SŁOWO BOŻE – XXX niedziela Zwykła „C”

PIERWSZE CZYTANIE (Syr 35, 12-14. 16-18)

Modlitwa biednego przeniknie obłoki

Czytanie z Księgi Syracydesa.
   Pan jest Sędzią, który nie ma względu na osoby. Nie będzie miał On względu na osobę przeciw biednemu, owszem, wysłucha prośby pokrzywdzonego. Nie lekceważy błagania sieroty i wdowy, kiedy się skarży. Kto służy Bogu, z upodobaniem będzie przyjęty, a błaganie jego dosięgnie obłoków.
Modlitwa biednego przeniknie obłoki i nie ustanie, aż dojdzie do celu. Nie odstąpi, aż wejrzy Najwyższy i ujmie się za sprawiedliwymi, i wyda słuszny wyrok.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 34 (33), 2-3. 17-18. 19 i 23)

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, *
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem, *
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym, *
by pamięć o nich wymazać z ziemi.
Pan słyszy wołających o pomoc *
i ratuje ich od wszelkiej udręki.

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu, *
ocala upadłych na duchu.
Pan odkupi dusze sług swoich, *
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

DRUGIE CZYTANIE (2 Tm 4, 6-9. 16-18)

Ufność Pawła po życiu poświęconym Bogu

Czytanie z Drugiego Listu świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza.
Najdroższy:
Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego.
Pospiesz się, by przybyć do mnie szybko. W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale mię wszyscy opuścili: niech im to nie będzie policzone. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa.
Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków. Amen.

EWANGELIA (Łk 18, 9-14)

Wysłuchana modlitwa skruszonego grzesznika

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.
Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak się w duszy modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił:„Boże, miej litość dla mnie, grzesznika”.
Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

 

ROZWAŻANIE

PRZENIKNĄĆ OBŁOKI

 

Umiłowani w Chrystusie!

Każdy z nas ma marzenia, ukryte pragnienia, cele, do których dąży, prawda?

Jasne.

Sprowadza się to tym samym do chęci sięgnięcia obłoków.

Tam, staramy się wspinać, piąć i piąć. Do góry. By osiągnąć szczyt. I jeszcze wyżej. Sięgnąć obłoków.

Nie tylko sięgnąć, ale przeniknąć je!

Jedni powiedzą, no bez przesady, wystarczy wspinanie.

Drudzy, od razu zapewnią, że to może i możliwe, ale tylko w snach.

A my, co sądzimy na ten temat?

Też uważamy, że obłoki zarezerwowane są tylko dla tych, którzy w nich bujają? Dla niepoprawnych romantyków? Może tylko dla wielkich ludzi, prawdziwych osobistości, gwiazd?

A co z nami, zwykłymi śmiertelnikami?

Być może bez wielkich uzdolnień, z pospolitymi talentami, nie wyróżniającymi się spośród tłumu. Za to z trudem dnia codziennego, z problemami i ciągłymi wewnętrznymi bojami.

Nie dla nas tropikalne plaże, bogate apartamenty i życie usłane różami. Nie dla nas też wynalazki, badania naukowe, dzieła artystyczne.

Wszyscy nie będziemy sławni, piękni, na okładkach gazet.

I już dopada nas jesienna chandra, choć pięknie to słońce świeci za oknem. I drzewa przybrane w różnorakie kolory.

Kochani,

Nie ma co się smucić na zapas. Listopad wkrótce nadejdzie. I ta smętna pogoda także. Trwajmy w tym pięknym październiku, misyjnym miesiącu i sami wymagajmy od siebie. Nawet, gdy inni uważają, że od nas nie ma co już wymagać. Że to ponad nasze siły i zdolności. Nie zamykajmy się w szufladach złudnych schematów i osądów ludzkich.

To w nas drzemie siła. W środku. I tylko od nas zależy, czy zrobimy coś pięknego i wartościowego, czy czegoś dokonamy w swoim życiu.

Bo świat z nami prowadzi grę. Grę pozorów, zabiera nam wiele, nie dając bezinteresownie nic. Świat, który niszczy nasze czyste pragnienia serc, szczere dobre intencje. Gasi w nas zapał do pokonywania siebie, własnych słabości, lęków i ograniczeń. Świat, który krzyczy: wszystko ci wolno, a jednak zniewala i wciąga w swoją brudną grę. Pełną złudzeń, wielkich epitetów, za którymi tak naprawdę kryje się nicość. Pustka świateł reflektorów, kolorowych opakowań i modnych poglądów, z duchem naszych czasów.

Jak tak mówił abp Sheen: Obawa przed niepopularnością sprawia, że ludzie boją się zachęcać bliźnich do poszukiwania wyższej miłości.

 Walka o prawa kobiet, homoseksualistów, zwierząt jest tak często pozbawiona czystych intencji, jasnych postulatów. A bardziej stworzona do walki z drugim człowiekiem, gdzie w imię tolerancji i wolności wyśmiewa się i wyzywa tych, którzy rzekomo sieją nienawiść i zniewolenie. Przede wszystkim największym złem jest Kościół. W tym z wieloma moglibyśmy się zgodzić, gdybyśmy nie mieli wiedzy, choć podstawowej, teologicznej, historycznej, aksjologicznej. Świetnie to zauważył i ujął słowami, kard. John Henry Newman, 13 października kanonizowany! Może to wielkie wydarzenie umknęło naszej uwadze, tym bardziej, że była to niedziela wyborów. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by poznać tę wielką postać chociażby teraz. A więc cytat:

Potrzeba nam ludzi świeckich, którzy nie są aroganccy, pochopni w słowach i polemiczni, lecz znają swoją religię, utożsamiają się z nią, wiedzą, o co im chodzi, wiedzą, co posiadają, a czego nie; ludzi, którzy znają Credo tak dobrze, że mogą je wyjaśniać, którzy tyle wiedzą o historii, że potrafią jej bronić

2 października 1873 roku wygłosił on kazanie, pt. „Niewiara przyszłości”, w którym jednak nie tyle pomstował na współczesne mu ideologie, ile na współczesnych mu katolików, dla których religia jest tylko ideologicznym tłem – ani nie znają jej teologii, ani nie medytują nad Biblią, ponadto swoim postępowaniem przekreślają ideał Ewangelii. 

Warto i dziś, ponad 150 lat później, zadać sobie pytania:

Czy jestem katolikiem, dla którego religia jest tylko ideologicznym tłem?

Czy jestem katolikiem, który nie zna teologii?

Czy jestem katolikiem, który nie medytuje nad Biblią?

Czy jestem katolikiem, który swoim postępowaniem przekreśla ideał Ewangelii?

 

A słyszymy w dzisiejszym psalmie:

Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.

To mocne słowa.

Nikt z nas nie chciałby, aby dotyczyły jego samego.

Nie chciałabym, aby Pan odwrócił swoje oblicze ode mnie, by pamięć o mnie wymazać z ziemi.

 

Może niektórzy naiwnie szepną, że to dotyczy tych, zło czyniących.

Nie nas. My jesteśmy w miarę porządni. Może nie jacyś święci, ale też nie mordercy. Miejmy taką nadzieję. Ale pamiętajmy, że nie zostaliśmy powołani na ten świat, by żyć miernie. Tyle o ile.

Tak łatwo się usprawiedliwiamy, znajdujemy masę tłumaczeń, porównań. Innym spotrafimy wytknąć błąd, obłudę. A swojemu grzechowi pobłażamy. Jesteśmy bardzo tolerancyjni. Przede wszystkim dla grzechów. I grzeszenia. Chcemy pertraktować z Bogiem na temat Jego praw, tego co faktycznie jest dobre, a co złe. Staramy się naginać fakty do naszej ludzkiej rzeczywistości, ciągle opierając się na swoim ja. A nie potrafimy stanąć w prawdzie. Nie potrafimy się przyznać, że jesteśmy grzesznikami. Nie znajdujemy ani czasu, ani chęci do spojrzenia w głąb własnego serca, własnej duszy. Nie diagnozujemy się, nie podsumowujemy swojego dnia rachunkiem sumienia. Inne rachunki potrafimy godzinami zliczać, ale swoich strat i zysków, tych duchowych, tak rzadko. A grzech, choćby ten najmniejszy, najbardziej powszedni, zawsze jest stratą. Dalej, grzech jest groźny. Bo niszczy i uśmierca. A wtedy nie w głowie nam obłoki i wyższe cele, gdy żyjemy tak, jakby doły w ziemi były dla nas ostatecznością.  Przykre jest to szczególnie dlatego, że my chrześcijanie, nie odróżniamy się sposobem myślenia, chociażby na ten temat, od zwykłych niewierzących. To naprawdę boli. Myślę, że jest to też ważne zadanie dla duchowieństwa. By jak najczęściej, jak najbardziej skutecznie, odrywać ludzi od ziemi. Byśmy mogli duchowo lewitować, sięgać tam, gdzie w głowie się nie mieści. By przenikać obłoki.

 

I tak ogarniając nasze ziemskie perspektywy docieramy do sedna niedzielnej Liturgii Słowa.

Jaki przepis daje nam słowo Boże, by móc przenikać obłoki? Co jest kluczem?

Odpowiedź niesie się już od minionej Niedzieli!

MODLITWA.

 

Dlatego słowami jednego z utworów Cantobiografii Piotra Rubika:

 

Składam dłonie do modlitwy,
jak skrzydła rybitwy.

I choć je w myślach
tylko składam,
nie upadam.

I choć je w myślach
tylko wznoszę,
unoszę się, unoszę.

 

Unoszę się duchem, dlatego wołam za Psalmistą:

Dusza moja chlubi się Panem!

 

Czy jako katolicy naprawdę chlubimy się Panem? Chwalimy się i jesteśmy dumni, że naszym życiowym wiecznym ideałem jest Jezus Chrystus?

Czy dajemy się spychać innym wiarom, ideologiom, poglądom i modom? Czy wstydzimy się i ulegamy wpływom?

Jeżeli tak, to po co Kościołowi tacy katolicy?!

Jacy my wszyscy, taki Kościół.

Jakie rodziny, tacy i księża. Nie oszukujmy się.

Każdy kapłan wychodzi z tej najmniejszej komórki społecznej.

Gdyby nie modlitwa Karola Wojtyły Seniora, może i z Lolka nic dobrego by nie wyrosło…

Gdyby nie wiara Marianny Popiełuszko, może jej syn, Jerzy, nie miałby w sobie tyle męstwa i odwagi w głoszeniu prawdy ewangelicznej.

 

Jak pamiętamy z ubiegłej Niedzieli zawsze warto wołać do Boga, nieustannie, w porę i w nie porę. A Jezus zapewnia, że modlitwa zawsze zostaje wysłuchana.

Jednak, jak też wspominałam, często mamy problem z tym, że Bóg nas jednak nie wysłuchuje. Modlimy się i nic z tego. Brak cudów, naocznych zmian.

Dziś, Jezus pozwala nam sięgnąć głębiej. I zobaczyć, że to nie w modlitwie jest problem. I w relacji Bóg-człowiek to nie wina tego pierwszego.

Bowiem modlitwa modlitwie nierówna. Każdy z nas sądzi, że modli się.

Dwa razy dziennie, inni częściej. Jedni zmówili kilka różańców, inni pomodlili się litanią, pozostali w jeszcze inny sposób.

Jednak istotą modlitwy nie jest liczba wersów, kartek. Nie jest również jako taka forma. Istotna jest jakość, która wypływa z serca.

Na to serce składa się także światopogląd, zachowanie i traktowanie bliźnich, rozumowanie, odczuwanie.

Jezus nas uczy, że tylko serca pokorne zostają wysłuchane. Modlitwa serc pokornych przenika obłoki!

Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony,

a kto się uniża, będzie wywyższony.

 

Wracając jednak do początku Ewangelii.

Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić,

jeden faryzeusz, a drugi celnik.

 

Obaj przyszli do świątyni. Pierwszy plus.

Drugi plus to, że przyszli, by się modlić.

 

A więc, dobry ten początek. Bo cytując świętego kard. Newmana:

Wielu współczesnych, często młodych ludzi, podważa sens liturgii i formuł modlitewnych, motywując – czyż Bóg nie mieszka wszędzie, czy nie można modlić się w lesie, w drodze do pracy, leżąc w łóżku, własnymi słowami? Można. Jak jednak stwierdza Newman, ci, którzy tak twierdzą, odrzucając świątynię, zwykle niewiele się modlą…

 

Jednak, gdy przychodzi faktycznie do momentu modlitwy, czyli zwrócenia się wewnętrznego do Boga, widzimy drastyczne różnice w jakości.

 

Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”.

 A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”.

 

Która modlitwa spodobałaby się Bogu, gdybyśmy mieli zgadywać? A która nam osobiście?

Tutaj chyba nie mamy wątpliwości.

Modlitwa bowiem nie polega na odnoszeniu się do innych. Jest to bardzo delikatna więź między mną a Bogiem, wręcz intymna.

To ja mam się otworzyć w pełni. Zdać relację ze SWOJEGO postępowania, bez żadnych usprawiedliwień. Owszem możemy nakreślić tło zdarzenia i różne wątpliwości. Brak zrozumienia. Ale modląc się nie wołajmy tylko do siebie. MODLITWA NIGDY NIE JEST MONOLOGIEM!

Gdyby nim była nie miałaby sensu.

Wtedy traci na znaczeniu i skuteczności. Tak więc tracimy czas.

Modlitwa to pełne pasji i zaufania zwrócenie się do Boga. Czasem może przepełniać nas dziękczynienie, czasem błaganie o pomoc, a czasem o przebaczenie. Ważne jest, by być szczerym i uczciwym. I by pamiętać, że rozmawiamy z Panem Stworzenia.

Modlitwa to nie jakaś medytacja własnego ja. Modlitwa wymaga skupienia, by swoje ja przedstawić Bogu.

Jeżeli o Nim zapominamy, może nawet mimowolnie, to nie dziwmy się, że modlitwy nie zostają wysłuchane. Bo kto ma możliwość ich słuchania? Tylko my. Czasem jesteśmy duchowymi gadułami, rozprawiającymi o wszystkim i o niczym, tak jakbyśmy chcieli zagadać własne sumienie. I co wtedy Bóg ma do powiedzenia?

 Widząc modlitwę faryzeusza Jezus miał na pewno wątpliwą przyjemność. Na pewno było mu szkoda tego człowieka, który nie rozumiał czym jest modlitwa. A rozum przecież miał dobrze rozwinięty. Wiele wiedział i czynił, przestrzegał Prawa, wszelkich zasad. I był z tego dumny. I dobrze. Wiedział, że żyje sprawiedliwie, w sercu musiał dziękować Bogu za to. To jest na plus. Ale co jest minusem?

Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie.

Wystarczyłoby: Boże, dziękuję Ci, że jestem taki…

A nie, że nie jestem jak inni i zaczyna się cała litania grzeszników. I gdzie w tym pokora, gdzie w tej modlitwie przestrzeń na relację moją, osobistą, z Bogiem. Marnuję czas na odnoszenie się do innych, na punktowanie zła bliźnich. A swojego grzechu, największego, bo pychy, nie dostrzegam.

Tak się cieszę z siebie, zaliczam kolejne etapy, zdobywam punkty i zasługi. Bóg mnie na pewno wyróżni i nagrodzi. A tamtych z niczym odprawi. I dobrze, należy im się.

I tak z modlącego się człowieka tworzy się sędzia, i to okrutny. Bez współczucia i wyciągnięcia pomocnej ręki. Bardziej z pogardą i samouwielbieniem.

Faryzeusz zapomina, że to Bóg osądza, że to On ocenia.

Przecież Stary Testament mówi:

Pan jest sędzią, który nie ma względu na osoby.

I:

Modlitwa pokornego przeniknie obłoki i nie dozna pociechy, zanim nie osiągnie celu. Nie odstąpi, aż wejrzy Najwyższy i ujmie się za sprawiedliwymi, i wyda słuszny wyrok.

 

Modlitwa pokornego.

Najwyższy wyda słuszny wyrok.

Chyba Żydzi od wieków nie rozumieją pokory i tego, że Bóg oprócz wyznaczania sprawiedliwości, również usprawiedliwia i okazuje miłosierdzie.

 Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten.

 

Ten, czyli?

A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu,

lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!”.

 

Celnik, wzgardzony przez faryzeuszów, prowadzi rzeczywistą duchową rozmowę. Z Bogiem, nie z samym sobą. Mamy do czynienia z DIALOGIEM. I w tym jest duży plus. Dalej nie usprawiedliwia się, nie próbuje uciec od grzechów, które popełnił. Staje przed Panem, z pokorą, w prawdzie. I składa swój los w Jego ręce. Czyli czyni przestrzeń, w której Pan Bóg może działać. Zaufanie Bogu procentuje, bo to on odchodzi usprawiedliwiony.

W tej przypowieści nie chodzi o hołdowanie grzechowi i grzesznikom. Chodzi raczej o prawidłową perspektywę pojmowania życia. Życia, które ma się podobać Bogu. Życia, które oddajemy Bogu przez zawierzenie.

Bo cóż z naszego dobrego postępowania? Przestrzegania Dekalogu i tak dalej? Kiedy brak w nas miłości. Po prostu miłości.

Dlatego widząc taką modlitwę Bóg posłał swego Syna, aby nas jej nauczył. Sam stał się najbardziej pokorny, uniżając się do samego krzyża. Ale za to Bóg Go wywyższył. I to dzięki Jezusowi możemy być usprawiedliwieni, czyli mamy wieczną szansę na życie. Wybawienie od potępienia.

W Aklamacji słyszymy:

W Chrystusie Bóg pojednał świat z sobą.

 

I z Psalmu podsumowanie:

Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się do Niego ucieka.

 

Słowa tego Psalmu były znane zapewne i jednemu Żydowi, którego Pan sobie wybrał i powołał. To On pierwszy wyciągnął do niego rękę, mimo, że po ludzku powinien był go skazać na potępienie. To On sam nauczył go Miłości, której współbracia w wierze nie traktowali odpowiednio poważnie i ze zrozumieniem.

Dlatego modlitwa Pawła różni się od modlitwy faryzeusza z przypowieści.

W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia,

Porównując, Paweł również chwali się i cieszy, że dobro stało się jego życiem, a tym samym życie jego było dobre. I wiary ustrzegł.

Co więcej, Pan już odłożył dla niego wieniec zwycięstwa, który tylko czeka na właściciela.

Bóg usprawiedliwił Pawła za Szawła, bo faktycznie zrozumiał o co Stwórcy chodzi.

Kontynuuje:

 a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego.

Paweł nie zapomina o innych, również zasłużonych w dobru.

Ważne, by miłować pojawienie się Jezusa na ziemi, cały akt odkupieńczy, dający usprawiedliwienie nam wszystkim!

…nam zaś przekazał słowo jednania.

Matka Teresa zwykle mówiła, że gdy oceniamy innych, nie mamy czasu, by ich kochać.

To mądre słowa. Faryzeusz wiedział, co czynią inni, jakie grzechy popełniają, jeżeli były one jawne i naoczne. Był czujny, uważny. Nie obojętny na innych.

Gdyby jednak swoją pogardę zamienił w troskę i prośbę o nawrócenie dla innych grzeszników, samego siebie również uznając za grzesznika, miałby nagrodę u Pana. Gdyby miał w sobie miłość, doświadczywszy ją od Pana, to wiedziałby, że wszystkim jej brakuje i nikt z nas nie jest godny rzucić kamieniem, bo NIKT nie jest bez grzechu. Co po jakimś czasie dzieje się w czasach ziemskiego życia Jezusa i Magdaleny.

Nie ukrywajmy. Wiara w Chrystusa i Jego nauka jest bardzo wymagająca. Codziennie trzeba uparcie zapierać się siebie, by oddać trochę przestrzeni Bogu. I bliźnim.

Tak jak to robił Paweł:

W pierwszej mojej obronie nikt przy mnie nie stanął, ale wszyscy mnie opuścili: niech im to nie będzie policzone!

Nie woła, by Bóg im odpłacił za tę niesprawiedliwość. Zostawili go samego. Miał powody i prawo. A jednak więcej dla niego znaczy Prawo Miłości i woła, by Pan odpuścił im te winy. Wiedział bowiem, że jemu samemu Bóg ofiarował przebaczenie, jeszcze wtedy, gdy hołdował grzechom.

I gdy został sam Pan towarzyszył mu w drodze powołania.

 Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie.

 

Czyli wiara pomimo wymagań i samoistnego umierania dla świata daje moc. MOC BOGA, który ciągle mówi: JA, JESTEM.

Emanuel, Bóg z nami!

Jemu chwała na wieki wieków!

 

 

+

 

A z nami w tym Tygodniu wołają inni wybrańcy Pana:

 

Szymon. Kananejczyk=Gorliwy. Zelota. Święty. Apostoł. Męczennik. Ewangelizator Afryki Północnej aż do Wysp Brytyjskich. Według tradycji został zabity w Persji przez ukrzyżowanie albo rozcięcie piłą na dwoje. Umęczony wraz z Judą, dlatego razem z nim czczony.

Juda Tadeusz. Odważny. Apostoł. Męczennik. Brat Jakuba. Kuzyn Jezusa. Ewangelizator. Autor Listu, w którym przynagla do wytrwania w wierze. Zginął w Persji przez obicie kamieniami i pałkami albo włócznią. Jak wiemy Juda jest patronem Armenii, a także człowiekiem od spraw trudnych i beznadziejnych. Oj zapewne święty ma cały czas ręce pełne pracy.  

 

Michał Rua. Błogosławiony Włoch. Kapłan. Salezjanin. “Prawa ręka” i pierwszy następca św. Jana Bosko. To dzięki temu wielkiemu świętemu zdobył wykształcenie i rozeznał powołanie, stając się księdzem. Był doskonałym administratorem i wychowawcą. Całe życie poświęcił ubogiej młodzieży. Za czasu jego posługi zgromadzenie ogromnie powiększyło liczbę swoich współbraci, a także założyło nowe placówki. Również w Polsce, którą odwiedził dwukrotnie. Jego przyjaciele świadczyli, iż miał dar przepowiadania przyszłości, czytania w ludzkich sercach i uzdrawiania. No, takiego wychowawcę to każdy z nas by chciał mieć.

 

Benwenuta Bojani. Błogosławiona Włoszka. Tercjarka dominikańska. Dziewica. Pochodziła ze szlacheckiego chrześcijańskiego domu. Od młodych lat stawiała na Boga, czyniąc umartwienia, poszcząc i modląc się. Aż do wyczerpania i choroby, z której uzdrowił ją św. Dominik. I tak wstąpiła do III Zakonu Kaznodziejskiego żyjąc w duchu pokuty i kontemplacji Boga. Zmarła w 37 roku życia. Dobrze, że przyszłaś, jak nazwali Cię Twoi rodzice, oczekując w prawdzie syna. Dobrze i tak, bo po Tobie przyszli trzej synowie.

 

Alfons Rodriguez. Święty Hiszpan. Jezuita furtian, mistyk i asceta. Pochodził z zamożnego domu. Niestety, podczas studiów, zmarł mu ojciec. Przez co musiał wrócić do rodziny. I zająć się przedsiębiorstwem. W ten sposób ożenił się i został ojcem dwójki dzieci. Jednak po 7 latach zmarła jego żona, następnie dzieci i matka. Po tak wielkiej tragedii porzucił dom i postanowił dokończyć swoje studia. Jednak, jego wiek nie pozwolił mu na uzyskanie wyższego wykształcenia. Nie poddawszy się, wstąpił do jezuitów i pełnił posługę brata. Mimo mało znaczących funkcji w zakonie albo dzięki temu Bóg wybrał go spośród współbraci, by brat Alonzo kontemplował go modląc się i żyjąc ascezą. Według ignacjańskich Ćwiczeń duchowych. Był człowiekiem pogody ducha, cierpliwości i życzliwości. Walczył z pokusami. Doznawał ekstaz. Nie rozstawał się z różańcem. Dzięki temu stał się wzorem i natchnieniem dla młodzieży uczącej się w kolegium. Jego przyjacielem był św. Piotr Klawer-Apostoł Murzynów amerykańskich w Brazylii. To Alfons wzbudził w nim ducha misyjnego. Miał wiele darów, uzdrawiania, przepowiadania i czynienia cudów. Zmarł w wieku 84 lat. W pogrzebie skromnego brata zakonnego wziął udział wicekról, biskup i duchowieństwo, zakonnicy i tłumy ludu. Największe poruszenie wywołał szereg idących na eksponowanym miejscu w procesji osób, które Alfons uzdrowił swoją modlitwą.

 

+

I tak dochodzimy do końca Października, miesiąca różańcowego, miesiąca misyjnego.

Nie kończmy tych dni tradycją halloween, wywodzącą się z pogaństwa. Niech kult czaszek, szkieletów i innych straszności ulegnie “Korowodom świętych”, które mają miejsce w Wigilię Uroczystości Wszystkich Świętych. Nie hołdujmy śmierci, a wiecznemu życiu w szczęśliwości. Przywołujmy ludzi, którzy otrzymali wieniec zwycięstwa, a nie marnych duchów, które mają za zadanie tylko straszyć. I tak na świecie jest za dużo śmierci nienaturalnych, zbyt wczesnych i tragicznych, aby robić rozrywkę pełną strasznej pustki, niczym wydrążona dynia.

 

Przygotowujmy się na radosny czas Wszystkich Świętych, prawdziwych bohaterów i wzorów do naśladowania. Tych, którzy ukochali Boga z wzajemnością.

Przygotowujmy się także do Święta Zmarłych, a więc czasu listopadowej refleksji i pamięci o tych, którzy odeszli i doświadczyli paschy. Być może potrzebują jeszcze naszego modlitewnego wsparcia, by móc dostąpić raju szczęśliwości. W tym duchu pamiętajmy o grobach bliskich jak i nieznajomych, o które nikt już nie dba.

Zbliżamy się do cudownego czasu niezwykłej łączności Kościoła Pielgrzymującego z Kościołem Triumfującym i Cierpiącym.

Bądźmy gotowi. Nie tylko przez kompozycje kwiatowe i znicze. Ale bardziej duchem, przez modlitwę i pobożne! odwiedzanie miejsc spoczynku naszych Zmarłych. Oni przecież są wśród nas. Jak i wszyscy Święci.

 

+

 

Bracia i Siostry,

Solenizanci i Jubilaci,

Pięknego Tygodnia!

Pamiętajmy o modlitwie, czyli dialogu: ja-człowiek i Pan Bóg. Jakość przede wszystkim i współczucie dla bliźnich. Brak pobłażania grzechom. Przenikajmy obłoki, unosząc się miłością do Pana!

 

Z Panem Bogiem,

W sercu i na ustach.

M.P.