Święci tygodnia

W tym Tygodniu wspominamy

i bierzemy przykład z tych, którzy udowodnili,

iż każdy z nas wezwany jest do świętości:

 

20 września (Niedziela)

Andrzej Kim Tae-gŏn, kapłan

Paweł Chŏng Ha-sang, kleryk

i Towarzysze. Święci. Męczennicy.

Andrzej to pierwszy kapłan koreański. Urodzony w rodzinie katolickiej, bardzo doświadczonej przez Boga. Bowiem dziadek kapłana spędził 10 lat w więzieniu z powodu wiary, gdzie zmarł. Natomiast jego ojciec został zamordowany także w wyniku prześladowań religijnych. Andrzej przyjął chrzest w wieku 15 lat. Po tym wydarzeniu przebył kilkaset kilometrów do seminarium chińskiego w Makao. Po sześciu latach powrócił do ojczyzny przez Mandżurię. W tym samym roku przebył Morze Żółte i w Szanghaju przyjął święcenia. Był rok 1845. Został skierowany do przygotowania bezpiecznej przeprawy wodnej dla misjonarzy chrześcijańskich, tak aby udało im się ujść straży granicznej. Niestety misja zakończyła się tragicznie. Kapłan został aresztowany i po torturach ścięty. W Seulu, w 1846r. Miał 25 lat.

Paweł był współpracownikiem i tłumaczem kapłanów. Przez dwadzieścia lat przewodził wspólnocie chrześcijańskiej w Korei. Wstąpił do seminarium, którego jednak nie ukończył, gdyż jako kleryk został skazany na śmierć i ścięty. Był rok 1839, a Paweł miał 44 lata.

Chrześcijaństwo dotarło do Korei podczas japońskiej inwazji w 1592 r., kiedy to ochrzczono zaledwie kilku Koreańczyków (prawdopodobnie dokonali tego katoliccy żołnierze japońscy). 

Ewangelizacja była utrudniona, ponieważ Korea przez wiele dziesiątków lat całkowicie izolowała się od innych państw. Jedynym kontaktem ze światem była doroczna wyprawa oficjalnej delegacji do Pekinu, z urodzinowymi życzeniami dla chińskiego cesarza. 

W jednej z takich ekspedycji uczestniczył niejaki Li Sung-Hun. W Chinach spotkał jezuickich misjonarzy, zafascynował się ich nauczaniem, przyjął chrzest, przybierając imię Piotr. 

W 1784 roku wrócił do ojczyzny, szmuglując tyle chrześcijańskiej – pisanej po chińsku – literatury, ile tylko zdołał. Ochrzcił pierwszych uczniów. Wokół nich zaczęła gromadzić się potajemnie chrześcijańska wspólnota, która bardzo szybko zaczęła się rozrastać. Sami świeccy, bez udziału nawet jednego duchownego, wprowadzili chrześcijaństwo do swojego kraju i stali się pierwszymi misjonarzami. Wiara umacniała się i szerzyła przez lekturę Biblii i książek katolickich, które tłumaczono z chińskiego na koreański. 

Kiedy dwanaście lat później udało się na teren Korei przedostać chińskiemu księdzu, zastał on tam już około 4 tys. chrześcijan – żaden z nich dotąd nie widział nigdy kapłana. Siedem lat później chrześcijan w Korei było już prawie 10 tys. 

Wolność religijną wprowadzono dopiero w 1887 r., po podpisaniu traktatu z Francją. 

W XIX w. poniosło śmierć męczeńską 3 biskupów katolickich, 10 kapłanów i ponad 10 tys. wiernych. Z nich tylko część dostąpiła chwały ołtarzy.
 
Jan Paweł II podczas swojej wizyty apostolskiej w Korei w 1984 r. kanonizował, oprócz Andrzeja Kim Tae-gŏn i Pawła Chŏng Ha-sang, także 98 Koreańczyków i trzech misjonarzy francuskich, którzy ponieśli śmierć męczeńską pomiędzy 1839 a 1867 rokiem. Wśród nich byli biskupi i księża; większość z nich jednak to ludzie świeccy (47 kobiet i 45 mężczyzn).

Wśród męczenników koreańskich była m.in. 26-letnia Kolumba Kim. Została ona umieszczona w więzieniu, gdzie przypalano ją za pomocą gorących narzędzi i rozżarzonych węgli. Wraz ze swoją siostrą, Agnieszką, były trzymane przez dwa dni w jednej celi z osądzonymi już przestępcami, czekającymi na wykonanie wyroku. Obie zostały ścięte. 

Inny męczennik, 13-letni chłopiec, Piotr Ryou, był tak mocno umęczony, że mógł ściągać z siebie skórę, a następnie rzucać nią w sędziów. Został uduszony. 

Protazy Chong, 41-letni szlachcic, po uwięzieniu wyparł się wiary i został uwolniony. Wkrótce jednak wrócił, przyznał się ponownie do Jezusa i został zamęczony.

W Korei Płd. w ciągu ostatnich dziesięcioleci niezwykle dynamicznie wzrasta liczba chrześcijan. Dzisiaj Kościół katolicki w Korei Płd. liczy około 4 milionów wyznawców, żyjących w 19 diecezjach (9 proc. ludności). Każdego roku sakrament chrztu przyjmuje około 150 tys. Dorosłych.

Zagadką jest natomiast to, co działo się i dzieje z wierzącymi w Korei Płn., rządzonej przez reżim komunistyczny. Oficjalnie nie ma tam ani jednego katolickiego księdza. Liczbę katolików szacuje się dzisiaj na 3-4 tysiące. Św. Jan Paweł II nazwał ich Kościołem milczenia.

+

Święci świadkowie Chrystusa z Korei, módlcie się za nami! Potrzebujemy Waszej mocy, odwagi, miłości, która znosi wszelkie prześladowania i cierpienia. Dziękujemy Wam za życie i wiarę, i męczeństwo, które rozbrzmiewa jak ciągle rozchodzące się echo. Kochaj Pana, bądź mężny! Wspierajcie obecnie prześladowanych, powitajcie w Niebie nowych męczenników. Obdarzcie pokojem świat cały, a szczególnie Waszą ojczyznę. Całą. Bez podziału. 

 

Maria Teresa od św. Józefa.

Błogosławiona Niemka. Anna Maria Tauscher van den Bosch. Dziewica. Zakonnica. Założycielka. Kobieta czynu, wrażliwości społecznej. Człowiek miłosierdzia. Nawrócona z protestantyzmu.

Urodzona w miejscowości Sądów, tuż przy granicy Polski z Niemcami. Jej ojciec był pastorem. Matka luteranką, która jednak bardzo kochała Matkę Bożą. Stąd nazwała córkę Anna Maria. Gdy dziewczynka miała 7 lat rodzina przeniosła się do Arnswalde. Z cichej plebanii do miejskiego ośrodka, w którym rodzice gromadzili dzieci na katechezę, a także ubogich i potrzebujących. Gdy Herman otrzymał ponowne przeniesienie, tym razem do Berlina, mała Anna rozchorowała się. Rodzice posłali ją wraz z siostrą na wieś, do krewnych. Tam poczuła się lepiej, zaczęła chodzić do szkoły, w której to spotkała się z wiarą katolicką. Stopniowo zaczęła coraz bardziej zagłębiać się w jej istocie.  Do tego stopnia, iż kiedy w 1872r. Miała przyjąć konfirmację (bierzmowanie) oświadczyła, iż bliżej jej do Kościoła Katolickiego. Dwa lata później zmarła jej matka. Jako najstarsza córka musiała zająć się domem i swoimi siostrami. Opuściła ich pięć lat później, kiedy to ojciec ożenił się ponownie.

Anna Maria przeprowadziła się wówczas do Kolonii, gdzie została dyrektorką domu dla upośledzonych i chorych psychicznie. Tam, mimo sprzeciwu ojca, postanowiła przejść na katolicyzm.

W wieku 33 lat przyjęła chrzest w kościele Świętych Apostołów w Kolonii. Uczyniła to pod wpływem lektury Księgi życia św. Teresy od Jezusa. W reformatorce Karmelu Anna Maria znalazła wzór życia, łączącego modlitewnego ducha Karmelu Terezjańskiego z działalnością apostolską.

Przy pomocy kilku kobiet, które do niej dołączyły, zakładała ośrodki dla dzieci i ludzi starszych, którzy potrzebowali opieki.

Po trzech latach postanowiła założyć zgromadzenie zakonne i przyjęła w nim imię Marii Teresy od św. Józefa. Od początku zajmowało się ono opieką nad biednymi, zwłaszcza dziećmi. Jego pierwszy dom w Berlinie nazywał się: „Dom dla niemających domu”. Wspólnota przyjęła zaś nazwę zgromadzenia Sióstr Karmelitanek Boskiego Serca Jezusa. 

W okresie kulturkampfu państwo pruskie przeszkadzało w zakładaniu klasztorów i rozwijaniu życia zakonnego, matka Maria Teresa postanowiła więc przenieść macierzysty dom zgromadzenia do Rocca di Papa koło Rzymu. Nowicjat dla całego zgromadzenia powstał natomiast w Sittard w Holandii.

W 1912 r. Maria Teresa wyjechała na kilka lat do Stanów Zjednoczonych na fundację nowego klasztoru za oceanem, co uczyniła za swego życia nie tylko w USA, ale i w Kanadzie. Gdy jednak wybuchła I wojna światowa, władze włoskie skonfiskowały macierzysty dom zgromadzenia w Rocca di Papa jako „własność niemiecką”.

Wróciwszy do Europy w 1920 r., Maria Teresa skierowała się do Sittard, przekształcając dom nowicjatu w dom generalny.

Tam zmarła 20 września 1938 r., mając 83 lata.

Proces beatyfikacyjny m. Marii od św. Józefa rozpoczął się w Holandii w 15 lat po jej śmierci. Jej beatyfikacja nastąpiła 13 maja 2006 r.

Siostry ze zgromadzenia założonego przez bł. Marię pracują dziś w 11 krajach Europy i obu Ameryk. W 57 klasztorach jest ich prawie pięćset. W swym życiu łączą ducha Karmelu z działalnością w przedszkolach, szkołach, ośrodkach dla młodzieży i osób starszych potrzebujących opieki.

+

Błogosławiona Mario Tereso, tyś czysta, pracowita, dobra i mądra, pokorna jak Twój Patron, św. Józef. Dopełniłaś tym wyborem wielką cześć Twojej mamy do Maryi. Ty także dzięki słowu pisanemu od św. Teresy uwierzyłaś, że to wiara katolicka ma sens i wartość najwyższą. Wbrew ojcu, zaczęłaś pisać swoją Księgę życia. Zrobiłaś wiele, wiele dobra. Kochałaś miłością troskliwą, zauważającą, podnoszącą na duchu, z upadku. Przemierzyłaś wiele dróg, byle tylko stworzyć dom tym, co nie mają własnego miejsca na ziemi. Dobry Aniele, módl się za nami. Wspieraj tych, co zauważają niezauważalnych.
 

 

 

 

21 września (Poniedziałek)

 Mateusz.

Święty Galilejczyk. Apostoł. Męczennik. Ewangelista. Nawrócony celnik.

Nazywany: Lewi, syn Alfeusza. Potem dopiero: Mateusz, z hebrajskiego Mattaj, dar Boga.

Był celnikiem, poborcą podatkowym w Kafarnaum, jednym z większych miast handlowych nad Genezaret.

Palestyńczycy pogardzali celnikami, bo ściągali opłaty na rzecz Rzymu. Oprócz tego sami poborcy często byli zachłanni i nieuczciwi. Uznawano ich za grzeszników i pogan. Nie można było przebywać wśród nich, gdy uważano, że zaraz człowiek staje się nieczysty. A Lewi był nawet naczelnikiem celników w Galilei. 

Jezus jednak nie patrzył na uprzedzenia, często uzasadnione zastrzeżenia i odwiedzał ich, i jadał z nimi. Ale nie zachęcał oczywiście do łupienia innych.

Kiedy Żydzi postawili zarzut: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”

– Chrystus wypowiedział znamienne słowa: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają… Bo nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Słowa te przekazał w swojej Ewangelii właśnie św. Mateusz (Mt 9, 12-13).

Taktyka miłości Jezusa zdała egzamin i pociągnęła spragnione serca za Nim.

Sam Mateusz nawrócił się tuż po uzdrowieniu paralityka, którego spuszczono przez otwór w suficie. Być może urzędnik już wcześniej słyszał Jana Chrzciciela. Teraz usłyszał o cudotwórcy, o wielkim Mistrzu Jezusie. To właśnie Chrystus zastał go w komorze celnej i powołał na swojego Apostoła. Ten zostawił wszystko i poszedł za Nim. Nawrócony, zaprosił do swego domu Jezusa, Jego przyjaciół i swoich kolegów.

Po Wniebowstąpieniu, Mateusz pozostał w Palestynie. Ewangelizował nawróconych z judaizmu. To właśnie dla nich, w 55r., napisał księgę, Ewangelię. Starał się w niej wykazać, że to właśnie Chrystus jest wyczekiwanym Mesjaszem, to w Nim wypełniły się proroctwa Starego Testamentu. Mateusz przekazał wiele szczegółów z życia i nauki Jezusa, których nie znajdziemy w innych Ewangeliach: np. rozbudowany tekst Kazania na Górze, przypowieść o kąkolu, o ukrytym skarbie, o drogocennej perle, o dziesięciu pannach. On jeden podał wydarzenie o pokłonie Magów i rzezi niewiniątek, o ucieczce do Egiptu, a także wizję sądu ostatecznego.

Po kilku latach, Ewangelista udał się między pogan. Najprawdopodobniej do Etiopii. To tam poniósł śmierć męczeńską.

W X wieku jego relikwie zostały sprowadzone do Italii i złożone w dolnym kościele w Salerno. Przepięknie ozdobionym mozaikami i freskami.

Mateusz przedstawiany jest w pozycji siedzącej, podczas pisania Księgi. Towarzyszy mu uskrzydlona postać ludzka.

 Jest to nawiązanie do wizji proroka Ezechiela (Ez 1) i Apokalipsy (Ap 4) – symbolu człowieka, ponieważ swoją Ewangelię rozpoczyna od genealogii Jezusa. Owa postać często mylona jest z aniołem.

Apostoł Mateusz jest patronem: diecezji i miasta Salerno, alkoholików, księgowych, pracowników kantorów, celników, urzędników podatkowych i straży granicznej. Tak jak inni ewangeliści apostoł Mateusz uważany jest za patrona rodziny.

+

Święty Mateuszu, Apostole Chrystusa, Mistrza i Mesjasza. Ewangelisto. Wstawiaj się za nami i skłaniaj nas do coraz większej pokory, do ciągłego nawracania. Nie pozwól nam czuć wyższości względem pogubionych braci i sióstr. Bo pewnego dnia mogą stać się, tak jak Ty, darem Boga. Dziękujemy za Twoje świadectwo, słowo pisane, które stało się kluczem do poznania Zbawiciela.

Opiekuj się Etiopią i Salerno. Opiekuj się ludźmi, którzy upatrują szczęście w majątku, a także tymi, którzy pracują z pieniędzmi na co dzień. Aby pokusa nieuczciwego wzbogacenia się nigdy nie znalazła podatnego gruntu w ich sercach.

 

22 września (Wtorek)

 Maurycy i Towarzysze.

Święci. Męczennicy. Żołnierze.

Dowódca rzymskiej Legii Tebańskiej, w której żołnierzami byli chrześcijanie. Legion ten, dowodzony przez trzech świętych: centuriona (setnika) Maurycego, campiductora (chorążego) Eksuperiusza i senatora (stratega) Kandyda, stacjonował w Agaunum (dziś St-Maurice w Szwajcarii).

Około 290 roku przed jedną z bitew zażądano, aby żołnierze złożyli pogańskim bogom ofiarę. Na to nie pozwalało im sumienie. Maurycy wraz z legionistami, w liczbie około 6 tysięcy, stanowczo odmówił, mówiąc:

„Jesteśmy gotowi walczyć za ojczyznę, gdzie tylko zajdzie tego potrzeba. Jesteśmy również gotowi modlić się do Pana Boga o zwycięstwo. Jednak składać ofiar bożkom nie możemy, gdyż byłoby to bałwochwalstwem”.

Wtedy cesarz Maksymilian nakazał otoczyć legion i zdziesiątkować go. Legion nie poddał się. Wybito wszystkich, do ostatniego żołnierza.

Na miejscu nekropolii męczenników Teodor, biskup Octodurum, wybudował kaplicę (IV w). Wydarzenie to opisał św. Grzegorz z Tours w swojej “Historii Franków”. Następnie wzniesiono klasztor, przy którym z czasem powstało potężne opactwo, skupiające 900 mnichów. Niebawem wokół opactwa powstało miasto St-Maurice. Badania archeologiczne potwierdziły istnienie kaplicy oraz jamy grobowej, jednak nie wyjaśniono jeszcze w pełni okoliczności męczeństwa.

W roku 961 relikwie św. Maurycego przewieziono do Ratyzbony (Regensburga), a stąd do Magdeburga. Cześć św. Maurycego szerzył szczególnie gorliwie św. Lambert oraz św. Uldaryk, biskup Magdeburga. Stąd też Maurycy odbierał szczególną cześć w cesarstwie niemieckim. Podczas koronacji cesarze otrzymywali do rąk włócznię św. Maurycego. W grocie włóczni, wedle legendy, tkwił gwóźdź z krzyża Chrystusowego.

Kopię tej włóczni podarował cesarz Otto III królowi Bolesławowi Chrobremu podczas zjazdu gnieźnieńskiego w roku 1000. Gest ten był uznaniem niezależności księcia polskiego i przyzwoleniem na koronację. Kopia ta, będąca pierwszym polskim insygnium koronacyjnym, znajduje się w skarbcu wawelskim (do naszych czasów zachował się sam grot włóczni).

Święty jest patronem zakonu św. Maurycego, cesarskiego domu Ottonów, królestwa Burgundii, Longobardów, miast: Einsiedeln, Magdeburga i Valais; ponadto także farbiarzy, kapeluszników, piechoty, rycerstwa i żołnierzy.

+

Święty Maurycy z Twoimi żołnierzami, módl się za nami. Abyśmy nie ulegali pokusie wyrzeczenia się swojej wiary, a bardziej czynili wszystko, aby uchronić ją od zniszczenia i pomniejszenia. Walczmy tak jak Wy, z najeźdźcą, z zagrożeniem, ze złym. W imię Chrystusa!
 

Bernardyna Maria Jabłońska.

Błogosławiona Polka. Dziewica. Zakonnica. Przełożona. Założycielka. Współpracownica Brata Alberta.

Urodzona koło Lubaczowa. W niezamożnej rodzinie rolników. Do szkoły nie chodziła. Pisać i czytać nauczył ją domowy nauczyciel. W wieku 18 lat spotkała Alberta Chmielowskiego. To wydarzenie odcisnęło pieczęć na jej sercu tak bardzo, iż postanowiła wstąpić do albertynek. Została główną kucharką w Miejskim Domu Kalek. W jej zapiskach można przeczytać:

„Dopełniajmy pracy Jezusa, Jego trudów, cierpień, miłości, cichości, łez, a szczególnie Jego miłosierdzia nad nędzami duszy i ciała bliźnich”.

24-letnią siostrę Marię, która w zakonie przybrała imię Bernardyna, brat Albert mianował przełożoną generalną albertynek. W testamencie napisała:

„Czyńcie dobrze wszystkim” – jakby uzupełniając słowa Adama Chmielowskiego: „Trzeba być dobrym jak chleb”.

Siłę siostra Bernardyna odnajdywała w Eucharystii. W dzień zajęta sprawami Zgromadzenia i ubogich, nie miała czasu na dłuższą modlitwę, więc wynagradzała Panu Bogu, trwając nocą godzinami przed Najświętszym Sakramentem. To umiłowanie Jezusa w Eucharystii przekazała swoim siostrom, zachęcając je do częstej adoracji.

Zmarła 23 września 1940 roku. Miała 62 lata.

Beatyfikacji Bernardyny Jabłońskiej dokonał 6 czerwca 1997 r. św. Jan Paweł II podczas Mszy św. odprawianej pod Krokwią w Zakopanem. W homilii mówił on między innymi:
 
Maria Bernardyna Jabłońska – duchowa córka św. brata Alberta Chmielowskiego, współpracownica i kontynuatorka jego dzieła miłosierdzia – żyjąc w ubóstwie dla Chrystusa poświęciła się służbie najuboższym. Kościół stawia nam dzisiaj za wzór tę świątobliwą zakonnicę, której dewizą życia były słowa: „dawać, wiecznie dawać”. Zapatrzona w Chrystusa, szła wiernie za Nim, naśladując Go w miłości. Chciała zadośćuczynić każdej prośbie ludzkiej, otrzeć każdą łzę, pocieszyć choćby słowem każdą cierpiącą duszę. Chciała być dobrą zawsze dla wszystkich, a najlepszą dla najbardziej pokrzywdzonych. „Ból bliźnich moich jest bólem moim” – mawiała. Wraz ze św. Bratem Albertem zakładała przytuliska dla chorych i tułaczy wojennych.
Ta wielka heroiczna miłość dojrzewała na modlitwie, w ciszy pobliskiej pustelni na Kalatówkach, gdzie przez jakiś czas przebywała. W najtrudniejszych chwilach życia – zgodnie z zaleceniami jej duchowego opiekuna – polecała się Najświętszemu Sercu Jezusa. Jemu ofiarowała wszystko, co posiadała, a zwłaszcza cierpienia wewnętrzne i udręki fizyczne. Wszystko dla miłości Chrystusa! Jako przez wiele lat przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Posługujących Ubogim III Zakonu św. Franciszka – albertynek, nieustannie dawała swoim siostrom przykład tej miłości, która wypływa ze zjednoczenia ludzkiego serca z Najświętszym Sercem Zbawiciela. To Serce Jezusa było jej umocnieniem w heroicznej posłudze najbardziej potrzebującym.

+

Błogosławiona Bernardyno, módl się za nami. Ubogacaj nasze serca miłością dla wszelkiej nędzy, kalectwa, ubóstwa, łzy i cierpienia. Byśmy mogli coraz bardziej stawać się człowiekiem. Dzieckiem Boga. Dziękujemy za Twoją heroiczną posługę. Wstawiaj się za swoimi współsiostrami.

Módlmy się o rychłą kanonizację siostry ubogich. 

 

 

 

23 września (Środa)

 Ojciec Pio.

Święty Włoch. Francesco Forgione. Zakonnik. Stygmatyk. Mistyk. Cuda wypraszający. Prorok. Bilokata. Człowiek modlitwa. Cuda czyniący.

Urodzony w Pietrelcinie. Od dzieciństwa szukał ciszy i samotni, by móc modlić się i rozmyślać. Już w wieku 5 lat doświadczył objawienia Jezusa!

W wieku 16 lat wstąpił do kapucynów i przyjął imię PIO. Po złożeniu ślubów, rozpoczął studia. W 1910r. został kapłanem. Już w tym momencie miał duże problemy ze zdrowiem. Po kilku latach został powołany do wojska, z którego został zwolniony ze względu na zły stan fizyczny. 

Pod koniec lipca 1916r. przybył do San Giovanni Rotondo. Wreszcie odnalazł swoją przestrzeń, w której zdobył świętość i życie wieczne. Został kierownikiem duchowym młodych zakonników.

20 września 1918r. podczas modlitwy przed Ukrzyżowanym, ojciec Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Wywołało to wielkie poruszenie. Rzesze ludzi zaczęły ściągać do mistyka. Z prośbami, głodni sensacji, ciekawscy, dziennikarze i pielgrzymi. Każdy z inną intencją. Każdy natomiast do ojca Pio.

Stygmaty i mistyczne doświadczenia stały się także przedmiotem badań ze strony Kościoła. W związku z nimi o. Pio na 2 lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Sam zakonnik przyjął tę decyzję z wielkim spokojem. Po wydaniu opinii przez dr. Festa, który uznał, że stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, o. Pio mógł ponownie publicznie sprawować sakramenty.

Święty kapucyn był mistykiem. Ascetą. Surowo pokutował, oddawał się modlitwie. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, widział Maryję, Jezusa, swojego Anioła Stróża.

Miał także dar bilokacji. Podczas pewnej bitwy w trakcie wojny, o. Pio, który cały czas przebywał w swoim klasztorze, ostrzegł jednego z dowódców na Sycylii, by usunął się z miejsca, w którym się znajdował. Dowódca postąpił zgodnie z tym ostrzeżeniem i w ten sposób uratował swoje życie – na miejsce, w którym się wcześniej znajdował, spadł granat.

Ojciec Pio był wielkim czcicielem Eucharystii. Dla niego Msza święta była centrum każdego dnia. Każdorazowo wypełnieniem posłannictwa. Przygotowywał się do niej przez długie godziny, trwając na modlitwie. Po niej zaś długo trwał w dziękczynieniu. Eucharystia ojca Pio trwała nieraz 2 godziny. Całkowicie zanurzony w jej istocie, doświadczał męki Chrystusa. Cierpiał, czasem nawet ponad siły. To był wielki dar, ale także ogromne brzemię miłości.

Kapucyn nie rozstawał się z różańcem.

W 1922r. powstała inicjatywa wybudowania szpitala. Ojciec Pio gorąco popierał ten pomysł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” otwarto w maju 1956 r. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie o. Pio.

Święty długie godziny spędzał w konfesjonale. Jego posługa miłosierdzia ściągała tłumy, choć sama spowiedź była dla wielu zbyt prawdziwa. Czytał w myślach penitentów, domagał się dogłębnego żalu za grzechy.

Jego życie upłynęło na spalaniu się z miłości. Miłości Chrystusowej. Nie ludzkiej, a boskiej.

Atakowany przez szatana, nękany, przechodził wielkie cierpienie duchowe jak i fizyczne.

Z czasem coraz bardziej osłabiony, lecz oswobodzony od ziemskich przywiązań, odszedł do Pana, w 1968r. Miał 81 lat. Na kilka dni przed jego śmiercią, po 50 latach, zagoiły się stygmaty.

W 1983 r. rozpoczął się proces informacyjny, zakończony w 1990 r. stwierdzeniem przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych jego ważności. W 1997 r. ogłoszono dekret o heroiczności cnót o. Pio; rok później – dekret stwierdzający cud uzdrowienia za wstawiennictwem o. Pio. 

Jan Paweł II dokonał beatyfikacji o. Pio w dniu 2 maja 1999 r., a kanonizował go 16 czerwca 2002 r.

+

Święty Ojcze Pio, byłeś idealną sensacją dla mediów i ziemskich pragnień. Byłeś cudem dla ubogich, nędznych od grzechu i nieczystości. Byłeś wielkim bratem i ojcem dla Twoich współbraci. Byłeś wielkim przykładem i refleksją dla kapłanów sprawujących Eucharystię. Zaś dla spowiedników ogromnym autorytetem i nauczycielem.

Dla nas wszystkich, wczoraj, dziś i jutro, będziesz wielkim Orędownikiem Chrystusa Cierpiącego, skazanego przez grzech rodzaju ludzkiego, Ukrzyżowanego, z Którym to nosiłeś rany gwoździ. Aż do śmierci.

Ale teraz cieszysz się chwałą wraz ze Zmartwychwstałym, bo zaufałeś Zbawicielowi. Sam stałeś się Miłością i teraz jesteś naszym Orędownikiem. Wypraszaj nam dar tej miłości, która nie jest tylko tkliwą emocją, pożądaniem, ekstazą radości. Ale też upomnieniem, walką o dobro, o prawdę, o piękno. Ciszą wzywającą do nawrócenia. Modlitwą błagającą. Wynagradzającą. Wypraszaj tę Miłość, która naprawdę znosi WSZYSTKO>

Módl się za nami, szczególnie podczas sakramentu Spowiedzi i Eucharystii.
 
 

 

24 września (Czwartek)

 Tekla.

Święta. Męczennica. Dziewica. Służebnica i uczennica Pawła. Cuda czyniąca. Kobieta odwagi. Pustelnica.

Historyczność świętej potwierdza jej bardzo dawny i powszechny kult w Kościele.

Tekla urodziła się w Ikonium (dzisiejsza Turcja). Chrzest otrzymała od samego Pawła Apostoła, w czasie pierwszej podróży świętego do Azji Mniejszej.

Nawróciwszy się, zerwała zaręczyny z poganinem, za co skazano ją na stos, deszcz zgasił jednak płomienie.

Niewiasta złożyła ślub czystości. Mimo ogromnego naporu swoich rodziców, nie wyszła za mąż.

Legenda podaje, że prześladowana przez najbliższych i ścigana przez wojsko rzymskie Tekla, podczas ucieczki dobiegła do Maluli. Tutaj pionowa ściana skalna zagrodziła jej drogę. Jej żarliwe modlitwy spowodowały, że strome skały rozstąpiły się, umożliwiając dalszą ucieczkę.

W ten sposób powstał wąwóz św. Tekli, który dziś należy do największych atrakcji dla odwiedzających Maalulę turystów i pielgrzymów. Jego ściany wznoszą się kilkanaście metrów nad wąskim dnem, a w pobliżu jego wylotu, w miejscu, gdzie modliła się św. Tekla, wybudowano kościół i klasztor pod jej wezwaniem. Według lokalnej tradycji, w skalnej grocie położonej powyżej klasztoru znajdował się niegdyś grób św. Tekli. Obecnie jest tam malutkie mauzoleum poświęcone męczennicy.

Tekla towarzyszyła bardziej Pawłowi w podróżach, usługując mu, na wzór pobożnych kobiet wobec Chrystusa. Po męczeńskiej śmierci Apostoła Narodów, Tekla udała się do Antiochii.

Głosząc Dobrą Nowinę i odrzucając zaloty młodzieńca została skazana na śmierć przez pożarcie przez wygłodzone lwy. Gdy święta znalazła się w amfiteatrze, zwierzęta nie wyrządziły jej żadnej szkody.

Po tym dwukrotnym ocaleniu udała się do Seleucji, gdzie spędziła resztę życia jako pustelnica. Miała dożyć sędziwego wieku, bo około 80 lat.

Św. Ambroży nauczał dziewice konsekrowane, że św. Tekla, pokazuje im jak mają składać z siebie ofiarę 

I choć powszechnie uważa się, że św. Tekla została pochowana w Seleucji Izauryjskiej, jednak syryjscy chrześcijanie do dziś otaczają grotę w Maaluli wielką czcią.

Grota w Maaluli każdego dnia jest miejscem modlitwy wielu pielgrzymów, natomiast co roku 23 września w miasteczku uroczyście obchodzony jest Dzień św. Tekli, a w Tarragonie i Katalonii odbywa się Santa Tecla Festiva

Św. Tekla miała swoje sanktuaria: w Seleucji, w Antiochii, w Dalisandos (Izauria), w Selinuncie, w Konstantynopolu, w Aeca (Apulia) i w Mediolanie.

Jest patronką Tarragony w Hiszpanii i Santa Tecla w Salvadorze. Patronuje umierającym, cierpiącym na choroby oczu i bractwom św. Tekli; orędowniczka przed wężami i dzikimi zwierzętami, w czasie pożarów i zarazy.

W Polsce relikwie św.Tekli znajdują się w przyklasztornym kościele NMP w Kole oraz w kościele Zwiastowania NMP w Piotrkowicach.

Jest patronką Ziemi Kolskiej.

+

Święta Teklo, niewiasto Pana, wspierająca Pawła, głosząca Prawdę. Dałaś świadectwo do końca, jak Twój przyjaciel, bieg ukończyłaś i laur zdobyłaś. Wypraszaj nam czystość: intencji, serca, myśli i pragnień. Postaw i tradycji. Wspieraj wszystkich prześladowanych i wyśmiewanych, a co najgorsze nierozumianych za wiarę.

 

 

 

Gerard Sagredo.

Święty Włoch. Jerzy. Męczennik. Zakonnik. Kapłan. Opat. Wychowawca. Uczony. Eremita. Biskup misyjny. Patron Węgier.

Urodzony w zamożnej rodzinie w Wenecji. W wieku 5 lat ciężko zachorował. Wtedy rodzice zawieźli go na Wyspę św. Jerzego, która leży przy Kanale Wielkim, w pobliżu placu św. Marka, by ofiarować go świętemu patronowi.

Kiedy Jerzy wyzdrowiał, rodzice w podzięce oddali go do klasztoru benedyktynów, który do dziś na tej wyspie się znajduje. Tu obrał sobie imię Gerarda, by uczcić ojca, niedawno zmarłego.

Zakonnik skończył studia w Bolonii i został wybrany opatem macierzystego klasztoru. Po jakimś czasie zrzekł się wykonywanej funkcji i zapragnął udać się do Ziemi Świętej, by tam głębiej studiować Biblię. 

Zatrzymał się jednak na Węgrzech, odpowiadając na zaproszenia opata Rasji. Król św. Stefan był pod tak dużym wrażeniem pobożności i wiedzy Gerarda, że namówił go do pozostania na Węgrzech w celu prowadzenia misji ewangelizacyjnej wśród węgierskich pogan i nauczania ośmioletniego królewicza św. Emeryka. I tak też się stało.

Po pewnym czasie Gerard usunął się na pustkowie, gdzie spędził kilka lat jako eremita. Kiedy powstała metropolia Csanad, został wezwany do objęcia stolicy biskupiej (1030).
Nie są nam znane szczegóły jego pasterzowania. Według podania, kiedy po śmierci św. Stefana (+ 1038), podobnie jak po śmierci Bolesława Chrobrego w Polsce (+ 1025), powstała na Węgrzech reakcja pogańska, Gerard miał paść jej ofiarą. 

Jego ciało miało zostać strącone do Dunaju ze stromej góry Kelem, zwanej dzisiaj Górą św. Gerarda (Gellerta), w 1046 r. 

W roku 1083 papież św. Grzegorz VII na prośbę św. Władysława zezwolił na kult Gerarda – wraz ze św. Stefanem, św. Emerykiem i św. Andrzejem Świeradem i jego towarzyszem, św. Benedyktem.

Gerard zostawił kilkanaście pism, z których do naszych czasów ocalało tylko jedno: Komentarz do księgi Daniela nad pieśnią trzech młodzieńców w piecu ognistym. Manuskrypt ten ogłoszono drukiem w 1790 r. Gerardowi przypisuje się także autorstwo rad, jakie św. Stefan napisał dla swojego syna, św. Emeryka.

Gerard jest patronem Węgier, diecezji Csanad oraz nauczycieli.

+

Święty Gerardzie, Ty pokazujesz, że ważna jest wychowanie rodziców, ale też wolny wybór i odpowiedź na powołanie. Ważna jest nauka jak i modlitwa. Ważne jest pasterzowanie jak i pielgrzymowanie. Nauczanie jak i odosobnienie. Sprawowanie władzy jak i pokorne posłuszeństwo. Walka jak i pokój. Życie jak i śmierć.

Módl się za nami, którzy co dzień wybieramy między a między. Którzy dajemy świadectwo albo dezerterujemy. Wspieraj swoje dwie ojczyzny: Włochy i Węgry. A także współbraci, kapłanów i biskupów. Abyśmy tak łatwo nie oddawali pola innym religiom i tradycjom. Istniejemy dzięki chrześcijaństwie!

 

 

 

25 września (Piątek)

 Władysław z Gielniowa.

Błogosławiony Polak. Marcin Jan. Zakonnik. Kapłan. Prowincjał. Ojciec i wychowawca. Gwardian. Inicjator. Budowniczy. Asceta. Mistyk. Kaznodzieja. Poeta.  

Urodził się w ubogiej rodzinie mieszczan. Po ukończeniu szkoły parafialnej udał się do Krakowa, gdzie rozpoczął studia. W tym mieście zapoznał się z bernardynami, których 9 lat wcześniej sprowadził św. Jan Kapistran.

Jak sam pisze w swoim wierszu autobiograficznym, 1 sierpnia 1462 r. Marcin wstąpił do bernardynów i przyjął imię zakonne Władysław. Tu również najprawdopodobniej odbył swoje studia zakonne i otrzymał święcenia kapłańskie.

Nie wiadomo, gdzie spędził pierwsze lata w kapłaństwie. Nie są nam także znane urzędy, jakie sprawował w owym czasie w zakonie. Wiadomo na pewno, że w latach 1486-1487 Władysław przebywał w Krakowie, gdzie m.in. pełnił obowiązki egzaminatora w sprawie cudów, jakie działy się za przyczyną św. Szymona z Lipnicy, zmarłego w Krakowie w roku 1482. Możemy przypuszczać, że po śmierci Szymona pełnił zajmowany wcześniej przez niego urząd kaznodziei.
Przez ponad 10 lat sprawował urząd wikariusza prowincji i prowincjała. Przez sześć lat czuwał nad 22 domami zakonu w Polsce: odbywając co roku kapituły prowincji, wizytując domy braci i sióstr, troszcząc się o domy formacyjne, uczestnicząc w kapitułach generalnych w Urbino w roku 1490 i w Mediolanie w roku 1498, przyjmując komisarzy generalnych zakonu. Za jego rządów polska prowincja bernardynów powiększyła się o placówki w Połocku i Skępem.
Dla swojego zakonu Władysław zasłużył się najbardziej przez to, że stał się współautorem konstytucji, które – zatwierdzone przez kapitułę prowincji i kapitułę generalną w Urbino (1490) – stały się na pewien czas dla prowincji obowiązkowym kodeksem prawnym.

Jego życie było przepełnione modlitwą i duchem pokuty. Miał szczególne nabożeństwo do Męki Pańskiej. Sypiał zaledwie kilka godzin na lichym sienniku, bez poduszki, przykryty jedynie własnym habitem. Swoje ciało trapił bezustannie postem i biczowaniem. Na modlitwę poświęcał wiele godzin. Miał dar łez i ekstaz. Chodził zawsze boso, nawet w najsurowsze zimy. Boso także (w trepkach) odbywał wizytacje swojej odległej prowincji i zagraniczne podróże. Wyróżniał się niezwykłą gorliwością o zbawienie dusz, nie oszczędzając się na ambonie i w konfesjonale.

Pomimo wielkiej surowości dla siebie, był dla swoich podwładnych prawdziwym ojcem. Otaczał szczególną opieką zakonników starszych, spracowanych oraz chorych. W swoich konstytucjach wyznacza bardzo surowe kary wobec przełożonych, którzy zaniedbują opiekę nad chorymi braćmi. Silnie zabiegał, aby przełożeni pilnie zaopatrywali potrzeby swoich współbraci, tak dalece, by nie ważyli się kupować czy sprawiać sobie czegokolwiek, zanim nie zadbają o to, by w rzeczy potrzebne byli zaopatrzeni najpierw ich podopieczni. Nakazuje bardzo starannie wybierać kandydatów do zakonu. Mistrzów nowicjatu przestrzega przed zbytnią gorliwością w stosowaniu prób. Gdzie jednak widział nadużycia i świadome rozluźnienie reguły, był nieubłagany i stanowczy. Miał czułe serce dla uciśnionych i potrzebujących.

Zapamiętano go jako płomiennego kaznodzieję. Był jednym z pierwszych duchownych, który wprowadził do Kościoła język polski poprzez kazania i poetyckie teksty. Tradycja przypisała mu autorstwo wielu pobożnych pieśni. Sam je układał i uczył wiernych śpiewać. Służyły one pogłębieniu życia duchowego, zapoznaniu się z prawdami wiary i moralności, ukochaniu tajemnic Bożych, zwłaszcza osoby Jezusa Chrystusa i Jego Matki. Nie tylko sam układał teksty, ale zachęcał do tego także swoich współbraci. Ponadto pisał w języku polskim koronki, godzinki i inne nabożeństwa.

Charakterystycznym rysem osobowości Władysława było także jego nabożeństwo do Imienia Jezusa oraz do Najświętszej Maryi Panny. Za przykładem św. Bernardyna, który nosił ze sobą stale tabliczkę, na której był złotymi głoskami wypisany monogram Imienia Jezus, także Władysław za osnowę swoich kazań brał Imię Jezus. Swój najpiękniejszy utwór, “Żołtarz Jezusów”, ułożył w taki sposób, że każda nowa strofa rozpoczyna się właśnie tym Imieniem.

W 1504 r. został gwardianem przy kościele św. Anny w Warszawie.

Tutaj umarł 4 maja 1505 r., w kilka tygodni po ekstazie, jaką przeżył podczas kazania w Wielki Piątek. Uniósł się wówczas na oczach tłumu wypełniającego świątynię w górę ponad ambonę i zaczął wołać: „Jezu, Jezu!”. Miał 65 lat.

Zaraz po śmierci oddawano Władysławowi cześć należną świętym. 13 kwietnia 1572 r. dokonano uroczystego przeniesienia jego relikwii. Miało to miejsce w obecności kardynała-legata papieskiego, Franciszka Commendone, i nuncjusza apostolskiego, arcybiskupa Wincentego Portico. W uroczystości wziął udział także król Zygmunt August ze swoją siostrą Anną Jagiellonką, senatorowie i posłowie, którzy zjechali się na sejm do Warszawy.

W roku 1627 rozpoczęto proces informacyjny według nowych rozporządzeń, jakie wydał papież Urban VIII. Tenże papież podpisał akta tego procesu przesłane do Rzymu. W 1635 roku komisja pod przewodnictwem biskupa Adama Nowodworskiego otworzyła grób ponownie, szczątki śmiertelne zmarłego przełożono do cynowej urny i sporządzono protokół. Z powodu wojen proces wznowiono dopiero w 1724 r.

Benedykt XIV wydał urzędowy akt beatyfikacji 11 lutego 1750 r. Właściwe uroczystości przygotowano jednak dopiero w roku 1753, łącząc je z 300. rocznicą przybycia bernardynów do Polski.

W roku 1759 Klemens XIII ogłosił bł. Władysława patronem Królestwa Polskiego i Litwy.

19 grudnia 1962 r. papież Jan XXIII ogłosił go głównym patronem Warszawy. Obecnie bł. Władysław jest patronem drugorzędnym, a główną Patronką Warszawy jest Najświętsza Maryja Panna Łaskawa z wizerunku znajdującego się w kościele jezuitów przy archikatedrze na Starym Mieście.

+

Święty Władysławie, wielki człowieku talentem, zaradnością, pomysłowością, pracowitością, miłosierdziem, mądrością i pokorą. Modlitwą, pokutą i po prostu miłością. Opiekuj się nami, Polakami. Warszawą, Krakowem, Gielniowem. Swoimi współbraćmi. Wspieraj gwardianów, prowincjałów, wychowawców, kaznodziejów swoją radą i pomysłem. Przemierzaj z nami drogi życia.  

Módlmy się o rychłą kanonizację błogosławionego.

 

 

 

26 września (Sobota)

 Kosma i Damian.

Święci bliźniacy. Męczennicy. Lekarze. Anargyci. Bracia miłosierdzia.

Urodzeni i wychowani w chrześcijańskiej rodzinie. Uwrażliwieni na potrzeby innych, skłonni do ofiarnego życia. Być może pochodzili z Arabii. Stamtąd udali się do Syrii, do Cylicji w Małej Azji, by doskonalić się w sztuce lekarskiej. Zamieszkali w Egei, w portowym mieście.

Byli lekarzami, cieszyli się więc szeroką sławą; leczyli bowiem wielu chorych – również pogan, przez co wielu z nich doszło do Chrystusa.

Odznaczali się niezwykłą sumiennością. Przedmiotem ich troski był każdy potrzebujący ich pomocy, chory człowiek. W szczególny sposób zajmowali się biednymi.

Podkreśla się, że za swe usługi nie pobierali zapłaty. Uważali, że wszystko mają od Boga i należy to do Boga i Jego stworzeń. Byli anargytami: wrogami pieniądza. Pragnęli postępować zgodnie z poleceniem Zbawiciela: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie” (Mt 10, 8).

Godnie i cierpliwie znieśli okrutne tortury, do końca nie wyparli się Chrystusa. Pozostali niezłomnymi do ostatniej chwili swego życia. Do sędziego podczas procesu mieli powiedzieć: „Jesteśmy chrześcijanami”.

Według legendy ich męczeństwo miało miejsce ok. 300 r. podczas prześladowań za czasów Dioklecjana. Zginęli w Cyrze (Kyrros) w Syrii, gdzie zostali pochowani. 

Ich grób od razu zasłynął cudami, a kult wzrastał, czego mamy dowody w piśmiennictwie wczesnochrześcijańskim. Nad grobem męczenników wzniesiono wspaniałą bazylikę, która do czasów przybycia Arabów, a potem Turków, była celem licznych pielgrzymek. Stamtąd ich kult rozpowszechniał się bardzo szybko i objął cały Kościół. W Konstantynopolu cesarz Justynian Wielki wystawił ku ich czci dwie świątynie, gdyż – jak twierdził – dzięki ich wstawiennictwu wyzdrowiał z ciężkiej choroby.
Już w VI wieku św. Grzegorz z Tours był w posiadaniu ich relikwii. 

W Rzymie papież św. Symmach wybudował ku ich czci oratorium, a papież Feliks IV kościół świętych Kosmy i Damiana przy Forum Romanum – dziś jest to główne miejsce ich kultu. Tam znajduje się znaczna część relikwii obu Świętych. 

Pozostałe relikwie odbierają cześć w różnych miejscach świata; w sposób szczególny w kościele katedralnym w Amalfi, na południu Włoch. 

Fragment relikwii znajduje się także w Polsce – w cerkwi na Bacieczkach w Białymstoku.

Święci Kosma i Damian są patronami Florencji, aptekarzy, farmaceutów, lekarzy, chirurgów, akuszerek, dentystów, fryzjerów, fizyków, cukierników, wytwórców substancji chemicznych, mędrców; są też opiekunami fakultetów medycznych, przemysłu chemicznego, ludzi niewidomych i osób chorych na nowotwory; chronią przed epidemiami, przed przepukliną i przed chorobami koni. 

W ikonografii święci Kosma i Damian przedstawiani są jako ludzie młodzi, ubrani w wytworne szaty, z narzędziami medycznymi, szkiełkami, pudełkami maści, łyżką aptekarską do nabierania maści, moździerzem, laską Eskulapa, a także podczas męczeństwa.

+

Święci Kosmo i Damianie, módlcie się za nami. Szczególnie w dobie pandemii. Bądźcie orędownikami dla wszystkich ludzi Służby Zdrowia, a w szczególności farmaceutów i aptekarzy. Wspierajcie ich w codziennej, niełatwej pracy, aby z pokorą i satysfakcją brali udział w leczeniu chorób i profilaktyce. Uczcie prawdziwej służby lekarzy, aby czerpali siłę do posłannictwa z Eucharystii.

KD, dziękujemy za Waszą służbę i świadectwo. Czuwajcie nad chorymi, tak jak kiedyś, tak i dziś. Szczególnie chrońcie od zepsucia serce, umysł i duszę.

 

 

 

 

Święty Stanisławie, Patronie nasz,

Z Gersonowskiego obrazu,

Spoglądnij na nas życzliwie.

Wskrześ naszego ducha.

 

 

A na koniec, jak zwykle,

polecajmy się naszej Patronce, NMP,

Królowej Wszystkich Świętych:

 

Spoglądnij na nas przez obraz on,

Pomocy Nieustającej.

 

Obraz poświęcony przez samego Piusa X.

M.P.