Święci tygodnia

na obrazku św. Teresa od Dzieciątka Jezus

W tym Tygodniu wspominamy

i bierzemy przykład z tych, którzy udowodnili,

iż każdy z nas wezwany jest do świętości:

 

28 września (Niedziela)

Wincenty a Paulo.

Święty Francuz. Kapłan. Prawnik. Uczony. Dyplomata. Członek Rady Królewskiej. Człowiek Ubogich. Założyciel. Rekolekcjonista. Pionier misji ludowych. 

Urodzony w wielodzietnej rodzinie. Mimo ubogich wiejskich warunków dzieciństwo miał pogodne. Rodzice doceniali jego pomoc przy rodzeństwie i pracy w gospodarstwie. Jednak liczyli, iż Wincenty zdobędzie lepsze życie w przyszłości. Tym bardziej, iż Wincenty był zdolny i pilny.

Stąd w wieku 14 lat chłopiec został posłany do szkoły franciszkańskiej. Na opłacenie nauki zarabiał korepetycjami wśród kolegów bardziej zamożnych. Coraz rzadziej myślał o rodzinie. Gdy do Dax przyjechał ojciec z niespodziewaną wizytą, zawstydzony jego wyglądem i kalectwem (utykał na nogę) nie chciał z nim rozmawiać, co do końca życia będzie wspominał z bólem i wyrzutami sumienia.  

Po ukończeniu szkoły rozpoczął studia teologiczne w Tuluzie. W wieku 19 lat został kapłanem. Ponieważ było to sprzeczne z zasadami Soboru Trydenckiego, który wymagał do święceń ukończenia 24 lat życia, jego nominacja na proboszcza w Tilh została zaskarżona do Trybunału Rzymskiego. W konsekwencji, Wincenty zrezygnował ze stanowiska i kontynuował naukę.

Wincenty postawił na karierę i pozycję.  Kontynuował studia, pogłębiając wiedzę w Rzymie i Paryżu. Dzięki temu stał się ekspertem od prawa kanonicznego. W tym czasie dużo podróżował i marzył o dobrej posadzie, którą starał się zdobyć dzięki odpowiednim znajomościom. 

W pewnym momencie życia, na Morzu Śródziemnym, został napadnięty wraz z całą załogą i pasażerami, przez tureckich piratów i przewieziony jako niewolnik do Tunisu. Przez dwa lata miał czterech różnych panów.

Ostatnim został były franciszkanin z Nicei, Guillaume Gautier, który wolność osobistą okupił przejściem na islam. Mieszkał w górach z trzema żonami, z których jedna – muzułmanka z urodzenia zainteresowała się religią Wincentego. Z czasem nabrała przekonania o prawdziwości Ewangelii i wyrzucała mężowi, że dla poprawy swego losu wyrzekł się chrześcijaństwa. Skruszony mężczyzna z żonami i kapłanem powrócił do Europy. 

Przez kolejny rok Wincenty nawiedzał święte miejsca i dalej pogłębiał wiedzę.

Wkrótce sam papież posłał młodego kapłana z misją na dwór Henryka IV do Francji. Pozyskał sobie zaufanie królowej, Katarzyny de Medicis, która obrała go sobie za kapelana, mianowała go swoim jałmużnikiem i powierzyła mu opiekę nad Szpitalem Miłosierdzia.

Następnie przez rok (1612) posługiwał w Clichy, uważając, że „nawet Ojciec Święty nie jest tak szczęśliwy, jak proboszcz żyjący pośród dobrych i wspaniałomyślnych parafian”.

Przez pewien czas ksiądz Wincenty przeżywał kryzys wiary, prawdziwą noc duchową. Przeciążony wysiłkiem i koncentracją na własnych siłach doszedł do kresu wytrzymałości.

Jednak następne lata przyniosły zmianę myślenia, swoiste nawrócenie kapłana. A zadziało się to dzięki wyjątkowym ludziom.

Ks. Pierre de Berulle gromadził wokół siebie kapłanów, którym umiejętnie pokazywał wielkość i znaczenie ich posługi.

Święty Franciszek Salezy czy święta Franciszka de Chantal też mieli swój udział we wzroście wiary u Wincentego.

A ten przez pewien czas głosił Ewangelię galernikom, owym więźniom wioślarzom. Z czasem dostrzegł ludzką nędzę, tę materialną jak i moralną.

Prawdopodobnie duże znaczenie w życiu Wincentego odegrało zdarzenie, jakie miało miejsce 25 stycznia 1617 r. w Folleville.

Kapłan głosił wówczas rekolekcje o potrzebie spowiedzi generalnej, w wyniku, którego liczba przystępujących do sakramentu pokuty była tak wielka, że trzeba było wezwać pomocy jezuitów. Po latach twierdził, że było to jego pierwsze kazanie misyjne. Datę tę przyjmuje się za początek Zgromadzenia Misji, w rozumieniu narodzin charyzmatu.

W tym właśnie dniu wezwano go do chorego, cieszącego się opinią porządnego i szanowanego człowieka. Na łożu śmierci wyznał mu on, że jego życie całkowicie rozminęło się z prawdą, że ciągle udawał kogoś innego niż był w rzeczywistości. W liturgii tego dnia przypadała uroczystość Nawrócenia św. Pawła. 

Dla Wincentego był to wstrząs. Zrozumiał, że Bóg pozwala się dotknąć w ubogich, w nich potwierdza swoją obecność. Odtąd Wincenty zaczął gorliwie służyć ubogim i pokrzywdzonym. 

Złożył Bogu ślub poświęcenia się ubogim. Głosił im Chrystusa i prawdę odnalezioną w Ewangelii. Zgromadził wokół siebie kilku kapłanów, którzy w sposób bardzo prosty i dostępny głosili ubogim Słowo Boże. 

W ten sposób w 1625 r. powstało Zgromadzenie Księży Misjonarzy – lazarystów. Objęło ono opieką duszpasterską małe, wiejskie parafie, głosząc w nich misje i zakładając bractwa miłosierdzia. Dla zapewnienia trwałości owoców swojej pracy, misjonarze obsadzali gorliwych duszpasterzy w ewangelizowanych parafiach. W konsekwencji, nowo powstałe zgromadzenie zajęło się przygotowaniem kandydatów do święceń kapłańskich w seminariach duchownych oraz formacją ciągłą duchowieństwa (tzw. „konferencje wtorkowe”).

Wincenty założył również Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia, które w sposób systematyczny i instytucjonalny zajęły się biednymi, porzuconymi dziećmi, żebrakami, kalekami. 

A wszystko to zaczęło się podczas przygotowania do mszy św. w sierpniu 1617 w Châtillon-les-Dombes w pobliżu Lyonu.

Wincenty wysłuchał prośby kobiety, która zainteresowała go trudną sytuacją rodziny z sąsiedniej wioski. Kazanie, w którym wezwał do udzielenia im pomocy do tego stopnia poruszyło serca ludzi zgromadzonych w kościele, że po nabożeństwie parafia zebrała dary dla potrzebujących. Wówczas zorganizował pierwszą grupę kobiet, która dała początek Stowarzyszeniu.

Zobowiązały się one, że według przypadającej kolejności będą odwiedzać chorych i zanosić im coś do jedzenia. Wincenty pouczył je, aby życzliwie ich pozdrawiały, kładły przy łóżku tacę z serwetką i sztućcami oraz równo kroiły chleb. Kiedy zdumione tymi wymaganiami pytały go o powody, zbędnej – ich zdaniem – etykiety, wyjaśniał, że:

„ubodzy są naszymi Panami i Mistrzami”.

Gdy Pani de Gondi wiedziona gorliwością Wincentego przystąpiła do Pań Miłosierdzia, mała osada Châtillon stała się znana nawet w Paryżu i wiele pań z arystokratycznych kręgów angażowało się w służbę ubogim. Było to dla Wincentego znakiem Opatrzności, za którym postanowił podążyć.

Spotkanie ze św. Ludwiką de Marillac zaowocowało powstaniem Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia (1633 r.), zwanych szarytkami (od franc. charite – miłosierdzie). 

 Były to pierwsze zakonnice w Kościele katolickim, które podjęły działalność poza murami klasztoru jako pielęgniarki środowiskowe, opiekunki społeczne, terapeutki więzienne i wychowawczynie trudnych dzieci. Wincenty posyłał je do niebezpiecznych slumsów, szpitali, więzień, a nawet na pola bitewne, mówiąc:

„Waszym klasztorem będzie – dom chorych, celą – wynajęty pokój, klauzurą – posłuszeństwo, krużgankami – ulice miasta, kaplicą – kościół parafialny”.

W okresie frondy (zamieszki polityczne w Paryżu w latach 1648-1653) Wincenty niósł pomoc rzeszom głodujących, dotkniętym nieszczęściami i zniszczeniami wojennymi.

Przez wiele lat był członkiem Rady Królewskiej – tzw. Rady Sumienia, której podlegały wszystkie sprawy Kościoła. 

Zajmując tak wysokie stanowisko pozostał cichy i skromny wykorzystując, jednakże swoje wpływy w służbie ubogim.

W tym sensie spełniły się jego młodzieńcze marzenia o karierze i wpływach, których użył do stworzenia całego systemu pomocy ubogim oraz zmiany podejścia władców i ludzi majętnych do problemów społecznych.

Kapłan zmarł w 1660 r. w wieku 79 lat. 

Jego misjonarze pracowali wtedy już w większości krajów europejskich, dotarli też do krajów misyjnych w Afryce północnej.

Na zaproszenie Ludwiki Marii Gonzagi misjonarze przybyli do Polski w 1651 i osiedlili się w Warszawie, w okolicy kościoła, stojącego w miejscu dzisiejszej bazyliki Świętego Krzyża. 

W roku 1729 papież Benedykt XIII wyniósł Wincentego do chwały błogosławionych, a papież Klemens XII kanonizował go w roku 1737.

Podczas rewolucji francuskiej, która w antyklerykalnym szale niszczyła obrazy i figury świętych, podobizny św. Wincentego a Paulo zostały oszczędzone. 

W 1885 r. Leon XIII uznał go za patrona wszystkich dzieł miłosierdzia w Kościele.

Zainspirowany przykładem kapłana ubogich, Antoine-Frédéric Ozanam założył w 1833 Stowarzyszenie św. Wincentego a Paulo w celu niesienia pomocy chorym i biednym.

Wincenty jest patronem zgromadzenia lazarystów, szarytek, kleru, organizacji charytatywnych, podrzutków, szpitali i więźniów. 

W 1984 z inicjatywy alumnów Zgromadzenia Misji w Krakowie zorganizowano konkurs na piosenkę o św. Wincentym a Paulo, który przerodził się w Festiwal Piosenki Religijnej „Vincentiana” organizowany corocznie w maju w Krakowie

+

Święty Wincenty, dziękujemy za Twoją piękną postawę miłości do tych najmniejszych.

Co najmniej mogą. Co największe ciężary znoszą. Pogubieni, zatraceni, przez świat już skazani.

Chciałeś zdobyć wiele i być wysoko w hierarchii społecznej. Postawiłeś na wykształcenie i maniery. Znajomości i dyplomację. I udało się.

Zdobyłeś, to co chciałeś. A nawet więcej. Pełniłeś mniejsze i większe funkcje. W końcu stałeś się liderem, autorytetem, człowiekiem z pasją miłosierdzia. Uczyłeś biedaków wiary. Bogatych zobowiązywałeś do troski o bliźnich. Przyciągałeś tłumy, miałeś wiernych współtowarzyszy. I współtowarzyszki. Zająłeś się wszystkimi warstwami społeczeństwa. Któż tyle osiągnął, dokonał? Jak bardzo Bóg Cię obdarował. A Ty dzięki natchnieniom Ducha spełniałeś swoje posłannictwo. Bóg Ci zapłać, księże Wincencie.

Opiekuj się dalej biedakami, czyli wszystkimi nami. Bo każdy z nas przeżywa jakąś biedę. Jakieś ubóstwo. Jakiś brak.

Czuwaj nad swoimi kapłanami, siostrami i stowarzyszeniami Twojego imienia.

Idźmy za Tobą, idźmy pełnić wolę Chrystusa. Wypraszaj nam i mądrość, i wrażliwość. I zdobywanie wiedzy, i obdarowywanie serc.

Żyjmy dla innych, bo tylko takie życie warte jest przeżycia.

 

 

 

29 września (Poniedziałek)

Wacław.

Święty Czech. Męczennik. Król. Człowiek miłosierdzia. Obrońca chrześcijaństwa. Główny Patron Czech.

Syn księcia Wratysława i Drahomiry. Po śmierci ojca, matka wykorzystując małoletność Wacława, zorganizowała napad na babkę, św. Ludmiłę, wdowę po pierwszym chrześcijańskim władcy Czech. Kobietę uduszono na zamku w Tetin. Drahomira rozpoczęła niesprawiedliwe rządy, wprowadzając na nowo pogaństwo do kraju, niszcząc tym samym Kościół. Doprowadziło to tym samym do wojny z Niemcami, którzy wystąpili w obronie misjonarzy chrześcijańskich. Na skutek interwencji cesarza Drahomira została zmuszona do opuszczenia tronu i oddania go swojemu synowi.

Młody książę podjął się natychmiastowo pokojowych interwencji, byle tylko zagoić rany zadanych Kościołowi. Wszakże miał do obrony wielkiego dziedzictwo swojego ojca i dziadka. Tak więc zajął się odbudową kościołów i uzupełnieniem duchowieństwa.

Wacław wyróżniał się wielką pobożnością. W dzień ciężko pracował, by w nocy oddawać się modlitwie w kaplicy zamkowej. Uprawiał osobiście winną latorośl i pszenicę jako dary ołtarza.

Szczególną troską darzył ubogich, potrzebujących, chorych. Sam nawet im usługiwał.

Za jego panowania Czechy były podzielone na wiele księstw. Stąd dochodziło do wielu nieporozumień, kłótni, a nawet starć zbrojnych. Legenda głosi, że w czasie jednej z potyczek przy św. Wacławie miał zjawić się szereg aniołów, co tak przeraziło przeciwników, że wycofali się z walki.

Od cesarza Henryka I otrzymał relikwię św. Wita i św. Zygmunta. Ku czci pierwszego świętego książę wystawił najpierw skromny kościół, który został z czasem rozbudowany do najokazalszej świątyni Czech. Do dziś jest ona klejnotem Pragi. Wacław wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do tego męczennika (+ ok. 305) jakby w przeczuciu, że i jemu przypadnie podobna śmierć.

Tak się też stało. Jego młodszy brat, Bolesław, za namową niecnej matki zaprosił Wacława do udziału w konsekracji świątyni, jaką wystawił przy swoim zamku w Starym Bolesławcu ku czci świętych męczenników Kosmy i Damiana.

Kiedy Wacław tam się udał, został zamordowany przez siepaczy, nasłanych przez Bolesława. Według podania, mord miał mieć miejsce w samym kościele. Działo się to 28 września ok. 929 roku. Miał ok. 22 lat.

Ciało Wacława pochowano w kościele św. Wita, zamienionym potem na katedrę, kiedy w Pradze zostało założone biskupstwo (963).

Święty książę został natychmiast uznany za męczennika, a niebawem głównym patronem kraju.

Zaczęły ukazywać się jego żywoty, a Widuking, mnich z Korbei, w roku 967 pisał o cudach, jakie działy się przy grobie Świętego.

Najpiękniejszy plac w Pradze otrzymał jego imię. Znajduje się na nim okazały pomnik, przedstawiający św. Wacława w zbroi rycerza na koniu. Wystawiono go w roku 1908.

Imię Świętego stało się w Czechach bardzo popularne. Trzech władców kraju po św. Wacławie nosiło jego imię. Dwóch z nich było nawet królami Polski: Wacław II (1291-1300) i Wacław III (1305-1306).

Ku czci św. Wacława wystawiono w Czechach ok. 180 kościołów oraz ok. 100 kaplic. Z jego podobizną bito monety czeskie. Kiedy Karol IV odbywał koronację (1347), swoją koronę przytknął do relikwii św. Wacława, które znajdują się w bogatym sarkofagu w kaplicy katedry św. Wita. Odtąd koronę królów czeskich, a również państwo czeskie zaczęto nazywać „koroną św. Wacława”.

Papież Benedykt XIV zatwierdził kult św. Wacława w roku 1729 z okazji 800-lecia śmierci Świętego i rozszerzył jego cześć na cały Kościół.

Córką Bolesława I Okrutnego, który dokonał zabójstwa na osobie św. Wacława, była Dobrawa, żona księcia Mieszka I, która przyczyniła się walnie do jego nawrócenia (966).

Św. Wacław jest patronem Czech, Moraw, Pragi i katedry krakowskiej na Wawelu.

+

Święty Wacławie, bohaterze Czech, bohaterze chrześcijaństwa, byłeś prawdziwym królem, który służył, kochał i oddał życie za naród i Boga. Dlatego Najwyższy podniósł Cię do Swej chwały i tak stałeś się nieśmiertelny. Wziąłeś pod swoją opiekę córkę Twego brata-zabójcy, Dobrawę. Która okazała się dobrem nie tylko dla Twojej korony, ale dla Mieszka i całej nowopowstałej Polski. Dziękujemy Ci za Twoje świadectwo. Wspieraj ludzi władzy, aby umieli tak jak Ty, walczyć bezkompromisowo o wartości najwyższe, a z wielką pokorą służyć zwykłym obywatelem. Sprawuj pieczę nad naszym skarbem, Wawelem, a dokładniej Katedrą Wawelską, której patronujesz.

 

 

 

29 września (Wtorek)

Michał. Gabriel. Rafał.

Trzej Archaniołowie.

Aniołowie są z natury różni od nas, ludzi. Jednak należą do stworzeń i są nam bardzo bliscy, stąd ich święto. A Ci trzej, szczególnie.

 

Michał,

pierwszy i najważniejszy spośród aniołów. Bóg go darzy ogromnym zaufaniem. Znaczenie hebrajskiego Mika’el to “Któż jak Bóg”.  

Według tradycji, kiedy w niebie diabeł postanowił zbuntować się przeciwko Bogu i chciał namówić do tego jak najwięcej innych aniołów, wystąpił w obronie Najwyższego Michał i wypowiedział wojnę rozłamcom.

W Biblii jest wymieniany jako: „jednym z przedniejszych książąt nieba” oraz „obrońcą ludu izraelskiego”. Stoi na czele duchów niebieskich.

Archanioł Michał jest uważany za anioła sprawiedliwości i sądu, łaski i zmiłowania. Jest głównym wykonawcą planów Bożych. To anioł kar Boga jak i Bożego miłosierdzia. Jako praepositus paradisi ma ważyć dusze na Sądzie Ostatecznym. Stoi u wezgłowia umierających, którym następnie towarzyszy w drodze do wieczności. Łączy się z tym jego patronat nad kaplicami cmentarnymi.

Jest czczony jako obrońca Ludu Bożego i dlatego Kościół, spadkobierca Izraela, czci go jako swego opiekuna. Papież Leon XIII ustanowił osobną modlitwę, którą kapłani odmawiali po Mszy świętej z ludem do św. Michała o opiekę nad Kościołem.

Kult św. Michała Archanioła jest w chrześcijaństwie bardzo dawny i żywy. Sięga on wieku II.

I najsłynniejsze sanktuarium, w Monte Sant’Angelo. Wzgórze Gargano. Włochy.

I Opactwo św. Michała Archanioła na Mont Saint-Michel. We Francji.

W Polsce powstały dwa zgromadzenia zakonne pod wezwaniem św. Michała: męskie (michalitów) i żeńskie (michalitek), założone przez błogosławionego Bronisława Markiewicza (+ 1912). To właśnie ci księża, od 1996r., sprawują pieczę nad świętym miejscem objawienia Archanioła.

Św. Michał jest patronem Cesarstwa Rzymskiego, Papui Nowei Gwinei, Anglii, Austrii, Francji, Hiszpanii, Niemiec, Węgier i Małopolski; diecezji łomżyńskiej; Amsterdamu, Łańcuta, Sanoka i Mszany Dolnej;

ponadto także mierniczych, radiologów, rytowników, szermierzy, szlifierzy, złotników, żołnierzy, policjantów, małych dzieci. Przyzywany jest także jako opiekun dobrej śmierci. Daje wsparcie wszystkim, którzy znajdują się w strasznym ucisku. Jest też dawcą cierpliwości i szczęścia. Archanioł Michał patronuje również jednostkom powietrznodesantowym.

 Quis ut Deus!
 
Święty Michale Archaniele, broń nas w walce, a przeciw niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen

Gabriel.

Mąż Boży/wojownik Boży.

To posłaniec Dobrej Nowiny. Ukazuje się Zachariaszowi zapowiadając mu narodziny syna Jana Chrzciciela. Zwiastuje także Maryi, że zostanie Matką Syna Bożego.

To stróż Świętej Rodziny. Przychodził w snach do Józefa. Pocieszał Jezusa w Ogrójcu. Wreszcie był zwiastunem Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia Chrystusa. 

Gabriel sprawuje władzę nad rajem.

Wcześniej, do 1969r., jego święto obchodzono tuż przed uroczystością Zwiastowania.

Na Zachodzie osobne święto św. Gabriela przyjęło się dopiero w wieku X. Papież Benedykt XV w roku 1921 rozszerzył je z lokalnego na ogólnokościelne.

Pius XII 1 kwietnia 1951 r. ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji.

Ponadto Archanioł czczony jest jako patron dyplomatów, filatelistów, posłańców i pocztowców.

W 1705 roku św. Ludwik Grignion de Montfort założył rodzinę zakonną pod nazwą Braci św. Gabriela. Zajmują się oni głównie opieką nad głuchymi i niewidomymi.

Rafał.

Rafael, Bóg uleczył.

W Księdze Tobiasza przedstawił się jako jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański.

To w tej Księdze występuje pod postacią ludzką, przybiera imię Azariasz i staje się towarzyszem drogi młodego Tobiasza. Ratuje go z wielu niebezpieczeństw, przepędza demony, uzdrawia niewidomego ojca. Otrzymuje dług zaciągnięty przez przyjaciela ojca. A także jego córkę za żonę, Sarę.

W VII w. istniał już w Wenecji kościół ku czci św. Rafała. W tym samym wieku miasto Kordoba w Hiszpanii ogłosiło go swoim patronem.

Św. Rafał Archanioł ukazuje dobroć Opatrzności. Wyprasza zdrowie duszy.

Pobożność ludowa widzi w nim prawzór Anioła Stróża.

Jest czczony jako patron aptekarzy, chorych, lekarzy, emigrantów, pielgrzymów, podróżujących, uciekinierów, wędrowców i żeglarzy.

+

Bo KTÓŻ JAK BÓG,

ON JEST MOJĄ MOCĄ.

PAN BÓG UZDRAWIA,

Spieszy mi z pomocą.

 

Jak widać, same imiona Trzech Archaniołów, doskonale świadczą o Panu i są nieustannym aktem strzelistym.

Czuwajcie nad nami, Wielcy Aniołowie!

Czuwajcie w czasie pokus, decyzji, podróży. W każdy czas.

Dziękujemy za Wasze orędownictwo i posłannictwo.

 

 

 

Ludwik Monza.

Błogosławiony Włoch. Kapłan. Proboszcz. Duszpasterz wielu grup parafialnych. Kreator i działacz. Założyciel. Człowiek wielu dzieł miłosierdzia.

Urodzony w biednej chłopskiej rodzinie. Od małego był słabego zdrowia. Po czym zbliżając się do dorosłości, nabrał sił i jego stan fizyczny uległ poprawie. Za radą znajomego księdza rozpoczął naukę w salezjańskim instytucie Monferrato w Asti. Niestety musiał przerwać naukę z powodu kłopotów finansowych rodziców. Wrócił do domu i pomagał w gospodarstwie. W ciągu dnia pracował, a nocami się uczył. Pod koniec wakacji w 1916 r. znajomy proboszcz zdołał załatwić bezpłatne miejsce dla 18-letniego Ludwika w seminarium duchownym. I tak wstąpił do seminarium w Mediolanie. I w tym też mieście przyjął święcenia kapłańskie. Został wikariuszem w Vedano Olona. Młody kapłan bardzo gorliwie podchodził do obowiązków. Rozpoczął ciężką pracę w winnicy Pana. Wszystkie siły wkładał w powstanie i kształtowanie chóru parafialnego, amatorskiego zespołu sportowego i szkoły języka francuskiego (w owym czasie wielu jego rodaków zmuszonych było szukać zatrudnienia we Francji i Szwajcarii, uznał zatem, że dobrze by było, by podstawy języka kraju przyszłego pracodawcy poznali już u siebie).

Największym powodzeniem cieszyła się działalność promująca sport, w szczególności klubu piłkarskiego „Viribus unitis”. Te sukcesy sprawiły, że w 1926 r. faszyści zorganizowali rywalizujący z „klubem księżowskim” Związek Atletyczny w Vedano.

Rywalizacja nie była zgodna z zasadami i wkrótce faszyści posunęli się do prowokacji. Ks. Ludwik próbował mediować między klubami. Doprowadził do meczu towarzyskiego między nimi – wygrał „Viribus unitis”, ale po zawodach przybyli na mecz faszyści z innych miast, wzniecili rozruchy i bijatykę. W rezultacie aresztowano ośmiu członków klubu parafialnego.

Ludwik zdecydował się, na własną rękę, bez porozumienia z proboszczem, zakończyć działalność klubu. Wkrótce zdał sobie sprawę z aktu nieposłuszeństwa i przeprosił przełożonego.

W duchu pokory poprosił o zgodę na przeniesienie i dostał ją. Zanim jednak do niej doszło, pod urzędem miejskim w Vedano wybuchła bomba. Parę dni później zamordowany został lokalny faszystowski kacyk. Aresztowano ok. 40 osób. Następnie wyrzucono z parafii proboszcza.

Ludwik pozostał. Próbował uspakajać nastroje. Podczas wieczornej Mszy św., gdy chrzcił małe dziecko, w kościele pojawiła się żandarmeria. Żandarmi stanęli przed ołtarzem. Pozwolili zakończyć nabożeństwo, ale po jego zakończeniu zabrali Ludwika na przesłuchanie, po czym wywieźli go z miasta. Przewieziony został do Mediolanu.

Po paru dniach aresztowany, zawieziony do Varese i osadzony w więzieniu. Oskarżono go o próbę morderstwa. Pomimo interwencji kurii został zwolniony dopiero po 4 miesiącach. Zabroniono mu powrotu do Vedano.

Biskup, zmuszony sytuacją, zdecydował się przenieść młodego kapłana najpierw do parafii w Mediolanie, a potem, w 1928 r., do sanktuarium w Saronno.

Tam ks. Ludwik zgromadził wokół siebie grupę około 30 dzieci, która stała się zalążkiem nowego zgromadzenia-oratorium. Szybko powstał chór, a miejsce jego spotkań stało się zarazem salą lekcyjną, salą koncertową oraz miejscem odpoczynku dla potrzebujących dzieci.

Pomysł na działalność takiej grupy powoli nabierał kształtu. Przyczyniło się do tego między innymi spotkanie kilku świeckich kobiet, które poświęciły się pracy nad realizacją pomysłu Ludwika: Klary Cucchi, Teresy Pitteri i Tranquilli Airoldi.

W 1936 r. odbyło się pierwsze spotkanie i od tego momentu świecki instytut Małych Apostołek Miłosierdzia, zrzeszający konsekrowane kobiety pragnące wnosić do życia codziennego „gorliwość pierwszych społeczności chrześcijańskich”, rozpoczął swoją działalność.

Siostry udzielały wsparcia żyjącym w trudnych warunkach, chorym, w szczególności niepełnosprawnym dzieciom, zapewniając najlepszą możliwą w owych czasach opiekę medyczną, stosując najnowocześniejsze metody naukowe i pedagogiczne dla ponownego włączenia mniej uprzywilejowanych w nurt życia społecznego.

Niebawem ks. Ludwik wraz z członkiniami instytutu założył zrzeszenie „Nasza Rodzina”, zajmujące się edukacją i pomocą lekarską dla biednych i niepełnosprawnych dzieci. Pierwszymi wychowankami było wspomniane 30 dzieci.

Ks. Ludwik został mianowany proboszczem kościoła w Lecco, na peryferiach Mediolanu. Nadał nowy kształt tamtejszym grupom parafialnym.

Gdy wybuchła II wojna światowa, ponad 350 młodych parafian ks. Ludwika powołano do armii. Przez następne 5 lat proboszcz, unikając bezpośredniego politycznego zaangażowania, starał się nieść pomoc pozostałym członkom ich rodzin.

Koniec wojny nie oznaczał bynajmniej spokoju. Do domów powrócili żołnierze, pojawiło się mnóstwo uciekinierów z innych krajów, wiele dzieci zostało sierotami, niejednokrotnie bez domu, bez miejsca zamieszkania. Dom „Naszej Rodziny” stał się dla nich przytułkiem.

W tym czasie Ludwik dzielił cały swój czas między działalność w „Naszej Rodzinie” a obowiązki proboszcza. Metropolita Mediolanu, bł. kard. Alfred Ildefons Schuster kategorycznie zażądał od Ludwika dokonania wyboru między probostwem a kierownictwem duchowym założonego przez siebie zgromadzenia sióstr. Ludwik zadeklarował gotowość bezwarunkowego zastosowania się do decyzji biskupa, gdyby taka została wydana.

Sytuację poprawiła konstytucja apostolska Provida Mater Ecclesia, podpisana w 1947 r. przez Piusa XII, uznająca działalność świeckich instytutów, właśnie takich, jakie założył Ludwik.

Lata ciężkiej pracy wyczerpały zdrowie Ludwika. Przyczyniła się do tego także śmierć jego matki w 1953 r.

Rok później, w 1954 r., wracając z Varezze poczuł ból w piersiach, który w ciągu następnych godzin pogorszył się. Przywołany lekarz wysłał natychmiast Ludwika do szpitala. Badanie ujawniło, że Ludwik przechodził rozległy zawał serca. Rankiem 29 września 1954 r. przyjął Najświętszy Sakrament. Niebawem zmarł. Miał 56 lat.

Pochowano go początkowo w kościele parafialnym w Lecco. W 1964 r. jego szczątki przeniesiono do domu „Naszej Rodziny” w Ponte Lambro, w prowincji Como.

Z upływem lat sława jego świętości rozszerzała się. W 2003 r. św. Jan Paweł II uznał heroiczność cnót Ludwika. Proces zakończył się w 2006 r. gdy Benedykt XVI włączył go w poczet błogosławionych. Uroczystości beatyfikacyjne miały miejsce 30 kwietnia 2006 r. w Mediolanie, przewodniczył im kard. Dionigi Tettamanzi.

+

Błogosławiony Ludwiku, kapłanie troski, wrażliwości i pracy na rzecz innych. Człowieku-pasjonacie. Twórco wielu inicjatyw, poszerzających i scalających wspólnotę parafialną. Ty pokazujesz, iż nieważne z jakim początkiem, z jakimi trudnościami, można osiągnąć wiele. Można zmienić świat na lepsze. Potrzeba do tego wiary i wysiłku. Miłości ponad wszystko, która wyraża się życiem poświęconym bliźnim. W imię Boga.

Ty w Jego Imię także odszedłeś i cieszysz się chwałą nieba. Wspieraj swoje zgromadzenie i instytut.

Wypraszaj obfite łaski zaangażowania, zdrowia i pomysłowości dla wszystkich młodych kapłanów, a także tych twórców, którzy organizują tak wiele inicjatyw Kościoła. Aby cieszyli się wsparciem i wdzięcznością. A wszystkim zaangażowanym dopomagaj swoim doświadczeniem modlitwy.

Módlmy się o rychłą beatyfikację tego niezwykłego Kapłana.

 

 

 

30 września (Środa)

Hieronim.

Święty. Kapłan. Mnich i asceta. Naukowiec. Egzegeta. Apologeta. Tłumacz. Doradca. Pisarz. Wykładowca. Budowniczy. Doktor Kościoła.

Urodzony na terenach dzisiejszej Chorwacji. W rodzinie zamożnych katolików, pochodzenia rzymskiego. Młodzieniec rozpoczął studia w Wiecznym Mieście pod kierunkiem mistrzów łaciny i retoryki. Tam też, zgodnie ze zwyczajem, przyjął chrzest z rąk papieża św. Liberiusza. Po otrzymaniu sakramentu postanowił zmienić swoje życie i porzucił wszystko, co światowe. Zajął się religią. Następnie udał się do Trewiru, ówczesnej stolicy cesarstwa, gdzie na życzenie rodziców miał rozpocząć karierę urzędniczą; prawdopodobnie jednak podjął tam studia teologiczne. Z Galii powrócił do Włoch.

W tym czasie jego siostra wstąpiła do klasztoru. Także i sam Hieronim został w Akwilei mnichem i ok. 373 r. wyjechał na Wschód, by w Jerozolimie pracować naukowo i poddać się rygorystycznemu życiu.

Poprzez Azję Mniejszą wyruszył do Ziemi Świętej, ale wyczerpany trudami podróży zatrzymał się w Antiochii. Znalazł się o krok od śmierci. Po wyzdrowieniu zaczął intensywną naukę greki i języka hebrajskiego, poświęcił się studiowaniu Pisma Świętego na Pustyni Chalcydyckiej.

W 377 r. w Antiochii Hieronim przyjął święcenia kapłańskie, zastrzegając jednak, że pragnie dalej wieść życie ascetyczne. Za cel swojego życia postawił pracę naukową.

Na dłuższy czas zatrzymał się w Konstantynopolu. Miasto urzekło go swoją historią, bogactwem zabytków, zasobnością w książki. Właśnie wtedy patriarchą metropolii był św. Grzegorz z Nazjanzu. Hieronim słuchał pilnie jego kazań. W tym czasie przełożył na język łaciński niektóre homilie Orygenesa i Historię Euzebiusza z Cezarei Palestyńskiej.

W 382 r. uczestniczył w synodzie rzymskim, gdzie na polecenie papieża Damazego zaczął pracować nad poprawianiem dawnego przekładu Nowego Testamentu i psalmów. W latach 382-384 był sekretarzem i doradcą papieża. Mieszkał na Awentynie, gdzie skupił wokół siebie elitę intelektualną i religijną Rzymu. Wśród jego uczniów znalazła się także św. Marcella. Właśnie w jej pałacu zamieszkał. Na spotkania duchowe przybywała do niego również inna można pani Rzymu, św. Paula, i jej córka, św. Eustochia.

Po śmierci papieża (+ 384) Hieronim udał się w podróż; zwiedził Ziemię Świętą, Egipt, klasztory w Nitrii. Słuchał wykładów znakomitego znawcy pism Orygenesa, Dydyma Ślepca. Następnie wyruszył do Palestyny i w 386 r. zamieszkał w Betlejem. Tam pozostał już do śmierci.

Organizował tam działalność charytatywną, prowadził wykłady, pod jego opieką powstały cztery klasztory. Odznaczał się encyklopedyczną wiedzą, umiłowaniem ascezy, pracowitością, gorącym przywiązaniem do Kościoła, czcią do Matki Bożej, a przede wszystkim umiłowaniem Pisma Świętego.

Współcześni mu odnotowali jednak, że miał wybuchowy charakter.

Pozostawił po sobie niebywale ogromną spuściznę literacką.

W latach 389-395 przełożył na łacinę wiele ksiąg Septuaginty (greckiego przekładu Biblii).

Przez 24 lata (382-406) przetłumaczył na łacinę całe Pismo Święte.

Jego przekład, tzw. Wulgata (co oznacza „powszechnie przyjmowane”), został przyjęty przez Sobór Trydencki jako tekst urzędowy.

Hieronim napisał także komentarze do wielu ksiąg Pisma oraz przełożył liczne teksty Ojców Kościoła.

Zwalczał współczesne mu herezje.

Ostatnie lata spędził w grocie sąsiadującej z Grotą Narodzenia Pana Jezusa.

Zmarł osamotniony 30 września 419 lub 420 r. Miał 75 lat.

Jego relikwie sprowadzono z czasem do Rzymu. Obecnie znajdują się w głównym ołtarzu bazyliki S. Maria Maggiore.

Jest jednym z czterech wielkich doktorów Kościoła Zachodniego, patronem eremitów, biblistów, egzegetów, księgarzy i studentów.

+

Święty Hieronimie, wielki naukowcu, tłumaczu, pisarzu, podróżniku. Doradco, biblisto, asceto. Ty umiałeś tak wiele, tak wiele zobaczyłeś i zdobyłeś, dokonałeś jeszcze więcej. Twoja Wulgata dała Ci nieśmiertelność w religii. Święte życie, pełne pokory, pracy i odwagi, niebo. 

Opiekuj się nami, abyśmy umieli zdecydowanie iść za Panem i przezwyciężali wszelkie trudności. Nasze lęki i lenistwo, niepewność i braki. Przyjmujmy talenty jako dar i zobowiązanie. Poddajmy refleksji Słowo Boże. Bądźmy rzetelni w działaniu. Dawajmy świadectwo Prawdzie.

Dziękujemy za Twoje poświęcenie i ukochanie Bożego Narodzenia.

Prowadź obecnych tłumaczów, ludzi słowa pisanego, doradców władzy kościelnej i świeckiej.

Nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa.

 

 

1 października (Pierwszy Czwartek)

Teresa od Dzieciątka Jezus.

Mała Tereska z Lisieux. Święta. Zakonnica. Dziewica. Mistyczka. Ascetka. Doktor Kościoła.

Urodzona w wielodzietnej, kochającej się i wierzącej rodzinie francuskiej. Jej rodzicami byli, obecnie święci, Zofia i Ludwik Martin. Oboje nie zostali przyjęci do zakonów. Mama była koronkarką, a tata zegarmistrzem. Biznes koronkarski był na tyle dochodowy, że Louis sprzedał swój sklep siostrzeńcowi i zaczął współpracować ze swoją żoną. Niestety Zelia zmarła na raka piersi w 1877, kiedy Tereska miała zaledwie cztery latka. Wtedy to dziewczynka obrała sobie za mamę NMP. Wychowanie pięciu córek przejął ojciec, który w listopadzie sprzedał warsztat i przeniósł się do Lisieux w Normandii, gdzie mieszkał brat Zelii, Izydor Guérin, z zawodu farmaceuta.

Gdy Teresa skończyła osiem lat, rozpoczęła naukę w szkole klasztornej sióstr benedyktynek, zdobywając wiedzę i wychowanie. Spędziła w niej 5 lat.

Rok później jej ukochana siostra, Paulina, wstąpiła do karmelitanek. Także Teresa chciała być członkinią tego zgromadzenia, ale z powodu młodego wieku jej kandydatura została odrzucona.

25 marca 1883 r. dziesięcioletnia Teresa zapadła na ciężką chorobę, która trwała do 13 maja. Jak sama wyznała, uzdrowiła ją cudownie Matka Boża.

W następnym roku Tereska przyjęła Pierwszą Komunię. Odtąd powtarzała: Już nie ja żyję, ale żyje we mnie Jezus. W tym samym roku otrzymała bierzmowanie.

Przez ponad rok dręczyły ją skrupuły. Jak sama wyznała, uleczenie z tej duchowej choroby zawdzięczała swoim trzem siostrom i bratu, którzy zmarli w latach niemowlęcych. W pamiętniku zapisała, że w czasie pasterki w noc Bożego Narodzenia przeżyła „całkowite nawrócenie”. Postanowiła zupełnie zapomnieć o sobie, a oddać się Jezusowi i sprawie zbawienia dusz. Zaczęła odczuwać gorycz i wstręt do przyjemności, i ponęt ziemskich. Ogarnęła ją tęsknota za modlitwą, rozmową z Bogiem. Odtąd zaczęła się jej wielka droga ku świętości. Miała wtedy zaledwie 13 lat.

Rok później skazano na śmierć głośnego bandytę, który był postrachem całej okolicy, Pranziniego. 

Teresa dowiedziała się z gazet, że zbrodniarz ani myśli pojednać się z Panem Bogiem. Postanowiła zdobyć jego duszę dla Jezusa. Zaczęła się serdecznie modlić o jego nawrócenie. Ofiarowała też w jego intencji specjalne pokuty i umartwienia. Wołała: „Jestem pewna, Boże, że przebaczysz temu biednemu człowiekowi (…). Oto mój pierwszy grzesznik. Dla mojej pociechy spraw, aby okazał jakiś znak skruchy”. Nadszedł czas egzekucji, lecz bandyta nawet wtedy odrzucił kapłana. A jednak ku zdziwieniu wszystkich, kiedy miał podstawić głowę pod gilotynę, nagle zwrócił się do kapłana, poprosił o krzyż i zaczął go całować. Na wiadomość o tym Teresa zawołała szczęśliwa: „To mój pierwszy syn!”

W czternastym roku życia, gdy jej kolejna siostra Maria wstąpiła do tego samego zgromadzenia, ponownie starała się wstąpić do Karmelu i znowu nie została przyjęta. Przełożona, widząc wątłą i bardzo młodą panienkę, nie przyjęła Teresy, obawiając się, że nie przetrzyma ona tak trudnych i surowych warunków życia. Teresa jednak nie dała za wygraną; udała się z prośbą o pomoc do miejscowego biskupa. Ten jednak zasłonił się prawem kościelnym, które nie zezwala w tak młodym wieku wstępować do zakonu. 

W tej sytuacji dziewczyna nakłoniła ojca, by pojechał z nią do Rzymu. Leon XIII obchodził właśnie złoty jubileusz swojego kapłaństwa (1887).

Teresa upadła przed nim na kolana i zawołała: „Ojcze święty, pozwól, abym dla uczczenia Twego jubileuszu mogła wstąpić do Karmelu w piętnastym roku życia”. Papież nie chciał jednak uczynić wyjątku. Na jej prośbę papież powiedział: „Cóż, moje dziecko, rób to, co powiedzą przełożeni”.

Teresa chciała się wytłumaczyć, ale gwardia papieska usunęła ją siłą, by także inni mogli – zgodnie z ówczesnym zwyczajem – ucałować nogi papieża.

Marzenie Teresy spełniło się dopiero po roku. Została przyjęta najpierw w charakterze postulantki, potem nowicjuszki. Zaraz przy wejściu do klasztoru uczyniła postanowienie: „Chcę być świętą”.  

W styczniu 1889 r. odbyły się jej obłóczyny i otrzymała imię: Teresa od Dzieciątka Jezus i od Świętego Oblicza. 

Jej drugim postanowieniem było: „Przybyłam tutaj, aby zbawiać dusze, a nade wszystko, by się modlić za kapłanów”. W roku 1890 złożyła uroczystą profesję. 

W dwa lata potem po raz ostatni odwiedził siostrę Teresę ojciec. Cierpiał już wtedy na zaburzenia umysłowe, które były następstwem udaru mózgu. Jednak Ludwik rozpoznał córkę i powiedział do niej na pożegnanie: „W niebie”. Zmarł w lipcu 1894r.  

Przełożona poznała się na niezwykłych cnotach młodej siostry, skoro zaledwie w trzy lata po złożeniu ślubów wyznaczyła ją na mistrzynię nowicjuszek. Obowiązek ten Teresa spełniała do śmierci, to jest przez cztery lata.

W zakonnym życiu zadziwiała jej dojrzałość duchowa. Starała się doskonale spełniać wszystkie, nawet najmniejsze obowiązki. Nazwała tę drogę do doskonałości „małą drogą dziecięctwa Bożego”.  

Pragnęła, by jej życie stało się aktem doskonałej miłości, a cierpienie możliwością jej pogłębienia i wykazania.

Widząc, że miłość Boga jest zapomniana, oddała się Bogu jako ofiara za zbawienie świata.

Pod koniec 1894r. matka Agnieszka od Jezusa (będąca jednocześnie jej rodzoną starszą siostrą Pauliną) poprosiła ją, by spisała wspomnienia z dzieciństwa (rękopis „A”).

W następnym roku Teresa została duchową siostrą kleryka, który przygotowywał się do misji.

Pierwszy rękopis „A”, wraz z jej kolejnymi rękopisami „B” (spontaniczny list do Jezusa, wyrażający głęboką miłość) i „C” (opisujący życie zakonne) opublikowane po jej śmierci, stanowią autobiografię.

Została ona zatytułowana później „Dzieje duszy”, należy do klasyki karmelitańskiej.

Zanim zapadła na śmiertelną chorobę, Teresa była wyjątkowo surowo traktowana przez przełożoną, która uważała, że dziewczyna lekkomyślnie i niepoważnie zgłosiła się do Karmelu. Jej stały uśmiech brała za lekkie traktowanie swojej profesji. 

Także zakonnica, którą się s. Teresa opiekowała z racji jej wieku i kalectwa, nie umiała zdobyć się na słowo podzięki, ale często ją rugała i mnożyła swoje wymagania. 

Teresa cieszyła się z tych krzyży, bo widziała w nich piękny prezent, jaki może złożyć Bogu.

Na rok przed śmiercią zaczęły pojawiać się u Teresy pierwsze objawy daleko już posuniętej gruźlicy: wysoka gorączka, osłabienie, zanik apetytu, a nawet krwotoki. 

Pierwszy krwotok zaalarmował klasztor w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Mimo to siostra Teresa spełniała nadal wszystkie zlecone jej obowiązki: mistrzyni, zakrystianki i opiekunki jednej ze starszych sióstr. 

Zima w roku 1896/1897 była wyjątkowo surowa, klasztor zaś był nie ogrzewany. Teresa przeżywała prawdziwe tortury. Nękał ją uciążliwy kaszel i duszność. Przełożona zlekceważyła jej stan. Nie oddano jej do infirmerii ani nie wezwano lekarza. Uczyniono to dopiero wtedy, kiedy stan był już beznadziejny. Jeszcze wówczas zastosowano wobec chorej drakońskie środki, takie jak stawianie baniek. Z poranionymi plecami i piersiami musiała iść do normalnych zajęć i pokut zakonnych, nawet do prania. 

Do infirmerii posłano ją dopiero w lipcu roku 1897, gdzie po kilkunastu tygodniach niezwykłych mąk 30 września 1897 roku zmarła, zapowiedziawszy: 

„Chcę, przebywając w niebie, czynić dobro na ziemi. Po śmierci spuszczę na nią deszcz róż”.

Miała 24 lata.

Została pochowana na miejskim cmentarzu w Lisieux, na którym jej wuj wykupił koncesję na pochówki dla karmelitanek.

Doczesne szczątki Teresy spoczywają dziś w Bazylice pod jej wezwaniem, konsekrowanej w 1954 r. w Lisieux.

Pierwotnie bazylika została poświęcona w 1937 przez kardynała Pacelli, późniejszego papieża Piusa XII. W świątyni znajduje się cztery tysiące miejsc siedzących. Do Lisieux rocznie pielgrzymuje ponad dwa miliony ludzi.

Pius XI beatyfikował ją w 1923 r., a już w dwa lata później – kanonizował. 

W 1927 r. ogłosił ją, obok św. Franciszka Ksawerego, główną patronką misji katolickich. 

W roku 1890 bowiem – a więc jeszcze za życia Teresy – klasztor w Sajgonie zamierzał otworzyć w Hanoi drugi klasztor karmelitanek na ziemiach wietnamskich. W tej sprawie zwrócono się do klasztoru macierzystego w Lisieux. Siostry zamierzały wysłać pomoc także w personelu. Wśród pierwszych ochotniczek była także siostra Teresa od Dzieciątka Jezus. Ustalenia trwały jednak zbyt długo; Teresa zachorowała i zmarła.

W roku 1944 Pius XII ustanowił św. Teresę drugą, obok św. Joanny d’Arc, patronką Francji. 

W 1997 r., w 100. rocznicę śmierci św. Teresy, papież św. Jan Paweł II ogłosił ją doktorem Kościoła – razem z Teresą z Avili i Katarzyną ze Sieny. 

Św. Teresa z Lisieux jest patronką zakonów: karmelitanek, teresek, terezjanek; archidiecezji łódzkiej. A także chorych na AIDS.

+

Święta Mała Teresko, młodzieńczy gigancie ducha, życia mistycznego, duchowego. Zsyłania nieba na ziemię. Kobieto gorliwości, modlitwy, ascezy, zaangażowania, zdyscyplinowania, wielkiej radości i uśmiechu, miłości. Znosiłaś cierpienie, urazy i wszelkie przykrości z cierpliwością i perspektywą Krzyża. Choć tak młoda, tak wielce dojrzała, by wychowywać młodsze współsiostry. Wątła i delikatna, a jednak silna. Wrażliwa i miłosierna, a jednak nieprzejednana w sprawie grzechu. Czyniąca nieustanną pokutę za przewiny braci i sióstr. Wypraszająca łaski dla kapłanów.

Wypraszaj łaski dla swojej ojczyzny, zagubionej, zbuntowanej Francji!

Ukazujesz, iż dom, którzy stworzyli niedoszli zakonnik i zakonnica, przygotował do wejścia w życie ludzi zasad i odpowiedzialności. Nie zmarnowałaś tych rad, genów i marzeń najbliższych. Stałaś się ich doskonałym uwieńczeniem.

Módl się za nami, bo Ty wiesz, jak bardzo tego potrzebujemy.

Zsyłaj deszcz róż, najlepiej duchowych. Niech ich zapach i piękno przynaglą nas do większego starania o Niebo.

Radość tkwi nie w rzeczach, ale w głębi naszej duszy.

 

 

 

2 października (Pierwszy Piątek: Odpust Parafialny)

Aniołowie Stróżowie.

Święte niebieskie duchy. Opiekunów ludzi, ich ducha i ciała. Ich dróg i zamierzeń. Ich wiary w Pana Boga.

 

Aniele Boży, Stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój.
Rano, w wieczór, w dzień i w nocy
Bądź mi zawsze ku pomocy.
Strzeż duszy i ciała mego
I doprowadź mnie do żywota wiecznego.
Amen.
 
Chociaż może ta modlitwa kojarzy się z dzieciństwem i dziećmi, przekonanie o istnieniu i obecności Aniołów, w tym również Aniołów Stróżów, jest jednym z ważnych elementów naszej wiary.

Aniołowie są duchami stworzonymi przez Boga dla Jego chwały i pomocy ludziom. 

Ci, którym Bóg zleca opiekę nad ludźmi, są nazywani Aniołami Stróżami. Opieka ta trwa przez całe nasze ziemskie życie. Każdy z nas ma swojego, „osobnego” Anioła Stróża.

Pismo Święte nie pozostawia wątpliwości co do istnienia aniołów, posłańców Bożych, którzy uczestniczą w dziejach zbawienia człowieka. Te czysto duchowe istoty pośredniczą między Bogiem a ludźmi. 
 
Aniołowie byli obecni w nauczaniu Kościoła już od pierwszych wieków, w dziełach wybitnych myślicieli chrześcijańskich. W pismach ojców Kościoła naukę o Aniołach Stróżach spotykamy już w pierwotnych dokumentach chrześcijaństwa. 

Św. Cyprian nazywa aniołów naszymi przyjaciółmi. 

Św. Bazyli widzi w nich naszych pedagogów. 

Św. Ambroży uważa ich za naszych pomocników. 

Św. Hieronim twierdzi: „Tak wielka jest godność duszy, że każda ma ku obronie Anioła Stróża”. 

Św. Bazyli idzie dalej, gdy pisze: „Niektórzy między aniołami są przełożonymi nad narodami, inni zaś dodani każdemu z wiernych”

Podobnie pisze św. Augustyn: „Wielkim jest staranie, jakie ma Pan Bóg o ludzi. Wielką nam miłość okazał przez to, że ustanowił aniołów, aby nas strzegli”.
 

Wśród świętych, którzy wyróżniali się szczególnym nabożeństwem do Aniołów Stróżów, należałoby wymienić: 

św. Cecylię, św. Franciszkę Rzymiankę i bł. Dalmacjusza, dominikanina z Gerony, którzy mieli szczęście często przestawać ze swoim Aniołem Stróżem, jak głoszą ich żywoty; 

św. Stanisława Kostkę, który z rąk anioła miał otrzymać cudownie Komunię świętą, gdy był w drodze do Dyllingen; 

św. Franciszka Salezego, który miał zwyczaj pozdrawiać Anioła Stróża w każdej miejscowości, do której przybywał; 

oraz św. Jana Bosko, którego Anioł Stróż kilka razy uratował od niechybnej śmierci w czasie czynionych na niego zamachów, kiedy posyłał mu tajemniczego psa ku obronie.

 

Osobne święto pojawiło się dopiero w XV w. na Półwyspie Iberyjskim, zwłaszcza na terenie Hiszpanii oraz we Francji. 

W roku 1608 Paweł V pozwolił obchodzić to święto w pierwszy dzień zwykły po św. Michale. 

Na stałe do kalendarza liturgicznego dla całego Kościoła wprowadził je Klemens X w roku 1670. 

Żywą wiarą w Aniołów Stróżów wyróżniał się m.in. bł. Jan XXIII, który jeszcze jako nuncjusz apostolski przed każdym ważnym spotkaniem prosił swego Anioła Stróża o pomyślny przebieg rozmowy i jej dobre owoce.

+

Święci Aniołowie Stróżowie, nasi osobiści ochroniarze. Idealni, niewidoczni, a jednak obecni i czuwający. Dyskretni, będący zawsze w gotowości.

Zawsze, w każdym czasie i miejscu, w każdym zdarzeniu, planie, każdej myśli i potrzebie, są otwarci na nasze wołanie. Dlatego nie zapominajmy o nich!

Nigdy nie jesteśmy sami. KAŻDY z nas ma swojego ANIOŁA STRÓŻA. Stał się nim od chwili naszego poczęcia i będzie z nami, dopóki nie dotrzemy do raju.

Drogie Skrzydlate Duchy, w dniu Waszego święta, dziękujemy Wam. Za przeszłe wspomaganie, obecne i z pewnością, przyszłe. Z Wami jest raźniej i lepiej, i mądrzej. I łatwiej.

Szczególnie my, Drodzy Parafianie, którzy świętujemy razem z Aniołami, ODPUST.

Czyż nasza świątynia i parafia nie mają wspaniałych Patronów?

Stanisław i Aniołowie. Czyż potrzeba więcej? Czyż z takimi Orędownikami możemy błądzić, tkwić w sporach i być obojętni na głos Boga?

Potrzeba jedynie modlitwy.

Idąc za Małą Tereską:

Modlitwa jest dla mnie wzniesieniem serca, prostym spojrzeniem ku Niebu, okrzykiem wdzięczności i miłości zarówno w cierpieniu, jak i radości.

Niech i dla nas tak się stanie.

 

3 października (Pierwsza Sobota)

Franciszek Borgiasz.

Święty Hiszpan. Książę. Dyplomata. Mąż. Ojciec. Wicekról. Zarządca. Wdowiec. Kapłan. Zakonnik. Wędrowny kaznodzieja. Prowincjał. III Generał jezuitów. Reformator. Człowiek Kontrreformacji.     

Urodzony w Gandii koło Walencji, w jednym z najznakomitszych hiszpańskich rodów Borgiów. Syn księcia Jana i Joanny Aragońskiej, która zmarła, gdy Franciszek miał dziesięć lat. Zaopiekował się nim i zadbał o jego wykształcenie wuj, arcybiskup Saragossy.

Już jako młodzieniec Franciszek miał ochotę zamienić wspaniałe komnaty pałacowe na klasztorną celę, ale ojciec wysłał go jako pazia na dwór cesarza Karola V do Valladolid, gdzie, mimo okazji do złego, Franciszek zachował czystość.

Podczas służby ożenił się z Eleonorą de Castro Melo e Menezes, która słynęła nie tylko z urody, ale i z niezwykłej zacności duszy. Mieli ośmioro dzieci.

O pobożności całej rodziny niech świadczy fakt, że ilekroć usłyszeli dzwonek towarzyszący kapłanowi idącemu do umierającego, zrywali się wraz z dziećmi, we dnie czy w nocy, i odprowadzali księdza z Ciałem Pańskim na miejsce.

Mimo że szczęście sprzyjało Franciszkowi, nie zaprzestał pracy nad sobą.

Często uczestniczył we Mszy świętej, przystępował do spowiedzi i Komunii, i dużo pracował. W rzadkich godzinach wypoczynku zajmował się śpiewem i muzyką, niekiedy myślistwem, unikał gier w karty i kostki, bo jak mawiał, „tracimy przez to trzy kosztowne rzeczy: czas, pieniądze i sumienie”.

W 1539 r. podczas sejmu w Toledo niespodzianie, podczas porodu, zmarła młoda cesarzowa Izabela Portugalska. Uchodziła ona za dobrą, szlachetną i najpiękniejszą z kobiet swoich czasów. Miała zaledwie 36 lat i cieszyła się powszechną miłością dla swej szlachetności i dobroci.

Franciszek towarzyszył z urzędu jej ciału do grobu w Grenadzie. Wielkie wrażenia na nim zrobiły zmiany zniszczenia, jakie poczyniła śmierć na twarzy cesarzowej. Postanowił odtąd służyć Bogu i wstąpić do zakonu, gdyby przeżył żonę.

Później nieraz wspominał, że śmierć cesarzowej Izabeli powołała go do nowego życia.
Niezwłocznie po pogrzebie pośpieszył do Toledo, aby zrezygnować z pełnienia urzędu, ale cesarz nie chciał się pozbyć swego najwierniejszego towarzysza i mianował go wicekrólem Katalonii.

Franciszek Borgiasz w latach 1539-1543 rządził mądrze i sprawiedliwie i był dla wszystkich wzorem zacności. Co dzień odmawiał różaniec, spowiadał się, przystępował do Komunii w każdą niedzielę i święto, biczował się, a sypiał tylko cztery do pięciu godzin na dobę.

Po śmierci ojca w 1543 r. zrzekł się godności wicekróla, wyjechał z Katalonii i objął zarząd dziedzicznego księstwa Gandii. Dbał o swoich poddanych. Starał się o poprawę ich moralności i warunków materialnych. Chciał też podnieść poziom oświaty. Swoim przykładem doprowadził do tego, że każdy w Gandii chociaż raz na miesiąc przystępował do Stołu Pańskiego.

Gdy umierała jego żona Eleonora, klęcząc u stóp Ukrzyżowanego, prosił Boga o jej zdrowie i życie. Usłyszał wtedy głos: „Jeśli koniecznie żądasz, aby małżonka twoja dłużej żyła, niech się stanie wola twoja, ale wiedz, że to nie wyjdzie jej na dobre”. „Panie – odpowiedział zapłakany Franciszek – jakże bym miał żądać, abyś spełnił wolę moją? Niech się zawsze i wszędzie dzieje wola Twoja! U nóg Twych składam moje, mej żony i mych dzieci życie i wszystko, co tylko posiadam. Rozporządzaj wszystkim według upodobania”.

W 1548 r. żona Franciszka umarła, mając tylko 35 lat.

Wypełnił on wtedy powzięte po śmierci cesarzowej Izabeli postanowienie – wstąpił do zakonu jezuitów. Za pozwoleniem Stolicy Apostolskiej został jeszcze rok w świecie, aby zabezpieczyć dzieci i zamknąć wszystkie sprawy osobiste i publiczne.

W 1549 r. w Rzymie został przez św. Ignacego przyjęty do zakonu.

Na wieść o tym, że papież Juliusz III chce mu ofiarować kapelusz kardynalski, uciekł z Rzymu i wrócił do Hiszpanii, gdzie w roku 1551 przyjął święcenia kapłańskie.

W małej celce kolegium w Ognate przeżył kilka następnych lat na modlitwie i pokucie, pełniąc najniższe posługi. Codzienne zastanawiał się nad sobą i robił rachunek sumienia, co doprowadziło do takiej pokory, że uważał się za największego grzesznika na świecie. Swoje listy podpisywał wtedy „Franciszek grzesznik”.

W okolicy działał jako misjonarz. Tam, gdzie przychodził, zbierały się tysiące ludzi, by go słuchać i doznać od niego pociechy. Później św. Ignacy wysłał go na dwa lata, by był kaznodzieją i spowiednikiem przy dworze portugalskim. Cieszył się tam zaufaniem najwyższych dostojników i magnatów.

Pięć razy papież ofiarował mu godność kardynalską, on jednak za każdym razem odpowiadał: „Nie dlatego zrzuciłem gronostaje książęce, aby przywdziać arcykapłańską purpurę!”

Nie chciał piastować żadnych stanowisk, ale przekonano go, że jego pochodzenie, zdolności i wykształcenie powodują, że powinien kierować innymi. Dlatego w 1554 r. został prowincjałem Hiszpanii, Portugalii i Indii, a jedenaście lat później wybrano go na generała zakonu.

Przyjął tę godność, mówiąc: „Prosiłem Boga o krzyż, ale przyznaję się, że o takim jak ten nie myślałem”. Rządził z niezwykłą mądrością. Jego osiągnięcia na tym stanowisku, które pełnił w latach 1565–1572 spowodowały, że jest określany jako największy generał zakonu po Ignacym Loyoli.

Zakon liczył wtedy już około stu trzydziestu domów i trzech i pół tysiąca członków, dlatego Franciszek musiał odbywać częste i męczące podróże. Wzmocnił organizacyjnie zakon, kładąc podstawy pod jego potęgę. To on przyjął do nowicjatu Stanisława Kostkę. Był również spowiednikiem św. Teresy z Avila.

Będąc przyjacielem i doradcą Loyoli, wspomógł utworzenie przez niego Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego (Collegium Romanum). Ponadto w Rzymie głosił kazania, uczył dzieci, a w czasie zarazy w 1566 r. ratował chorych.

W 1572 r. z polecenia papieża św. Piusa V Franciszek, mimo złego samopoczucia, objechał wraz z kardynałem Alessandrim dwory hiszpański, francuski i portugalski, aby namówić te państwa do wyprawy przeciw Turkom. Ta mediacja doprowadziła do powstania koalicji państw chrześcijańskich, która pokonała wielką flotę turecką pod Lepanto.

W czasie drogi powrotnej, już we Włoszech, zasłabł tak bardzo, że zaniesiono go w lektyce do Rzymu, gdzie zmarł po kilku miesiącach 1 października 1572 r. w opinii świętości. Przeżył 62 lata.

Pozostawił po sobie wiele pism filozoficznych.

Relikwie Franciszka Borgiasza zostały przeniesione z Ferrary do kościoła jezuitów w Madrycie w 1901 roku.
Został beatyfikowany przez papieża Urbana III w 1624 r., a kanonizowany przez Klemensa X w 1670 r.

Jest patronem Portugalii, Roty (Mariany Północne), a także orędownikiem, do którego zwracają się zagrożeni trzęsieniem ziemi.

W ikonografii jego atrybutem jest często czaszka w diademie.

+

Święty Franciszku, człowieku dwóch Sakramentów na dwie drogi życia: Małżeństwa i Kapłaństwa. Wielki odnowicielu, działaczu, mediatorze. Swoją pokorą, modlitwą i wiarą osiągnąłeś tak wiele. Bo Bóg kocha tych, co przed Nim się kłaniają. Ty zrozumiałeś dzięki Izabeli, że tylko Bóg jest pięknem Nieśmiertelnym. I warto stać się częścią tego Piękna. Dziękujemy Ci za Twoją wizję, pracę i gorliwość. Za serce. Za mądrość.

Wypraszaj łaski swoim współbraciom, a w szczególności jezuicie: Franciszkowi, papieżowi. Ty wiesz, jak wielki to krzyż być Wikariuszem Chrystusa.

Opiekuj się Hiszpanią, Portugalią, Włochami i Indiami. Wypraszaj łaski całej chrześcijańskiej Europie, abyśmy nie zostali pokonani własną niewiarą i bezczynnością.

 

 

 

+

 

Święty Stanisławie, Patronie nasz,

Z Gersonowskiego obrazu,

Spoglądnij na nas życzliwie.

Wskrześ naszego ducha.

 

 

A na koniec, jak zwykle,

polecajmy się naszej Patronce, NMP,

Królowej Wszystkich Świętych:

 

Spoglądnij na nas przez obraz on,

Pomocy Nieustającej.

 

Obraz poświęcony przez samego Piusa X.

M.P.