Słowo Boże – V Niedziela wielkanocna „B”

PIERWSZE CZYTANIE (Dz 13, 44-52)

Gorliwość nawróconego Szawła

Czytanie z Dziejów Apostolskich

Kiedy Szaweł przybył do Jeruzalem, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem.
Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do apostołów, i opowiedział im, jak w drodze Szaweł ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie, z siłą przekonania przemawiając w imię Pana. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak dowiedziawszy się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu.
A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i obfitował w pociechę Ducha Świętego.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 22, 26b-27. 28 i 30ab. 30c-32)

Refren: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.
Albo: Alleluja.

Wypełnię moje śluby wobec czcicieli Boga. *
Ubodzy będą jedli i zostaną nasyceni,
będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają: *
«Serca wasze niech żyją na wieki».

Refren: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.

Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi, *
oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.
Jemu się pokłonią wszyscy, śpiący w ziemi, *
przed Nim zegną się wszyscy, którzy staną się prochem.

Refren: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.

Moja dusza będzie żyła dla Niego, †
potomstwo moje Jemu będzie służyć, *
przyszłym pokoleniom o Panu opowie.
I sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, †
który się narodzi: *
«Pan to uczynił».

Refren: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.

DRUGIE CZYTANIE (1 J 3, 18-24)

Miłujmy czynem i prawdą

Czytanie z Pierwszego Listu Świętego Jana Apostoła

Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serca. A jeśli nasze serce oskarża nas, to przecież Bóg jest większy niż nasze serca i zna wszystko.
Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, to mamy ufność w Bogu, a o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.

EWANGELIA (J 15, 1-8)

Kto trwa w Chrystusie, przynosi owoc obfity

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa wwinnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.
Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami».

KOMENTARZ

 

SĄ PRZEZNACZENIA…

Padam jak ziarno w ziemię.

Nie czuję nic. Nic też nie widzę.

 Cisza. Pustka. Raczej duszno. Ciemność.

Czy czeka mnie coś innego, lepszego?

Powoli jednak następuje zmiana.

Wzrastania. Zaczynam rosnąć.

Przebijam się przez skorupę własnego ciała. I ziemi.

Kiełkuję. Wydawać by się mogło, że w dobrym.

Już czeka słońce i jego światło, i ciepło.

Dobro.

Woda, deszcz, przyjemny powiew wiatru.

Pnę się. Do góry.

Owijam kolejne filary mostów, kolumny świątyń, drewniane altany.

Rozkrzewiam się. Rozwijam.

Zapuszczam coraz głębiej korzenie.

Kwitnę. Przyciągam spojrzenia.

Mam też coraz więcej liści.

Są piękne. Takie zielone, pachnące, żywe!

Wydawać by się mogło, że tak błogo. Zbyt dobra pogoda.

Za dużo zieleni?

Za dużo Słowa?

To tylko słowa.

Czasem za dużo słońca, zbyt blisko.

Liście spalone, od żaru.

Czasem zwiędnięte, a czasem gnijące.

Czasem zbyt gęste, obezwładniające.

A gdzie owoce?

Gdzie czyn i prawda?

Gdzie Jego szczep?

 

Zawsze myślałam, że mnie zasadzono, urosłam i dojrzewam. Sama.

Że moje korzenie są moimi korzeniami. Że moje pnącze jest moim pnączem.

Kwiaty, liście, wreszcie owoce. To moje dzieło.

No może jeszcze ogrodnika.

Ogrodników, co dbali i pozwalali przetrwać. Rozwinąć się. By żyć.

I zachwycać. Owocować.

 

Ale to nie jest prawda. Cała prawda.

Jest Ktoś ważniejszy.

Taki super-ogrodnik.

Który wyselekcjonował, więcej! Stworzył idealny szczep.

Winnej latorośli.

I posadził ją na tym świecie.

A my wszyscy z niej. Z Niego.

Żyjemy. Rozwijamy się. I owocujemy.

Oczywiście rozkrzewiamy się. Czasem puszczamy nowy pęd. Oddalamy się.

Oddzielamy coraz bardziej. Że nie wiemy skąd przyszliśmy.

Jaki był nasz początek?

Ba. Zaczynamy sądzić, że jesteśmy samotną latoroślą, autonomiczną.

Niezależną. Która wszystko sama sobie zawdzięcza.

I tak usycha we własnej miłości, od tego palącego słońca egoizmu.

Usycha bez wody, bo nie zna Żywej Wody.

I owoce. Wydawałoby się na początku, że będą takie okazałe.

A zrodziły marność. I małość człowieczeństwa.

Nie da się z nich wytłoczyć prawie żadnej miłości.

Nie ma wina miłosierdzia.

Bo zapomniano o krwi przelanej. Nowego Szczepu Przymierza Miłości.

 

I wiele takich powstanie, nowych pnączy, które będą uciekały.

I zostaną skazane już na potępienie.

A jednak Ogrodnik zainterweniuje.

I Winna Latorośl przypomni o swoim istnieniu.

I Szaweł przejrzał. I powrócił do życiodajnego szczepu.

Ale inne pnącza niezbyt ochotnie go przyjęły.

Z bojaźni, z nieufności, z małostkowości.

 

Ale Miłość winnej latorośli przemówiła.

I zaowocowała.

Pięknem braterstwa.

Życiem bogobojnym.

Obfitością pociechy Ducha.

 

Żyję i obfituję dzięki Wielkiemu Ogrodnikowi.

Dzięki Dobremu Szczepowi Latorośli.

Także dzięki moim współlatoroślom.

Żyjemy, by wycisnąć z siebie jak najwięcej Miłości.

Żyjemy, dzięki Jego Miłości.

Kiełkujemy w mocnym fundamencie.

Pniemy się po filarach mądrości Wartości.

I dojrzewamy.

I dajemy owoce.

Jego Słowa, Jego Przykazania, Jego Woli.

 

Bo przyjdzie dzień końca tłoczenia.

I uschnięcia, by odpaść, opaść.

Powrócić do ziemi.

By inni też mogli żyć.

 

Stągwie napełnione.

Nasze życie, tak po ludzku, to tylko woda.

Cenna, życiodajna, ale pospolita i przezroczysta.

Tylko dzięki Jego Łasce stągwie wypełniają się winem.

Z naszego życia.

 

Im lepsze życie, tym lepszy smak.

I nie zawsze Pan Młody zostawia najgorsze na koniec.

 

Gdy wydawać by się mogło, iż nastąpiło obumarcie.

 

Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi,
oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.
Jemu się pokłonią wszyscy śpiący w ziemi,
przed Nim zegną się wszyscy, którzy staną się prochem.

Moja dusza będzie żyła dla Niego,
potomstwo moje Jemu będzie służyć,
przyszłym pokoleniom o Panu opowie.
I sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi,
który się narodzi:

«Pan to uczynił».

 

 

Są przeznaczenia, które trwają wiecznie
I zabić muszą na końcu – koniecznie!
Są też i inne, które trwają długo,
Aż duch się wzniesie – weźmie postać drugą –
I zbrojny wolą – tą aniołów siłą
Przemieni w niebo to, co piekłem było!

 

 

Refleksja na V Niedzielę Wielkanocną 2021

 

 

+

 

Drodzy:

Bracia i Siostry,

Czcigodni:

Jubilaci i Solenizanci,

Pogrążeni w smutku:

Żałobnicy,

Sympatycy i Goście naszej Parafii.

 

Pięknego Tygodnia!

 

Serca wasze niech żyją na wieki!

 

 

+

Trwajmy na wstawienniczej modlitwie za cały świat, w tym za Polskę, zmagający się z pandemią. Niech światło i moc Ducha Świętego prowadzą wszystkich pełniących służbę, chorych, narażonych i zalęknionych.

Wszystko możemy z Tym, Który nas umacnia!

 

 

Jestem. Dziś.

Pamiętam. O wczoraj.

Czuwam. Na jutro.

 

 

Z Panem Bogiem.

W sercu i na ustach. Przez czyn.

M.P.