskoczył o. Michała na Powiślu. Ponieważ w wyniku walk została odcięta możliwość powrotu do klasztoru, zgłosił się do dowództwa walczącego na Powiślu III Zgrupowania AK „Konrad” i został kapelanem powstańców. Większość czasu spędzał w szpitalu zorganizowanym w piwnicach firmy „Alfa-Laval” u zbiegu ulic Tamka i Smulikowskiego, opiekując się rannymi, niosąc otuchę i posługę duszpasterską. W zorganizowanej przez siebie kaplicy odprawiał msze.
W nocy z 5 na 6 września 1944 r. odziały „Konrad” wycofały się do Śródmieścia. W szpitalu pozostali ciężko ranni żołnierze, kilka osób z personelu medycznego, cywile i o. Michał.

Po wkroczeniu oddziałów niemieckich cywile oraz sanitariuszki zostali wyprowadzeni z piwnic i mogli opuścić miasto. Ojciec Michał był gorąco zachęcany przez przyjaciół, aby zdjął habit i w cywilnym ubraniu wyszedł ze szpitala. Nie przyjął tych propozycji; jak przekazał jeden ze świadków, „łagodnie uśmiechnął się i powiedział, że szkaplerza nie zdejmie i rannych, którzy są zupełnie bezradni i unieruchomieni w łóżkach nie opuści”. Niemcy zatrzymali go w szpitalu.

Około godziny 14 w szpitalnym pomieszczeniu został rozstrzelany wraz z ciężko rannymi powstańcami, z którymi pragnął pozostać. Miał 47 lat.

Ciała zabitych wywleczono na barykadę, oblano benzyną i podpalono. Ocalałe resztki pochowano tymczasowo na podwórzu pobliskiego domu. Kiedy w rok później przeprowadzono ekshumację szczątek w celu przeniesienia ich do wspólnego grobu powstańców na Woli, ciała o. Michała już nie rozpoznano.

Beatyfikowany przez Jana Pawła w 1999r. w Warszawie jako jeden ze 108 męczenników II wojny światowej.

+

Ojcze Michale, módl się, módl się za nami! Wspieraj w zdobywaniu wiedzy, w wychowywaniu siebie i innych, w pogłębianiu wiary i pobożności, a nade wszystko w byciu dobrym człowiekiem. Co znaczy być dobrym?

Twoje życie daje odpowiedź. I Twój ostateczny wybór także. Mówi: żyj i bądź dla innych. Kochaj. Zauważaj. Doceniaj. Pomagaj. I nie zostawiaj, nie opuszczaj. Szczególnie w najgorszym czasie. Bądź do końca. Nie martw się. To nie będzie koniec. Bóg już otwiera drzwi…

Módlmy się gorliwie o rychłą kanonizację błogosławionego.

 

 

7 września (poniedziałek)

Ignacy Kłopotowski.

Błogosławiony Polak. Kapłan. Wykładowca. Duszpasterz. Działacz. Założyciel. Wydawca. Opiekun. Człowiek miłosierdzia.

Urodzony na Podlasiu w głęboko patriotycznej i wierzącej rodzinie. Uczęszczał do gimnazjum klasycznego w Siedlcach. Następnie wstąpił do lubelskiego seminarium i Akademii Duchownej w Petersburgu. Święcenia kapłańskie przyjął w 1891r. w katedrze w Lublinie. Posłany do parafii Nawrócenia św. Pawła jako wikariusz. Jednocześnie od 1892r. Prowadził wykłady z Biblii, katechetyki, kaznodziejstwa, teologii moralnej i prawa kanonicznego. Pracował też w wikariacie katedralnym, a potem został rektorem kościoła św. Stanisława. Pomagał prześladowanym unitom.

Swojej działalności nie ograniczał do obowiązków duszpasterskich.

Był wrażliwy na potrzeby innych i nie pozostawał obojętnym wobec biedy i upadku moralnego, z którymi zetknął się w czasie swojej pracy. Z myślą o bezdomnych i bezrobotnych już w 1893 r. stworzył Lubelski Dom Zarobkowy, w którym mogli oni pracować w wielu warsztatach, zarabiając na utrzymanie i mieszkanie. Zadbał również o kształcenie zacofanego społeczeństwa, inicjując szkołę rzemieślniczą. Trzy lata później dla moralnie upadłych kobiet założył Przytułek św. Antoniego. Zakładał też domy opieki dla starców i sierocińce.
Z pomocą bogatych ziemian zainicjował też założenie w podlubelskich wsiach sieci szkół wiejskich; pomagały mu w tym także siostry zgromadzenia Służek Niepokalanej z Mariówki, za co Ignacego spotkały represje ze strony władz rosyjskich.
Pisał, wydawał i rozpowszechniał modlitewniki oraz tanie broszurki religijno-patriotyczne. Wydawał: dziennik „Polak-Katolik”, tygodniki „Posiew” i „Anioł Stróż” (pisemko dla dzieci), miesięczniki „Dobra Służąca” i „Kółko Różańcowe”. Łączny ich nakład wyniósł ponad 8 milionów egzemplarzy. Po odzyskaniu niepodległości wznowił i redagował „Przegląd Katolicki”, zaś pod koniec życia zaczął wydawać „Głos Kapłański”. Zakładał też księgarnie.

W 1908 r. przeniósł się z działalnością wydawniczą do Warszawy, aby ją rozwinąć na szerszą skalę. Mimo kłopotów z cenzurą, trudności finansowych i krytyki ze strony prasy liberalnej, trwał wiernie przy tej formie apostolstwa.

W Warszawie prowadził także pracę duszpasterską. W 1913 r. został mianowany wikariuszem przy kościele św. Anny, a rok później rektorem dominikańskiego kościoła przy ul. Freta, którym opiekowało się duchowieństwo diecezjalne po usunięciu zakonników w ramach carskich represji. 

Sześć lat później został proboszczem parafii Matki Bożej Loretańskiej przy kościele św. Floriana na warszawskiej Pradze. Pełnił również funkcje dziekana praskiego i kanonika gremialnego kapituły warszawskiej.

Kierując się chęcią zapewnienia ciągłości zapoczątkowanej przez siebie działalności wydawniczej, 31 lipca 1920 r. założył Zgromadzenie Sióstr Loretanek, które kontynuują dzieło ks. Kłopotowskiego, prowadząc drukarnię oraz wydawnictwo, w którym ukazuje się wiele pism i książek.

Ks. Ignacy przyczynił się do powstania domów noclegowych, przytułków dla starców i kobiet oraz ochronek dla dzieci i młodzieży również w Warszawie. 

W 1928 r. założył Loretto k. Wyszkowa – ośrodek kolonijny dla biednych dzieci i dla staruszek. Dziś Loretto stało się sanktuarium Matki Bożej Loretańskiej.
Ks. Kłopotowski organizował dla najbiedniejszych bezpłatne kuchnie, kolonie, ochronki. Do dziś w budynku przy ul. Sierakowskiego 6 siostry loretanki prowadzą Dom Ojca Ignacego – świetlicę dla dzieci z najuboższych rodzin z terenu warszawskiej Pragi.
Ludzie, którzy zetknęli się z nim, nazywali go „prawdziwym ojcem, opiekunem sierot”. Jako kapłan odznaczał się wielką gorliwością, umiłowaniem Boga i bliźniego, wiernością modlitwie, szczególną czcią Najświętszej Eucharystii i gorącym nabożeństwem do Matki Najświętszej.

Ignacy Kłopotowski zmarł nagle w 1931 r., w wigilię święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Miał 65 lat. W dniu śmierci ostatnią Mszę św. swego życia odprawił przy Jej ołtarzu w kościele św. Floriana.
Początkowo został pochowany na Powązkach, ale zgodnie z jego wolą 26 września 1932 r. jego ciało złożono na cmentarzu w Loretto, a w 2000 r. prochy ks. Ignacego przeniesiono do kaplicy sanktuarium założonego przez niego zgromadzenia loretanek.

Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w 1988 r. 

W grudniu 2004 r. w obecności papieża św. Jana Pawła II ogłoszono dekret o heroiczności cnót ks. Ignacego. 3 maja 2005 r. Stolica Apostolska orzekła, że złożone w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych udokumentowane świadectwo uzdrowienia ks. Antoniego Łatko z Szerokiej ma charakter cudu dokonanego za pośrednictwem ks. Kłopotowskiego. 

Beatyfikacja ks. Ignacego odbyła się 19 czerwca 2005 r. w Warszawie.

+

Księże Ignacy, ojcze i opiekunie, założycielu i wydawco, naucz nas tej wrażliwości, która przemienia ciemność w jasność, odrzucenie w przyjęcie, nędzę w bogactwo. Stałeś się szansą dla innych, by i oni mogli poznać czym jest życie. Dziękujemy Ci za siostry loretanki i całe Twe dzieło życia. Przynaglaj nas do pogłębiania wiedzy, dzięki mądrym źródłom. Opiekuj się siostrami, którym życzymy kolejnych stu lat!!! Opiekuj się ukochanym Lublinem, Loretto, Warszawą. Seminarzystami i wykładowcami.

Módlmy się o rychłą kanonizację błogosławionego kapłana.

 

8 września (wtorek)

Alan de la Roche.

Błogosławiony Francuz. Kapłan. Zakonnik. Wykładowca. Reformator.

Urodzony w Bretanii. Jako młodzieniec wstąpił do dominikanów w Dinan. W wieku 30 lat wysłany na studia do Paryża. Po otrzymaniu święceń kapłańskich wykładał w kolegiach zakonnych. Był czlowiekiem reformy. A przede wszystkim różańca. To właśnie jego osobie zawdzięczamy obecny wygląd tej maryjnej modlitwy. Ojciec Alan zaproponował podział na 15 dziesiątek, które razem tworzą 150 pozdrowień anielskich i 15 tajemnic. Tak ułożony różaniec zakonnik nazwał Psałterzem Maryi. Gorliwie propagował tę modlitwę. Dla nadania trwałości dziełu założył bractwo Różańca świętego w Douai w roku 1470. Za nim poszły dalsze. Według przekazów Matka Boża przekazała bł. Alanowi piętnaście obietnic przeznaczonych dla osób, które będą wiernie odmawiać różaniec.
Alan zostawił także nieco pism z dziedziny teologii i mistyki. Sam żył bardzo intensywnym życiem wewnętrznym. Jak wyznał, miał szczęście kontaktować się ze świętym Dominikiem i od niego otrzymać rozmaite wskazówki.

Zmarł w pełni sił w wieku 48 lat, w 1476 roku.

Nie był wprawdzie nigdy oficjalnie wyniesiony do chwały ołtarzy, ale dotąd odbiera ją w niektórych okolicach. Bibliotheca Sanctorum, wydana przez Instytut Papieski w Rzymie, również nadaje mu ten tytuł.

+

Ojcze Alanie, mistyku, który brałeś przykład z mistycznego życia Matki Boga. To dla niej zaplanowałeś i stworzyłeś nową formę nabożeństwa. Zapewne pomógł Ci święty Dominik. I Ona sama. Byłeś dla niej największym prezentem, dlatego zabrała Cię do siebie w dniu Swoich Urodzin. Praca zakończona, czas na odpoczynek. Nie zapominaj jednak o nas. Wstawiaj się za nami z Raju.

 

 

Serafina de Motefeltro.

Sforza. Błogosławiona Włoszka. Żona. Zakonnica. Ksienia. Wdowa. Ascetka.

Urodzona w możnej rodzinie, spokrewnionej ze starymi rodami. Była kuzynką papieża Marcina V. Niestety jako dziecko straciła rodziców. Wychowywana była przez krewnych.

W wieku 14 lat, wbrew jej woli, została wydana za mąż za starszego od niej o 30 lat Aleksandra Sforzę. Małżeństwo przyniosło Serafinie same cierpienia – trudny i emocjonalnie niedojrzały mąż kilkakrotnie nastawał na jej życie, podejrzewając o wyimaginowane zdrady. W końcu, po kilku latach, przymusił ją do przebywania w klasztorze klarysek, do którego została przyjęta po otrzymaniu papieskiej dyspensy.
Spotykające ją niepowodzenia i przykrości Serafina przyjmowała z podziwu godną cierpliwością. Wiodła surowe życie, pełniła czyny pokutne i ofiarowała je za nawrócenie męża. 

Jej modlitwy zostały wysłuchane – Aleksander zmienił swoje życie, modlitwą i pokutą starał się zadośćuczynić za dawne błędy. W końcu przyszedł do furty klasztornej, błagając Serafinę o przebaczenie.
Serafina przeżyła w klasztorze 21 lat, po śmierci męża (1475) została ksienią. 

Zmarła w wieku 44 lat, w 1478 r. 

Beatyfikował ją Benedykt XIV w roku 1754.

+

Błogosławiona Serafino, módl się za wszystkie małżeństwa przechodzące trudne chwile. Niech modlitwa żon i mężów pokona wszelkie ciemności i miłość zwycięży wszystko. W każdym momencie, w każdym położeniu Bóg dla nas ma plan i Ty, Serafino, doskonale pokazujesz, iż można wielbić Pana w każdy czas. W domu rodzinnym, u męża, w zakonie. W radościach jak i cierpieniu. Prawdziwa modlitwa zawsze daje dobre zakończenie, nawrócenie. Raduj się wśród Serafinów i wstawiaj się dalej za nami.

Módlmy się o rychłą kanonizację błogosławionej.

 

 

Sergiusz.

Święty Syryjczyk. Papież. Obrońca zachodniej liturgii. Reformator.

Urodzony w Palermo. Został wybrany na Rybaka Ludzi po zagorzałej walce dwóch kandydatów.
Już na samym początku swego pontyfikatu okazał niezłomną postawę: nie ugiął się, kiedy Justynian II żądał podpisania uchwał z Trullo, które między innymi zawierały sformułowania dotyczące wysokiej rangi Konstantynopola oraz inne zapisy, wrogie wszystkim zwyczajom zachodnim.

Cesarz chciał wtedy Sergiusza – jak niegdyś Marcina I – ująć i uprowadzić, ale w obronie papieża stanął lud rzymski oraz ściągnięte z Rawenny milicje. Wysłannik cesarza musiał się ratować ucieczką. Znalazł w końcu schronienie u samego papieża.

Sergiusz utrzymywał dobre stosunki z Anglią (Aldhelm) i Francją, a Wilibrordowi, którego wysiłki popierał, posłał paliusz.

Do liturgii zachodniej wprowadził święta maryjne obchodzone na Wschodzie: Zaśnięcie, Hypapante, Narodzenie i Zwiastowanie, a także święto Podwyższenia Krzyża.

Zmarł 8 września 701 r.

+

Święty Sergiuszu, módl się za cały Kościół Katolicki. A w szczególności za Franciszka i Benedykta, biskupów i kapłanów. Kleryków. Wstawiaj się za nimi, aby zawsze najwięcej sił i talentów tracili dla Pana. Niech wypływają na głębię, mimo burz, w środku jak i poza burtą. I pozyskują jak najwięcej ludzi dla Boga.

 

 

 

9 września (środa)

Piotr Klawer. Święty Hiszpan. Kapłan i zakonnik. Misjonarz. Człowiek miłosierdzia i pokuty.

Urodzony w zamożnej rodzinie rolniczej. Jako dziecko stracił matkę i brata.

Jako 16-latek rozpoczął studia w Barcelonie, na uniwersytecie, który był prowadzony przez jezuitów. To w tym czasie zawarł przyjaźń z braćmi i wstąpił w ich szeregi. I tak rozpoczął nowicjat, złożył pierwsze śluby. Odbył praktykę pedagogiczną jako kleryk. W czasie studiów filozoficznych w kolegium jezuickim w Palma na Majorce zetknął się z bratem zakonnym, św. Alfonsem Rodriguezem. Ten przepowiedział mu, że polem jego misyjnej pracy będzie troska o Murzynów w Ameryce Południowej. Dalsze studia kontynuował w Barcelonie. W tym też czasie jezuici otworzyli misję w Kolumbii. Piotrowi nakazano przerwać studia i wyjechać tam do pracy wśród niewolników murzyńskich, których wówczas masowo zwożono z Afryki w charakterze darmowej, najtańszej siły roboczej. 

Przewożeni w najprymitywniejszych warunkach, często nieszczęśliwi, nie wytrzymywali długiej podróży. Bezceremonialnie wyrzucano ich wtedy na pożarcie rekinom, które gromadami towarzyszyły tragicznym konwojom. Epidemie niemniej licznie dziesiątkowały ofiary barbarzyństwa. Nie znano bowiem współczesnych środków sanitarnych, zresztą uważano je za rzecz zbędną. Sumienie uspokajano naiwnym twierdzeniem, że Murzyni nie są ludźmi i nie mają duszy.
 
Wstrząśnięty niedolą i krzywdą czarnych braci, Piotr Klawer oddał się posłudze wobec nich; stał się niewolnikiem niewolników. Swoim bezgranicznym poświęceniem chciał chociaż w małej części wynagrodzić im krzywdę. Na kartce formuły ślubów zakonnych Piotr dopisał znamienne słowa: Piotr Klawer, sługa Etiopczyków. Tak wówczas nazywano Murzynów.

Święcenia kapłańskie Piotr otrzymał w 1616 r. w Kartagenie. Jako kapłan mógł służyć Murzynom wszechstronną pomocą duchową i materialną: starał się dla spragnionych o orzeźwiający napój, dla wygłodniałych o posiłek, dla nagich o jakiś ubiór, dla chorych o lekarstwa. Energicznie interweniował tak u osób prywatnych, jak i u władz, by ulżyć niedoli niewolników. Osobnym ślubem zobowiązał się im służyć. Jego bezgraniczne miłosierdzie otwierało mu ich serca. Miał pozyskać dla wiary i osobiście ochrzcić kilkadziesiąt tysięcy Murzynów.

Siły do ponad czterdziestoletniej posługi Piotr Klawer znajdował w rozważaniu Męki Pańskiej, w codziennej Mszy świętej i w serdecznym nabożeństwie do Matki Bożej. 

Odszedł po nagrodę do nieba w 1654 r. Miał 74 lata.

Choć proces beatyfikacyjny rozpoczęto na tyle wcześnie, że zeznania złożyli bezpośredni współpracownicy Piotra Klawera (w tym niewolnicy-tłumacze), jednak dopiero po 200 latach papież Pius IX w roku 1851 włączył go do grona błogosławionych. Powodem tego opóźnienia było zawieszenie procesu w okresie kasaty zakonu jezuitów. 

Papież Leon XIII zaliczył Piotra Klawera do grona świętych w roku 1888 (jednocześnie z jego mistrzem duchowym, br. Alfonsem Rodriguezem). 

Ten sam papież ogłosił św. Piotra Klawera patronem misji wśród Murzynów (1896).

Dwa lata wcześniej (1894) Polka, bł. Maria Teresa Ledóchowska, założyła Stowarzyszenie św. Piotra Klawera dla Misji Afrykańskiej, które niebawem przeobraziło się w nową rodzinę zakonną, zatwierdzoną przez Stolicę Apostolską w roku 1910. 

Istnieją ponadto jeszcze dwa inne zgromadzenia zakonne, które obrały sobie św. Piotra Klawera za szczególnego patrona. Są to siostry św. Piotra Klawera w Kolumbii i w Italii.

+

Święty Piotrze, niewolniku niewolników, módl się za nami. A w szczególności za Afrykę i Amerykę. Kraje, które posiadały kolonie i własnych niewolników. Niech obecni Afroamerykanie nie burzą ładu i dobra, a potwierdzają, iż każde życie, białe, czarne czy żółte, jest WAŻNE. Niech barbarzyńskie pomysły będą tłamszone w zarodku, a pokojowe intencje niech znajdą urzeczywistnienie w ludziach dobrej woli. Których jest więcej…

 

 

Aniela Salawa.

Błogosławiona Polka. Hojna Służąca. Tercjarka. Dziewica.

Urodzona w wielodzietnej, ubogiej rodzinie chłopskiej pod Krakowem. Jej rodzice byli bardzo pobożni, a matka mimo wielu zajęć i obowiązków nie zaniedbywała wspólnej modlitwy rodzinnej, głośnego czytania książek i czasopism religijnych. Dziewczynka ukończyła dwie klasy szkoły elementarnej, gdyż musiała pomagać w gospodarstwie. Mimo słabego zdrowia zawsze była chętna do pracy. Poza dobrym sercem Aniela odznaczała się niezwykłą urodą.

Jako młoda dziewczyna, jesienią 1897 r. udała się do Krakowa, gdzie podjęła pracę jako służąca. W dwa lata później bardzo przeżyła śmierć swojej dwudziestopięcioletniej siostry. Uświadomiła sobie wówczas, jak bardzo kruche jest życie. Po głębokim namyśle zdecydowała się na złożenie ślubu dozgonnej czystości. 

W 1900 r. przystąpiła do Stowarzyszenia Sług Katolickich św. Zyty, którego zadaniem było niesienie pomocy służącym. Miała więc okazję, aby bardzo owocnie prowadzić apostolstwo w gronie koleżanek, dla których była przykładem chrześcijańskiego życia. Wywierała bardzo silny wpływ na otoczenie. Dzieliła się pożywieniem i pieniędzmi z biedniejszymi od siebie. Garnęły się do niej zwłaszcza najmłodsze służące, dla których była matką i przyjaciółką.
W 1912 r. Aniela Salawa wstąpiła do III zakonu św. Franciszka i złożyła profesję. Zafascynowana duchowością Biedaczyny z Asyżu, okazywała niezwykłą wrażliwość na działanie Ducha Świętego. Modlitwa umacniała ją w cierpliwym dźwiganiu codziennego krzyża. Wszelkie urazy i poniżenia składała w ofierze Bogu za grzeszników. Umiała przebaczać i odpłacać dobrem za zło.

W czasie I wojny światowej – mimo że bardzo pogorszył się jej stan zdrowia, nasiliły się dolegliwości płuc i żołądka – pomagała w krakowskich szpitalach, niosąc pomoc i wsparcie rannym żołnierzom. Opiekowała się także jeńcami wojennymi. W 1916 r. podupadła jednak na zdrowiu tak, że konieczna stała się hospitalizacja. Po wypisaniu ze szpitala nie mogła już podjąć pracy zarobkowej. 

Ostatnie pięć lat życia spędziła w nędzy, z pogodą ducha dźwigając krzyż choroby. Swoje cierpienia ufnie ofiarowała Chrystusowi jako wynagrodzenie za grzechy świata. W tym czasie wiele też modliła się, czytała, rozmyślała. Obdarzona została przeżyciami mistycznymi.

Zmarła na gruźlicę 12 marca 1922 r. w krakowskim szpitalu św. Zyty. Miała 41 lat.

Umierała samotnie, opuszczona przez wszystkich, wśród straszliwych cierpień, ale w głębokim zjednoczeniu z Chrystusem jako tercjarka franciszkańska. 

Beatyfikowana została 13 sierpnia 1991 r. przez św. Jana Pawła II na krakowskim Rynku.

Wspominana w dniu urodzin ziemskich.

Zachęcam do odwiedzenia Anieli w bazylice franciszkańskiej w Krakowie. Piękna Aniela w pięknym bogatym sarkofagu. Świeci blaskiem… świętości.

+

Błogosławiona Anielo, Ty pokazujesz, że można mieć mało, a wystarczająco dużo, by zostać świętą. Hojna służąco, o bogatym wnętrzu. Bóg posłał Cię w rodzinę biedną, ale mądrą i wierzącą. Posłał Cię do służby, byś mogła ją odmienić i ubogacić. Pełna pokory i wdzięczności, umiałaś dostrzec jeszcze biedniejszych i bardziej potrzebujących. Aniela ze szczotką, dla Boga nie ma żadnych ograniczeń. I jak Ty udowadniasz, dla człowieka także. Byle tylko służyć… Bogu. Módl się za nami, byśmy byli gotowi do poświęcenia i uniżenia. Zamiataj te ciemne chmury z nieba, jak i z naszych serc.

Módlmy się o rychłą kanonizację błogosławionej.

 

 

10 września (czwartek)

Mikołaj z Tolentino.

Święty Włoch. Kapłan. Zakonnik. Wielki asceta. Mistyk. Kaznodzieja. Cuda czyniący.

Urodzony w Castel Sant Angelo. Imię zawdzięcza św. Mikołajowi z Bari, u którego pomocy szukało bezdzietne małżeństwo. W podzięce za syna, rodzice ofiarowali 12-latka jako oblata do augustianów. Trzy lata później młodzieniec wstąpił do nowicjatu. Odbył studia niższe i wyższe. Wreszcie dostąpił zaszczytu święceń kapłańskich z rąk samego św. Biskupa Osimo, św. Benvenuta.

Przez sześć lat Mikołaj pełnił posługę misjonarza-kaznodziei. Następnie, zakotwiczył na 30 lat, w Tolentino.

W posłuszeństwie zakonnym był tak doskonały, że wypełniał nie tylko najdrobniejsze nawet nakazy reguły, ale i życzenia swoich przełożonych. Chętnie spełniał także życzenia swoich współbraci, chociaż niektórzy z nich byli od niego młodsi i mniej zasłużeni.  

Był tak bardzo skromny, że nigdy nie podnosił oczu: na słuchaczy, na rozmówców, na penitentów w sakramencie pokuty. Miał tylko jeden habit, a na noc okrywał się swoim wytartym płaszczem. 

W uczynkach pokutnych naśladował ascetów pierwszych wieków chrześcijaństwa: co piątek biczował się do krwi specjalnie przez siebie sporządzoną wymyślnie dyscypliną; nigdy nie jadł mięsa, nabiału ani owoców; cztery razy w tygodniu pościł o chlebie i wodzie, podobnie we wszystkie dni Wielkiego Postu z wyjątkiem niedziel.  

Sypiał trzy do czterech godzin na dobę; oprócz Mszy świętej, którą odprawiał ze szczególną żarliwością, odmawiał wspólnie brewiarz, a ponadto psalmy pokutne, oficjum o Świętym Krzyżu i o zmarłych. Wszystkie te pacierze odmawiał na kolanach, na posadzce kamiennej. 

Chociaż był tak surowy dla siebie, był niezwykle wyrozumiały dla bliźnich, zwłaszcza dla grzeszników w konfesjonale. Spowiadał bardzo wiele, gdyż sława jego świętości gromadziła przy jego konfesjonale nieraz całe tłumy.

Był szczególnie wrażliwy na niedolę ubogich. Umiał przemawiać do zamożnych, by dzielili się chętnie swoją majętnością z tymi, którzy są głodni. Za zezwoleniem przełożonych utworzył stały fundusz dla ubogich. Bywało, że mył im nogi.

Największą jednak sławę Mikołaj zdobył swoją pracą kaznodziejską. Zatroskany o wieczne zbawienie dusz nieśmiertelnych, okupionych tak wielką ceną męki i śmierci Syna Bożego, wykorzystywał każdą okazję, by przemawiać i kruszyć serca. 

Jego żarliwość apostolska i widok wychudłej od postów twarzy przemawiał wymowniej od najpiękniejszych słów. Swoje cierpienia i pokuty miał zwyczaj ofiarowywać za nawrócenie grzeszników.

Pan Bóg obdarzył go niezwykłymi charyzmatami. Mikołaj miał rzadki dar łączności z duszami w czyśćcu cierpiącymi. 

W procesie kanonicznym stwierdzono ponad 300 wypadków cudownych uzdrowień, jakie wierni otrzymali za przyczyną Mikołaja tak za jego życia, jak i po jego śmierci. Wśród nich są wymienione trzy wypadki wskrzeszenia umarłych: 12-letniej córki Filipa z Fermo – cud potwierdzony przysięgą czterech kapłanów-świadków (1306); wskrzeszenie córki Jacopuzzo z Chieti (1320) i Venturyna z Gigliolo, potwierdzone przez niego, jego ojca, żonę i biskupa Maceraty.

Mikołaj zmarł w Tolentino w 1305 roku. Miał 60 lat.

Jego pogrzeb był wielką manifestacją miasta i okolicy. Pochowano go w kościele klasztornym. 

Kiedy w roku 1345 odjęto od ciała dwie ręce, by je umieścić w drogocennych relikwiarzach, według kroniki klasztoru z ciała nienaruszonego rozkładem miała wypłynąć obficie krew. Ta sama kronika wspomina, że fakt płynięcia krwi miał się powtórzyć w ciągu wieków jeszcze kilka razy. 

Papież Eugeniusz IV w roku 1446 wyniósł Mikołaja uroczyście do chwały świętych. 

Jego kult zakon augustianów rozniósł po całym świecie. Jego główne sanktuarium znajduje się w Tolentino. Pierwotny kościół klasztorny pw. św. Jerzego powiększono i dano mu nowy tytuł – św. Mikołaja. Sanktuarium nawiedziło 12 papieży, 9 świętych i błogosławionych, 38 królów i książąt (wśród nich sam Napoleon i nasza królowa, Maria Kazimiera, żona króla Jana III Sobieskiego).
 
Ikonografia przedstawia zwykle św. Mikołaja z Tolentino w czarnym habicie augustianina z regułą w ręku na znak sumiennego jej zachowania; z lilią w ręku, symbolem niewinności jego serca; z krzyżem w ręku, który oznacza ducha pokuty i z gwiazdą na piersiach lub nad głową Świętego, gdyż świadkowie mieli ją kilka razy nad nim oglądać.

+

Święty Mikołaju, księże i ojcze, miłośniku Słowa, miłośniku dusz ludzkich, miłośniku dyscypliny i ascezy. Do krwi, do końca umiłowałeś Mistrza. A On nie pozostał Ci dłużny. Dziś już odbierasz należną Ci chwałę. Módl się za nami, abyśmy wymagali najwięcej od siebie i wiedzieli, że szukając szczytu trzeba iść pod górę… Wstawiaj się za dusze cierpiące naszych bliskich zmarłych, aby i one mogły dostąpić zaszczytu chwały.

 

 

11 września (piątek)

Jan Gabriel Perboyre.

Święty Francuz. Męczennik. Zakonnik. Kapłan. Misjonarz. Wykładowca.

Urodzony w bardzo ubogiej rodzinie, tak iż rodzice nie mogli kształcić syna. Stąd po ukończeniu szkoły podstawowej pozostał w domu, by pracować na roli. Na szczęście stryj Jana był rektorem seminarium duchownego lazarystów (misjonarzy św. Wincentego a Paulo) w Montauban. Zaprosił on starszego brata Jana, Alojzego, by wstąpił do tego seminarium. W jego ślady poszedł także Jan. Studia filozoficzne i teologiczne odbył w Paryżu, wieńcząc je przyjęciem święceń kapłańskich, w roku 1825.

Przez dwa lata był profesorem dogmatyki w wyższym seminarium w Saint-Flour. Następne dwa lata spędził jako rektor i ekonom powstałego pensjonatu kościelnego. Stąd przełożeni mianowali go wicedyrektorem nowicjatu w domu macierzystym S. Lazzaro (św. Łazarza).

Jan marzył jednak o misjach w Chinach. Kilka razy na piśmie ponawiał swoją prośbę. Otrzymał wreszcie upragnione zezwolenie i 21 marca 1835 roku z Havru udał się do Chin. 

W Macao był dopiero 29 sierpnia. Tak dalekie podróże trwały wówczas bardzo długo i były męczące. W Macao Jan zatrzymał się przez kilka miesięcy, by nauczyć się języka chińskiego. 

Posłuszeństwo skierowało go następnie do prowincji Honan. Po półtorarocznej pracy przeniesiono go do prowincji Hupeh. 

Jan natrafił na czasy niespokojne. Dekrety prześladowcze nieco złagodniały, ale nadal trwały. Trzeba było działać ostrożnie, w ukryciu, by katolikom chińskim, jacy jeszcze pozostali, nieść pomoc duszpasterską, a w miarę możliwości – by zyskiwać nowych wyznawców. Jan wykazał w tym dużo gorliwości, ale też i roztropności. Kiedy prześladowanie zaczęło się jednak wzmagać, zamieszkał u pewnego gorliwego katolika i stamtąd prowadził w ukryciu swoją misję.

Został jednak zadenuncjowany i wskutek tego aresztowany.  

26 września 1839 roku przewieziono go do Tcha-Yuen-Keu, gdzie poddano go torturom. Kiedy nie załamał się, odwieziono go do prefektury w Kucheng, gdzie poddano go nowym śledztwom i torturom, aby wydobyć z niego listę misjonarzy i wiernych. Tylko dzięki niezwykle odpornemu i młodemu organizmowi Jan przetrwał męki. 

Odprowadzono go do więzienia i tam zaduszono go 11 września 1840 roku. Miał zaledwie 38 lat.

W 1860 roku przewieziono ciało męczennika do Paryża, do macierzystego domu lazarystów. 

Do chwały ołtarzy wyniósł go papież Leon XIII w 1889 roku. 

Jest to pierwszy misjonarz w Chinach z zakonu lazarystów, który został wyniesiony na ołtarze. 

2 czerwca 1996 r. kanonizował go Jan Paweł II.

+

Święty Janie, wierny sługo Pana, bohaterze wiary katolickiej, dałeś świadectwo Chinom. Oby Twoje życie, śmierć i dalsze wstawiennictwo przyniosło Państwu Środka wolność i pokój. Chrześcijańskie cywilizowane życie.

Módl się za swoich współbraci, misjonarzy i ludzi prześladowanych za wiarę. Dziękujemy Ci za Twoją odwagę i konsekwencję do końca, do okrutnych dni ostatecznych. Bądź nam busolą w trudnych stanach naszego ducha. Abyśmy jak Ty mieli udział w Pełni Szczęścia.

 

12 września (sobota)

Maria Luiza Prosperi.

Błogosławiona Włoszka. Gertruda. Zakonnica. Przeorysza. Ascetka. Kobieta modlitwy. Mistyczka. Stygmatyczka.

Urodzona w Perugii, w zubożałej, pobożnej rodzinie szlacheckiej. Już od dziecka odznaczała się głęboką wiarą. W 1820r., mając 19 lat, wstąpiła do benedyktynek św. Łucji w Trevi. Przyjęła imiona Maria Luiza.

Kolejnych 12 lat spędziła w klasztorze jako wzorowa i bardzo ceniona siostra. Skrupulatnie wypełniała swe obowiązki: pielęgniarki, zakrystianki i mistrzyni nowicjatu, aby znaleźć czas na intensywną modlitwę, do której często zapraszała inne siostry. 

Nie ujawniała przy tym swych przeżyć mistycznych, które miała przez wiele lat.
Sprawa wydała się, gdy na dłoniach Marii Luizy pojawiły się stygmaty. Okazało się wówczas, że Maria Luiza doświadcza na swym ciele oznak Męki Pańskiej: biczowania, ukoronowania cierniem oraz przebicia boku, rąk i nóg. 

Jej kolejni kierownicy duchowi nie dowierzali jej, doszukując się w niej raczej udawania, a nawet opętania. Również jej współsiostry nie wykazywały zrozumienia dla jej duchowych spotkań z Jezusem, który zapowiadał jej, że będzie musiała znieść wiele cierpień.
Szczególnie nieufny był o. Ignazio G. Cadolini (późniejszy biskup Spoleto, arcybiskup Ferrary i kardynał), który był spowiednikiem siostry w latach 1832-1837. Poddając w wątpliwość jej opowieści o widzeniach Pana Jezusa i rozmowach z Nim, polecił jej spisywać każdy taki przypadek. Uważał, że relacje te są wynikiem jej pychy, a ją samą opętał diabeł. Dzięki temu poleceniu dotarła do nas bardzo obszerna dokumentacja na temat jej wizji i życia duchowego.

Niespodziewanie w 1837 r. s. Maria Luiza została wybrana na przeoryszę klasztoru i pozostała na tym stanowisku aż do śmierci. Pod jej rządami placówka bardzo się rozwinęła, do czego w wielkim stopniu przyczyniły się zmiany, jakie wprowadziła nowa przełożona. Zaczęła przywracać pierwotną regułę benedyktyńską, a przy tym sama odznaczała się głębokim życiem duchowym, wiele czasu spędzając na modlitwie. Tego samego wymagała od sióstr.

Ostatnie 4 lata jej życia były naznaczone pogłębiającą się chorobą. W Wielki Czwartek 1847 r. została sparaliżowana, a choć potem na krótko stan jej zdrowia nieco się poprawił, to jednak nie odzyskała już pełnej sprawności.

Zmarła w swym klasztorze w Trevi, otoczona siostrami, 12 sierpnia 1847 r. 19 sierpnia skończyłaby 48 lat.

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w Spoleto w 1914 r., po czym na długo przerwały go wojny światowe i inne wydarzenia. Wznowiono go w 1987 r. 

19 grudnia 2011 r. papież Benedykt XVI podpisał dekret o uznaniu cudu za wstawiennictwem sługi Bożej. 

Beatyfikował ją na polecenie papieża kard. Angelo Amato 10 listopada 2012 r.

+

Błogosławiona Mario Luizo, módl się za nami i wypraszaj nam łaskę pokory, przyjmowania cierpienia z miłością, cierpliwości i pobożności. Naucz nas tak rozporządzać czasem, abyśmy mogli dobrze spełniać swoje obowiązki jako ludzie według ciała i według ducha. Opiekuj się swoimi siostrami oraz kierownikami duchowymi.

Módlmy się o rychłą kanonizację siostry benedyktynki.

 

 

 

 

+

Święty Stanisławie, Patronie nasz,

Z Gersonowskiego obrazu,

Spoglądnij na nas życzliwie.

Wskrześ naszego ducha.

 

 

A na koniec, jak zwykle,

polecajmy się naszej Patronce, NMP,

Królowej Wszystkich Świętych:

 

Spoglądnij na nas przez obraz on,

Pomocy Nieustającej.

 

Obraz poświęcony przez samego Piusa X.

 

M.P.