Świeci tygodnia

W tym Tygodniu wspominamy:

 

5 lipca (niedziela)

Antoni Maria Zaccaria.

Święty. Włoch. Kapłan, zakonnik. Duszpasterz.

Urodzony w Lombardii jako niemowlę stracił ojca i pozostał pod czułą opieką młodej matki. Po ukończeniu szkół studiował medycynę w Padwie, którą uwieńczył doktoratem. Jednocześnie zgłębiał filozofię. Następnie powrócił do rodzinnej Cremony, w której to zajął się katechizacją ubogiej młodzieży. Równocześnie pracował intensywnie nad własnym uświęceniem. Pod kierunkiem dominikanów podjął studia teologiczne. Zajął się biblistyką, patrologią i zgłębianiem pism doktorów Kościoła, a szczególnie św. Tomasza z Akwinu. Przyjął święcenia kapłańskie. Wkrótce wyjechał wraz ze swoim kierownikiem duchownym i hrabiną Torelli do Mediolanu, aby dołączyć do oratorium “Wiecznej Mądrości”. Po śmierci założycielki, dzieło zaczęło podupadać. Na szczęście Antoni zajął się bractwem i z czasem nabrało nowego rozmachu. Z niego powstało trzy nowe, poświęcone świętemu Pawłowi Apostołowi. “Synowie św. Pawła”, zatwierdzeni przez Rzym pod nazwą „Kleryków Regularnych św. Pawła Ściętego”; zakon żeński „Aniołów św. Pawła Nawróconego” i ludzi świeckich – „Mężów Pobożnych św. Pawła”. Największą sławą okrył Antoniego zakon męski, który od kościoła św. Barnaby, przy którym się zawiązał, otrzymał popularną nazwę barnabitów. Wspólnota zakonników i zakonnic oraz ludzi świeckich była niesłychanym novum. Antoni przyjaźnił się z biskupem Mediolanu, św. Karolem Boromeuszem, z którym to napisał regułę zgromadzenia. Aby zachęcić ludność miasta do nawrócenia, zorganizował akt publicznej pokuty. Na czele pokutników szli jego duchowi synowie i córki. To podziałało pozytywnie na lud, który licznie włączał się do tej praktyki publicznego zadośćuczynienia Panu Bogu za masowe odstępstwa od wiary. Oczywiście znaleźli się i ci, którzy oskarżali świętego o herezję. W Rzymie odbyły się dwa procesy, z których Antoni wyszedł obronną ręką.

Dla ożywienia ducha religijnego kapłan wprowadził praktykę „15 piątków”. Na dźwięk dzwonów o godzinie, w której Pan Jezus poniósł śmierć, w kościołach zbierał się lud. Tam odbywało się nabożeństwo z kazaniem pasyjnym. Pragnieniem Antoniego było, aby wiernym stale przypominać, jaką ceną zostali odkupieni, i aby według tego kształtowali swoje życie chrześcijańskie. Dlatego też nabożeństwa te były połączone ze spowiedzią. Antoni wyróżniał się także szczególnym nabożeństwem do Eucharystii. Zachęcał swój lud do częstego przyjmowania Komunii świętej, co w tamtych czasach nie było powszechne. To on wprowadził 40-godzinne nabożeństwo adoracji Najświętszego Sakramentu, wystawionego w monstrancji.

Całe swe życie oddał duszpasterzowaniu i zabieganiu o zbawienie człowieka. Zmęczony, oddawszy swe zdrowie i siły wyższemu celowi, odszedł w wieku 37 lat, w 1539r. Został pochowany w kościele barnabitów w Mediolanie. Następnie w 1891r. Przeniesiono go do kościoła św. Barnaby. Do dziś jego grób ściąga tłumy wiernych.

Święty przedstawiany jest w towarzystwie św. Pawła, któremu tak wiele poświęcił. Bywa ukazywany z monstrancją w ręku. Czasem też trzyma krzyż jako wielki czciciel Męki Pańskiej albo lilię, gdyż był nazywany aniołem w ludzkim ciele.

+

Święty Antoni, orędowniku każdej ludzkiej duszy. Troszcz się o naszego ducha dalej. Wspomagaj w tej trosce wszystkich ludzi duchownych, kapłanów i zakony, a także dodawaj entuzjazmu bractwom złożonym ze świeckich. Potrzebujemy Twojej wiary i miłości, ciężkiej pracy i zapału, i tej świadomości, po co to wszystko.

 

Maria Goretti.

Święta. Włoszka. Męczennica. Dziewica.   

Urodziła się w ubogiej rodzinie, już jako 6-latka otrzymała sakrament bierzmowania, następnie przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Jako 10-latka straciła ojca. Dziewczynka pocieszała mamę: „Odwagi, mamusiu! Bóg nas nie opuści!” Często modliła się za tatę na różańcu. Przy tym pomagała mamie i opiekowała się rodzeństwem. Dom Gorettich zajmowała także rodzina Serenellich – ojciec z synem. To młodzieńcowi Aleksandrowi spodobała się Maria. Zaczął ją coraz mocniej napastować, nękać, grożąc nawet śmiercią. Przez jakiś czas dziewczyna umiała się wyswobodzić z rąk napastnika. Nie mówiła jednak o tym nikomu w rodzinie, by nie pogłębiać przepaści niechęci Serenellich do Gorettich. 5 lipca obie rodziny były zajęte zbieraniem bobu. Maria została w domu. Zauważył to Aleksander, który powrócił do domu i zaatakował dziewczynę. Ta stawiła mu gwałtowny opór. Ten, pełen gniewu, chwycił nóż. Zadał 14 ciosów. Kiedy rodziny wróciły z roli znaleźli Marię w agonii. Co prawda, szybko przewieziono ją do szpitala, w którym to otrzymała ostatnie sakramenty. I w którym to, 6 lipca 1902r. zmarła, mając 12 lat. Jeszcze przed śmiercią wybaczyła Aleksandrowi. Cała okolica była poruszona zbrodnią. Dziewczyna miała królewskie pożegnanie. Wzięło w nim udział wiele tysięcy ludzi, setki kapłanów i biskup. Z balkonów i z okien na białą trumienkę padał deszcz róż i innych kwiatów. Zaczęto ją nazywać „świętą Agnieszką XX wieku”. Dzięki staraniom pasjonistów została wyniesiona na ołtarze. Zarówno w beatyfikacji jak i kanonizacji uczestniczyła jej matka. W uroczystościach brał także udział zabójca – Aleksander Serenelli, który w czasie 27-letniego pobytu w więzieniu przeżył całkowite nawrócenie. Nie miał wątpliwości, że wiarę zawdzięczał wstawiennictwu Marii. Po wyjściu z więzienia przeprosił matkę Marii, wyznał swoją winę przed całą parafią, a po pewnym czasie został tercjarzem franciszkańskim. Do końca życia pracował jako ogrodnik u kapucynów, gdzie zmarł w 1970 r. Duchową przemianę zabójcy opisał Jean du Parc w książce, która w Polsce została wydana pod tytułem „Niebo nad moczarami”.

Święta jest patronką młodzieży, dziewcząt, dziewic.

Jej relikwie spoczywają w kościele Matki Bożej Łaskawej w Nettuno.

Grób świętej nawiedził Jan Paweł II w pierwszym roku swojego pontyfikatu (1 września 1979 r.).

+

Święta Mario, wypraszaj piękno życia, szczególnie młodym ludziom. Aby strzegli i doceniali postawę czystości. Nie marnotrawili jej ku zdobyciu ulotnym przyjemnościom. Niech Twoja postawa, ale też nawróconego Aleksandra, mówi nam, iż z każdej ciemności Bóg wyprowadza światło.

 

 

 

6 lipca (poniedziałek)

 

 

Maria Teresa Ledóchowska.

Błogosławiona. Polka. Pisarka. Matka Afryki.

Urodzona w Austrii, dokąd jej rodzina wyemigrowała po powstaniu listopadowym. Od najmłodszych lat wykazywała wybitne uzdolnienia literackie, muzyczne i aktorskie. Mając 5 lat napisała mały utwór dla domowników, a jako 9-letnia dziewczynka układała wiersze. Rodzina każdy dzień kończyła wspólnym pacierzem, a w niedzielę uczestniczyła we Mszy świętej. Matka Marii – niezwykle czuła na niedolę bliźnich, bardzo towarzyska i pogodna – umiała wychować dzieci w karności i sumienności. Ojciec pogłębiał wiedzę dzieci, zapoznając je z historią malarstwa i sztuki, z historią Polski i ojczystą mową. W roku 1873 rodzice ponownie stracili majątek. Ojciec sprzedał majątek w Austrii i wynajął mieszkanie w St. Polten. Tu dzieci uczęszczały do szkoły Pań Angielskich. Z tej okazji Maria Teresa zapoznała się z dziełem Marii Ward, założycielki tej instytucji. Maria uczyła się bardzo pilnie, otrzymując same bardzo dobre oceny. Wielkim przeżyciem dla niej była wiadomość o uwięzieniu w Ostrowie Wielkopolskim jej stryja, arcybiskupa Mieczysława Ledóchowskiego. Posłała do więzienia napisany przez siebie wiersz ku jego czci. W dwa lata potem witała go radośnie w Wiedniu, gdy jako kardynał zatrzymał się tam w drodze do Rzymu. Pierwszą swoją książkę – “Mein Polen” – jemu właśnie zadedykowała. Było to sprawozdanie z podróży, jaką odbyła po Polsce ze swoim ojcem. Miała wtedy zaledwie 16 lat. W 1883r. Ledóchowscy przenieśli się na stałe do Polski. Do Lipnicy Murowanej, gdzie ojciec wykupił zaniedbany majątek. Powitali ich chlebem i solą burmistrz miasta i ludność w strojach krakowskich. Maria była szczęśliwa z powrotu do Ojczyzny. Wkrótce zobaczyła jednak kłopoty w prowadzeniu gospodarstwa. Zimą zwiedzała Kraków, biorąc udział w zebraniach towarzyskich. Cieszyła się urodą i inteligencją, dlatego wyróżniała się wśród dziewcząt. Niestety pewnej zimy zachorowała na ospę i przez wiele tygodni walczyła o życie. Choroba zostawiła ślady na jej twarzy. Organizm był osłabiony, bowiem sześć lat wcześniej Maria Teresa przebyła ciężki tyfus. Jednak ta właśnie choroba uczyniła ją dojrzałą duchowo. Poznała marność tego życia i rozkoszy świata. Zrodziło się w niej postanowienie oddania się na służbę Panu Bogu, jeśli tylko dojdzie do zdrowia.

Na ospę zachorował także jej ojciec i zaopatrzony sakramentami zmarł. Pochowany został w Lipnicy. Maria Teresa, sama osłabiona, nie była zdolna do prowadzenia majątku. W wyniku starań rodziny, cesarz Franciszek Józef I mianował ją damą dworu wielkich książąt toskańskich – Marii i Ferdynanda IV, którzy po wygnaniu z Włoch rezydowali w zamku cesarskim w Salzburgu. Mimo życia na dworze, Maria Teresa prowadziła życie pełne wewnętrznego skupienia.
W 1886 r. po raz pierwszy zetknęła się z zakonnicami i ideą misyjną Kościoła, które przybyły na dwór arcyksiężnej po datki na misje. Jedną z owych sióstr była dawna dama tegoż dworu, hrabina Gelin. Właśnie w tym czasie kardynał Karol Marcial Lavigerie, arcybiskup Algieru, rozwijał ożywioną akcję na rzecz Afryki. Pewnego dnia Maria Teresa dostała do ręki broszurę kardynała, gdzie przeczytała słowa: „Komu Bóg dał talent pisarski, niechaj go użyje na korzyść tej sprawy, ponad którą nie ma świętszej”. To było dla niej światłem z nieba. Znalazła cel swojego życia. Postanowiła skończyć z pisaniem dramatów dworskich, a wszystkie swoje siły obrócić dla misji afrykańskiej. W tej sprawie napisała też do stryja, kardynała Ledóchowskiego, który pochwalił jej postanowienie.

Jej pierwszym krokiem był dramat “Zaida Murzynka”, wystawiony w teatrze salzburskim i w innych miastach. Ponieważ obowiązki damy dworu zabierały jej zbyt wiele cennego czasu, zwolniła się z nich. Stanęła na czele komitetów antyniewolniczych. Te jednak rychło ją zwolniły, gdyż chciała, aby były to komitety katolickie. Opozycja zaś nalegała, by komitetom nadać charakter międzywyznaniowy. Maria zamieszkała w pokoiku przy domu starców u sióstr szarytek. Zerwała stosunki towarzyskie i oddała się wyłącznie sprawie Afryki. Na własną rękę zaczęła wydawać “Echo z Afryki”. Nawiązała kontakt korespondencyjny z misjonarzami. Wkrótce korespondencja wzrosła tak dalece, że musiała zaangażować sekretarkę i ekspedientkę. Z pomocą jednego z ojców jezuitów opracowała statut Sodalicji św. Piotra Klawera. W 1894 r., w swoje 31. urodziny, przedstawiła go na prywatnej audiencji Leonowi XIII do zatwierdzenia. Papież dzieło pochwalił i udzielił mu swojego błogosławieństwa. Siedzibą sodalicji były początkowo dwa pokoje przy kościele Świętej Trójcy w Salzburgu. Tam też założyła muzeum afrykańskie.
Od roku 1892 “Echo z Afryki” wychodziło także w języku polskim. Administrację Maria Teresa umieściła przy klasztorze sióstr urszulanek, gdzie zakonnicą była wtedy jej młodsza siostra, Urszula. Ta, którą nie tak dawno wspominaliśmy. W 1894 r. Maria Teresa miała już własną drukarnię. Jako napędową siłę dla maszyn drukarskich wykorzystywała wodę rzeki płynącej w majątku, który zakupiła w Salzburgu. Nową placówkę oddała pod opiekę Maryi Wspomożycielki. “Echo z Afryki”, a od 1911 roku także “Murzynek”, zaczęły wychodzić w 12 językach. Tu drukowano nadto broszury misyjne, kalendarze, odezwy itp., a potem katechizmy i książeczki religijne w językach Afryki. W roku 1921 utworzyła akcję Prasy afrykańskiej jako pomoc dla misjonarzy w Afryce. Chodziło o druk książek religijnych w językach tubylczych.
W 1896 r. Maria Teresa złożyła śluby zakonne na ręce kardynała Hellera, biskupa Salzburga. W 1897 r. kardynał zatwierdził konstytucję przez nią ułożoną dla nowego zgromadzenia zakonnego.

Dzieło miało trzy stopnie:

1) członkowie zewnętrzni, wspomagający sodalicję;

2) zelatorzy uiszczający ofiary;

3) same zakonnice jako człon wewnętrzny i zasadniczy – prowadzący całe dzieło.

W tym samym roku Maria Teresa założyła w Salzburgu drukarnię misyjną.

W roku 1899 Święta Kongregacja Rozkrzewiania Wiary, na której czele stał kardynał Ledóchowski, wydała pismo pochwalne, a następnie przyjęła Sodalicję pod swoją bezpośrednią jurysdykcję. W 1904 r. św. Pius X osobnym breve pochwalił dzieło, a w roku 1910 Stolica Apostolska udzieliła mu definitywnej aprobaty.
W roku 1904 Maria Ledóchowska przeniosła swoją stałą siedzibę do Rzymu.

W cztery lata potem udała się osobiście do Polski, aby szerzyć tam ideę misyjną. Na wiadomość o powstaniu Polski niepodległej, Maria Teresa poleciła zatknąć polskie sztandary na domach swego zgromadzenia.

W roku 1920 wysłała zapomogę do Polski.

Pod koniec jej życia “Echo z Afryki” miało ok. 100 000 egzemplarzy nakładu.

W roku 1901 Maria Teresa założyła przy domu głównym Sodalicji w Rzymie międzynarodowy nowicjat. Także i biura Sodalicji były rozsiane niemal po wszystkich krajach Europy. Przy każdej filii założono muzeum Afryki. Nadto Maria wyjeżdżała do różnych miast z wykładami i odczytami o misjach w Afryce.

Maria Teresa zmarła w 1922r. mając 59 lat.

 Na początku jej ciało złożono na głównym cmentarzu rzymskim przy bazylice św. Wawrzyńca.

Proces beatyfikacyjny rozpoczęto w roku 1945. Paweł VI w świętym roku jubileuszowym, w niedzielę misyjną 19 października 1975 r., wyniósł ją do chwały ołtarzy.

Ciało jej od roku 1934 znajduje się w domu generalnym Sodalicji.

W czasie Soboru Watykańskiego II biskupi Afryki licznie nawiedzali grób tej, która całe swoje życie i wszystkie swoje siły poświęciła dla ich ojczystej ziemi. W nagrodę za bezgraniczne oddanie się sprawom Afryki Maria Teresa zdobyła zaszczytny przydomek Matki Afryki.

Jest patronką dzieł misyjnych w Polsce.

+

Błogosławiona Mario Tereso, zawstydzasz nas swoim poświęceniem, determinacją, zdolnością i dziełem misyjnym. Ty jesteś doskonałym przykładem, co to znaczy być człowiekiem pokoju i szacunku. Miłości do bliźnich, Białych, Żółtych czy Czarnych. To Ciebie powinni mieć na sztandarach manifestujący w USA z “Black Lives Matter”. Bo liczy się prawdziwe zaangażowanie na rzecz wybranej społeczności, a nie tylko niszczycielska, bezrozumna agresja. Jesteś naszą dumą z Polski. Ucz nas tej wrażliwości serca na potrzeby ludzi Afryki.

Módlmy się o jej rychłą kanonizację, gdyż nie ona, ale świat potrzebuje tej łaski.

 

Dominika.

Cyriaka. Należąca do Pana. Święta. Męczennica. Dziewica.

Pochodziła z Azji Mniejszej. Żyła w czasach wielkich prześladowań chrześcijan. Jej rodzice byli bogatymi i pobożnymi Grekami, którzy długo starali się o dziecko. Bóg w końcu wysłuchał ich modlitw i obdarzył córką, urodzoną w Niedzielę. Stąd jej imię.

Od dzieciństwa Dominika poświęciła swoje życie Bogu, powstrzymując się od bycia nieposłuszną. Ponieważ była piękna na ciele i duszy, wielu zalotników zaczęło ubiegać się o jej rękę, jednak ona wszystkim odmawiała, mówiąc, że jest zaręczona z Chrystusem i że nie pragnie niczego więcej niż umrzeć jako dziewica. Sędzia Nikomedii także chciał zaręczyć ją ze swoim synem, szczególnie że pochodziła z zamożnej rodziny. Gdy Dominika odmówiła, wydał ją i jej rodziców Dioklecjanowi jako chrześcijan, którzy byli przez niego prześladowani.
Cesarz rozkazał torturować rodziców Dominiki. Doroteusz był chłostany, póki żołnierz nie zmęczył się tak, że nie był zdolny kontynuować chłosty. Kiedy rodzice Dominiki nie wyrzekli się swojej wiary, Dioklecjan skazał ich na wygnanie, gdzie zmarli, wycierpiawszy wiele dla Chrystusa.

Dominikę natomiast cesarz wysłał na przesłuchanie do Maksymiana, aby ten poddał ją próbom. Dziewczyna odmówiła wyparcia się wiary, torturowano ją więc w każdy możliwy sposób, m.in. poprzez biczowanie. Jednak jej wiara była niezłomna.
Pewnej nocy, kiedy leżała w więzieniu, Bóg do niej przemówił: „Nie bój się tortur, Dominiko. Moja łaska jest z tobą”. Dzięki temu Dominika przetrwała wiele strasznych prób. Ostatecznie Maksymian odesłał ją do Hilariona, eparchy Bitynii, do Chalcedonu.
Jedną z kolejnych tortur było powieszenie Dominiki za włosy na kilka godzin, podczas gdy żołnierze przypalali jej ciało pochodniami. Potem wtrącono ją do celi. W nocy ukazał się jej Chrystus i uzdrowił ją. Widząc cuda ratujące Dominikę, wielu pogan nawróciło się. Wszyscy jednak zostali ścięci.

Następnie młoda kobieta była torturowana przez Apoloniusza, następcę Hilariona. Kiedy została wrzucona w ogień, płomienie gasły. Gdy została rzucona na pożarcie dzikim bestiom, te stawały się potulne i delikatne.

Wtedy Apoloniusz skazał ją na ścięcie. Podczas kilku minut darowanych jej na modlitwę prosiła Boga o przyjęcie jej duszy oraz o miłosierdzie i opiekę dla tych, którzy uczczą jej męczeństwo. Po modlitwie oddała duszę Bogu, zanim ostrze miecza spadło na nią.

Została zgładzona w 289r. w wieku 21 lat.

Ośrodek jej kultu powstał w Tropea w Kalabrii na południu Włoch.

+

Święta Dominiko, Kyriaka, módl się za nami. Jesteś doskonałym przykładem, co to znaczy żyć według ducha, Ducha Bożego. Oddałaś światu swe ciało, ale zyskałaś życie. Dlatego wstawiaj się za nami, pogubionymi, lękającymi się o wszystko, tylko nie o zbawienie. Oby świat nie wydarł nam miłości Chrystusa, dla Którego oddałaś życie.

 

 

 

7 lipca (wtorek)

 

Maria Romero Meneses.

Błogosławiona z Nikaragui. Zakonnica. Matka ubogich.

Pochodziła z wielodzietnej rodziny. Pierwsze lata dzieciństwa spędziła w pięknym domu, odizolowanym od ubogich przedmieść. Od ojca, Feliksa Romero Menesesa, który był ministrem rządu, a równocześnie człowiekiem wrażliwym na ludzką nędzę, Maria nauczyła się miłości do potrzebujących. Rodzice starali się zapewnić swoim dzieciom dostatnie życie i dobre wykształcenie. Liczyli na to, że córka wybierze drogę kariery. Ona jednak odkryła w sobie powołanie do życia zakonnego i w 1923 r. wstąpiła do zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, popularnie zwanych salezjankami. Jej pierwsza placówka, w której rozpoczęła pracę, mieściła się na Kostaryce. Łączyła edukację z działalnością charytatywną.

Idąc za przykładem św. Jana Bosko, zajmowała się biednymi i opuszczonymi dziewczętami w mieście i w okolicznych wioskach.

Gromadziła je w oratorium, a do pomocy angażowała uczennice. Grupę tych pomocnic nazwała „małymi misjonarkami”. Razem z nimi modliła się i sprawowała opiekę. Praca przynosiła wspaniałe owoce.

Wkrótce Maria zrezygnowała z posady nauczycielki i poświęciła się katechizowaniu dzieci i dorosłych oraz opiece nad potrzebującymi. Założyła specjalną wioskę dla najuboższych rodzin, zapewniając każdej z nich własny dom.

Siłę do pracy charytatywnej czerpała z nabożeństwa do Najświętszego Sakramentu i do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych.

W 1939 roku, gdy wybuchła II wojna światowa, wraz ze swymi siostrami otworzyła „małą misję”. Zachęcała je słowami: „Pójdziemy do domów, pomożemy je wyczyścić, wymyć, uporządkować. Zaniesiemy tam ubrania i coś do zjedzenia. Pamiętajmy jednak, że jeżeli zaniesiemy tym biednym tylko mleko i ubrania, a nie zaniesiemy im Jezusa – staną się jeszcze biedniejsi niż przedtem”.
Dzięki jej staraniom w centrum San Jose został zbudowany kościół poświęcony Najświętszej Maryi Pannie. Z czasem powstało 36 oratoriów, w których zbierały się dziewczęta, dzieląc się z siostrami troskami i marzeniami. Pod kierunkiem s. Marii uczyły się katechizmu i otrzymywały pomoc materialną.

W 1955 roku około sto rodzin otrzymywało regularnie pomoc, a ponad pięć tysięcy dzieci uczęszczało na katechezę.

Widząc tłumy chorych i cierpiących, Maria poprosiła Matkę Bożą o łaskę cudownej wody: „Daj mi tę łaskę i uzdrów chorych biedaków także i tą wodą. Jest zbyt daleko, by pielgrzymować do Lourdes. Chorych na to nie stać”. Wtedy zaczęły się dokonywać cudowne uzdrowienia. Woda z kranu w jej domu cudownie leczyła potrzebujących. Biedacy przychodzili do s. Marii po „wodę Madonny”. Jednak za radą przełożonej, kierowana roztropnością, s. Maria zaprzestała jej rozdawania.

Siostra Maria zmarła nagle, na zawał serca, w 1977r. Dożywszy 75 lat. 

Rząd Kostaryki ogłosił ją honorową obywatelką swego kraju, a rada miasta San Jose jej imieniem nazwała jedną z ulic.

Do grona błogosławionych zaliczył ją papież św. Jan Paweł II w 2002 roku. Jak mówił wówczas: „Córka Maryi Wspomożycielki, potrafiła ukazywać oblicze Chrystusa, który daje się rozpoznać przy łamaniu chleba (…). Kochając Boga żarliwą miłością i bezgranicznie ufając w pomoc Maryi Panny, (…) była wzorową zakonnicą, apostołem i matką ubogich, którym okazywała szczególną troskę, nie wykluczając nikogo”.

+

Błogosławiona siostro Mario, tyś jak Matka Teresa, tylko z drugiej strony świata. Ukazywałaś ludziom, jak św. Weronika, oblicze Chrystusa. Przez powołanie, pracę i czyn. Przez każdy najmniejszy gest, współczucie, wrażliwość, pomoc. Miłość. Naucz nas, byśmy byli choć trochę jak Ty.

Módlmy się o rychłą kanonizację błogosławionej, która pomagała w Prawdzie.

 

 

Benedykt XI.

Mikołaj Boccasini. Święty. Włoch. Papież. Biskup. Kapłan.

Pochodził z ubogiej rodziny, jego matką była praczką u dominikanów. Młodzieniec wstąpił do tegoż zakonu i szybko dał się poznać z jak najlepszej strony, jeżeli chodzi o zalety umysłu jak i ducha. Studiował teologię i filozofię w Wenecji i Mediolanie. Następnie był wykładowcą. Potem został przeorem, a w końcu prowincjałem dominikanów w Lombardii. Bezpośrednio potem został wybrany generałem zakonu. W czasie kierowania zakonem dużą wagę przykładał do nauki – dbał o rozwój studium, a także o dobre kontakty z klerem diecezjalnym. Papież doceniwszy jego zaangażowanie mianował go biskupem Ostii i kardynałem. Ceniąc talent dyplomatyczny Mikołaja, powierzył mu trudne pośredniczenie w zawarciu pokoju między królem Francji, Filipem Pięknym, a królem Anglii, Edwardem I. Podobną misję szczęśliwie wypełnił na Węgrzech, gdzie rozegrały się właśnie walki o tron. W latach 1301-1302 był także z misją w Polsce, Serbii i Dalmacji.

Podczas napaści na papieża uciekli wszyscy kardynałowie, oprócz Mikołaja. Kiedy papież został uderzony tak silnie, że ten przewrócił się na ziemię, obecny kardynał Mikołaj interweniował w obronie papieża natychmiast, a w jego trzydniowym uwięzieniu niósł mu pociechę. Na szczęście także lud Anagni ujął się za papieżem i zmusił napastników do ucieczki. Kardynał towarzyszył papieżowi w jego triumfalnym powrocie do Rzymu.

W 1303 r. Mikołaj został wybrany papieżem. Niezbyt często się zdarza, żeby wybór został dokonany – jak w tym przypadku – już w pierwszym głosowaniu. Obrał sobie imię Benedykt ku czci papieża Bonifacego VIII, który na chrzcie to właśnie imię otrzymał. Postanowił wtedy doprowadzić do zgody między potężnym rodem Colonnów a nie mniej potężnym i ambitnym Filipem Pięknym. Odwołał wszystkie klątwy rzucone na Filipa przez poprzednika. Nie dopuścił jednak do zwołania soboru, którego domagał się Filip, aby zmarłego Bonifacego VIII napiętnować publicznie jako intruza na Stolicy Apostolskiej, a nawet jako heretyka. Zdjął także ekskomunikę nałożoną przez Bonifacego VIII na dwóch kardynałów z rodu Colonna. Nie przywrócił im jednak godności kardynalskiej ani skonfiskowanych posiadłości, czego się spodziewali, co w konsekwencji doprowadziło do rozruchów w Rzymie. Rzym rozdzierany walkami między rodami nie zapewnił papieżowi bezpieczeństwa i spokoju. Benedykt XI przeniósł się więc do Perugii. 

W czasie swego pontyfikatu wzmocnił rolę kolegium kardynalskiego, którego rady zasięgał. 

Benedykt XI jest autorem tomu kazań i komentarzy do Ewangelii według św. Mateusza, psalmów, Księgi Hioba i Apokalipsy.

Na Stolicy Apostolskiej zasiadał niecały rok.

Zmarł w 1304r. mając 64 lata.
Jest duże podejrzenie, że Benedykt XI został otruty (trucizna miała być w figach, ulubionych owocach papieża, które podał mu w Perugii ktoś przebrany za zakonnicę z klasztoru św. Petroneli). Gdyby to było prawda, do osobistej świętości wyznawcy dołączyłby Benedykt XI również palmę męczeństwa.

Jego ciało znajduje się w pięknym grobowcu w kościele św. Dominika w Perugii.
+

Święty Benedykcie, orędowniku pokoju, naucz nas tej zdolności doprowadzania zwaśnionych do zgody, a i nas samych naucz wzajemnego poszanowania i braterskiej miłości. Bądź światłem, kiedy należy stać na straży osób i wartości. Ty pokazujesz, że nieważne skąd, ale z czym się wychodzi. By wejść na najwyższy stopień i społeczności, i świętości.

 

 

8 lipca (środa)

 

Jan z Dukli.

Święty. Polak. Kapłan. Zakonnik. Kaznodzieja.

Pochodził z mieszczańskiej rodziny. Po ukończeniu szkół podstawowych udał się do Krakowa, by tu zacząć studia. Tradycja głosi, iż od młodzieńczych lat, Jan prowadził życie pustelnicze w lasach i u stóp góry zwanej Cergową. Do dziś w odległości kilku kilometrów od Dukli znajduje się pustelnia i kościółek drewniany, wystawiony pod wezwaniem św. Jana z Dukli na miejscu, gdzie miał on samotnie prowadzić bogobojne życie.

Z nieznanych przyczyn porzucił ten ascetyczny tryb życia i wstąpił do franciszkanów konwentualnych w Krośnie. Po ślubach zakonnych podjął studia kanoniczne i został kapłanem. Musiały to być studia solidne, skoro Jan został od razu powołany na urząd kaznodziei. Urząd ten bowiem powierzano w klasztorach franciszkańskich kapłanom wyjątkowo uzdolnionym i wewnętrznie uformowanym. Tego wymagał w regule św. Franciszek, założyciel zakonu.
Jan przez szereg lat piastował także obowiązki gwardiana, czyli przełożonego klasztoru: w Krośnie i we Lwowie. Wreszcie powierzono mu urząd kustosza kustodii, czyli całego okręgu lwowskiego. Po złożeniu tego urzędu ponownie zlecono mu urząd kaznodziei we Lwowie.

Ojciec Jan, w pewnym momencie życia, zaczął obserwować życie bernardynów, założonych przez goszczącego w Polsce św. Jana Kapistrana. I wkrótce postanowił do nich wstąpić. Tak się złożyło, iż do roku 1517 franciszkanie konwentualni i obserwanci mieli tego samego przełożonego. Jednak przejście z jednego zakonu do drugiego poczytywano zawsze za rodzaj dezercji. Istniały ponadto przepisy w zakonie obserwantów, utrudniające przyjęcie zakonników konwentualnych w obawie o zaniżenie karności i ducha zakonnego. Ojciec Jan musiał więc być dobrze znany, skoro przyjęto go bez wahania. Nadarzyła się zresztą ku temu okazja. 

Z Czech przybył prowincjał franciszkanów konwentualnych, któremu podlegał Jan. Poprosił go, by zezwolił mu wstąpić do obserwantów. Według relacji miejscowej tradycji prowincjał, sądząc, że Jan chce odwiedzić kogoś w konwencie obserwantów, chętnie się zgodził. Kiedy zaś spostrzegł swoją pomyłkę, nie mógł już zmusić o. Jana do powrotu. 
Chociaż o. Jan był wtedy już starszy, przeżył u obserwantów jeszcze 21 lat. Krótki czas przebywał w Poznaniu, by następnie powrócić do ukochanego Lwowa i tam spędzić resztę życia. Tu powierzono mu funkcję kaznodziei i spowiednika.

Jako dorobek wielu lat pracy kaznodziejskiej zostawił zbiór kazań, które jednak zaginęły. Rozmiłowany w modlitwie, poświęcał na nią długie godziny.

 Dla dokładnego zapoznania się z konstytucjami nowego zakonu wczytywał się w nie pilnie, a gdy utracił wzrok, prosił, by odczytywał mu je kleryk, bo chciał się ich wyuczyć na pamięć. Do ślepoty dołączyła się ponadto choroba bezwładu nóg.
Jan oddał Bogu ducha w konwencie lwowskim w 1484 roku, mając 70 lat.

Pochowano go w kościele klasztornym. Przekonanie o świętości kapłana było tak powszechne, że zaraz po jego śmierci wierni zaczęli gromadzić się w pobliżu jego grobu i modlić się do niego o łaski.

Do roku 1946 trumienka z relikwiami Jana znajdowała się we Lwowie, w latach 1946-1974 w kościele bernardynów w Rzeszowie, obecnie zaś jest w Dukli.

Liczne łaski, otrzymywane za pośrednictwem sługi Bożego, ściągały do jego grobu nie tylko katolików, ale także prawosławnych i Ormian. Mnożyły się także wota dziękczynne.

Kiedy w roku 1648 Lwów został ocalony w czasie oblężenia przez Bohdana Chmielnickiego, przypisywano to wstawiennictwu Jana z Dukli, gdyż gorąco modlono się do niego.

Prośbę o beatyfikację przesłał do Rzymu król Zygmunt III Waza i biskupi polscy, jak też wielu senatorów. Proces, wiele razy przerywany, został wreszcie ukończony szczęśliwie w roku 1731.

W roku 1739 na prośbę króla Augusta III Sasa, biskupów i kapituł katedralnych oraz magistratu lwowskiego papież Klemens XII ogłosił bł. Jana z Dukli patronem Korony oraz Litwy.

Papież Benedykt XIV nadał odpust zupełny na doroczną uroczystość bł. Jana dla kościołów obserwantów w Polsce.

Już w roku 1754 król August III Sas wniósł prośbę do Rzymu o kanonizację bł. Jana z Dukli. Prośbę ponowił król Stanisław August Poniatowski w roku 1764, uczynił to również sejm polski.

Niewola jednak przerwała zabiegi. Dopiero w roku 1957 Episkopat Polski wystąpił do Stolicy Świętej z ponowną prośbą.

Kanonizacji dokonał w Krośnie papież św. Jan Paweł II podczas swojej wizyty w 1997 r.

+

Święty Janie, módl się za nami. Ty, poszukujący i podejmujący różne decyzje, pokazujesz, iż droga wytyczona przez Boga nie zawsze jest jednostajna. Wspieraj wszystkich kaznodziei i przełożonych w zakonach, a nam wypraszaj łaski, niczym promienie światła, które są Twymi atrybutami.

 

 

Akwila i Pryscylla.

Święci małżonkowie.

Żyli w I wieku n.e.

Akwila był Żydem, pochodzącym z Pontu. Zajmował się produkcją namiotów. Razem z żoną Pryscyllą nawrócił się w Rzymie, z którego zostali wyrzuceni po edykcie Klaudiusza. Małżonkowie przybyli wówczas do Koryntu i tam właśnie zaprzyjaźnili się z Pawłem, Apostołem Narodów. Podążyli z nim do Efezu, gdzie z narażeniem życia bronili Pawła. Następnie powrócili do Rzymu i Efezu.

Wspominani są w Liście do Rzymian:

Pozdrówcie współpracowników moich w Chrystusie Jezusie, Pryskę i Akwilę, którzy za moje życie nadstawili karku i którym winienem wdzięczność nie tylko ja sam, ale i wszystkie Kościoły nawróconych pogan.

Wszędzie tworzyli chrześcijańską wspólnotę, do której należeli zapewne i współpracownicy Akwili.

Dzieje Apostolskie i Listy Pawła podają, że udzielali oni gościny Kościołowi domowemu oraz działali jako katecheci.

Istotne jest, że opisuje się ich razem, nie różnicując ze względu na płeć. Pryska pomagała mężowi w pracy w warsztacie, a Akwila pomagał jej w działalności na rzecz Kościoła.

Według tradycji apostoł Akwila został biskupem Heraklei.

Podobno wraz z małżonką ponieśli męczeńską śmierć zabici przez pogan.

W późniejszym okresie spora część ich relikwii trafiła do Rzymu.

+

Święci Akwilo i Pryscyllo, módlcie się za wszystkie rodziny chrześcijańskie, a w szczególności za małżonków, jako głównych filarów najmniejszej komórki społecznej i każdej ojczyzny. Jesteście wzorami dla małżeństw jak i wolnych, duchownych jak i świeckich. Niech Wasza miłość promieniuje na nas i na cały XXI wiek.

 

 

 

9 lipca (czwartek)

 

Augustyn Zhao Rong, Leon Mangin i Towarzysze.

Święci. Kapłani. Zakonnicy. Świeccy.  

 

Augustyn w wieku 20 lat zaciągnął się do wojska i wchodził w skład oddziału, który eskortował do Pekinu grupę chrześcijańskich więźniów. Uderzyła go ich cierpliwość i odwaga. Ponownie zetknął się z chrześcijanami w prowincji Wuczuan, gdzie poznał uwięzionego o. Marcina Moye. Przykład wiary i miłości tego kapłana oraz jego katecheza skłoniły Augustyna do przyjęcia chrześcijaństwa. Otrzymał chrzest w wieku 30 lat. Przez następnych pięć lat przygotowywał się do kapłaństwa i przyjął święcenia w 1781 r. Przez wiele lat pełnił posługę kapłańską. W okresie prześladowań wszczętych za panowania cesarza Jiaqinga został aresztowany, gdy udzielał sakramentów choremu. Uwięziony, został skazany na dotkliwą karę cielesną, choć miał już 69 lat. Otrzymał 60 uderzeń bambusowym kijem w kostki i 80 policzków zadanych skórzaną podeszwą. Zmarł w więzieniu kilka dni później, w 1815 r.

Jest pierwszym kapłanem-męczennikiem pochodzącym z Chin.

 

Leon urodził się w Lotaryngii, w rodzinie miejscowego sędziego pokoju. Wstąpił do jezuitów. Studiował pilnie, był dobrze wykształconym zakonnikiem. W pewnym momencie wezwano go na misję. W Tien-Tsinie ukończył teologię i w 1886 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Pracował potem na wielu stacjach misyjnych w prowincji Hopej, poważany przez władze cywilne i ceniony dla swej energii w działaniu i pogodnego usposobienia.

Gdy nadeszło prześladowanie, wszystkich podtrzymywał na duchu. Potem zachęcał wiernych, by pozostali w kościele. Gdy padł pierwszy strzał, Maria Czu-Ou-Czen osłoniła go własnym ciałem. Potem zapaliła mu się sutanna.

Padł przeszyty drugą serią pocisków.

+++

Pod koniec XIX w. prześladowania katolików w Chinach nasiliły się.

Nieporadna cesarzowa-wdowa Cixi szukała oparcia w stronnictwie staromandżurskim, które dla swych celów zmobilizowało wojowników fanatycznej sekty, nazywanych bokserami.

Swoją nienawiść do obcych ześrodkowali oni na chrześcijanach. Zaczęli więc napadać na kościoły, palić je, potem masowo mordować wiernych.

W okręgu Xiangchenggen pierwszym znakiem nadciągających pogromów była śmierć dwóch jezuitów francuskich. Ojcowie Remigiusz Isoré i Modest Andlauer zginęli przy ołtarzu skromnej kaplicy w On-Y. Było to wyraźne ostrzeżenie dla licznych chrześcijan z tych okolic.

Pod kierownictwem ojca Mangin schronili się oni w Czu-Kia-cho, bo istniała tam szansa obrony i ocalenia. W obwarowanym miasteczku odparli kilka ataków, kiedy jednak bokserów wsparły oddziały regularnej armii, obrona nie miała już żadnych szans. Ostatniego ratunku szukali w kościele. Zginęli wszyscy.

Ojcowie Mangin i Den ponieśli śmierć przy ołtarzu, inni znaleźli ją w płomieniach podpalonej świątyni lub w jej pobliżu, jeszcze inni wtedy, gdy próbowali ratować się ucieczką.

Śmierć poniosło wówczas około 1800 chrześcijan, ponadto około 1200 zginęło w okolicach miasteczka. Nikt nie zdołał wówczas spisać ich imion i nazwisk.

Ustalono je znacznie później, i to jedynie w pięćdziesięciu sześciu wypadkach. Tych też pięćdziesięciu sześciu Pius XII beatyfikował w roku 1955, a kanonizował – wraz z innymi męczennikami chińskimi – papież św. Jan Paweł II w 2000 r.

+

Święci męczennicy z Chin, módlcie się za tamtejszy Kościół katolicki, ale także wypraszajcie nam wszystkim, dar prawdziwego pokoju, wolności religijnej i kierowania się w życiu sumieniem. Niech Wasze poświęcenie ponad życie będzie niegasnącym płomieniem rozpalającym miłość w każdym, nawet najbardziej, zatwardziałym ludzkim sercu. Nauczcie nas doceniać wolność i mądrze z niej korzystać, ku chwale Boga, czyli też ku chwale człowieka.

Fidelis Chojnacki.

Hieronim. Błogosławiony. Polak. Męczennik. Kapłan. Zakonnik. Orędownik abstynencji.

Urodził się w dzień Wszystkich Świętych w Łodzi. Swoją wiarę i wychowanie katolickie zawdzięczał rodzicom i miejscowej parafii. Po ukończeniu szkoły średniej, przez rok uczęszczał do szkoły podchorążych. Po jej ukończeniu, przez kolejny rok nie mógł znaleźć pracy, po czym dzięki znajomościom rodziny dostał posadę urzędnika. Następnie przeniósł się do Warszawy, gdzie pracował na Poczcie Głównej.

W Warszawie spotkał się ponownie ze starszym o dwa lata wujem, już wtedy kapłanem, ks. Stanisławem Sprusińskim. Pomagał mu w działalności w Akcji Katolickiej. Zaangażował się też w sprawę szerzenia abstynencji. Te wspólne działania zaowocowały decyzją o wstąpieniu do kapucynów.

Najpierw na początku 1933 r. Hieronim wstąpił do Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Tu zetknął się z o. Anicetem Koplińskim – wielkim „jałmużnikiem”, „św. Franciszkiem Warszawy”. Mimo sprzeciwu rodziców Hieronim poprosił o przyjęcie do zakonu. W 1933 r. zamieszkał w klasztorze w Nowym Mieście nad Pilicą, przyjmując habit i zakonne imię Fidelis.
W trakcie studiów w Zakroczymiu nadal działał na rzecz abstynencji. 

Biegle znał niemiecki, francuski, włoski i angielski, a w nowicjacie nauczył się łaciny. 

Na początku 1937 r. zdał ostatnie egzaminy z filozofii z wynikiem celującym, po czym w 1937 r. złożył śluby wieczyste i podjął naukę na studiach teologicznych prowadzących do kapłaństwa – w seminarium kapucyńskim w Lublinie.
Gdy wybuchła II wojna światowa, Lublin znalazł się pod okupacją niemiecką. Dalsze losy seminarium i studiów były niepewne. W 1940 r. Niemcy aresztowali wszystkich kleryków i zakonników kapucyńskich w Lublinie. Uwięziono ich w więzieniu w Zamku Lubelskim. Fidelis ze spokojem znosił ciężkie warunki więzienne.
18 czerwca 1940 r. Fidelis został przeniesiony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Był to modelowy obóz o typowo pruskiej organizacji i dyscyplinie. Niemcy prowadzili go w taki sposób, by wykorzystać do końca wszelkie siły więźniów jak najmniejszym kosztem. 

Fidelis stracił tam właściwe sobie optymizm i pogodę ducha. W rezultacie fatalnych warunków egzystencji, braku odzieży, ciężkiej, wykańczającej pracy, i w szczególności nieludzkie traktowanie więźniów. zmieniły go – ogarnął go pesymizm. Niebawem zapadł na zdrowiu. 

Po pół roku został wywieziony do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie nadano mu numer 22473.

 
Zimą 1942 r., przenosząc kocioł kawy, brat Fidelis poślizgnął się, przewrócił i oblał gorącym napojem. Za karę został brutalnie pobity przez blokowego. Coraz bardziej gasł fizycznie. Zachorował na zapalenie płuc. Latem 1942 r. został skierowany do obozowego „szpitala”, na blok inwalidów, z którego wielu żywych nie wychodziło. 

Zmarł 9 lipca 1942 r. mając 36 lat.

Ciało o. Fidelisa zostało spalone w obozowym krematorium w Dachau, a prochy rozrzucone na okoliczne pola.

 
Wraz z czterema innymi kapucynami został beatyfikowany w gronie 108 męczenników II wojny światowej przez papieża św. Jana Pawła II.

+

Błogosławiony Fidelisie, módl się za nami. Byśmy nie gaśli, nie poddawali się i doceniali m.in. Twoje poświęcenie, Twoje męczeństwo i Twoją pracę na rzecz wolności od nałogów. Byśmy wyszli z duchowych baraków i zmienili oblicze ziemi. Ku Bożemu, czyli bardziej ludzkiemu obliczu.

 

 

10 lipca (piątek)

 

Antoni Peczerski.

Antypas. Ukrainiec. Mnich. Asceta. Twórca Ławry Peczorskiej.

Pochodził z grodu Lubecz nad Dnieprem, leżącego na północ od Kijowa. Jako młody człowiek zapoznał się z życiem zakonnym na górze Athos. Tam złożył śluby zakonne i przyjął imię Antoni.

Po powrocie na Ruś zajął pieczarę w pobliżu Kijowa, w której wiódł surowe życie pustelnika. Od tego miejsca otrzymał przydomek „Peczerski” (lub „Kijowsko-Peczerski”).
Mnich stał się sławny w okolicy. Po pewnym czasie zaczęli gromadzić się wokół niego uczniowie. Z ich pomocą powiększył pieczarę i urządził w niej cerkiew. Wokół wydrążono groty-cele. Dał tym samym początek Ławrze Pieczerskiej (Peczorskiej), najsłynniejszemu klasztorowi na Rusi, zwanemu matką monasterów.

Początkowo Antoni sam kierował życiem mnichów, które wypełniała praca, czuwanie i modlitwa; zakonnicy troszczyli się o wstrzemięźliwość, umartwiali swoje ciała. Kiedy życie wspólnoty było w miarę zorganizowane, mianował igumena, a sam usunął się do osobnej groty, której nie opuszczał przez 40 lat.

Po radę przychodzili tam nie tylko mnisi, ale przybywała licznie także ludność ziem ruskich, prosząc o modlitwę, dzięki której chorzy odzyskiwali zdrowie. Za wstawiennictwem Antoniego działy się liczne cuda.
Zmarł w 1073, mając prawdopodobnie 90 lat.

Ruś widziała w nim ojca życia monastycznego, związanego z tradycją wschodnią.

Ławra Peczerska była przez lata rozbudowywana i przez wieki trwało tu życie monastyczne.

Obecnie mieści się w niej siedziba zwierzchnika Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego. Obiekt został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1990 r., a po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości (1991 r.) gruntownie odnowiony i ponownie konsekrowany w 2000 r.

+

Święty Antoni, naucz nas życia według Ducha. Obdarzaj łaską wyrzeczenia, samodyscypliny, wewnętrznego ładu i pokoju. By rzeczy tego świata nie przysłoniły nam istoty naszego życia. Tu i w wieczności.

Módl się za Ukrainę, za naszych wschodnich sąsiadów, aby i oni doświadczyli łaski pokoju, zgody i dobrobytu, zbudowanych na głębokim nawróceniu.

 

Jan Gwalbert.

Święty Włoch. Zakonnik. Asceta.

Urodzony we Florencji. Jako młodzieniec wstąpił do benedyktyńskiego klasztoru San Miniato, ale niebawem opuścił go na znak protestu przeciw symoniackiemu wyborowi opata. Dokładniej: zbuntował się przeciwko przekupstwu. Udał się do sąsiedniej miejscowości, a następnie do zalesionej doliny, gdzie rozpoczął życie pustelnika. Z czasem zyskał uczniów. I dzięki temu powstała wspólnota mnichów z Vallombrosy, którzy wiedli surowe życie, kierując się regułą benedyktyńską.

Jan założył później lub zreformował kilka innych klasztorów, którymi kierował jako przełożony powstałej w ten sposób nowej monastycznej społeczności, zwanej walombrozjanami.

Zasłużył się też prowadząc dalej walkę z symonią, w czym popierali go papież i lud. Najsłynniejszą stała się jego akcja przeciw arcybiskupowi Florencji, Piotrowi Mezzabarbie.

Sam z pokory nigdy nie przyjął święceń kapłańskich.  

Zmarł w 1073r. mając 73 lata w klasztorze św. Michała pod Florencją.

Został ogłoszony patronem strażników leśnych oraz Sao Paulo w Brazylii.

+

Święty Janie, wypraszaj nam łaskę wewnętrznej ascezy, by nasza dusza miała przestrzeń do rozwoju i działania. Nie przytłoczmy jej drobinkami tego świata, bo nic nie jest warte więcej od życia wiecznego. Dodawaj odwagi także tym, którzy walczą o ład świata i pierwszeństwo wartości w rzeczywistości każdej władzy, czy to świeckiej, czy kościelnej.

 

 

 

11 lipca (sobota)

 

Benedykt z Nursji.

Święty. Włoch. Słynny mnich, założyciel zakonu. Opat. Asceta, człowiek pracy i modlitwy. Mędrzec. Twórca kultury. Główny Patron Europy.

Urodził się wraz ze swoją bliźniaczą siostrą, św. Scholastyką.

Ich ojciec był właścicielem ziemskiej posiadłości w Nursji. 

Benedykt pierwsze nauki pobierał w rodzinnym miasteczku. Na dalsze studia udał się do Rzymu. Nie pozostał tu długo. Opuścił Wieczne Miasto, gdyż chciał oddać się Panu Bogu na wyłączną służbę jako asceta. Osiadł w przysiółku Enfide przy kościele świętych Piotra i Pawła u stóp wzgórz Prenestini. Z niewiadomych bliżej przyczyn opuścił jednak i to miejsce i przeniósł się do Subiaco. 

Znalazł tu nie tylko ciszę, ale również dogodną grotę, gdzie mógł zamieszkać i oddać się wyłącznie kontemplacji. Z rąk jakiegoś mnicha przyjął też habit. Obrana przez niego grota zapewniała mu zupełny spokój. Przebywał tam przez trzy lata. Miejscowi górale, wypasający kozy, zaopatrywali go w konieczną żywność.

Z czasem zaczęli przyłączać się do Benedykta uczniowie. 

Pod jego kierunkiem utworzono 12 małych klasztorów po 12 uczniów każdy. Na czele każdego z nich Benedykt postawił przełożonych, od siebie bezpośrednio zależnych. 

Tak więc z pustelnika przeobraził się w cenobitę, czyli w ascetę zamieszkującego pustynię wraz z innymi. Nie znamy przyczyn, dlaczego Benedykt opuścił również i to miejsce. 

Św. Grzegorz wymienia niechęć miejscowego duchowieństwa. Benedykt zabrał ze sobą najgorliwszych i najbardziej oddanych uczniów i przeniósł się z nimi na Monte Cassino do ruin dawnej fortecy rzymskiej. Benedykt rozpoczął budowę nowego klasztoru od wyburzenia pogańskiej świątyni Jowisza i Apollina. Mieszkańcy miasteczka, leżącego u stóp góry, przychodzili tutaj dla składania ofiar. Był to rok 525 lub 529. W tym czasie na Wschodzie cesarz Justynianin I Wielki zamykał ostatnią pogańską szkołę filozoficzną w Atenach.

 
Kiedy stanął już klasztor i kościół, a mury nowej placówki zaczęły się zapełniać adeptami, Benedykt postanowił ułożyć regułę. Miał już sporo doświadczenia. Długie lata rządów na Monte Cassino pozwoliły w praktyce wypróbować przepisy. Roztropny prawodawca zmieniał je i stale doskonalił. Tak więc reguła benedyktyńska przeszła okres długiej próby i doświadczeń. Wprawdzie jej oryginał zaginął, spłonął bowiem w roku 896 w czasie pożaru klasztoru w Teano, jednakże zachowało się wiele jej odpisów.
 
Zasadniczą cechą Reguły św. Benedykta jest umiar. 

We wszystkim: w modlitwie, uczynkach pokutnych, w pracy i w spoczynku, w posiłku i piciu zaleca umiar: „złoty środek”.  

Celem zasadniczym, jaki Założyciel wytyczył swoim synom duchowym, jest służba Boża. 

Całe życie mnicha, jego wszystkie chwile i czynności winny zmierzać do tego, by głosiły chwałę Stworzyciela. 

Dewizą Patriarchy było: Ora et labora – módl się i pracuj. 

Ze szczególną pieczołowitością strzegł kultu liturgicznego, co pozostało do dni obecnych pięknym dziedzictwem jego zakonu. Poważną część dnia zakonnika przeznaczył na lectio divina – czytanie Pisma Świętego. 

Wprowadził do zakonu profesję – prawem zagwarantowaną przynależność do zakonu oraz stabilność miejsca, czyli zobowiązanie mnichów do pozostawania w jednym klasztorze aż do śmierci. 
 
Benedykt zmarł w 547 r. mając 67 lat, w kilka tygodni po śmierci swojej siostry, św. Scholastyki, założycielki żeńskiej gałęzi benedyktynów. Pochowano ich razem we wspólnym grobie na Monte Cassino. 

Kiedy Longobardowie zniszczyli klasztor (587), mnisi benedyktyńscy z Francji ze czcią przenieśli relikwie św. Scholastyki i św. Benedykta do Francji. Śmiertelne szczątki św. Scholastyki umieścili w klasztorze w Le Mans, a św. Benedykta – we Fleur. Tam są do dnia obecnego. 

W latach późniejszych część relikwii obu świętych oddano opactwu na Monte Cassino. 

Na pamiątkę przeniesienia relikwii św. Benedykta w dniu 11 lipca 673 r. do Fleur zakon obchodzi w liturgii pamiątkę „przeniesienia relikwii”. Na ten właśnie dzień Paweł VI ustanowił doroczne święto św. Benedykta.

Rychło kult św. Benedykta stał się też własnością całego Kościoła. Ku czci Patriarchy ułożono mnóstwo hymnów, sekwencji i modlitw. 

Benedykt jest w naszych czasach czczony jako patron Opus Dei, jako patron pracujących, a nawet jako orędownik umierających. Jest również patronem speleologów i architektów włoskich.

 
Reguła św. Benedykta wywarła poważny wpływ na całe życie Europy Zachodniej. 

Dzieło św. Benedykta jest imponujące i niepowtarzalne.  

Benedyktyni przez długie wieki (wiek VI-XII) byli najpotężniejszą rodziną zakonną na świecie. 

Ich klasztory dochodziły do liczby kilku tysięcy, a liczba mnichów dochodziła do wielu dziesiątków tysięcy. 

Z modelu życia benedyktyńskiego wyrosły inne rodziny zakonne, m.in. benedyktynki (klauzurowe i czynne), cystersi, kameduli, oliwetanie, sylwestryni i trapiści. 

Zakony te wydały kilka tysięcy świętych i błogosławionych, dały Kościołowi ponad 20 papieży. 

Wśród świętych benedyktyńskich wypada wymienić: św. Grzegorza I Wielkiego, św. Augustyna z Canterbury; św. Bedę Czcigodnego; św. Bonifacego; św. Wojciecha; św. Piotra Damiani; św. Romualda, założyciela kamedułów; św. Jana Gwalberta, założyciela nowej gałęzi zakonnej; św. Anzelma; św. Matyldę; św. Hildegardę z Bingen; św. Gertrudę Wielką.
 
 
W Polsce najbardziej znanym opactwem benedyktyńskim jest Tyniec. 

Do Polski benedyktyni przybyli wraz ze św. Wojciechem (+ 997). 

+

Święty Benedykcie, opacie, twórco tak wielkiego dzieła, jesteśmy Twoimi dłużnikami. Wyrażamy wdzięczność Twojej postawie wiary, umysłu i kultury. Zmieniłeś oblicze pogańskiej Europy, by mogła się stać światłem i przykładem dla świata. Wielbimy Boga za Twoje życie, Benedykcie. Dziękujemy za Twoje posłuszeństwo względem Najwyższego.

“Ausculta fili” – „Synu, bądź posłuszny”

Módl się za nami, gdyż z góry lepiej widać jak bardzo potrzebujemy Twego wstawiennictwa. Dodawaj odwagi swoim duchowym kontynuatorom.

A papieżowi-seniorowi wypraszaj łaskę zdrowia i pogody ducha, szczególnie teraz, po stracie ukochanego brata Georga.

 

 

 

+

Na koniec polecajmy się naszej Patronce, NMP,

Królowej Wszystkich Świętych:

 

Spoglądnij na nas przez obraz on,
Pomocy Nieustającej.