Świeci tygodnia

fotografa św. Maksymiliana Marii Kolbego

 

W tym Tygodniu wspominamy

i bierzemy przykład z tych,

którzy udowodnili, iż każdy z nas wezwany jest do świętości:

 

 

9 sierpnia (niedziela)

Teresa Benedykta od Krzyża.

Święta. Edyta Stein. Żydówka. Nawrócona na chrześcijaństwo. Męczennica. Zakonnica. Dziewica. Uczona. Filozof. Patronka Europy.

Urodzona we Wrocławiu jako jedenaste dziecko. Wychowywana w głęboko wierzącej żydowskiej rodzinie. Jako malutka dziewczynka straciła ojca. Rodzinne przedsiębiorstwo przejęła matka, która doskonale poradziła sobie z wyzwaniem.

Od samego początku nauki uzyskiwała znakomite wyniki. W czasie wyjazdu do siostry jej życie religijne uległo pogorszeniu. Mając 20 lat uważała się za ateistkę. Rewelacyjnie zdała maturę i rozpoczęła studia filozoficzne w rodzinnym mieście. Dwa lata później wyjechała za granicę, do Getyngi, by zdobywać wiedzę z fenomenologii. Wszystko, co miała uznać za prawdę, musiała gruntownie przepadać. Dlatego nie dziwią jej słowa, iż poszukiwanie prawdy było jej jedyną modlitwą. W końcu rozpoczęła doktorat, zainspirowana postacią prof. Husserla. Pracę przerwał wybuch pierwszej wojny światowej. Edyta zgłosiła się do Czerwonego Krzyża, by służyć zakaźnie chorym. Po półrocznej pracy została zwolniona ze służby, gdyż była kompletnie wyczerpana.

W 1915 r. złożyła egzamin państwowy z propedeutyki filozofii, historii i języka niemieckiego. Wykładała te przedmioty w gimnazjum wrocławskim im. Wiktorii. W 1916 r. została asystentką prof. Husserla we Fryburgu. Rok później uzyskała u niego tytuł doktorski. Przyjaźniła się też z uczniami Husserla, między innymi z Romanem Ingardenem. Pod silnym wpływem mistrza i jego szkoły fenomenologicznej, Edyta Stein coraz bardziej poświęcała się filozofii, ucząc się patrzenia na wszystko bez uprzedzeń. Dzięki temu, że w Getyndze spotkała MaxaSchelera, po raz pierwszy poznała idee katolickie.

1921r. To dla niej kluczowy rok w całym życiu. Bo to właśnie w tym czasie zetknęła się z autobiografią Teresy z Avila. Po przeczytaniu jej w ciągu jednej nocy Edyta Stein znalazła Boga i Jego miłosierdzie. Wówczas przyjęła chrzest i namówiła do tego swoją siostrę- Różę. Sama otrzymała nowe imię: Teresa. Co ważne, nawrócenie i zostanie chrześcijanką nie oznaczało zerwanie więzów z Narodem Wybranym. Twierdziła, że właśnie teraz, gdy powróciła do Boga, poczuła się znów Żydówką. Była świadoma, że przynależy do Chrystusa nie tylko duchowo, lecz także poprzez więzy krwi. Wkrótce też przyjęła bierzmowanie.

Jej rozwój duchowy odbywał się głównie w klasztorze Sióstr Dominikanek św. Magdaleny.

Nadal była nauczycielką w jednym z wrocławskich liceów, łącząc pracę pedagogiczną z naukową.

W latach 1923-1931 wykładała w liceum i seminarium nauczycielskim w Spirze.

W 1932 prowadziła wykłady w Instytucie Pedagogiki Naukowej w Monasterze, starała się łączyć naukę z wiarą i tak je przekazywać słuchaczom.

W tym czasie złożyła trzy śluby prywatne i żyła już właściwie jak zakonnica, wiele czasu poświęcając modlitwie.

Jednocześnie prowadziła bardzo wnikliwe studia nad spuścizną św. Tomasza z Akwinu, starając się objaśnić pewne elementy jego mistyki przy pomocy metody fenomenologicznej.

Często była proszona o wygłaszanie odczytów na konferencjach i przy innych różnych okazjach. Prowadziła kursy szkoleniowe, pisała artykuły, wygłaszała wykłady w radio.

W Monasterze wykładała tylko przez dwa miesiące – gdy władzę przejęli narodowi socjaliści, musiała opuścić miasto.

Przeniosła się do Kolonii, gdzie 14 października 1933 r. wstąpiła do Karmelu.

15 kwietnia następnego roku otrzymała habit karmelitański. Gorąco pragnęła mieć udział w cierpieniu Chrystusa, dlatego jej jedynym życzeniem przy obłóczynach było: „żeby otrzymać imię zakonne od Krzyża”. Po nowicjacie złożyła śluby zakonne i przyjęła imię Benedykta od Krzyża.

Już jako karmelitanka zaczęła pisać swoje ostatnie dzieło teologiczne “Wiedza krzyża”, które pozostało niedokończone.

21 kwietnia 1938 r. złożyła śluby wieczyste.

W tym czasie narodowy socjalizm objął swoim zasięgiem całe Niemcy.

Benedykta, zdając sobie sprawę, że jej żydowskie pochodzenie może stanowić zagrożenie dla klasztoru, przeniosła się do Echt w Holandii.

2 sierpnia 1942 r. podczas masowego aresztowania Żydów została aresztowana przez gestapo i internowana w obozie w Westerbork. Następnie, wraz z siostrą Różą, 7 sierpnia deportowano ją do obozu w Auschwitz. Tam 9 sierpnia 1942 roku obie zostały zagazowane i spalone.

Beatyfikacji Edyty Stein dokonał w Kolonii 1 maja 1987 r. św. Jan Paweł II, kanonizował ją zaś 11 października 1998 roku. Swoim listem apostolskim motu proprio z 1 października 1999 r. ogłosił ją – wraz ze św. Brygidą Szwedzką i św. Katarzyną ze Sieny – patronką Europy.

 

+

Święta Tereso Benedykto, tyś swoją tragiczną śmiercią, dopełniła swoje dzieło “Wiedzy Krzyża”. Umarłaś z narodem, z któregoś się wywodziła. Ale życie oddałaś za Chrystusa.

Ty doskonale ukazujesz prymat rozumu, który zawsze poszukuje prawdy. I gdy robi to właściwie, pełen dobrej woli, zawsze odnajdzie odpowiedź, zrozumienie i spełnienie, Prawdę, Chrystusa.

Dlatego powinnaś być przykładem i opiekunką tych, którzy nie wierzą, wątpią, ale poszukują odpowiedzi. Naprawdę pragną ją odnaleźć.

Jesteś także fenomenalną kobietą, z wykształcenia filozof fenomenolożką. Mądrą, inteligentną, piękną, wolną i niezależną. Silną. A jednak wrażliwą. I co najważniejsze zakochaną w Oblubieńcu, który zapewne uchronił Twe ciało od zniszczenia.

Módl się za nami wszystkimi, w szczególnej opiece miej Europę. Aby była taka, jaka ma być. Od założenia i ucywilizowania. Chrześcijańska.

 

 

 

10 sierpnia (poniedziałek)

Wawrzyniec.

Święty. Włoch. Męczennik. Diakon. Administrator.

Jeden z siedmiu diakonów Kościoła rzymskiego za posługi papieża Sykstusa II, który zginął wraz z czterema innymi diakonami. Wawrzyniec został oszczędzony ze względu swojej szczególnej funkcji. Bowiem był administratorem majątku Kościoła w Rzymie. Równocześnie pełnił opiekę nad ubogimi. Niczym jałmużnik papieski. Namiestnik rzymski sądził, iż uda się go przekonać obietnicami lub katuszami, by oddał cały majątek w jego ręce. 

Wawrzyniec miał wówczas poprosić o kilka dni, aby mógł zebrać „skarby Kościoła” i pokazać je namiestnikowi. Kiedy nadszedł oznaczony dzień, diakon zgromadził wszystką biedotę Rzymu, którą wspierała gmina chrześcijańska. Miał przy tym wypowiedzieć słowa: „Oto są skarby Kościoła!” 

Zawiedziony tyran poddał go wyjątkowym katuszom. Walerian nakazał rozciągnąć go na żelaznych rusztach i wolno podgrzewać i piec żywcem w ogniu. 

Wawrzyniec miał się zdobyć jeszcze na słowa: „Widzisz, że ciało moje jest już dosyć przypieczone. Obróć je teraz na drugą stronę!” 

Św. Leon Wielki daje do tych słów piękny komentarz: „Jak silny musiał być ogień miłości Chrystusowej, skoro gasił on żar ognia naturalnego!”.

Według wspomnianego opisu męki Wawrzyniec miał być przedtem biczowany knutami z drutu, potem wieszano go wyrywając członki ze stawów. 

W żywocie jest podany jeszcze jeden szczegół. 

Kiedy prowadzono papieża św. Sykstusa na śmierć z jego diakonami, chciał iść z nim także Wawrzyniec. Wymawiał mu nawet słodko: „Gdzie idziesz, Ojcze, bez syna? Jakże obejdziesz się bez swojego diakona? Nigdy nie odprawiałeś Eucharystii bez niego, czymże więc mogłem ściągnąć na siebie twoją niełaskę?” 

Na to św. Sykstus miał odpowiedzieć: „Dla mnie, steranego wiekiem, jest przygotowana mniejsza próba. Ciebie czekają wiele większe cierpienia, ale też i piękniejsza czeka cię korona”.

Niezwykłe okoliczności męczeńskiej śmierci, poniesionej w 258 r., rozbudziły w Kościele rzymskim niezwykły kult Wawrzyńca. 

Św. Augustyn pisze, że jak Jerozolima szczyci się św. Szczepanem, tak Rzym jest dumny ze św. Wawrzyńca. 

Największy zaś poeta starożytnego chrześcijaństwa, Prudencjusz, w natchnionych strofach podaje, że bohaterska śmierć Wawrzyńca zadała cios bałwochwalstwu, które od tego czasu zaczęło chylić się ku upadkowi aż do ostatecznego zwycięstwa Chrystusowego Kościoła.

Ciało Męczennika pogrzebał św. Justyn, kapłan, w posesji św. Cyriaki. Co roku wierni tłumnie gromadzili się wokół jego grobu. Cesarz Konstantyn Wielki nad jego grobem w roku 330 wystawił bazylikę. 

Z Rzymu kult Męczennika rozszerzył się na cały Kościół. 

Niemcy przypisywali mu swoje zwycięstwo nad Madziarami w X w. 

Król hiszpański Filip II (+ 1598) ku czci św. Wawrzyńca wystawił w Escorial w pobliżu Madrytu na stokach gór Sierra de Guadarrama monumentalny zespół architektoniczny, obejmujący pałac królewski, klasztor augustianów i kościół – jako wotum za zwycięstwo odniesione nad Francuzami w bitwie pod Saint-Quentin 10 sierpnia 1557 r.
Wawrzyniec był w starożytności i średniowieczu jednym z najbardziej popularnych świętych. Już w pierwszej połowie IV stulecia na cmentarzu przy Via Tiburtina obchodzono święto męczennika Wawrzyńca.

Doznawał on czci jako szczególny patron ubogich, piekarzy, kucharzy i bibliotekarzy. Wzywano go na pomoc w czasie pożarów i przeciw chorobom reumatycznym. Postać jego otoczono wieloma legendami. Jemu także przypisywano, że co piątek schodzi do czyśćca, aby wybawić stamtąd choć jedną duszę.

Kult Wawrzyńca wcześnie rozprzestrzenił się także na ziemie polskie. 

Jest patronem Hiszpanii i Norymbergi, diecezji pelplińskiej i Wodzisławia Śląskiego.

+

Święty Wawrzyńcze, niezwykły diakonie. Ty miałeś w swoim ręku skarby tego świata, a jednak! Wybrałeś “skarby nieprzebrane”. Ukazałeś wszystkim, że to człowiek, a szczególnie ten najuboższy, jest kwintesencją wartości i nieśmiertelności. Dlatego odebrano Ci życie, z wściekłością i wielką okrutnością. Ale Ty, z płomienną miłością do swojego Mistrza, zapewne nie czułeś bólu. Uniesiony duchem do Nieba odebrałeś piękną koronę zwycięstwa. Ale i o nas nie zapominasz. Schodzisz na ziemię, nawet głębiej. I wybawiasz ludzi od zła i cierpienia. Dlatego prosimy, módl się za nami i wskazuj drogę postępowania. Któż jak nie Ty!

 

Filomena.

Święta. Męczennica. Dziewica. Patronka Dzieci Maryi. Wypraszająca niezwykłe łaski i cuda.

Pochodziła z arystokratycznej greckiej rodziny. Jej ojciec był zarządcą prowincji w Macedonii. Wraz z żoną długo starali się o dziecko. Błagali pogańskich bogów o zmiłowanie. W końcu natrafili na chrześcijańskiego lekarza, który zaproponował im modlitwy do swojego Boga. A ten odpowiedział na gorące wezwania i tak narodziła się dziewczynka, córka Światła, Filomena. Ochrzczona wraz ze swymi rodzicami.

W czasie prześladowań rodzina udała się do Rzymu, by pertraktować z cesarzem. Dioklecjan oczarowany piękną Filomeną, chciał pojąć ją za żonę. Niestety, ta odmówiła, gdyż stwierdziła, iż jest już poślubiona Chrystusowi.

Lepiej jest stracić życie na ziemi, by osiągnąć wiekuiste szczęście niż uniknąć śmierci doczesnej i zasłużyć na wiekuistą karę. Pozostanę wierna Jezusowi nawet za cenę mojego życia!

Rozzłoszczony cesarz nakazał uwięzić 13-letnią dziewczynę i poddać torturom. W końcu została wrzucona do Tybru z kotwicą u szyi, a następnie atakowana przez łuczników, gdyż Filomena przeżyła utopienie. Ostatecznie została ścięta. Był rok 303. Godzina trzecia.

Jej kult został zapoczątkowany znaleziskiem w 1802r.

Bowiem, w Rzymie przeprowadzano wykopaliska, dokładnie w Katakumbach Pryscyli, gdzie odkryto grób z ceramiczną tabliczką, na której znajdowały się symbole strzały, palmy, lilii, bicza oraz napis Paxtecum, Filemena.

Wyciągnięto wniosek, że w miejscu tym pochowana została męczennica nosząca imię Filomena.

Proboszcz parafii w Mugnano przeniósł 10 sierpnia 1805 r. odnalezione szczątki do miasta położonego na wzgórzu niedaleko Neapolu. Temu wydarzeniu towarzyszyły liczne cuda. 

Od tego dnia zaczął rozwijać się silny kult Filomeny, który wkrótce rozprzestrzenił się po świecie i został powiązany z legendą o rzymskiej męczennicy. 

Nie zachowały się żadne relacje ani dokumenty, z których można by było odtworzyć żywot świętej.

Jednak w 1805 roku Filomena ukazać się miała włoskiej zakonnicy Marii Luizie od Jezusa. Według jej relacji podczas modlitwy dziękczynnej po Komunii św., oczy jej się zamknęły i nie mogła ich znowu otworzyć. Wtedy usłyszała miły głos świętej, wydobywający się od jej posągu. Głos ten opisał jej żywot i męczeńską śmierć.

W latach 1824-1836 wstawiennictwu św. Filomeny przypisywano wiele nagłych uzdrowień. Stąd kolejni papieże aprobowali jej kult.

Formalnie kanonizowana po długim i dojrzałym rozważeniu oraz po zbadanym i potwierdzonym uzdrowieniu Służebnicy Bożej Pauliny Jaricot (założycielki Krzewienia Wiary i Żywego Różańca) przez papieża Grzegorza XVI.

Sama Paulina świadczyła: „Słyszałam jak demony mówiły podczas egzorcyzmu: <<Dziewica i Męczennica, święta Filomena, jest naszym przeklętym wrogiem. Nabożeństwo do niej jest nową straszną bronią przeciw piekłu.>>”

Do najbardziej oddanych czcicieli św. Filomeny należał św. Jan Maria Vianney, który wraz z Pauliną Jaricot przyczynił się do powstania tego szeroko rozpowszechnionego nabożeństwa do Filomeny, z którego słynęła Francja. Medaliki błogosławione przez Vianney’a wysyłane były do wszystkich regionów Francji i stawały się kanałami niezliczonych błogosławieństw nimi obdarowanych, a uzdrowienia wszelkiego rodzaju miały miejsce dzięki użyciu oleju, który płonął dniem i nocą przed figurą Filomeny w kościółku w Ars, gdzie teraz znajduje się kaplica Cudotwórczyni.

Do czcicieli św. Filomeny należeli też św. Magdalena Zofia Barat, założycielka zakonu Najświętszego Serca, św. Piotr Chanel, pierwszy męczennik Oceanii i św. Piotr Eymard, założyciel Ojców od Najświętszego Sakramentu (tzw. eucharystów).

Św. Filomena jest m.in. patronką Żywego Różańca, drugą patronką Królestwa Neapolu, szczęśliwych narodzin dzieci, matek i dzieci, ludzi interesu i w potrzebach finansowych, zdających egzaminy, szkół i konwentów, zakonników, misji i nawróceń, czystości, spokojnej i szczęśliwej śmierci oraz katakumb.

+

Święta Filomeno, oblubienico Chrystusa, działająca cuda, zsyłająca niezliczone łaski, ukochana przez Proboszcza z Ars, módl się za nami. Dodawaj nam odwagi i wytrwałości w dążeniu do świętości, a także ogrom cierpliwości. W końcu któż tyle czekał na oficjalne wyniesienie na ołtarze. Miej w opiece Dzieci Maryi. Niech żyje Żywy Różaniec.

 

 

11 sierpnia (wtorek)

Klara.

Święta. Włoszka. Zakonnica. Dziewica. Ascetka. “Siostra” św. Franciszka.

Najstarsza z trzech córek pana Favarone, pochodząca z rycerskiego rodu. Gdy była w łonie matki, podobno jej rodzicielka usłyszała:

„Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!”

Pod wpływem tych słów nadała dziewczynce imię Klara (z języka łacińskiego clara – jasna, czysta, sławna).

Wychowywana w duchu miłości i pobożności.

Gdy miała 12 lat, publiczną działalność rozpoczął Jan Bernardone, czyli święty Franciszek. Pozyskiwał on wielu, którzy usłyszeli jego naukę. Zdobył także serce Klary, która często z nim przebywała i uważnie słuchała jego słów. W tym czasie, rodzice próbowali dwukrotnie wydać córkę za mąż. Ta jednak, niezainteresowana ożenkiem, poprosiła Franciszka, by zwrócił się z prośbą do biskupa Asyżu, aby mogła zostać siostrą Braci Mniejszych.

I tak, w Niedzielę Palmową, 28 marca 1212r. Klara udała się z całą rodziną do kościoła. W czasie święcenia palm każdy wierny odbierał ją z rąk samego biskupa. Przypadek Klary był odwrotny. To sam ordynariusz wręczył jej palmę, co oznaczało jego zgodę. Tej samej nocy dziewczyna opuściła dom i rozpoczęła przygodę życia z Chrystusem. Franciszek wręczył jej habit i welon zakonny. Po pewnym czasie dołączyła do niej siostra, bł. Agnieszka.

Oczywiście rodzina nalegała na powrót Klary, ale ta stanowczo odmówiła. Franciszek natomiast wystawił siostrom mały klasztor przy kościółku św. Damiana. A pierwszą ksienią została Klara. Bo któż inny!

Franciszek bardzo kochał Klarę, tak jak ona jego. Była to idealna czysta miłość. Cieszył się, iż siostry będą stanowić wsparcie dla braci, szczególnie w pokucie i modlitwie. Zakon nosił nazwę Pań Ubogich, potem II Zakon, a inaczej klaryski. W 1215 roku Innocenty III nadał zakonowi Klary „przywilej ubóstwa”. Siostry nie mogły posiadać żadnej własności, a powinny utrzymywać się jedynie z pracy swoich rąk. Odtąd San Damiano stało się kolebką nowego Zakonu. Wstępowały do niego głównie córki szlacheckie, pozostawiając wszystko i wybierając skrajne ubóstwo.

Klara prowadziła bardzo surowe życie. Swą nieustanną modlitwę dopełniała częstymi postami i nocnymi czuwaniami. Niezwykła ascetka. I cudotwórczyni. To ona zesłała łaskę z nieba rozmnożenia chleba dla głodnych sióstr, uzdrowienia, wyjednania im opieki Jezusa.

Sama, pod koniec życia, doświadczyła niezwykłej łaski.

W Wigilię Bożego Narodzenia, leżąc chora w łóżku, nie mogła udać się na Mszę Świętą. Otrzymała za to łaskę widzenia i słyszenia Pasterki w pobliskim kościele, z udziałem Franciszka i jego braci. Z tego też powodu została patronką telewizji! Po odejściu do Pana założyciela zakonu cały trud troski spadł na jej barki, który poniosła do końca. W klasztorze przeżyła 42 lata.

Zmarła w 1253r. mając 60 lat. Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył sam papież. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało św. Franciszka.

Ikonografia najczęściej przedstawia św. Klarę z monstrancją w ręku. 

Podanie bowiem głosi, że w czasie najazdu Saracenów na Asyż Klara miała ich odstraszyć Najświętszym Sakramentem, który wyniosła z kościoła. Blask płynący z Hostii miał jakoby porazić wroga i zmusić go do ucieczki. 

Nie jest bowiem tajemnicą, iż Klara darzyła niezwykłym nabożeństwem Eucharystię.

+

Święta Klaro, piękna czysta Oblubienico Pana, Ukochana Siostro Franciszka. Módl się za nami. Wpraszaj nam łaskę czystości, bezinteresownej miłości, wewnętrznej ciszy do refleksji nad Słowem, a potem wielkiego zapału do głoszenia tej świętej treści życiem. Opiekuj się siostrami swoimi, klaryskami, które podtrzymują ten świat swoją modlitwą i ofiarą. A także wspieraj ludzi transmisji telewizyjnej i radiowej, ale też internetowej. Wiesz przecież, jak wiele potrzeba wnieść do niej prawdy, wartości chrześcijańskich i szacunku.

 

 

Zuzanna.

Święta. Męczennica Rzymu. Dziewica.

Pochodziła z Dalmacji, a jej rodzina była powiązana z cesarzem Dioklecjanem. Ojciec Zuzanny, Gabinus, oraz stryj Kajus, nawrócili się na chrześcijaństwo i zostali kapłanami. Ten drugi, w 283r. Został biskupem Rzymu. Po takim świadectwie starszych i drogich Zuzannie ludzi, nie mogła i ona zakochać się w Jezusie tak bardzo, iż postanowiła wyłącznie jemu poświęcić swe życie.

W 293 roku celem zapewnienia sukcesji wyznaczonemu przez siebie następcy i zachowania władzy w kręgu rodzinnym, cesarz Dioklecjan ogłosił zaręczyny Zuzanny z młodym generałem MaksentiusemGaleriusem. Ta zaś odmówiła.

Jej odmowa wywołała niemałe zamieszanie w rodzinie, która była w połowie chrześcijańska, a w drugiej części jeszcze pogańska.

Wkrótce pojawiły się podejrzenia o wyznawanie przez Zuzannę i jej najbliższych nielegalnej wówczas w cesarstwie rzymskim wiary chrześcijańskiej.

Poproszona przez konsula rzymskiego Macedoniusa o wykazanie lojalności względem cesarstwa w akcie oddania czci rzymskiemu bóstwu Jowiszowi – również odmówiła.

Pokrewieństwo z cesarzem uchroniło ją jednak przed natychmiastowym aresztowaniem. Dopiero bezpośredni rozkaz Dioklecjana, który dowiedział się o powodach odrzucenia jego propozycji przez Zuzannę, spowodował jej aresztowanie i śmierć męczeńską przez ścięcie.

Podobny los spotkał jej ojca (zagłodzonego w więzieniu) oraz jego niechrześcijańskich braci i ich rodziny. Wuj Zuzanny – papież Kajus – uniknął śmierci, ukrywając się w katakumbach.

W Rzymie znany jest kościół ku czci świętej, położony w pobliżu Term Dioklecjana. Wybudowany obok domu, w którym Zuzanna poniosła śmierć męczeńską. Dlatego też świątynia nosiła starożytną nazwę: Statio ad duas domos.

+

Święta Zuzanno, tyś jak Twoi nawróceni bliscy, byłaś wierna do końca. Czyli nowego początku. Wiecznego szczęścia. Odrzuciłaś blask tego świata, jego przemijalne skarby. A zyskałaś Źródło Światła. Bądź dla nas pochodnią, która płonie dla Chrystusa i oświeca mroki życia. Byśmy się nie ugięli pod żadnym naporem zła. Opiekuj się Rzymem i ziemiami Dalmacji, a także biskupem Rzymu i kapłanami Kościoła Powszechnego.

 

 

 

12 sierpnia (środa)

Joanna Franciszka de Chantal.

Święta. Francuzka. Żona i matka. Wdowa. Przełożona generalna. Zakonnica. Kobieta miłosierdzia.

Urodzona w Dijon, jak św. Bernard. Jej ojciec był prezydentem parlamentu Burgundii. Jeszcze jako malutkie dziecko straciła mamę, która zmarła po porodzie jej brata, Andrzeja. Odtąd wychowywana przez opiekunkę. Otrzymała staranne wykształcenie.

Mając 20 lat poślubiła barona de Chantal, Krzysztofa, z którym miała szóstkę pociech. Była wspaniałą żoną i matką, która dbała o dobre wychowanie swoich dzieci. Świeciła przykładem życia chrześcijańskiego, a w szczególności wrażliwością na potrzeby ubogich. Codziennie oni odwiedzali jej dwór. W czasie głodu i braku jedzenia, Pan Bóg odpowiedział na wezwanie Joanny, rozmnażając ziarno.

Niestety, w wieku 29 lat, została wdową, gdyż jej mąż został śmiertelnie postrzelony na polowaniu. Odtąd Joanna zajęła się tylko opieką nad dziećmi i głębokim życiem duchowym. Prowadziła życie ascetyczne, pełne umartwień i postów. Dogłębnie przeżyła tragiczną śmierć swego ukochanego męża. Ale z czasem wspaniałomyślnie wybaczyła nieumyślnemu zabójcy.

Przeniosła się do domu ojca, następnie do teścia, który to jednak był dla niej przykry. Jak i służąca-metresa, która rządziła całym zamkiem. Każdy zachęcał ją do ponownego zamążpójścia. Ta jednak pomimo wielu propozycji postanowiła więcej nie wychodzić za mąż.

W 1604r. Spotkała św. Franciszka Salezego, który zaszczepił w niej własny styl życia: dobroć, życzliwość dla wszystkich, życie naturalne, przepojone pamięcią o stałej obecności Boga i czynienia wszystkiego dla Niego. Odtąd Joanna i Franciszek stali się przyjaciółmi “od serca”. Stąd baronowa porzuciła surowy tryb życia, wychodząc i opiekując się ubogimi i chorymi.

W trzy lata później św. Franciszek przedstawił baronowej projekt zgromadzenia akcentujący umartwienie wewnętrzne. W 1610 r. Joanna, zapewniwszy przyszłość dzieciom, opuściła Dijon i w Annecy założyła pierwszy klasztor nowego zgromadzenia Sióstr Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny – wizytek. Święty umyślnie dał tę nazwę swojemu zakonowi, gdyż w planie pierwotnym był on przeznaczony dla posługi ubogim, tak jak Maryja wyruszyła na pomoc swej ciotce, Elżbiecie.

Niestety, Rzym na to nie zezwolił. Obawiał się, że to nowość zbyt śmiała, bez precedensu, by zakonnice wychodziły poza mury klasztoru i w pracy czynnego posługiwania bliźnim narażały własną duszę na niebezpieczeństwo. Św. Robert Bellarmin oraz Joanna zachęcali Franciszka, by nie ustępował.

W 1611 roku trzy pierwsze wizytki złożyły profesję. Jako pieczęć i herb dla swojego zakonu Franciszek Salezy obrał Serce Pana Jezusa, otoczone koroną cierniową z wyrastającym z niego krzyżem, oraz dwa miecze przecinające to Serce, wyobrażające miłość Boga i bliźniego.
Rok później Franciszek zmarł.

Dzięki energicznym zabiegom Joanny jego ciało zostało umieszczone w Annecy. Zajęła się również bardzo troskliwie zebraniem wszystkich pism Franciszka. Rozpoczęła także proces wstępny do kanonizacji Założyciela zakonu.

Oddała teraz swój zakon pod bezpośrednią opiekę duchową św. Wincentego a Paulo. Przez 40 lat Wincenty udzielał rad i wskazań oraz prowadził siostry na wyżyny doskonałości chrześcijańskiej.

Przez następne lata Joanna założyła 87 fundacji. Ostatnie lata życia spędziła na niezmordowanym wizytowaniu i umacnianiu powstałych klasztorów, jak też na zakładaniu nowych. Ostatnim domem przez nią założonym był klasztor w Turynie (1638).
Zmarła podczas podróży w 1641 r. przeżywszy 69 lat.

Wincenty a Paulo miał widzieć jej duszę idącą do nieba. Serce Joanny zatrzymano w Moulins, a jej ciało przewieziono uroczyście do Annecy, gdzie złożono je obok relikwii św. Franciszka Salezego w kościele wizytek.

 Jest oczywiście patronką sióstr wizytek.

Do Polski zakon ten sprowadziła już w 1650 r. królowa Maria Ludwika Gonzaga, żona Jana Kazimierza.
Św. Joanna zostawiła po sobie wiele pism. Jej duchowe córki zebrały je wszystkie z pietyzmem i wydały w ośmiu tomach. Składają się na nie listy i pouczenia duchowe, ascetyczne oraz okólniki organizacyjne.

+

Święta Joanno Franciszko, módl się za nami. Za wszystkimi żonami i matkami, by dobrze prowadziły dom, scalały rodzinę, z miłością i mądrością wychowywały swe dzieci. Miej także w opiece wdowy, by odpowiadały na nowe wyzwania i wezwania Boga. Aż wreszcie troszcz się o siostry swe, wizytki. Umacniaj ich w służbie. Jak i nas wszystkich, abyśmy nie poddawali się zwątpieniu i pięknie wypełniali swoje posłannictwo, które w ciągu życia może się zmieniać i uczyć ciągłego wzrastania. Ku Bogu.

 

 

 

13 sierpnia (czwartek)

Poncjan.

Święty. Rzymianin. Papież. Kapłan. “Męczennik zesłania”.

Pochodził z rzymskiego rodu. Wychowany na wartościach chrześcijańskich został kapłanem. A wkrótce biskupem Rzymu. Był rok 230, niełatwy dla papieża, gdyż trwała schizma z powodu wyboru antypapieża Hipolita.

Poncjan wprowadził do liturgii: Confiteor – Spowiadam się…, Dominus vobiscum – Pan z wami oraz śpiew psalmów. Synod rzymski pod przewodnictwem Poncjana potwierdził ekskomunikę filozofa i teologa greckiego Orygenesa, ogłoszoną przez synody aleksandryjskie w 230 i 232. Wraz z nastaniem rządów nowego cesarza, zaczęły się prześladowania chrześcijan.

Poncjan wraz z Hipolitem i innymi duchownymi został zesłany do kamieniołomów na Sardynię. Papież abdykował, by mógł zostać wybrany jego następca. Była to pierwsza rezygnacja w historii papiestwa, z dokładnie zapisaną datą 28 września 235r.

Poncjan zmarł w tym samym roku, po nieludzkim wysiłku, na wygnaniu, pogodzony z Hipolitem.

Z kolei były antypapież, nawrócony, także oddał ducha, po torturach jako męczennik. W tym samym dniu śmierć poniosła jego mamka, bł. Konkordia oraz 19 innych krewnych. Ich wszystkich pogrzebano na polu Werańskim.

Ciała Poncjana i Hipolita zostały sprowadzone do Rzymu i pochowane przez papieża Fabiana. Poncjana pogrzebano w nowych biskupich katakumbach Kaliksta. 

W 1909 r. w tychże katakumbach, w „krypcie papieży”, znaleziono grób św. Poncjana z napisem: „Poncjan, biskup, męczennik”.

+

Święty Poncjanie, jak i Hipolicie, módlcie się za cały Kościół Rzymskokatolicki. Aby nigdy nie zszedł z wytyczonej Chrystusowej Drogi. Mimo sporów, różnych poglądów i pomysłów, zawsze umacniał się jednością, zgodą i wspólnotą. Prawdziwym dialogiem. Miejcie w opiece papieża Franciszka, jak i papieża-seniora, Benedykta, który obrał podobną drogę do Ciebie, Poncjanie. Można by rzec został tak samo zesłany i wykończony fizycznie przez świat współczesny i jego idee. Na szczęście umysł i duch pozostał nienaruszony, i świadczy do końca, o Prawdzie, której świat nie zna i nie chce poznać.

 

 

Marek z Aviano.

Błogosławiony. Karol Dominik. Kapłan. Zakonnik. Kaznodzieja. Duchowy lekarz Europy.

Urodził się i wychował koło Wenecji, w rodzinie bogatych mieszczan. Kształcił się w szkole jezuickiej. Był zafascynowany opowieściami o świętych. Przerwał jednak naukę, by zaciągnąć się do armii. W 1648 roku, zatrzymawszy się na nocleg w klasztorze kapucyńskim w Conegliano, nie opuścił go już. Blichtr tego świata nie przekonał go tak bardzo jak droga doskonałości ku niebu. I tak został bratem kapucynem przyjmując imię Marek, następnie po odbyciu studiów i przyjęciu święceń, kapłanem. I wielkim kaznodzieją, spowiednikiem i powiernikiem władców. Zaufanym legatem papieskim. Dzięki głoszeniu Słowa i świadectwu życia nawrócił rzesze ludzi, spragnionych prawdy i miłosierdzia. Został nazwany “duchowym lekarzem Europy”. 

Oprócz tego został mianowany dwukrotnie przełożonym klasztorów.

Jako kaznodzieja wędrował po wielu krajach, głosił słowo Boże w Tyrolu, Niderlandach, Szwajcarii, Francji, Austrii i Hiszpanii.

Marek z Aviano należał do najwybitniejszych kaznodziedziejów XVII-wiecznych. Jemu właśnie przypisuje się zjednoczenie chrześcijańskich wojsk pod Wiedniem. Odegrał tam rolę duchowego przywódcy.

Przed decydującą bitwą odprawił Mszę świętą w namiocie króla Jana III Sobieskiego, gdzie znajdował się wielki obraz Matki Bożej Częstochowskiej. Na zakończenie Mszy skierował do króla przemówienie, w którym zachęcał do zaufania Bogu.

O zwycięstwie ojciec Marek poinformował papieża, kończąc słowami: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył!”

Zmarł w 1699 roku w Wiedniu, w obecności cesarza Leopolda i jego żony. Miał 68 lat. Został pochowany w krypciekościoła kapucynów w Wiedniu, obok grobów cesarskich.

Do grona błogosławionych włączył go dopiero św. Jan Paweł II w dniu 27 kwietnia 2003 r., w niedzielę Bożego Miłosierdzia.

+

Błogosławiony Marku, módl się za całą Europę, by nie uległa pokusie i obroniła swoje dziedzictwo chrześcijańskie, które przecież o niej stanowi. Wypraszaj łaski mądrości i pobożności przywódcom państw Starego Kontynentu, a swoją radą i odwagą umacniaj papieża, biskupów i wszystkich głoszących Słowo. Chroń nas przed wojną, także ideologiczną, gdzie gra toczy się o życie wieczne.

Módlmy się i my o rychłą kanonizację błogosławionego.

 

14 sierpnia (piątek)

Maksymilian Kolbe.

Święty. Rajmund. Polak. Męczennik. Kapłan. Gwardian. Zakonnik. Misjonarz. Innowator. Rycerz Niepokalanej. Człowiek wielkich dzieł.

Urodzony w Zduńskiej Woli, w rodzinie chałupniczych tkaczy. Dom był biedny, ale bogaty duchem. To w nim, na stoliku znajdowała się figura Matki Bożej, przy której wszyscy razem rozpoczynali i kończyli dzień. Rajmund został wychowany w duchu patriotyczno-religijnym. Należał do Trzeciego Zakonu Franciszka. Pierwszą szkołą był dla niego dom, gdyż rodzice nie chcieli posyłać dzieci do szkół rosyjskich. Tak więc to w domu nauczył się pisania, liczenia i czytania. Wkrótce też zaczął pomagać w sklepie.  

Już od dzieciństwa wyróżniał się nabożeństwem do Maryi. Jako malec kupił sobie nawet figurkę Niepokalanej. Oczywiście oprócz początków świętości przytrafiały się i gorsze momenty. Stąd czasem mama martwiła się o niego: “Mundziu, co z ciebie będzie?” I tak Rajmund wziął sobie słowa matki do serca i zaczął prowadzić bardziej poważne i pobożne życie.

Gdy miał 12 lat poprosił Matkę Bożą o wyjawienie, kim będzie w przyszłości. Na odpowiedź długo nie czekał, bowiem ukazała mu się sama Piękna Pani, która trzymała dwie korony, białą i czerwoną. I zapytała, czy chce je otrzymać. „Biała miała oznaczać, że wytrwam w czystości, czerwona – że będę męczennikiem. Odpowiedziałem, że chcę. Wówczas Matka Boża mile na mnie spojrzała i zniknęła”. Działo się to w kościele parafialnym w Pabianicach.

W czasie parafialnych misji prowadzonych przez franciszkanina Rajmund postanowił wraz z bratem wstąpić do zakonu Braci Mniejszych. Udali się do małego seminarium we Lwowie, by odbierać nauki w gimnazjum. Rok później dołączył do nich młodszy brat, Józef. Rajmund był szczególnie uzdolniony w matematyce i fizyce. W tym też czasie Mundzik postanowił zbrojnie walczyć dla Maryi. I stąd porzucić stan duchowny, gdyż jak sądził, nie da się tych dwóch dróg połączyć. W tym samym czasie, czasie decyzji, przybyła do swoich synów matka. I oznajmiła, że wraz z ich ojcem oddają się na służbę Panu. Ona miała wstąpić do benedyktynek we Lwowie, a ojciec do franciszkanów w Krakowie. Rajmund ujrzał w tym wyraźną wolę Bożą i uznał, że jego przeznaczeniem jest pozostanie w zakonie. Poprosił więc o przyjęcie do nowicjatu. Przy obłóczynach otrzymał zakonne imię Maksymilian.

Dość szybko otrzymał pokusę skrupułów. Dzięki jednak mądrości spowiednika i przełożonych tak samo szybko się ich pozbył. Następnie zdał maturę i w 1912r. udał się na studia do Krakowa. Opiekunowie zauważywszy niezwykłe zdolności brata Rajmunda wysłali go do Rzymu, gdzie zamieszkał w Kolegium Serafickim. A jednocześnie uczęszczał do Gregorianum. To tu ukończył filozofię i teologię. Uzyskał dwa doktoraty. W wolnych chwilach oddawał się ulubionym studiom fizycznym. Napisał wtedy artykuł pt. Etereoplan o pojeździe międzyplanetarnym, który zaprojektował w oparciu o newtonowskie prawo akcji i reakcji.

1 listopada 1914r. złożył śluby wieczyste, przybierając imię Maria. Rozczytywał się w tym momencie w “Dziejach duszy” św. Teresy, dzięki którym pogłębiał swoje życie wewnętrzne.
Duże wrażenie uczyniła także na nim lektura dzieła św. Gemmy Galgani Głębia duszy. Nie rozstawał się również z tekstem św. Alfonsa Marii Liguori Uwielbienia Maryi i św. Ludwika Marii Grignion de Monfort O ofiarowaniu się Jezusowi przez Maryję.

W czasie I wojny światowej jego brat, Franciszek, opuścił zakon i wstąpił do legionistów. Po wojnie założył rodzinę i pracował jako nauczyciel, i organista, a także urzędnik państwowy. Zginął w Auschwitz w 1943r. Także ich ojciec został legionistą i zginął w walce w 1914r.
W duszy Maksymiliana powstała walka, czy i on nie powinien iść w ich ślady. Doszedł jednak do przekonania, że więcej dla ojczyzny uczyni jako kapłan.

Pod wpływem szeroko zakrojonej akcji antykatolickiej, której był świadkiem w Rzymie, po naradzie ze współbraćmi i za zgodą swego spowiednika, Maksymilian Maria założył Rycerstwo Niepokalanej (Militia Immaculatae). Celem tego stowarzyszenia była walka o nawrócenie schizmatyków, heretyków i masonów. Dla realizacji tego celu członkowie Rycerstwa mieli się oddawać na całkowitą i wyłączną służbę Maryi Niepokalanej i codziennie powierzać Jej los grzeszników. Temu programowi Maksymilian poświęcił się odtąd z całym zapałem i pozostał mu wiernym aż do śmierci. Wkrótce po założeniu Rycerstwa napisał list do przełożonego generalnego franciszkanów, o. Dominika Tavaniego, z prośbą o błogosławieństwo.

W roku 1919, po siedmiu latach pobytu w Rzymie, o. Maksymilian wrócił do Polski. 

Postanowił dołożyć wszystkich sił, aby stała się ona królestwem Maryi. Przełożeni przeznaczyli go na nauczyciela historii Kościoła w seminarium zakonnym w Krakowie. Zaczął werbować kleryków do Milicji Niepokalanej. Do najgorliwszych apostołów należał o. Katarzyniec, zmarły w opinii świętości. Jego proces beatyfikacyjny jest w toku.

Maksymilian miał wówczas 26 lat. Do Milicji Niepokalanej zaczęli napływać nie tylko klerycy i franciszkanie, ale również ludzie świeccy. Maksymilian zbierał ich w jednej z sal przy kościele franciszkanów i wygłaszał do nich referaty o Niepokalanej, oddaniu się Jej, o życiu wewnętrznym. 

Niestety, rozwijająca się gruźlica zmusiła przełożonych, by wysłali go na trzy miesiące do Zakopanego. Tam odprawił rekolekcje. Kiedy nastąpiła wyraźna poprawa, wrócił do Krakowa. Kiedy jednak choroba powróciła, prowincjał wysłał go ponownie do Zakopanego, zabraniając mu wszelkiej pracy apostolskiej. Przebywał tam przez osiem miesięcy, po czym przełożeni za radą lekarzy przenieśli go do Nieszawy. Z końcem października 1921 r. powrócił do Krakowa.

2 stycznia 1922 r. otrzymał z Rzymu upragnione zatwierdzenie Milicji Niepokalanej. W tym samym miesiącu zaczął wydawać w Krakowie miesięcznik pod znamiennym tytułem Rycerz Niepokalanej, który z czasem zdobędzie sobie niezmiernie wielką popularność w Polsce i za granicą.
 

Przełożeni, zaniepokojeni w ich mniemaniu zbyt szeroko zakrojoną akcją o. Kolbego, przenieśli go do Grodna. Jednak i tu rozpoczętego dzieła szerzenia Milicji Niepokalanej i rozpowszechniania Rycerza Niepokalanej franciszkanin nie zaniechał. Zdobył małą maszynę drukarską i wśród współbraci znalazł ochotnych pomocników. Zaczął także werbować powołania do pracy wydawniczej. Dzięki temu Rycerz stale zwiększał swój nakład. W ciągu pięciu lat (1922-1927) z 5.000 wzrósł on do 70.000 egzemplarzy! Na pięciolecie pisma o. Kolbe otrzymał wiele listów gratulacyjnych od biskupów oraz błogosławieństwo papieża Piusa XI z licznymi odpustami i łaskami, o które dla swojego związku prosił.

Gdy w klasztorze grodzieńskim pole do pracy okazało się zbyt ciasne, o. Maksymilian Maria za pozwoleniem przełożonych zaczął oglądać się za nową placówką. Książę Jan Drucki-Lubecki ofiarował mu w okolicach Warszawy pięć morgów pola ze swego majątku Teresin.

Ojciec Kolbe zjawił się w późniejszym Niepokalanowie 6 sierpnia 1927 r. i postawił tam figurę Niepokalanej. Z pomocą oddanych sobie współbraci i okolicznej ludności zabrał się też do budowy kaplicy. Postawiono także drewniane baraki, do których wniesiono maszyny.

Przenosiny miały miejsce 21 listopada 1927 r. – w święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny.
Kiedy dzieło w Niepokalanowie doszło do pełni rozwoju, za zezwoleniem generała zakonu o. Kolbe w towarzystwie czterech braci zakonnych udał się do Japonii, aby tam szerzyć wielkie dzieło (26 lutego 1930 r.). W drodze zatrzymał się w Szanghaju. 

Znany chiński katolik Lo-Pa-Hong z miejsca zaofiarował mu dom, maszyny drukarskie i motor oraz zapewnił utrzymanie zakonnikom. Niestety tamtejszy biskup wyraził stanowczy sprzeciw. 

  1. Kolbe udał się więc do Japonii. W niezmiernie ciężkich warunkach, bez żadnej pomocy miejscowego biskupa w Nagasaki, o. Kolbe rozpoczął pracę wydawniczą. W trzy miesiące później miał już własną drukarnię i dom. Pierwszy numer Rycerza japońskiego (Seibo no Kishi) ukazał się w nakładzie 18.000 egzemplarzy. Drugi numer, listopadowy, miał już nakład 20.000, a grudniowy – 25.000.

W 1931 r. Maksymilian nałożył habit franciszkański pierwszemu Japończykowi. Dał mu na imię Maria. W tym samym roku nabył pod klasztor dziki stok góry, gdzie wystawił pierwszy własny budynek. Tak powstał japoński Niepokalanów (Mugenzai no Sono – Ogród Niepokalanej). W roku 1934 poświęcono tam także nowy kościół.
W roku 1936 japoński Niepokalanów był już na tyle okrzepły, że o. Kolbe mógł go opuścić. 

Na kapitule prowincjalnej został bowiem wybrany przełożonym Niepokalanowa w Polsce.

Po sześciu latach nieobecności wrócił do kraju. Sława Niepokalanowa rosła. Co roku zgłaszało się ok. 1800 kandydatów. O. Kolbe osobiście przyjmował zgłaszających się. Stosował surową selekcję. Przyjmował około 100. Głównym warunkiem przyjęcia było pragnienie świętości.

W roku 1939 Niepokalanów liczył już 13 ojców, 18 kleryków-nowicjuszów, 527 braci profesów, 82 kandydatów na braci i 122 chłopców w małym seminarium.

Rycerz Niepokalanej osiągnął nakład 750 tys. egzemplarzy. Rycerzyk Niepokalanej i Mały Rycerzyk Niepokalanej miały łączny nakład 221 tys. egzemplarzy, Mały Dziennik – nakład codzienny 137 tys., a niedzielny – 225 tys. egzemplarzy. Ponadto drukowano Informator Rycerstwa Niepokalanej, Biuletyn Misyjny i Echo Niepokalanowa. Kalendarz Niepokalanej liczył w 1937 r. 440 tys. egzemplarzy nakładu.

Od roku 1938 Niepokalanów miał własną radiostację, której sygnałem była melodia “Po górach, dolinach”.

Gdy wybuchła II wojna światowa już 12 września Niepokalanów dostał się pod okupację niemiecką. 19 września wszyscy mieszkańcy zostali aresztowani i przetrzymywani w nieludzkich warunkach w kilku więzieniach. W końcu, w Uroczystość Niepokalanej, 8 grudnia, nastąpiło zwolnienie więźniów z obozu.

  1. Kolbe natychmiast wrócił do Niepokalanowa i na nowo zorganizował wszystko od początku w warunkach o wiele trudniejszych.

Trzeba było przygotować ok. 3 tys. miejsc dla wysiedlonych Polaków z województwa poznańskiego, wśród których było ok. 2 tys. Żydów. Ojciec Maksymilian znowu zdołał skupić dokoła siebie wielu współbraci.

Nie mogąc wydawać żadnych pism, zorganizował nieustanną adorację Najświętszego Sakramentu i otworzył warsztaty dla ludności: kuźnię, blacharnię, dział naprawy rowerów i zegarów, dział fotografii, zakład krawiecki i szewski, dział sanitarny.

 
Stąd 17 lutego 1941 r. w Niepokalanowie ponownie zjawiło się gestapo i zabrało o. Kolbego i 4 innych ojców. Wywieziono ich do Warszawy. O. Kolbego umieszczono na Pawiaku. Strażnik na widok zakonnika w habicie z koronką u pasa zapytał, czy wierzy w Chrystusa. Kiedy otrzymał odpowiedź „wierzę”, wymierzył mu silny policzek. To powtórzyło się wiele razy, ale o. Kolbe nie ustąpił. Wkrótce jednak zabrano mu habit i nakazano wdziać strój więźnia.  

28 maja 1941 r. został wywieziony do Oświęcimia wraz z 303 więźniami. Tu otrzymał na pasiaku numer 16670. Przydzielono go do oddziału „Krwawego Krotta”, znanego kryminalisty.

Pewnego dnia Krott tak skatował o. Kolbego, że był cały pokrwawiony. Kazał jeszcze wymierzyć mu 50 razów. Przekonany, że nie żyje, kazał przykryć go gałęziami. Koledzy jednak wyciągnęli go i umieścili w rewirze. Cierpiał strasznie, ale wszystko znosił heroicznie, dzieląc się nawet swoją głodową porcją z innymi. Współwięźniów pocieszał i zachęcał do oddania się w opiekę Niepokalanej.

Pod koniec lipca 1941 roku z bloku, w którym był o. Kolbe, uciekł jeden z więźniów. Rozwścieczony Rapportführer Karol Frotzsch zwołał na plac apelowy wszystkich więźniów z bloku i wybrał dziesięciu, skazując ich na śmierć głodową. Wśród nich znalazł się także Franciszek Gajowniczek, który osierociłby żonę i dzieci.

Wtedy z szeregu wystąpił o. Kolbe i poprosił, aby to jego skazano na śmierć w miejsce Gajowniczka. Na pytanie kim jest, odpowiedział, że jest kapłanem katolickim.

Poszedł więc z 9 towarzyszami do bloku 13, zwanego blokiem śmierci. Przyzwyczajony do głodu, przez dwa tygodnie pozostał żywy bez kruszyny chleba i kropli wody. Wreszcie hitlerowcy dobili go zastrzykiem fenolu. 

Stało się to dnia 14 sierpnia 1941 roku. W wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Miał 47 lat.

Ciało o. Maksymiliana zostało spalone w krematorium.

 
Dzięki ofierze o. Maksymiliana Franciszek Gajowniczek zmarł dopiero w 1995 r. w wieku 94 lat. 

Maksymilian to pierwszy polski męczennik okresu II wojny światowej wyniesiony na ołtarze podczas beatyfikacji jako wyznawca w 1971, a następnie kanonizacji jako męczennik w 1982.

17 października 1971 r. Paweł VI dokonał osobiście w sposób uroczysty beatyfikacji o. Maksymiliana w obecności wielu dziesiątków tysięcy wiernych z całego świata i ponad 3 tys. pielgrzymów z Polski.

Kanonizacji dokonał 10 października 1982 r. św. Jan Paweł II.

Podczas swej II pielgrzymki do Ojczyzny nawiedził Niepokalanów 18 czerwca 1983 r., gdzie odbyły się historyczne uroczystości pokanonizacyjne.
 
Święty Maksymilian Maria Kolbe jest patronem archidiecezji gdańskiej i diecezji koszalińskiej oraz – jak powiedział św. Jan Paweł II – „naszych trudnych czasów”.

+
Święty Maksymilianie, człowieku Boga, człowieku wszelkiej innowacji. Tyś wyprzedził swoje czasy pomysłowością, zdolnością organizacji, pracowitością, zapałem do szerzenia wiedzy, nie tylko religijnej, ale też obrony Kościoła i rozszerzania kultu Niepokalanej. Bo tyś Jej Rycerzem.

Tworzyłeś od nowa, od zera. Nie znałeś marazmu, wyrażenia: nie da się.

Tyś przemierzał tysiące kilometrów, nie znając języka i obyczajów udałeś się na Daleki Wschód, do Chin i wreszcie do Japonii. W której także zrealizowałeś swoje cele. A bardziej Boże.

I wreszcie Niepokalanów. Dzieło twych rąk i twojego serca oddanego Maryi.

Na koniec obóz koncentracyjny, w którym kolejny raz wyprzedziłeś swoje czasy, a raczej ukazałeś, że miłość nigdy nie ustaje. Nie da jej się zabić, nawet w Auschwitz. I to świadectwo jest świadectwem dla pokoleń.

A Ty żyjesz wiecznie, otrzymawszy dwie korony. Módl się za nami!

Za kapłanów, twoich współbraci, twoje dzieła. Wypraszaj nam wszystkim czystość, prawdę, postawę miłości. Szczególnie czuwaj nad ludźmi mediów i wszystkimi prześladowanymi za wiarę.

Aby nikt z nas nie poddał się w walce o Koronę Nieba.

<TYLKO MIŁOŚĆ JEST TWÓRCZA>

 

 

 

15 sierpnia (sobota)

Tarsycjusz.

Święty. Rzymianin. Męczennik. Akolita katolicki. Młodzieniec.

W czasie okrutnych prześladowań chrześcijan, więźniowie skazani na śmierć, pragnęli posilić się Ciałem Chrystusa. Stąd, w tajemnicy, umożliwiano im przyjęcie Eucharystii, dzięki ludziom dobrego serca i niepospolitej odwagi. Jednym z takich, który odznaczał się niezwykłą gorliwością w posłudze, był Tarsycjusz.

Pewnego dnia, kiedy jak zwykle niósł na sercu Wiatyk, napotkał swoich rówieśników, pogańskich chłopców. Ci zapraszali go wspólnej zabawy. Rozgniewał ich swoją odmowę, tak, iż rzucili się na niego. Ciekawi, co tak usilnie chroni, próbowali mu to wydrzeć. Zaczęli go okrutnie bić, kopać, kamienować. W ostatnim momencie bandę rozgonił chrześcijański żołnierz, który zaniósł młodzieńca do domu. A Najświętszy Sakrament ze czcią oddał kapłanowi. Niestety, wkrótce Tarsycjusz zmarł.

Został pochowany na cmentarzu św. Kaliksta. Obok papieża św. Stefana I.

Papież św. Damazy I męczeństwo Tarsycjusza opisał wierszem, porównując go do św. Szczepana, diakona.

W 1675 roku relikwie Świętego przeniesiono z Rzymu do Neapolu, gdzie spoczywają w bazylice św. Dominika w osobnej kaplicy.

 Trumienka z częścią relikwii św. Tarsycjusza jest także w salezjańskim kolegium w Rzymie przy Via Appia Antica.

Święty jest patronem włoskiej Akcji Katolickiej.

W wielu krajach katolickich, również w Polsce, Tarsycjusz uważany jest za patrona służby liturgicznej (w szczególności ministrantów). W niektórych parafiach kandydaci na ministrantów otrzymują komżę w dzień wspomnienia świętego lub w niedzielę go poprzedzającą.

Św. Tarsycjusz patronuje ponadto pierwszej komunii świętej.

W Musée d’Orsay w Paryżu przechowywana jest przejmująca marmurowa rzeźba “Tarsycjusz – męczennik chrześcijański” dłuta Alexandre Falguière z 1868.

+

Święty Tarsycjuszu, męczenniku miłości, czcicielu Chleba Eucharystycznego, niezwykle wrażliwy na potrzebę prześladowanej wspólnoty, młody człowieku Boga, módl się za nami.

Ucz nas jak trwać przy Chrystusie, nawet za cenę życia. Ucz nas jak traktować ze czcią Eucharystię, z wdzięcznością i bogobojnością. Z miłością. Abyśmy byli świadomi, jaki skarb otrzymujemy w Sakramencie. I z uwielbieniem dla Niego żyli pięknie, do utraty tchu. I do spotkania już bez zasłony Ciała, ale twarzą w Twarz.

 

+

 

 

Na koniec polecajmy się naszej Patronce, NMP,

Królowej Wszystkich Świętych:

 

Spoglądnij na nas przez obraz on,
Pomocy Nieustającej.