15 rocznica śmierci św. Jana Pawła II – 02.04.2005

NA RYNKU ANIOŁ SĄCZYŁ KAWĘ

 

 

Kochani,

To już 15 lat!

I niedługo 100 lat!

Od śmierci i od urodzin.

Naszego ukochanego Rodaka, przyjaciela i mistrza.

Papieża Jana Pawła II. Świętego.

 

W ostatnim czasie dużo wspomnień, refleksji.

Co robiłem w czas jego odejścia, gdzie byłem?

Ile przez ten czas się zmieniło?

Jak ja się zmieniłem?

 

Czy nasza miłość do Karola wyblakła jak niektóre zdjęcia?

Czy może coraz bardziej tęsknimy i widzimy jego brak?

Puste miejsce.

 

A z jego perspektywy?

Sam fakt na pewno był przejmujący i w jakimś stopniu bolesny.

Ale cóż potem?

Czy Ten, Któremu oddał całe życie, wszystkie siły i talenty, wyszedł mu na spotkanie?

I przyjął do swojej Chwały, do krainy szczęśliwych?

Czy abstrakcyjnie brzmiące nazwy stały się rzeczywistością?

Czy nadzieja i wiara spotkała się z celem i pozostała tylko miłość?

Janie Pawle, jesteś szczęśliwy?

Dobrze Ci tam?

 

Skoro modlisz się z nami i za nami, i przez twoje wstawianie się, dzieją się cuda, to możemy śmiało powiedzieć: TAK.

Tak, Bracie i Siostro, jestem szczęśliwy!

I pragnę, żebyście i wy byli szczęśliwi.

Opłaca się poświęcenie. Opłaca się żyć naprawdę, nie tylko na próbę.

Opłaca się trudzić, kochać i wierzyć Bogu.

Tu jest mieszkań wiele, które czekają na was.

Mam nadzieję, że nie pozostaną puste…

 

Myślicie, że mnie nie ma. Że odszedłem.

Tak, to prawda.

Powróciłem do prawdziwego Życia, skąd wszyscy pochodzimy.

Ta perspektywa jest niezwykle sprzyjająca, by jeszcze bardziej, lepiej być z Wami. Niczym nieograniczony. Jestem.

 

I widzę, co się dzieje.

Jak się zmieniacie.

Jak zapominacie.

Jak odrzucacie poznanie, wiedzę.

Jak pragniecie wszechwładzy, nie umiejąc zapanować nad sobą.

Jak pragniecie pieniędzy, nie wysilając się przy ich wypracowywaniu.

Jak pragniecie mądrości, nie sięgając do źródeł pisanych.

 

Napisałem wiele, by zostawić ślad.

By dać podporę, mocny fundament, by było z czego zaczerpnąć.

By łatwiej było poznać, odszukać, dowiedzieć się.

I po co to było?

 

 

Jan Paweł II został wezwany 2 kwietnia 2005r. o 21:37.

Tłumy ogników wznoszących modlitwę.

Ta godzina już zawsze będzie nierozerwalnie związana z odejściem kogoś Bliskiego, niczym godzina 21:00 z Apelem Jasnogórskim.

 

Był to okres Oktawy Wielkiej Nocy. Sobota. Wieczór. Tuż przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego.

Czy można szukać większego sensu i znaku?

Jakie tego dnia towarzyszyły nam Czytania?

 

Oczywiście Czytanie z Dziejów Apostolskich, które ukazuje ciąg dalszy złej passy faryzeuszy. Mieli pozbyć się Jezusa, a mimo Jego śmierci, nie udało się tego dokonać. Mało tego, teraz ci, którzy zostawili Go samego w czasie Męki, ci niewykształceni, bojaźliwi, uzdrawiają chorych i głoszą prawdę o Jezusie. Trudno ich okiełznać, czy także ich trzeba zabić? I tych, którzy podchwycają ich naukę i przyjmują ją z entuzjazmem? A może faktycznie ten Jezus jest Bogiem i zmartwychwstał? Cóż zrobić?

 

Przełożeni i starsi, i uczeni widząc odwagę Piotra i Jana, a dowiedziawszy się, że są oni ludźmi nieuczonymi i prostymi, dziwili się. Rozpoznawali w nich też towarzyszy Jezusa. A widząc nadto, że stoi z nimi uzdrowiony człowiek, nie znajdowali odpowiedzi. Kazali więc im wyjść z sali Rady i naradzili się: Co mamy zrobić z tymi ludźmi? – mówili jeden do drugiego – bo dokonali jawnego znaku, oczywistego dla wszystkich mieszkańców Jerozolimy. Przecież temu nie możemy zaprzeczyć. Aby jednak nie rozpowszechniało się to wśród ludu, zabrońmy im surowo przemawiać do kogokolwiek w to imię. Przywołali ich potem i zakazali im w ogóle przemawiać, i nauczać w imię Jezusa. Lecz Piotr i Jan odpowiedzieli: Rozsądźcie, czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga? Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli. Oni zaś ponowili groźby, a nie znajdując żadnej podstawy do wymierzenia im kary, wypuścili ich ze względu na lud, bo wszyscy wielbili Boga z powodu tego, co się stało.

 

Sam Karol musiał wziąć sobie do serca i postawę niewiernych kapłanów, jak i zachowanie Piotra i Jana. I ich słowa.

czy słuszne jest w oczach Bożych bardziej słuchać was niż Boga?

Bo my nie możemy nie mówić tego, cośmy widzieli i słyszeli

 

Zawsze słuchać bardziej Boga niż ludzi. Bardziej Boga niż siebie.

Kiedy to już wiesz i umiesz tak żyć, to nie możesz siedzieć cicho.

Kapłan nigdy nie może milczeć, jeżeli chodzi o sprawę Jezusa.

A następca Piotra już tym bardziej!

Dlatego widzieliśmy i słyszeliśmy Jana Pawła Wielkiego.

Głoszącego orędzie Dobrej Nowiny.

Zawsze, z pasją, wigorem, mocą, z przekonaniem, niestrudzenie.

Nawet wtedy, gdy milczał, miał wzrok wymowny.

Nawet, gdy klęczał i modlił się z zakrytą twarzą, dawał znak.

Patrz na Jezusa! Tylko na Niego.

 

W tej historii nie chodzi o mnie. O moją rolę, mój spektakl.

Jedynym bohaterem historii i życia jest Chrystus!

Gdy to zrozumiesz, zaakceptujesz i będziesz tak żył, wtedy docenisz mnie, mój trud i moją naukę.

Wtedy zrozumiesz, że nie mogłem milczeć, skoro poznałem Boga, skoro zobaczyłem i usłyszałem Go.

 

Dlatego z Janem Pawłem jest tak, że choć wielu się z nim nie zgadza w wielu kwestiach i nie oszukujmy się, że tak nie jest, to jednak nie potrafimy się mu przeciwstawić. Odrzucić go. Zesłać na wygnanie.

Jakoś bardziej wybieramy jego obecność, możliwość bycia z nim, nawet konfrontacji. Byle z nim.

Bo często jest tak, że uciekamy i szukamy czegoś, nie wiedząc co chcemy znaleźć, nie znając tak naprawdę siebie.

A on patrzy na nas i tak po prostu, wie o co nam chodzi. Zna nas bardziej niż my sami. Skąd się to bierze?

Szukamy, dziwimy się bardzo, nawet nie dowierzamy.

A on przecież powiedział, że człowieka nie można zrozumieć bez Chrystusa!

 

I nawet wtedy, gdy ledwo siedział i z trudem utrzymywał kartkę, to w jego głosie było słychać zapał, że naprawdę mu zależy, na nas…

I gdy już nie mógł nic powiedzieć, nie mógł sprawować swojej posługi, zapewne wtedy dostrzegł Matkę, która przybyła po niego, bo Syn jej go wzywa. Zrobił więcej niż mógł, nie zaprzepaścił łask i talentów, kochał. Wystarczy. Więcej nie trzeba już mówić. Chodź, byś wreszcie odpoczął. Choć na chwilę. Bo zapewne i tak ci nie dadzą chwili wytchnienia.

Czy Jan Paweł, Karol, śpiewał w duszy ten Psalm?

 

Dziękuję, Panie, że mnie wysłuchałeś

Dziękuję Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Pan moją mocą i pieśnią,
On stał się moim Zbawcą.

 

Na pewno!

 

A co z Ewangelią?

 

Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć. Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli. W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!

 

Czy po przejściu ukazał się Zmartwychwstały Janowi Pawłowi tak jak Marii Magdalenie? Czy wreszcie nie tylko czytał, nie tylko poddawał refleksji, ale sam był uczestnikiem tych zdarzeń?

On był wierny. On wierzył.

Nawet siostrze Faustynie, której orędzie i misja była odrzucana przez dostojników kościelnych. Nie chciano tego zaakceptować. A jednak, dzięki staraniom biskupa Wojtyły, a potem Jana Pawła II Faustyna dostąpiła chwały ołtarza, ale przede wszystkim Chrystus został uwielbiony w Swoim Miłosierdziu. Jakże wymowna jest ta data, ten moment odejścia.

Chodź, zabieram cię, miłosierny do miłosiernych. Dotkniesz moich ran i będziesz żył!

JPII, czy kiedykolwiek wyrzucałeś sobie brak wiary i upór? Tylko ty wiesz. Zapewne miałeś momenty załamania, jakieś kryzysy, ciemne noce. Nie mogło ich nie być. Każdy człowiek wiary je przechodzi. I nie są zaprzeczeniem świętości. Ale Bóg zawsze był twoją odpowiedzią, twoją kropką. Ostatecznym rozwiązaniem.

Nie zwątpienie, nie lęk.

Dlatego, mimo innych zainteresowań, poszedłeś na cały świat, by głosić Ewangelię. Bóg wykorzystał twoje pasje i talenty, twoją osobowość, charyzmę, byś zawojował świat. Miłością!

 

I zrobiłeś to, mimo tak wielu sprzeciwów, wielkiego oporu, czasów złych, systemów odrzucających prawdę o Bogu.

I nie zamknęli ci ust, nie skazali cię, bo nie znaleźli w tobie winy. I strzał był niecelny. Bo kto inny kulą kierował.

 

Ten czas przeszedł do historii.

Tak.

Ale czy twoja nauka, o życiu, o wieczności, o Zbawicielu stała się przeszłością? Czy straciła na znaczeniu, czy nie jest już aktualna?

 

Sami odpowiadamy swoim życiem…

I widzimy.

Lepsze i gorsze momenty. Wybory.

 

 

A 15 lat później, 2 kwietnia 2020r. jakie towarzyszą nam Czytania?

Trwa przecież Wielki Post.

Trwa epidemia.

 

Tym razem mamy do czynienia z powołaniem Abrahama i przymierzem, które jest wieczne i prawdziwe.

 

Abram padł na oblicze, a Bóg tak do niego mówił: Oto moje przymierze z tobą: staniesz się ojcem mnóstwa narodów. Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów. Sprawię, że będziesz niezmiernie płodny, tak że staniesz się ojcem narodów i pochodzić będą od ciebie królowie. Przymierze moje, które zawieram pomiędzy Mną a tobą oraz twoim potomstwem, będzie trwało z pokolenia w pokolenie jako przymierze wieczne, abym był Bogiem twoim, a potem twego potomstwa. I oddaję tobie i twym przyszłym potomkom kraj, w którym przebywasz, cały kraj Kanaan, jako własność na wieki, i będę ich Bogiem. Potem Bóg rzekł do Abrahama: Ty zaś, a po tobie twoje potomstwo przez wszystkie pokolenia, zachowujcie przymierze ze Mną.

 

Jan Paweł kontynuował misję samego ojca wiary. Bowiem od Abrahama historia ta się zaczyna. Dopełnia tę obietnicę Przymierze Nowe, Jezusowe, którego sługą był święty papież.

I poświęcił swe życie na to, by potomstwo Abrahamowe nie sprzeniewierzyło się Bogu. By kolejne pokolenia nie odebrały sobie szczęśliwej krainy Kanaan.

I Karol stał się ojcem mnóstwa narodów.

Stał się zaczynem dla pokolenia JPII. Co prawda, jedni uważają, że takie nigdy nie powstało. Inni, są jego świadomymi członkami.

 

Dlatego nie przez przypadek ten Psalm:

 

Pan Bóg pamięta o przymierzu swoim

Rozmyślajcie o Panu i Jego potędze,
zawsze szukajcie Jego oblicza.
Pamiętajcie o cudach, które On uczynił,
o Jego znakach, o wyrokach ust Jego.

 

Tak na pewno woła do nas Jan Paweł II.

Przemawia z filmów, fotografii, tekstów, kazań, ze wspomnień innych.

Rozmyślajcie o Panu, zawsze szukajcie Jego oblicza!

 

A Aklamacja dopełnia ten zwrot:

Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.

 

Co na to Ewangelia?

Czy przez jej słowa przemawia do nas ukochany polski papież?

 

Jezus powiedział do żydów: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki. Rzekli do Niego żydzi: Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy – a Ty mówisz: Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki. Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz? Odpowiedział Jezus: Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy – kłamcą. Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień – ujrzał /go/ i ucieszył się. Na to rzekli do Niego żydzi: Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś? Rzekł do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem. Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.

 

Nie tylko Żydzi wołają przez stulecia:

Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz?

 

Jezusie kim Ty jesteś?

 

I Jan Paweł słyszał to pytanie.

Sam był zastępcą Chrystusa, na ziemi.

Trudno było wykręcić się od odpowiedzi.

Trudniej chyba jednak było odpowiedzieć przekonująco.

 

Ale komu jak komu, jemu, Papieżowi Pielgrzymowi, to się udało.

To na jego spotkania przychodziły miliony.

To jego słuchały, jemu wiwatowały tłumy.

A jeżeli jemu, to przede wszystkim Jezusowi.

Bo oto mu chodziło.

Nie o własną chwałę.

On dlatego przekonujący, pociągający, że pokazywał na Innego.

Bezpośrednio, bezkompromisowo, bezinteresownie.

Nie szukał poklasku.

Jak jego Mistrz, który tłumaczył swoim braciom.

Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym.

Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem, ale wy Go nie znacie.

Ja Go jednak znam.

Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy – kłamcą.

Ale Ja Go znam i słowa Jego zachowuję.

 

Niestety i Jan Paweł II był krzyżowany. Nie tylko przez chorobę.

Ale przez niewiarę wielu.

Przez zarzuty, pytania, żale ludzi, które ukazywały jedno: że wyznają Boga, ale tak naprawdę Go nie znają!

Trudno jest wtedy dyskutować, gdy serca zamknięte. Zatwardziałe.

Ale Jan Paweł swoją konsekwentną postawą przekonał wielu takich, na których inni by postawili przysłowiowy krzyżyk.

On wierzył nie tylko w Boga, on dzięki temu wierzył w człowieka. Każdego.

I to było w nim najbardziej fascynujące!

Jego dotyk, spojrzenie, gest, emocja, wszystko miało na celu dobro drugiego człowieka. Dobro, czyli życie, które kończy się Niebem.

Nie grobem ani tym bardziej piekłem!

 

Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki.

 

Jan Paweł zachował naukę Jezusa, więc żyje.

Czy my żyjemy?

Na czyją chwałę?

Czy zachowujemy należytą nauką?

 

 

Warto też przypomnieć kilka fragmentów homilii pogrzebowej z 8 kwietnia 2005r., którą wygłosił kard. Ratzinger.

 

«Pójdź za Mną» — mówi zmartwychwstały Chrystus do Piotra. Są to ostatnie słowa, jakie kieruje do tego ucznia, którego wybrał, aby pasł Jego owce. «Pójdź za Mną» — ten lapidarny zwrot Chrystusa można uznać za klucz do zrozumienia przesłania, jakie płynie z życia naszego nieodżałowanego i ukochanego Papieża Jana Pawła II. Jego ciało składamy dziś w ziemi jako zasiew nieśmiertelności — z sercem przepełnionym smutkiem, ale zarazem radosną nadzieją i głęboką wdzięcznością.

 

«Pójdź za Mną» — jako młody student Karol Wojtyła pasjonował się literaturą, teatrem, poezją. Gdy pracował w zakładach chemicznych, w czasach powszechnie panującego, zagrażającego nazistowskiego terroru, usłyszał wezwanie Chrystusa: «Pójdź za Mną!»

W swoich listach do kapłanów i w książkach autobiograficznych wielokrotnie mówił nam o swoim kapłaństwie, które przyjął 1 listopada 1946 r. W tych tekstach interpretuje swe kapłaństwo przede wszystkim w świetle trzech «słów» Chrystusa.

Zwłaszcza tego: «Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał» (J 15, 16).

Drugie słowo brzmi: «Dobry pasterz daje życie swoje za owce» (J 10, 11).

I wreszcie: «Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej!» (J 15, 9).

W tych trzech słowach widzimy całą duszę naszego Ojca Świętego. On naprawdę szedł wszędzie i nie szczędził trudów, aby przynosić owoc — owoc, który trwa.

«Wstańcie, chodźmy!» — brzmi tytuł Jego przedostatniej książki. «Wstańcie, chodźmy!» — tymi słowami rozbudzał naszą znużoną wiarę, wyrywał ze snu uczniów wczoraj i dzisiaj.

 «Wstańcie, chodźmy!» — mówi do nas także dzisiaj.

Ojciec Święty stał się kapłanem aż do końca, ponieważ ofiarował Bogu własne życie za owce swoje i za całą ludzką rodzinę w codziennej ofiarnej służbie Kościołowi, a nade wszystko w trudnych doświadczeniach ostatnich miesięcy. W ten sposób stał się jedno z Chrystusem, dobrym pasterzem, który miłuje swoje owce.

I na koniec — «Trwajcie w miłości mojej!» Papież, który pragnął spotkać się ze wszystkimi, który potrafił wszystkim przebaczyć i wszystkim otworzyć swoje serce, także dzisiaj mówi do nas tymi słowami Pana: «Trwając w miłości Chrystusa, uczymy się w szkole Chrystusa sztuki prawdziwej miłości».

«Pójdź za Mną!» W lipcu 1958 r. rozpoczyna się dla młodego księdza Karola Wojtyły nowy etap wędrówki z Chrystusem i za Chrystusem. Karol, jak zwykle, udał się z grupą młodych miłośników wycieczek kajakowych na Mazury, aby wraz z nimi spędzić wakacje. Miał jednak ze sobą list, wzywający Go na spotkanie z Prymasem Polski, kard. Wyszyńskim i mógł się domyślać celu tego spotkania: miał otrzymać nominację na biskupa pomocniczego w Krakowie.

Porzucić nauczanie akademickie, wyrzec się bliskiego i stymulującego kontaktu z młodzieżą, zejść z areny wielkich zmagań intelektualnych, gdzie poznawał i interpretował tajemnicę człowieka, istoty stworzonej, ażeby uobecniać w dzisiejszym świecie chrześcijańską wykładnię naszego bytu — wszystko to musiało mu się wydawać jakby utratą samego siebie, utratą tego właśnie, co stało się ludzką tożsamością tego młodego kapłana.

«Pójdź za Mną» — i Karol Wojtyła przyjął to wezwanie Kościoła, słysząc w nim głos Chrystusa. Później zdał sobie sprawę, jak bardzo prawdziwe są słowa Pana: «Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je» (Łk 17, 33).

Nasz Papież — wiemy to wszyscy — nigdy nie pragnął ocalić swego życia, zachować go dla siebie; chciał ofiarować samego siebie bez reszty, aż do ostatniej chwili, dla Chrystusa i także dla nas.

Dzięki temu właśnie mógł doświadczyć, jak to wszystko, co złożył w ręce Pana, powróciło w nowy sposób: umiłowanie słowa, poezji, literatury stało się istotną częścią Jego pasterskiej misji i nadało Jego głoszeniu Ewangelii nową świeżość, aktualność i moc przyciągania — i to właśnie w czasach, gdy jest ona znakiem sprzeciwu.

«Pójdź za Mną!» W październiku 1978 r. kard. Wojtyła ponownie słyszy głos Pana. Powtarza się dialog z Piotrem, który przytacza Ewangelia z dzisiejszej liturgii. «Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? (…) Paś owce moje!» (J 21, 16). Na pytanie Chrystusa: Karolu, miłujesz mnie?, arcybiskup krakowski odpowiedział z głębi serca: «Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham» (J 21, 17).

Miłość do Chrystusa była najbardziej przemożną siłą w życiu naszego umiłowanego Ojca Świętego: wie o tym każdy, kto widział, jak się modlił i słyszał, jak głosił słowo Boże.

Dzięki temu głębokiemu zakorzenieniu w Chrystusie mógł On dźwigać ciężar, który przerasta siły człowieka: mógł być Pasterzem owczarni Chrystusa, Jego Kościoła powszechnego.

«Pójdź za Mną!» Polecając Piotrowi, aby pasł Jego owce, Chrystus zapowiada zarazem jego męczeństwo. Wypowiadając te słowa, które zamykają i reasumują cały dialog o miłości i o posłannictwie powszechnego pasterza, Chrystus odwołuje się do innego dialogu, jaki odbył się podczas Ostatniej Wieczerzy. Jezus powiedział wówczas: «Dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie». Piotr zapytał: «Panie, dokąd idziesz?» Jezus mu odpowiedział: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz» (J 13, 33. 36). Po wieczerzy Jezus idzie ku krzyżowi i ku zmartwychwstaniu — wchodzi w tajemnicę paschalną; Piotr na razie nie może podążyć za Nim. Teraz, po zmartwychwstaniu, nadszedł ów moment, owo «później». Pasąc owce Chrystusa, Piotr wchodzi w tajemnicę paschalną, zmierza ku krzyżowi i ku zmartwychwstaniu. Chrystus mówi o tym słowami: «Gdy byłeś młodszy, (…) chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz» (J 21, 18).

W pierwszym okresie swego pontyfikatu Ojciec Święty, wówczas jeszcze młody i pełen sił, prowadzony przez Chrystusa, podróżował aż na krańce świata.

Potem jednak coraz głębiej wchodził w komunię cierpienia z Chrystusem, coraz pełniej rozumiał prawdę tych słów: «Inny cię opasze». I właśnie w tej komunii z cierpiącym Chrystusem niestrudzenie i z nową mocą głosił Ewangelię, tajemnicę miłości do końca (por. J 13, 1).

Papież ukazywał nam tajemnicę paschalną jako tajemnicę miłosierdzia Bożego. W swojej ostatniej książce pisze: Granicą wyznaczoną złu «jest ostatecznie Boże miłosierdzie» (Pamięć i tożsamość, s. 61).

A rozmyślając o zamachu na swoje życie, mówi: «Chrystus, cierpiąc za nas wszystkich, nadał cierpieniu nowy sens, wprowadził je w nowy wymiar, w nowy porządek: w porządek miłości (…) Jest to cierpienie, które pali i pochłania zło ogniem miłości i wyprowadza nawet z grzechu wielorakie owoce dobra» (tamże, ss. 171-172).

Ożywiany tą wizją, Papież cierpiał i kochał w komunii z Chrystusem, i dlatego przesłanie Jego cierpienia i Jego milczenia było tak wymowne i płodne.

 

Miłosierdzie Boże: Ojciec Święty dostrzegł najczystszy odblask miłosierdzia Bożego w Matce Bożej. On, który utracił matkę, gdy był jeszcze dzieckiem, tym mocniej ukochał Matkę niebieską. Usłyszał słowa ukrzyżowanego Chrystusa, jak gdyby były skierowane osobiście właśnie do Niego: «Oto Matka twoja». I uczynił tak jak umiłowany uczeń: przyjął Ją w głębi swego jestestwa: (eis ta idia, J 19, 27) — Totus Tuus. Od Matki też nauczył się upodabniać do Chrystusa.

 

W pamięci nas wszystkich na zawsze pozostanie ta chwila, gdy w ostatnią Niedzielę Wielkanocną swojego życia Ojciec Święty, naznaczony cierpieniem, raz jeszcze ukazał się w oknie Pałacu Apostolskiego i po raz ostatni udzielił błogosławieństwa Urbi et Orbi.

Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie domu Ojca, widzi nas i nam błogosławi. Tak, pobłogosław nas, Ojcze Święty.

+

 

 

I właśnie tak na koniec taka mała refleksja oparta o utwór Piotra Rubika:

 

Na rynku anioł sączył kawę,
radując się słonecznym majem.
Gdy naraz wokół niego brawa
i tłum krzyczących, że go poznają.
Anioł rozdawał autografy
tłumowi co się doń dobijał,
szczęśliwcy, że szczęśliwym trafem
nikt go nie pytał po co żyją.

Gołębich skrzydeł trzepot z rana ,
panna w poecie zakochana,
dorożka bzem dekorowana.
Nad wszystko chwalmy imię Pana!

Oczu całowanie, dłoni dotykanie
nasze miłowanie życiem jest!

Co rusz podkręcał wąsy anioł,
wąsy jak zieleń traw zielonych.
Rzekł stróżem być nie umiem Panie
ludzi przez miłość tak opuszczonych.
Nagle zapytał ktoś z gawiedzi:
„Czemuż to nie siedzicie w raju?”
Rzekł anioł lubię tu posiedzieć
z tymi co jeszcze się kochają.

Gołębich skrzydeł trzepot z rana ,
panna w poecie zakochana,
dorożka bzem dekorowana.
Nad wszystko chwalmy imię Pana!

 

 

 

Być może nasz kochany Jan Paweł II nie patrzy na nas tylko z okna. Czy to watykańskiego, czy franciszkańskiego.

Może on być tym ANIOŁEM, co na rynku, może krakowskim, sączy kawę. Jeszcze w dodatku, radując się słonecznym majem, w którym to przecież się urodził.

I może ktoś go rozpozna, może komuś będzie kogoś przypominał.

Może będzie rozdawał te autografy i tłum się zbierze gapiów.

Ale nikt go nie spyta po co żyją…

 

I tak gołębie latają wokół.

I dorożka zaprasza do przejażdżki.

A przechodnie to sami zakochani.

I on widzi, jak tu pięknie, jak tu dobrze.

Nad wszystko chwalmy Pana!

Bo miłowanie życiem jest.

 

Ale pewnie wśród tłumu dostrzeże smutnych, odrzuconych.

I trudno mu będzie być stróżem ludzi przez miłość opuszczonych.

Ale nie podda się.

Bóg mu pomoże.

Nabierze sił i otuchy wśród tych, co jeszcze się kochają.

Jeszcze.

 

Pomyślmy sobie. Może już spotkaliśmy takiego ANIOŁA.

Być może przyszedł zobaczyć jak nam się żyje.

Czym się zajmujemy, czym martwimy?

Czy w ogóle się cieszymy?

A co z miłością?

Czy króluje ta tymczasowa?

A co z wiarą?

Czy jego postać wyznaczyła jakiś tor myślenia i postępowania?

Czy jeszcze go ludzie od tej strony pamiętają?

Nie tylko od kremówek.

Ale czy go znają naprawdę? Czy w ogóle go poznali?

 

 

Tak. Dużo mówimy o JPII. I łączmy z nim same dobre wspomnienia, wzruszenia.

Ale nie pamiętamy już o co mu tak naprawdę chodziło.

 

Kiedy patrzy na dzisiejszy świat zapewne nie może spać, a raczej siedzieć spokojnie na niebańskim obłoku.

Jestem pewna, że interweniuje w naszej sprawie.

Każdej.

Ale zapewne w polskiej szczególnie.

I w tej, co do życia się odnosi.

Jak wolny wybór, czytaj aborcja.

I w tej, co do istnienia Europy się przykłada.

Jak odrzucenie Boga i stwarzanie świata na nowo, przez ludzi.

 

 

 

O jedno proszę cię, Janie Pawle II.

Schodź do nas, na kawę, jak najczęściej.

I módl się za nami!

Nasz Aniele.

 

M.P.