Słowo Boże – XXV Niedziela Zwykła „C”

PIERWSZE CZYTANIE (Am 8,4-7)

Bóg ukarze gnębicieli ubogich

Czytanie z Księgi proroka Amosa.

Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: ”Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz? A będziemy zmniejszać efę, powiększać syki i wagę podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów i plewy pszenicy będziemy sprzedawać”.
Przysiągł Pan na dumę Jakuba: ”Nie zapomnę nigdy wszystkich ich uczynków”.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 113,1-2.4-6.7-8)

Chwalcie słudzy Pańscy, *
chwalcie imię Pana.
Niech imię Pana będzie błogosławione, *
teraz i na wieki.

Pan jest wywyższony nad wszystkie ludy, *
ponad niebiosa sięga Jego chwała.
Kto jest jak nasz Pan Bóg, +
co ma siedzibę w górze, *
i w dół spogląda na niebo i na ziemię.

Podnosi z prochu nędzarza *
i dźwiga z gnoju ubogiego,
by go posadzić wśród książąt, *
wśród książąt swojego ludu.

DRUGIE CZYTANIE (1 Tm 2,1-8)

Wspólne błagania za wszystkich ludzi

Czytanie z Pierwszego Listu świętego Pawła Apostoła do Tymoteusza.

Zalecam przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.
Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie. Ze względu na nie ja zostałem ustanowiony głosicielem i apostołem – mówię prawdę, nie kłamię – nauczycielem pogan w wierze i prawdzie.
Chcę więc, by mężczyźni modlili się na każdym miejscu, podnosząc ręce czyste bez gniewu i sporu.

EWANGELIA DŁUŻSZA (Łk 16,1-13)

Przypowieść o nieuczciwym rządcy

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Jezus powiedział do swoich uczniów:
”Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. Przywołał go do siebie i rzekł mu: »Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą«.
Na to rządca rzekł sam do siebie: »Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu«.
Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: »Ile jesteś winien mojemu panu?«. Ten odpowiedział: »Sto beczek oliwy«. On mu rzekł: »Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz: pięćdziesiąt«. Następnie pytał drugiego: »A ty, ile jesteś winien?«. Ten odrzekł: »Sto korcy pszenicy«. Mówi mu: »Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt«. Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła.
Ja także wam powiadam: »Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków. Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. Jeśli więc w zarządzie niegodziwą mamoną nie okazaliście się wierni, prawdziwe dobro kto wam powierzy? Jeśli w zarządzie cudzym dobrem nie okazaliście się wierni, kto wam da wasze?
Żaden sługa nie może dwom panom służyć. Gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował; albo z tamtym będzie trzymał, a tym wzgardzi.
Nie możecie służyć Bogu i Mamonie«”.

 

ROZWAŻANIE

Albowiem jeden jest Bóg

 

Tak. Jeden jest ten, Który stworzył, Który zbawił i Który miłuje. Bóg.

Pisany wielką literą.

Bóg, którego się “uznaje”. W którego się wierzy, którego się szanuje czy boi. Którego kocham. Który jest. Panem panów. Stwórcą. Najwyższą Instancją. Odkupicielem. Samą Miłością. Bogiem z nami. Pośród nas. W nas.

Ten sam Bóg, w którego się nie wierzy, któremu się nie ufa, którego się nie szanuje. Raczej wyzywa, obraża, odrzuca. Krzyżuje. Wystawia na ośmieszenie. Chłopiec do bicia. Którego nie ma. Który nie ma wrażliwości, nie pomaga w dramatach. Każe, nakazuje, zakazuje. Opresyjny. Surowy. Nieprzyjazny.

Bóg, który może i istnieje. Któremu pozwalamy istnieć. Gdzieś tam. Daleko. W górze. Nieosiągalny. Niewidzialny. Bez zainteresowania losem ludzkim. Obojętny i niewzruszony. Okrutny. Wysługujący się ludźmi. Zsyłający plagi. Wystawiający na próbę. Na śmierć. Na pokusę.

Bóg nietolerancyjny, niekolorowy. Nie nasz. Nie mój.

Bóg, który nie rozumie. Któremu trzeba wytłumaczyć. Który nie wie do końca. Którego trzeba przekonać, że ja mam rację. Pozwolić mu rządzić razem ze mną. Ustanawiać prawa. Oceniać. Sądzić.

 

Tak czy tak. Bóg istnieje. Niezależnie od naszego światopoglądu, chciejstwa, zarzutów, obrazy, udawania. Od naszego ja.

Bóg jest stały. Jest cały czas. Wszędzie. Jest wszechpotężny, wszechwiedzący. On jedynie wie lepiej. On zna mnie lepiej. On wie bardziej, czego tak naprawdę pragnę. On wie, co jest dla mnie lepsze. On wie ogółem, co jest dobre, a co złe. Tworzy prawo. Określa wartości. Daje drogowskazy. Zsyła nawet Swego Syna w postaci ludzkiej, aby wiedzieć, doświadczyć, zaznać losu typowo Swojego stworzenia. On jest Panem przyrody, świata. Do niego należy władza, wiedza, prawda. Sprawiedliwość. On wydaje ostateczne werdykty. I naprawdę nie potrzebuje nas do Swojego istnienia.

 

Nad stanami jest i stanów-stan.

Jako wieża nad płaskie domy

Stercząca, w chmury…

 

Wy myślicie, że i ja nie Pan,

Dlatego że dom mój ruchomy

Z wielbłądziej skóry

 

Przecież ja — aż w nieba łonie trwam,

Gdy ono duszę mą porywa,

Jak piramidę

 

Przecież i ja — ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa,

Dopokąd idę

 

Stanów stan… Cóż Norwidzie chciałeś powiedzieć? Że Twój stan jest jako wieża nad inne domy?

Może to Bóg jest stanów stanem?

A może to my-ludzie? Może mój świat, mój dom jest taki stanem ponad wszystkie inne. Że już nie patrzę w górę, by dojrzeć wieżę, tę sterczącą. W chmury…

Może też myślę, o tych, co poniżej mnie, którzy brzydsi, biedniejsi, niewykształceni. Myślę, że oni nie są tacy jak ja, nie jesteśmy równi. Bo ja mam stateczność, dom, ostoję. Do którego wracam, który stanowi moją oazę, azyl. Który do mnie należy, jest moją własnością. Na zawsze. Wieczyście zaksięgowany… A ty, co masz, nic, jakiś nędzny szałas, włóczysz się, żebrzesz, nieustatkowany.

Moja dusza? Dbam. Chodzę do SPA. Na jogę. Relaksuję się. Słucham Chopina. Piję lampkę wina wieczorem. Czasem nawet do kościoła zajdę. Podziwiam freski.

Mam ziemię. Wiele ziemi. Hektary. Jestem zarządcą majątku. Świat należy do mnie. Umiem się w nim urządzić. Dostrzegam szanse i je wykorzystuję. Jestem człowiekiem sukcesu. Idę, nawet biegnę. Ciągle do przodu. Nie oglądam się wstecz. Pragnę na nowo. Coraz więcej i bardziej. Ciągle nienasycona. Ciekawa świata. Zapatrzona w luksusy, które pragnę zdobyć. Zapatrzona w stanowisko, które muszę osiągnąć. By być jeszcze lepszą.

I nagle. Pojawia się ktoś. Nie znam go. Nie kojarzę. Jakiś nieznajomy, który puka do mych drzwi. Czy mu otworzę? Nie wiem. Może. Jak zadzwoni jeszcze raz. Nagle puka do mego serca. Przenika moją duszę. Każe mi wejść na tą niewidzianą wcześniej wieżę i spojrzeć z góry. Z jego perspektywy.

Kto jest jak nasz Pan Bóg,
co ma siedzibę w górze,
i w dół spogląda na niebo i na ziemię.

 Pyta się mnie, co widzę. Kogo? I mówi dalej głosem zdecydowanym.

Zdaj sprawę z twego zarządu.

Jak to teraz? Bez przygotowania. To nie jest właściwy moment. Nie zgadzam się na taki podstęp, takie traktowanie. Każdemu należy się chwila czasu. I w ten słyszę z oddali:

Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: ”Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz?

Czy to ja, byłam tym gnębicielem ubogiego? Czy bycie pracowitym jest złe? Człowiek cały czas był skołowany. Zakręcony. Praca, dom. Dom, praca. Czasem jakiś moment na hobby. Relaks. Podróże. Ciężko pracowałam. To i zarabiałam. I stałam się bogata. Nikt mi niczego nie dał za darmo. Nikomu nic nie ukradłam. Jestem w porządku. Może nie byłam wielką katoliczką. Ale uważam się za osobę wierzącą. Tylko nie zawsze ma się czas na msze. Na spowiedź. Czasem trzeba było nagiąć jakieś prawo, użyć jakichś znajomości, przypomnieć się komuś. Coś za coś. Takie życie. Inaczej człowiek by nic nie osiągnął. A inni? No cóż, skoro lubią klepać biedę, nie chciało im się uczyć, nie są pewni siebie, wytrwali, rządni sukcesu, to moja wina?

Przysiągł Pan na dumę Jakuba: ”Nie zapomnę nigdy wszystkich ich uczynków”.

No i czemu znów jakoś czuję niepokój. Jakiś lęk. Wcale nie czuję się dobrze, tak pewnie siebie. Może popełniłam jakiś błąd? Może czegoś nie zauważyłam? Może coś zgubiłam?

Może faktycznie za mało przestrzegałam Dekalog? Może warto było chodzić w niedzielę na Msze? Może warto było pomóc siostrze w potrzebie, mimo, że sama się wpakowała w kłopoty? Może mogłam wesprzeć kolegę, który popadł w alkoholizm? Może nie warto było walczyć tak zajadliwie o to biuro, metodami nie fair? Ale przecież tak wszyscy robili. Oni na pewno też coś na mnie napisali. Może warto było wytrwać w tym małżeństwie, chociaż to on mnie zdradził? W końcu przysięgałam. Może warto było adoptować dziecko, a nie korzystać z innych metod, które i tak nic nie dały? Może.

I słyszę dalej.

Zyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do wiecznych przybytków.

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie.

Niegodziwa mamona. Przecież bez pieniędzy nie da się godnie żyć. Z pieniędzmi też nie zawsze godność idzie w parze. Coś o tym wiem… Ale wygoda, komfortowy dom, wakacje. Te wszystkie ładne rzeczy są naprawdę pociągające. I kosztują.

Czy kabriolet stał się moim przyjacielem. A tamta sukienka, która dużo mnie kosztowała, stała się przyjaciółką? Mogłabym polemizować. Przecież to diamenty są najlepszym przyjacielem kobiety.

Skończy. Ale tak niepostrzeżenie. Przecież nic na to nie wskazywało. Opłaty regularnie. Zabezpieczenie na przyszłość. Inwestycje w nieruchomości. Duże zarobki. I nagle, co koniec? To nie jest sprawiedliwe.

Takie gadanie. Drobna rzecz to drobna. A wielka to co innego. Gdy walka toczy się o duży kontrakt to człowiek zupełnie inaczej się zachowuje, inaczej myśli.

To nie jest takie proste.

I dalej.

Nie możecie służyć Bogu i Mamonie

No przecież nie służyłam mamonie. To ona mnie służyła. Czy służyłam Bogu? Jejku, przecież nie jestem zakonnicą. Jestem świecką osobą. Bez przesady. Nikogo nie zabiłam. Więc chyba nie jest tak źle.

Może i miałam mało czasu na spędzanie czasu z bliskimi, w domu. Może nie miałam siły, by porozmawiać. Coś zauważyć. Pomóc komuś. Odebrać telefon. Pojechać odwiedzić rodziców. Zająć się nimi. Ale wynajęłam opiekunkę. Za wszystko trzeba zapłacić, a pieniądze same się nie zarobią.

Czy potrzebowałam, aż tyle? Widocznie tak, skoro na to poświęciłam życie. Chciałam być szczęśliwa. Żyć w pełni. Na maksymalnych obrotach. Nie patrzeć się na innych. Tylko robić swoje.

Może przesadziłam? Może faktycznie słabo wyceniałam relacje? Nawet psa oddałam do schroniska. Może lepiej było spędzić czas z drugim człowiekiem niż inwestować w rzeczy, które cię nie przytulą, które ci nie powiedzą, że jesteś potrzebna, że cię kochają…

I wtedy, znowu słyszę.

Święte jest Jego imię –
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na miłosierdzie swoje –
jak przyobiecał naszym ojcom –
na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki

 

Czyli, że co? Że jestem biedaczką? Że nie posiadam nic wartościowego, bezcennego? Mówisz, że źle zainwestowałam?

Że strąciłeś mnie z tronu, rozproszyłeś mnie, bo się pyszniłam?

Z niczym mnie odprawiłeś? Ująłeś się za tymi, których nie dostrzegałam, których skrzywdziłam? Bo coś obiecałeś i ty teraz to wypełniasz?

Dlaczego wcześniej mnie nie ostrzegłeś?

Teraz jest już za późno?

I słyszę inny głos:

Zalecam przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za wszystkich ludzi: za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością.

I to:

Jezus Chrystus, będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was swoim ubóstwem ubogacić.

A na koniec.

Pana pochwalcie, On dźwiga biednego.

 

I nagle słyszę budzik. Poranne bieganie. Prysznic. Śniadanie. Podróż do pracy.

Budzę się jednak jakby w innym świecie. Czy to może mój świat upadł… Światopogląd. To miało być ostrzeżenie?! Dałeś mi szansę.

W końcu ja umiem dostrzegać szanse i je wykorzystywać…

Tak to jest szansa! Boże, dziękuję Ci.

Wiem. Byłam w Twoich oczach biedaczką. A Ty mnie podźwignąłeś. To wszystko, dzięki modlitwom tych, co na Msze i inne nabożeństwa chodzą. Co modlą się za wszystkich, za tych możnych, władców, bogaczy także. Widocznie za mnie także ktoś się dobrze pomodlił. I Ten, dzięki Któremu dostałam ten prezent. To On, Jezus Chrystus. Który będąc ubogim nie stał się zubożały, nędzny. On chce mi pokazać, że muszę zacząć inaczej patrzeć, inaczej myśleć. Inaczej czuć. Muszę zacząć dostrzegać tych, co są w potrzebie, którym mogę pomóc. Bo widocznie tylko ja mogę to zrobić. Widocznie po to Bóg dał mi szansę zarobienia dużych pieniędzy. By móc zainwestować w biedę drugich, ich potrzebę. By i oni mnie obdarowali swoją uwagą, potrzebą, wdzięcznością, bardziej miłością. Bym była rzeczywiście potrzebna. By to, co robię, miało sens. By w tym wszystkim była logika, a nie sam kołowrotek. Bym rzeczywiście mogła służyć Bogu, a nie mamonie. Pieniądz bardzo kusi. Ale jest fatalnym przyjacielem, gdy to on tworzy reguły.

Dlatego dziś rozpoczynam dzień od modlitwy!

Chwalcie słudzy Pańscy,

chwalcie imię Pana.

Niech imię Pana będzie błogosławione,

teraz i na wieki.

I wołam:

Podnosi z prochu nędzarza

i dźwiga z gnoju ubogiego,

by go posadzić wśród książąt,

wśród książąt swojego ludu.

Nie będziesz się bał posadzić mnie wśród swoich książąt, świętych, gdy ja podniosę nędzarza z padołu łez i dźwignę z gnoju ubogiego. Bo Ty tak ze mną zrobiłeś.

Świat jest zestawem naczyń połączonych. Jedni są zależni od drugich. Bogaci od ubogich. Ubodzy od bogatych. I nie ma miejsca na próżnię. Nie może być miejsca na obojętność. Na bylejakość. Na własne ego.

Bo wszyscy jesteśmy pielgrzymami!

Przecież ja — aż w nieba łonie trwam,

Gdy ono duszę mą porywa.

 

Przecież i ja — ziemi tyle mam,

Ile jej stopa ma pokrywa.

 

Naprawdę Norwid znał życie i doskonale rozumiał jego sens. Doskonale też służył Bogu. Bo wiedział, że każdy dom jest domem ruchomym. Nigdy na zawsze. Nigdy na wieczność. Bo to nie jest ten dom, ostateczny.

Tylko ta ziemia, na której stoję, jest moja. Taki skrawek ziemi, którą pokrywają moje stopy. Tylko tyle tak naprawdę jest mojego!

Dopokąd idę

Gdziekolwiek. Z kimkolwiek. Cokolwiek.

Ważne, by z Bogiem.

 

Dlatego popatrzę dziś z większą uwagą, dłużej. Na tych, co zainwestowali dobrze. Tych, co żyli uczciwie. I byli bogaci. U Boga.

 

OJCIEC PIO. Święty. Mistyk. Stygmatyk. Włoski kapucyn. Franciszek Forgione. Żywy obraz Chrystusa Ukrzyżowanego. Krzyż Zbawiciela stał się dla niego szkołą kapłaństwa i źródłem miłości wobec ludzi, których spowiadał, uzdrawiał i pocieszał. Był spowiednikiem, którego Bóg obdarzył łaską przenikania ludzkich sumień. Kiedy odprawiał Mszę świętą, wszyscy wiedzieli, że na ołtarzu rzeczywiście dokonuje się wielka tajemnica wiary. Otrzymał dar bilokacji i poznania języków obcych, których nigdy nie studiował. Przewidywał przyszłość, uzdrawiał słowem, dotykiem, a także na odległość. Był człowiekiem nieustannej modlitwy, czcicielem Matki Bożej. Nie wypuszczał z rąk różańca. Toczył zwycięskie boje z szatanem. Co by nie napisać o tym wielkim świętym naszych czasów, wszystko to za mało. Dlatego odwołam się do jego słów:

Pamiętajcie, że nie jesteśmy z tej ziemi. Mamy tu misje do spełnienia: zbawienie duszy i danie wszystkim dobrego przykładu.

Kochajcie Maryję i czyńcie wszystko, co możecie, aby Ją ludzie kochali. Odmawiajcie ku Jej czci różaniec. Czyńcie to zawsze (…). Przylgnijcie do różańca. Okazujcie wdzięczność Maryi, bo to ona dała nam Jezusa. Modlitwa różańcowa jest syntezą naszej wiary, podporą naszej nadziei, żarem naszej miłości.

Pan Jezus za pośrednictwem aniołów zwołuje ubogich i prostych pasterzy, aby się im objawić. Woła także mądrych za pośrednictwem ich wiedzy. I wszyscy, poruszeni wewnętrznym wpływem Jego łaski, biegną do Niego, aby Go adorować. Wzywa również nas wszystkich przez Boskie natchnienie i oddaje się nam przez swoją łaskę. Ile razy zapraszał serdecznie również i nas? A jak szybko my Mu odpowiedzieliśmy? Mój Boże! Rumienię się i czuję się zawstydzony, mając dać odpowiedź na tak postawione pytanie.

Pokutujesz, myśląc z bólem o zniewagach wyrządzonych Bogu. Pokutą jest być wytrwałym w dobrym; pokutą jest zwalczanie swoich wad.

Zapamiętaj to sobie, że bliżej Boga jest złoczyńca, który wstydzi się tego, że źle robi, niż człowiek uczciwy, który wstydzi się tego, że robi coś dobrze.

Kiedy pojawia się pokusa, wówczas zaraz uciekaj do Boga. Tu zwycięża ten, kto ucieka. Nie gódź się dobrowolnie na to, co podsuwa ci wróg.

Matka Boża otwiera nie tylko serca, ale i portfele.

Nie kładź się nigdy do łóżka bez wcześniejszego zrobienia rachunku sumienia z całego minionego dnia i zwrócenia wszystkich swoich myśli do Boga. Następnie oddaj i poświęć siebie, a także wszystkich chrześcijan, Bogu. Ponadto ofiaruj na chwałę Jego majestatu odpoczynek, który rozpoczynasz i nie zapominaj nigdy o Aniele Stróżu, który jest zawsze z tobą.

 

TEKLA. Święta. Pierwsza męczennica. Równa Apostołom. Turczynka. A wszystko przez św. Pawła! Narzeczona, która zerwała zaręczyny z poganinem. I przez to czekał ją stos, na którym jednak nie zginęła. Deszcz zgasił płomienie. Podróżuje wraz ze swoim nauczycielem do Syrii, gdzie zakochuje się w niej młodzieniec i czeka go odmowa. A ją za to pożarcie przez lwicę. Jednak i ta wstrzymuje się przed atakiem. Cudem ocalała, Tekla, postanawia żyć w czystości, w odosobnieniu, na pustyni. Dożywa sędziwego wieku. Tekla jest naprawdę dobrym przykładem do naśladowania przez kobiety. Podobno miała być nie tylko uparcie zdobywana przez płeć męską, ale przymuszana do zgody przez rodzinę. Trzeba się domyślić, iż święta posiadała niezwykłą urodę i wdzięk. Jednak to Apostoł Narodów zdobył jej serce, a bardziej Mistrz z Nazaretu, o którym on nauczał. I tak w czasie ucieczki przed wymaganiami rodziny rozstępuje się przed nią mur skalny, i tworzy się “wąwóz Tekli”, i jej klasztor w Maaluli, w którym to oddawana jest jej cześć. A ona patronuje chorym na oczy, bractwom jej imienia. Oręduje przeciw zarazie i pożarom oraz wężom i dzikiej zwierzynie. To kobieta gigant!

 

WŁADYSŁAW Z GIELNIOWA. Błogosławiony. Bernardyn. Polak. Marcin Jan. Pochodził z ubogich mieszczan. Porzucił Akademię krakowską i wstąpił do zakonu bernardynów. Tam zrealizował swoje talentom jako średniowieczny poeta-pieśniarz. Napisał wiele pieśni religijnych po polski i po łacinie. Jest twórcą wielu modlitw. Związany z wyniesieniem na ołtarze Szymona z Lipnicy. Jego artystyczna dusza należała do największego Artysty, Boga. Przez co prowadził życie pełne umartwienia, pokuty, modlitwy, ascezy. Odznaczał się nabożeństwem do Męki Chrystusa, Jego Matki-Maryi i św. Anny. Wprowadził do nabożeństw język polski. Pełnił najważniejsze funkcje w zakonie, udoskonalając organizację i formację duchową. Był wspaniałym kaznodzieją. Przyjaciel i duchowy doradca księżnej mazowieckiej, Anny. Po śmierci wielki orędownik i cudowny słuchacz modlitw.

 

KOSMA i DAMIAN. Święci. Męczennicy. Bracia-bliźniacy z Syrii. Ojciec-poganin zmarł, gdy byli bardzo mali. Pozostali z matką, chrześcijanką. To z domu wynieśli zamiłowanie do Pana Boga, a tym samym do ludzi. Zostali lekarzami. Uzdrowicielami ciała i dusz. Pomagali wszystkim, nawet niewiernym. Szczególnie ubogim. Nie pobierali opłat. Dzięki chrześcijańskim postawom zyskali w społeczeństwie ogromny szacunek i poważanie. Ale także umiłowanie. Podczas prześladowań wiernych zostali skazani na śmierć i po uprzednich torturach, ścięci. Ich grób stał się celem licznych pielgrzymek, gdyż ludzie wiedzieli, że będą w Niebie są w stanie jeszcze bardziej pomóc i uleczyć ich bolączki. W imię Pana. Święci, z racji swego zawodu, są patronami lekarzy, farmaceutów, dentystów, szkół medycznych. W dzień wspomnienia świętych braci obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Aptekarza.

 

WINCENTY a PAULO. Święty. Francuski kapłan. Założyciel zgromadzenia Księży Misjonarzy i szarytek. Pochodził z biednej rodziny. Jednak dzięki zdolnościom do nauki czytania i pisania zostaje wysłany do franciszkańskiego kolegium. I tak z dala od domu zapomniał o swojej rodzinie, wstydząc się własnego ojca. Czego będzie żałował do końca. Wstępuje do seminarium, zdobywa wykształcenie. Zostaje księdzem. Jednak na probostwo jest za młody, więc kontynuuje nauki i podróżuje. Pragnie pozyskać dobrą posadę, zaszczytną funkcję dzięki znajomościom. Przychodzi jednak czas, że zostaje porwany przez piratów i ląduje jako niewolnik w Afryce Północnej. I tak zostaje sprowadzony do parteru, a raczej do ziemianki. I dopiero dzięki trzeciemu panu, byłemu franciszkanowi, który porzucił wiarę dla dobrobytu, powraca wraz z jego rodziną do Francji. Wszystko dzięki ewangelizacji Pana Wincentego. Studiuje w Rzymie i ponownie powraca do ojczyzny, w której to zdobywa zaufanie królowej Małgorzaty. Zostaje jej kapelanem i jałmużnikiem oraz opiekunem Szpitala Miłosierdzia. Powierzona mu zostaje parafia w Clichy. Dzięki swoim wiernym uważał, że „nawet Ojciec Święty nie jest tak szczęśliwy, jak proboszcz żyjący pośród dobrych i wspaniałomyślnych parafian”. Kaskada różnych korzystnych zdarzeń (posługa w Galerach Królewskich, spotkanie św. Franciszka Salezego, ks. Pierre’a de Berrulle’a, Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia) doprowadziła go do założenia zgromadzenia, które miało za cel misje w parafiach, szczególnie wiejskich, zakładanie w nich bractw miłosierdzia. A także formację nowych pobożnych kapłanów. Z czasem założył kolejne zgromadzenie, tym razem żeńskie, w celu opieki nad chorymi. Szarytki były pierwszymi zakonnicami, które swoją działalność prowadziły poza murami klasztoru. Dwa oficjalne pomysły świętego udały się znakomicie, zdały egzamin w czasie wojennych zawieruch, powstań. W końcu Zgromadzenie Misji, lazaryści, wyruszyli poza granice Francji: “ad genetes”. Wincenty pielgrzymował, był nawet w Polsce, w celu pozyskiwania środków dla ubogich. Głosił homilie, upominał bogatych, był człowiekiem miłosierdzia i jego dzieła są takimi. Dlatego Kościół ustanowił go patronem wszystkich miłosiernych działań. Święty misjonarz przyczynił się odnowy życia religijnego w swoim kraju. Piastował zaszczytne funkcje, które dotyczyły Kościoła. Wykorzystywał swoje wpływy, o których tak marzył, do pomocy ubogim. Zmienił perspektywę patrzenia na potrzeby społeczne przez wszystkich możnych, władców. Pozostał cichym i pokornym człowiekiem, jednak pełnym gorliwości i zapału do pomocy potrzebującym. Warto zatrzymać się nad słowami św. Wincentego:

Bóg nie patrzy na sukces podejmowanych w imię dobra działań, lecz na miłość, z której czyn dobry wypełniamy.

Jeżeli żebrakowi pod drzwiami dajesz jeść z tego samego talerza, z którego ty sam jesz, to jesteś blisko ideału miłości chrześcijańskiej.

Nie wystarczy wypełniać dobre dzieła, trzeba wypełniać je dobrze, na podobieństwo Jezusa Chrystusa, o którym napisano „Przeszedł przez życie czyniąc dobrze”.

Miłość własna przykryta welonem miłości, sprawia, iż często wierzymy, że służymy Bogu, podczas gdy służymy jedynie własnej satysfakcji.

Wola Boża jest jak doskonały ster, który kieruje nas do otrzymywania rad i drogi, jaką zmierzamy.

 

WACŁAW I. Święty. Męczennik. Książę czeski. Syn Wratysława i pogańskiej księżniczki. W wieku 14 lat stracił ojca, a jego wychowaniem zajęła się babka, św. Ludmiła. Natomiast matka opiekowała się młodszym bratem, Bolesławem. Gdy doszedł do władzy rozpoczął ugruntowywanie chrześcijaństwa w swoim państwie, wygnał także swoją niecną matkę z bratem, która wcześniej sprawowała pogańskie rządy. Był człowiekiem niezwykle pobożnym, wrażliwym na los ubogich i potrzebujących. Szczególnym umiłowaniem darzył św. Wita, którego relikwie otrzymał od cesarza Henryka. Z czasem Czechy stały się coraz bardziej zależne od Cesarstwa Niemieckiego, co nie podobało się miejscowej elicie. Bolesław zaprosił brata na uroczystość konsekracji kościoła pw. Św. św. Kosmy i Damiana, w którym słudzy wygnańca zabili władcę Czech. W Polsce patronuje m.in. Katedrze na Wawelu.

 

 

 

Bracia i Siostry,

Solenizanci i Jubilaci,

Bogaci i biedni =BB,

pamiętajmy, że perspektywa Boga nie zawsze jest zgodna z naszą, ludzką…

Pięknego Tygodnia!

+

Z Panem Bogiem,

W sercu i na ustach.

M.P.