Święci tygodnia

W tym Tygodniu wspominamy:

 

1 sierpnia (sobota)

 

Alfons Maria Ligouri.

Święty. Włoch. Biskup. Kapłan. Założyciel nowej rodziny zakonnej. Prawnik. Poeta. Kaznodzieja. Rekolekcjonista. Asceta. Doktor Kościoła.

Urodzony w zamożnej rodzinie szlacheckiej. Wychowywany przez znakomitych nauczycieli, z zamiarem dla niego kariery urzędniczej. Sam pochłaniał wiedzę, był pilnym i bystrym uczniem. Niezwykle uzdolniony w dziedzinie literatury, malarstwa, architektury i muzyki. Jego kolędy są do dziś popularne we Włoszech. W 1754 roku skomponował najpopularniejszą włoską kolędę Tu scendi dalle stelle (Zstąpiłeś z gwiazd dalekich), o której Giuseppe Verdi powiedział, że bez niej Święta Bożego Narodzenia nie byłyby pamiątką o Bożym Narodzeniu. Dlatego też po ukończeniu szkół podstawowych został wysłany na prawo w Neapolu. Miał wtedy 12 lat! A w wieku 17 lat, był już doktorem obojga praw. Ojciec zaplanował mu odpowiednie małżeństwo z księżniczką Teresiną, która jednak wstąpiła do zakonu. Młody Alfons po kilku latach praktyki adwokackiej, zbulwersowany przekupstwem w sądownictwie, porzucił karierę prawniczą i przed obrazem Matki Bożej w Porta Alba złożył szpadę i rozpoczął studia teologiczne. I wkrótce został kapłanem. Miał wówczas 31 lat. Marzył o życiu doskonalszym w zakonie, lecz nie mógł się na żaden zdecydować. 

Z zapałem oddał się więc pracy apostolskiej wśród młodzieży rzemieślniczej i robotniczej. Gromadził ją w dni wolne od pracy, grał z nimi na gitarze i śpiewał ułożone przez siebie pieśni, uczył prawd wiary. Zasłynął też jako doskonały kaznodzieja. Po trzech latach nadludzkiej pracy musiał udać się na wypoczynek do Amalfi. Nie przestał tam jednak pracować. Zetknął się z rodziną Sióstr Nawiedzenia. Zajął się nimi i przekształcił je na Kongregację Zbawiciela. Był to młody zakon kontemplacyjny. W przyszłości będzie on stanowił żeńską gałąź redemptorystów.
Alfons zauważył, że tamtejsi górale nie mają dostatecznej opieki duszpasterskiej. Dojrzała więc w nim myśl utworzenia zgromadzenia męskiego, które oddałoby się pracy wśród najbardziej opuszczonych oraz zaniedbanych. Tak powstało dzieło „Najświętszego Odkupiciela” (redemptorystów). Był rok 1732. Na zatwierdzenie reguł nowej rodziny zakonnej Alfons nie czekał długo. Zatwierdził ją niebawem papież Benedykt XIV (1749).

W 1762r. Ksiądz Alfons został biskupem. Zgodnie ze zwyczajem przyjętym w Kościele, udał się do Rzymu, by przedstawić się papieżowi. Z Rzymu podążył do Loreto, by w tym sanktuarium uprosić sobie błogosławieństwo u Matki Bożej. Pomimo 66 lat, z młodzieńczym zapałem zabrał się do pracy: wizytował, przemawiał, spowiadał, odwiedzał kapłanów i zagrzewał ich do gorliwości, reformował klasztory, budził nowe powołania kapłańskie i zakonne.

Święty Alfons był odnowicielem życia moralnego.

Stykając się z ludźmi w konfesjonale, zwłaszcza podczas misji, powoli i nie bez trudu modyfikował swój sposób myślenia, dochodząc stopniowo do równowagi pomiędzy surowością a wolnością. Wypowiadając się na temat rygoryzmu stosowanego często przy sprawowaniu sakramentu pokuty, który nazywał „posługą łaski i przebaczenia”, zwykł powtarzać:

„Jak pobłażliwość podczas słuchania spowiedzi rujnuje dusze, tak zbytnia surowość przynosi im wielką szkodę. Osobiście ganię pewne rygory nie wynikające z nauki, które bardziej niszczą, aniżeli budują. Grzesznikom należy okazywać miłość i obchodzić się z nimi łagodnie: tak bowiem postępował Jezus Chrystus. A my, jeśli chcemy prowadzić dusze ku Bogu i zbawieniu, winniśmy naśladować nie Janseniusza, lecz Jezusa Chrystusa, który przewodzi wszystkim misjonarzom”.

Wszystkie dochody, jakie mu pozostawały dzięki nader skromnemu życiu, oddawał ubogim i fundacjom nowych placówek swojej kongregacji. Kiedy nastał głód, sprzedał sprzęty i naczynia domu biskupiego, aby za to kupić chleb dla głodujących. Jako biskup nie tylko nie zmienił surowego trybu życia, ale go nawet obostrzył, twierdząc, że teraz musi pokutować za swoich wiernych. Sypiał mało, jadł tylko zupę, chleb i jarzyny, nosił włosiennicę i kolczasty łańcuch, biczował się często do krwi.

Nadmierne trudy, wiek i surowy tryb życia wyniszczyły jego organizm tak, że poczuł się zmuszony prosić papieża o zwolnienie z obowiązków pasterza diecezji. Paraliż kręgosłupa był dla niego prawdziwym krzyżem. Po 13 latach pasterzowania powrócił więc do swoich duchowych synów.

Wskutek zatargu politycznego rozdzielono redemptorystów na dwie odrębne grupy. Papież ustanowił nad redemptorystami, zamieszkałymi na terenie Państwa Kościelnego, osobnego przełożonego, a redemptorystów neapolitańskich pozbawił wszelkich przywilejów. 

Założyciel bolał nad tym, ale znosił to cicho, z poddaniem się woli Bożej. Do tych cierpień przyczyniły się cierpienia fizyczne: reumatyzm, skrzywienie kręgosłupa i inne. Pochylony do ziemi, nie mógł już chodzić i został przykuty do fotela. Bóg doświadczył go także falą udręk moralnych: pokus, oschłości i skrupułów.

Święty zmarł w 1787r. mając 91 lat.

Sława jego życia pełnego cnót była tak wielka, iż wkrótce został wyniesiony na ołtarze. Do jego grobu pielgrzymował sam papież Pius IX, który jako wotum ofiarował swój pierścień. Na wieść o kradzieży w kaplicy imienia św. Alfonsa papież Jan XXIII podarował swój pierścień papieski.

Św. Alfons Liguori był ekspertem w tym, co dzisiaj nazywane jest teologią pastoralną. 

W swojej kapłańskiej pracy wygłosił ponad 500 misji i rekolekcji. 

Najwięcej jednak zasłużył się Kościołowi Chrystusa jako pisarz, jeden z najpłodniejszych, jakich znają dzieje chrześcijaństwa. Do dzieł, które mu zjednały największą sławę, należą: “Teologia moralna”, “Uwielbienia Maryi”, które zdobyły aż 324 wydania w różnych językach; rekordową popularność osiągnęła mała książeczka “Nawiedzenie Najśw. Sakramentu i Najśw. Maryi Panny”, która doczekała się ponad 2000 wydań w różnych językach.  

Łącznie wymienia się 160 tytułów prac, napisanych przez św. Alfonsa, których liczba wydań sięgnęła 17 125 w 61 językach! 

Święty Alfons nie pozostawia nikogo poza zasięgiem swojej duszpasterskiej działalności: pisze do wszystkich i dla wszystkich.

Dla kapłanów, kleryków, zakonników, spowiedników, wiernych. Dzieła jego obejmują teologię dogmatyczną, moralną i ascetyczną. 

Gdy chodzi o sferę ściśle dogmatyczną, trzeba powiedzieć, że św. Alfons był twórcą doktryny o łasce, której elementem centralnym jest modlitwa, przywracająca duszom ufność i optymizm co do ich zbawienia. Pisał między innymi:

„Bóg nie odmawia nikomu łaski modlitwy, która jest pomocna w przezwyciężaniu wszelkiej żądzy i pokusy. Mówię więc, powtarzam i będę powtarzał zawsze, dopóki żyć będę, że całe nasze zbawienie zawiera się w modlitwie”.

Stąd słynny aksjomat: „Kto się modli, będzie zbawiony, kto się nie modli, potępia samego siebie”.
 W strukturze duchowości alfonsjańskiej można wyróżnić dwa zasadnicze elementy: modlitwę i łaskę. Modlitwa nie jest dla niego tylko ćwiczeniem ascetycznym, lecz radykalnym wymogiem natury, związanym z samą dynamiką zbawienia. Takie ujęcie pozwala w rzeczy samej zrozumieć rolę modlitwy w praktyce chrześcijańskiej jako „wielkiego narzędzia zbawienia”.

26 kwietnia 1950 roku papież Pius XII ogłosił św. Alfonsa patronem spowiedników i profesorów teologii moralnej. 

Jego nauczanie duchowe zdominowało życie chrześcijańskie Italii XVIII w. 

Godne przypomnienia są również słowa Papieża Jana XXIII:

„O, święty Alfonsie, święty Alfonsie! Jakąż chwałą jesteś i jakim przedmiotem studiów dla włoskiego duchowieństwa! Twoje życie i dzieła są nam bliskie już od pierwszych lat naszej kościelnej formacji”.

Jest patronem zakonu redemptorystów; adwokatów, osób świeckich, spowiedników, teologów, zwłaszcza moralistów.

„Ten Święty, odznaczający się misjonarską gorliwością, pasterską miłością, żarliwą pobożnością eucharystyczną, pełnym czułości przywiązaniem do Maryi, upowszechniał swoimi pismami skarby życia duchowego; a blaski jego umysłu i porywy serca, które karmiła niebieska Mądrość, stanowią dla wszystkich dusz łatwą do przyswojenia esencję życia i pobożności, łagodną zachętę do duchowego skupienia i bodziec do podniesienia serca w Bogu”.

+

Święty Alfonsie, zasłużony dla ludzkości, który oddałeś swoje bogactwo talentów Kościołowi, który żyłeś ku chwale Boga i pożytkowi człowieczemu, dziękujemy Ci! Za Twoją służbę Miłości. Naucz nas, byśmy byli choć trochę, choć trochę jak Ty. Jesteśmy wdzięczni za Twój zakon, a raczej Najświętszego Odkupiciela. Miej w swojej opiece redemptorystów, także na terenie Polski, którzy to czynią wielkie dzieła, dla wspólnoty katolickiej i całej Ojczyzny. Przede wszystkim służ radą i opieką Ojcu Tadeuszowi, który walczy o Boga w świecie coraz bardziej ateistycznym, pełnym relatywizmu moralnego. Zachowaj kapłanów, teologów, rekolekcjonistów i kaznodziejów od podporządkowania się świętemu spokojowi, by podążali tak jak Ty, do Źródła. I nie szczędzili, tak jak Ty również, swoich sił i darów, które przecież otrzymali od Pana.

Święty Alfonsie, módl się za nami!

Także za Warszawę, która to 1 sierpnia 1944r. powiedziała dość bezbożnictwu i podjęła walkę o świat prawy, świat ludzki, a przede wszystkim Boży. Módl się za naszą stolicę, aby w dobie walki ideologicznej nie zatraciła się w walce o złudną wolność, a bardziej samowolę i swawolę.

 

 

 

2 sierpnia (niedziela)

 

Euzebiusz z Vercelli.

Święty. Włoch. Biskup. Kapłan. Walczący z heretykami apologeta. Pisarz.

Już w wieku dziecięcym przeniósł się do Rzymu, by tam przygotowywać się do kapłaństwa. Święcenia przyjął z rąk samego papieża. Został skierowany do Vercelli, którego też stał się pierwszym biskupem. Współcześni mu pisarze oddają hołd jego posłudze. Z diecezji pogańskiej stworzył nowy lud chrześcijan. Dokonał tego przez głęboką wiarę, zaangażowanie, gorliwość i działanie. W budowaniu nowych kościołów, tworzeniu parafii. Przez głoszenie Słowa.

Prowadził wspólne życie z kapłanami, na wzór zakonnego. Gromadził przy sobie młodych, których formował do pracy misyjnej. Dzięki niemu Kościół wzbogacił się o kilku świętych kapłanów.  

Święty Ambroży zaświadczył, że biskup Euzebiusz założył pierwszy w Europie klasztor. Miał plany także na żeński, dzięki swojej siostrze, św. Euzebii, co było absolutną nowością.

Kiedy nastała walka z herezją ariańską, święty biskup stał po stronie prawdy. Sam papież włączył go do delegacji, która miała się udać do władcy Konstantynopola. Jednak Euzebiusz odmówił z powodu ogromu obowiązków. W końcu synod odbył się w Mediolanie. Jednakże większość była za herezją, a wierni papieżowi biskupi zostali ukarani sankcjami. Sam Euzebiusz został wyłączony z Kościoła jako heretyk i wygnany do Palestyny.

Biskup-tułacz nie poddał się i utrzymywał stały kontakt ze swoimi wiernymi, prosząc ich o wytrwanie w Prawdzie. Po śmierci cesarza mógł powrócić do diecezji. W powrocie do Rzymu zwiedzał ośrodki na Wschodzie, by zdać jak najlepszą relację papieżowi. Przed dotarciem do rodzimej miejscowości umocnił wielu biskupów i dał przykład wierności Chrystusowi.

Dla tej zapewne racji św. Hieronim pisze, że Euzebiusz „zmienił skalaną szatę Włoch”. Zaraz po powrocie do Vercelli zwołał synod diecezjalny dla utwierdzenia prawowierności.

Po zmianie kolejnego cesarza ponownie zaczęły się prześladowania wierzących. Św. Hilary i wielu biskupów zostało wygnanych, a ich stolice przejęli arianie. Biskup Euzebiusz daremnie interweniował w ich obronie.

Wycieńczony trudami zmarł w 371r. mając 88 lat. Pochowany w bazylice, którą sam wystawił. Jego kult szybko się rozprzestrzenił w Italii i Galii.

Euzebiusz zostawił po sobie kilka pism. Wśród nich tłumaczenie na język łaciński z języka greckiego komentarza do Psalmów Euzebiusza z Cezarei. 

Z licznych listów zachowały się tylko trzy, wśród nich – do cesarza Konstansa. Zachował się również jego traktat o Trójcy Świętej, w którym w formie dialogu została podana nauka chrześcijańska o tej tajemnicy przeciwko arianom. 

Dla wielu cierpień, jakie poniósł dla Chrystusa, diecezja w Vercelli czci go jako męczennika.

+

Święty Euzebiuszu, módl się za wszystkimi prześladowanymi, w szczególności za duchownych. Miej w opiece wszystkich kapłanów, a przede wszystkim biskupów. Naucz ich właściwego kierowania diecezjami oraz traktowania podlegających im księży. Aby Kościół rozwijał się w dobru, mimo ataków złego.

 

 

Joanna z Aza. Błogosławiona. Hiszpanka. Żona. Matka. Kobieta miłosierdzia.

Córka wielkiego marszałka Kastylii. Została żoną Feliksa Guzmana, z którym miała czworo dzieci. Trzech synów i córkę. Z rozwagą, pobożnością i miłością pełniła posługę żony i matki. Synów wychowała na wiernych Bogu kapłanów, w tym świętego Dominika. Joanna była pełną empatii i wrażliwości kobietą, która nie przechodziła obojętnie obok słabszych i ubogich. Musiała być człowiekiem głębokiej wiary, jeżeli była w stanie tak mocno oddziaływać na swoich potomków, bliskich i nieznajomych.

Jedna z legend dominikańskich głosi, że kiedy Joanna była w ciąży z Dominikiem, miała proroczy sen, w którym zobaczyła psa z palącą się pochodnią w pysku. Pochodnia zataczała okręgi wokół kuli ziemskiej, rozpalając na niej ogień. Sen ów miał oznaczać, że dziecko, które się z niej narodzi, będzie wielkim człowiekiem, dzięki któremu ogień Bożej miłości zapłonie na ziemi.

Joanna zmarła w opinii świętości około roku 1200. Lokalny kult jej osoby rozpowszechnił się szybko po jej śmierci.

Jej relikwie zostały złożone w kościele Peñafiel.

+

Błogosławiona Joanno, żono Feliksa i matko świętych kapłanów, módl się za nami. Miej w opiece wszystkie matki. Matki kapłanów jak i dzieci świeckich. Aby byli bogobojni i jak Twój syn, rozpalali ogień Boskiej Miłości na świecie.

 

 

August Czartoryski.

Błogosławiony. Polak. Kapłan. Zakonnik. Książę.

Pochodził z rodziny książęcej, urodził się w Paryżu. W wieku 6 lat stracił matkę. Wychowywany zagranicą, lecz w domu, z woli ojca, mówiono zawsze po polsku. Stąd chłopiec wzrastał w miłości do Ojczyzny, którą była Polska. Choć dorastał m.in. na dworze króla Hiszpanii, skąd pochodziła jego mama.

Podczas wspólnego pobytu z rodziną Zamoyskich przystąpił po raz pierwszy do sakramentu miłosierdzia. Potem również po raz pierwszy udał się do Polski, do dóbr rodowych w Sieniawie, gdzie przyjął Pierwszą Komunię. Następnie powrócił do Paryża, by podjąć naukę w liceum. Po dwóch latach nauki przyjechał ponownie do Sieniawy oraz do Krasiczyna, a potem do Krakowa. Tutaj pobierał naukę indywidualnie.

Na jego wychowanie i osobistą dojrzałość miał duży wpływ jego nauczyciel, św. Józef Kalinowski. Późniejszy ojciec Rafał. A przede wszystkim św. Jan Bosko, z którym spotkał się w 1883r.

Po tym wydarzeniu, przez kilka lat August przeżywał ciemną noc ducha. Przed Wielkanocą 1887r. książę odbył rekolekcje w oratorium w Turynie, po których postanowił wstąpić do salezjanów. Sam założyciel zgromadzenia był temu przeciwny, gdyż uważał, że nie jest to miejsce dla księcia. Dopiero po namowach papieża August został włączony do zgromadzenia.

Z powodu gruźlicy książę miał parę przerw w nauce. Rodzina nalegała, by opuścił klasztor, na czas choroby. On jednak został i stwierdził, że zakonnik powinien umierać w zakonie. Ponadto sam kontynuował studia teologiczne i ostatecznie doczekał się święceń kapłańskich, w prywatnej kaplicy w San Remo. Był rok 1892.

Po wakacjach wyjechał na stałą placówkę do Alassio na włoskiej Riwierze. Tutaj zastała go śmierć, która przyszła w 1893 r. Miał 33 lat.

Zbieranie materiałów do procesu beatyfikacyjnego trwało do 1927r.

W 1964 r. trumnę z ciałem ks. Augusta Czartoryskiego przeniesiono z Sieniawy do Przemyśla, do kościoła salezjanów.

Natomiast 1 grudnia 1978 r. Jan Paweł II podpisał dekret o heroiczności cnót Augusta Czartoryskiego – był to pierwszy dokument podpisany przez papieża-Polaka w Kongregacji ds. Świętych po jego wyborze na Stolicę Piotrową. 

W czerwcu 1989 r. miało miejsce cudowne uzdrowienie ks. Władysława Deca z Przemyśla, przypisywane wstawiennictwu nowego błogosławionego. Zostało ono dokładnie przebadane i zatwierdzone przez Kongregację ds. Świętych w 2003 r.

Beatyfikacji Augusta Czartoryskiego dokonał św. Jan Paweł II w dniu 25 kwietnia 2004 r.

+

Błogosławiony książę Auguście módl się za wszystkimi młodymi, poszukującymi drogi życiowej. Wspieraj szczególnie tych, których Bóg sam powołał, aby umieli odpowiedzieć tak na Jego wezwanie. I jak Ty wytrwali w tej niebiańskiej posłudze.

Módlmy się o rychłą kanonizację tego pięknego człowieka.

 

 

3 sierpnia (poniedziałek)

 

Lidia z Filippi.

Święta. Macedonka. Pierwsza nawrócona Europejka. Matka chrzestna Starego Kontynentu.

To kobieta znana z Nowego Testamentu. Bogata sprzedawczyni purpury. Poganka, której bliska była wiara w jednego boga. Zafascynowana osobą i nauką świętego Pawła, który przybył do Macedonii w drugiej podróży. Dzięki niemu i przez niego przyjęła chrzest i stała się wierną Chrystusowi.

Była kobietą z gestem, niezwykle hojną i wrażliwą. Służyła gościną dla Apostoła Narodów, wspierała go także materialnie. To jej dom stał się miejscem pierwszej wspólnoty. Zawsze z pomocną ręką dla ludzi Kościoła. Jak i wszyscy wierni w Filippi, z którymi Paweł utrzymywał serdeczną przyjaźń.

Lidia patronuje farbiarzom.

+

Święta Lidio, wzorze dla wszystkich ludzi Europy, dosięgnięta przez miłość Chrystusa, któraś otworzyła serce na Jego głos, naukę i Prawdę. Zdobyłaś Niebo, dokonując właściwego wyboru chrztu. Natchniona przez Pawła. Ubogacałaś innych swoją ofiarą i dobrą wolą. Tyś jak Maria Magdalena, pierwsza kobieta, KOBIETA, ze Starego Kontynentu, odpowiedziałaś na wezwanie Mistrza. Ewangelia uczyniła Cię prawdziwie wolną. Módl się za płeć piękną i Europę, aby nie uległy pokusie neopogaństwa.

 

 

4 sierpnia (wtorek)

 

Jan z Vianney.

Święty. Francuz. Kapłan. Tercjarz franciszkański. Proboszcz z Ars. Asceta. Mistyk. Prorok. Wielki spowiednik.

Urodzony w ubogiej rolniczej rodzinie. Pierwszą Komunię przyjął potajemnie podczas Rewolucji Francuskiej. Dopiero w wieku 17 lat nauczył się pisać i czytać, gdyż szkoły parafialne były zamknięte. Ukończył szkołę podstawową. Od miejscowego proboszcza pobierał naukę łaciny. Natomiast od wojska wybawiła go ciężka choroba. Następnie wstąpił do niższego seminarium, w którym to miał wielkie problemy z nauką. Jednak, po roku, został dopuszczony do wyższego seminarium w Lyonie.

Przełożeni, litując się nad nim, radzili mu, by opuścił seminarium. Zamierzał faktycznie tak uczynić i wstąpić do Braci Szkół Chrześcijańskich, ale odradził mu to proboszcz z Ecully. On też interweniował za Janem w seminarium. Dopuszczono go do święceń kapłańskich właśnie ze względu na tę opinię oraz dlatego, że diecezja odczuwała dotkliwie brak kapłanów.

I tak Jan został kapłanem, mianowanym na kilka lat wikariuszem Ecully. Dzięki wspaniałemu proboszczowi, o wielkiej wierze, wielu cnotach i gorliwości duszpasterskiej, sam mógł nauczyć się wiele i zdobyć ogrom cennego doświadczenia na przyszłość. Po śmierci świętego kapłana, młody Jan został wysłany do Ars-en-Dembes. Zastał w nim opustoszały, zaniedbany kościółek i niewierną grupę ludzi. Na niedzielnej mszy pojawiało się zaledwie kilka osób, a sama parafia miała zbyt mało wiernych, by mogła normalnie funkcjonować. Dlatego też wysłano tam księdza Jana. A on przybył z ogromnym zapałem, nie wiedząc, iż poświęci tym ludziom ponad 40 lat swego życia.

Sam kapłan spędzał całe godziny na modlitwie przed Tabernakulum. Prowadził ascetyczny tryb życia, który zadziwiał i dawał do myślenia. Otworzył w wiosce szkółkę, w której uczył podstawowych prawd wiary. Odwiedzał swoich parafian, tworzył zaczątki przyjacielskich relacji. Kiedy biskup spostrzegł zaradność Jana, erygował w 1823r. parafię w Ars.

Dobroć pasterza i surowość jego życia, kazania proste i płynące z serca – powoli nawracały dotąd zaniedbane i zobojętniałe dusze. Kościółek zaczął się z wolna zapełniać w niedziele i święta, a nawet w dni powszednie. Z każdym rokiem wzrastała liczba przystępujących do sakramentów.

Dzięki staraniom proboszcza odnowiono istniejąc od 1724 roku Bractwo Świętego Sakramentu, grupujące mężczyzn, którzy zobowiązali się do codziennej adoracji ukrytego w Hostii Jezusa. Równocześnie proboszcz założył Bractwo Świętego Różańca – grupujące kobiety. Wśród parafian odradzać się zaczął zwyczaj codziennej modlitwy. Przez cały okres swojego probostwa Vianney starał się rozbudowywać i upiększać swój kościół parafialny, kosztem swojej plebanii. Równocześnie zbudował Dom Opatrzności, będący przytułkiem dla ubogich dzieci.

Jednak nie wszyscy zostali przekonani do Chrystusa. Ksiądz Jan wyrzucał sobie, że to jego wina. Że mało się modli i pokutuje. Błagał biskupa o zwolnienie z obowiązków proboszcza. Gdy ten, nie przystał na jego propozycję, sam Jan uciekł do klasztoru, by nie brać odpowiedzialności za dusze wiernych. Z woli jednak samego biskupa, w duchu posłuszeństwa, ksiądz Jan powrócił do parafii.

Nie wszyscy jego bracia w kapłaństwie rozumieli go. Jedni go wyśmiewali, inni czynili mu gorzkie wymówki. Jednak, mimo wszystko, większość ujrzała w nim prawdziwą świętość kapłana. I przez to darzyła go szacunkiem i czcią.

Stąd do Ars zaczęło przybywać mnóstwo ludzi, zafascynowanych miejscowym proboszczem. Coraz głośniej było o jego darze proroctwa czy czytaniu w sumieniach. W czasie mistycznych przeżyć lewitował. Często rozmawiał z Matką Bożą i ze swoją ukochaną patronką, świętą Filomeną.

Kapłan spędzał ogrom czasu w konfesjonale, a kolejki nie kończyły się. Jego penitentami byli wszyscy, od prostych wieśniaków do elity paryskiej. Bywało, że zmordowany jęczał w konfesjonale: „Grzesznicy zabiją grzesznika!”

Surowy tryb życia, a przy tym nieustanna praca i aktywność znacząco osłabiły organizm duchownego. Przy tym pojawiły się cierpienia duchowe: oschłość, skrupuły, lęk przed sądem. Dodatkowo sam szatan atakował kapłana, nękając go nocami przez 35 lat! Ksiądz Jan przyjmował to wszystko jako zadośćuczynienie Bożej sprawiedliwości za grzechy własne i innych.

To od księdza Jana, Jan Paweł II przyjął zwyczaj całowania ziemi nowej parafii.

Jako męczennik cierpiący za grzeszników i ofiara konfesjonału, zmarł w 1859 r., przeżywszy 73 lata. 

W pogrzebie skromnego proboszcza z Ars wzięło udział ok. 300 kapłanów i ok. 6000 wiernych. Nabożeństwu żałobnemu przewodniczył biskup ordynariusz. 

Ciało złożono nie na cmentarzu, ale w kościele parafialnym. 

W 1865 r. rozpoczęto budowę obecnej bazyliki. 

Patronuje wszystkim proboszczom Kościoła rzymskiego oraz kapłanom we Francji.

W stulecie śmierci proboszcza z Ars Jan XXIII wystosował osobną encyklikę.

Według Emila Baumanna Vianney oznajmił kiedyś, że Ars w niespełna sto lat po jego śmierci powróci do tego samego stanu w jakim było, gdy on tam przybył. Podobną wypowiedź zanotowała w swoich wspomnieniach Katarzyna Lassagne, której Vianney powiedział: „Ars jest jak wielkie drzewo. Zetknijcie korzeń, a drzewo padnie… Albo jeśli chcecie jak ciasto, co za bardzo wyrosło, a potem opada i mało z niego pozostaje…”. Być może słowa te były proroczą wizją laicyzacji Francji.

+

Święty Janie, módl się za nami grzesznikami. Udzielaj nam chrztu swoim słowem i przykładem. Bądź pomocą podczas spowiedzi. Ucz nas skupienia w modlitwie. Wspieraj w dobrych postanowieniach i dyscyplinowaniu się. Pomóż przezwyciężać skrupuły i słabości. A przede wszystkim czuwaj nad Proboszczami, kapłanami prowadzącymi parafie. Aby czerpali wiele z Twojej postawy i byli świętymi postaciami, nawracającymi rzesze odwróconych od Kościoła.

Wspieraj naszego Księdza Proboszcza, Zbigniewa, wypraszaj mu wiele łask, aby niósł swój i całej parafii Krzyż, z wielką wiarą i gorliwością, by w końcu ciężar zła został przezwyciężony dobrem i krzyż stał się bramą do Nieba.

 

 

 

Henryk Krzysztofik.

Józef. Błogosławiony. Polak. Męczennik. Kapłan. Zakonnik. Rektor. Gwardian. Kierownik duchowy.

Urodzony w rolniczej rodzinie. Po ukończeniu szkoły podstawowej rozpoczął naukę w Kolegium św. Fidelisa w Łomży, u kapucynów. Następnie założył habit w Nowym Mieście, przyjmując imię Henryk. W czasie pobytu w seminarium został wysłany na nauki do Holandii, a po ukończeniu filozofii, wyjechał do Rzymu, na studia teologiczne. To w Wiecznym Mieście złożył śluby wieczyste, a potem został kapłanem. Po uzyskaniu tytułu licencjata wrócił do Polski i zaczął pracę duszpasterską w Lublinie. Został także wykładowcą w kapucyńskim seminarium. Niebawem pełnił funkcję rektora i wikariusza w swoim klasztorze. Był uznanym kaznodzieją, spowiednikiem, ojcem duchownym dla sióstr zakonnych. W pamięci wiernych zachował się jako człowiek pełen ognia miłości. Ludzie brnęli do niego, poszukując kierownika duchowego.

Pod koniec 1939 r., wskutek II wojny światowej, z klasztoru zostali wyrzuceni posługujący w nim bracia z Holandii. Wyjechał też dotychczasowy gwardian. Jego obowiązki jak i rektora seminarium przejął o. Henryk. 

25 stycznia 1940 r. gestapo, w ramach akcji likwidacji lubelskiego duchowieństwa, aresztowała kapucynów z lubelskiego klasztoru. 8 kapłanów i 15 kleryków uwięziono na Zamku Lubelskim. Tam o. Henryk zdołał zorganizować, dzięki kontaktom ze strażnikami, dodatkowe racje żywności. Pozyskał też hostie i wino. Dzięki temu w przepełnionej więziennej celi codziennie była odprawiona Eucharystia. Bracia gromadzili się wokół taboretu, który teraz pełnił rolę ołtarza, na którym zamiast kielicha stała zwykła szklanka.

18 czerwca 1940 r. Henryk i jego współbracia przewiezieni zostali do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, założonego na terenie byłej wioski olimpijskiej z 1936 r.

Stamtąd 14 grudnia 1940 r. wywieziono ich do Dachau, gdzie Niemcy zgromadzili tysiące polskich kapłanów. Ojciec Henryk otrzymał numer 22637.

W obozie dzielił się chlebem ze swoimi współbraćmi. By chronić innych przed katorżniczą pracą jako ochotnik zgłaszał się do najcięższych zadań. Ekstremalnie wyniszczony nadludzkim wysiłkiem i głodem trafił ostatecznie do obozowego szpitala, ważył wówczas 35 kg.

Zmarł w 1942 r. przeżywszy 34 lata.

Jego ciało Niemcy spalili w obozowym krematorium.

Potem już żaden z braci i kleryków kapucyńskich nie zginął w niemieckich obozach śmierci.

Został beatyfikowany wraz z czterema innymi kapucynami: Anicetem Koplińskim, Fidelisem Hieronimem Chojnackim, Florianem Stępniakiem i Symforianem Duckim przez św. Jana Pawła II w Warszawie 13 czerwca 1999 r., w gronie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

+

Błogosławiony Henryku, wstawiaj się za wszystkimi kapłanami, aby pełnili swoją wymagającą posługę z wielką ofiarą i zapałem. Aby nie ulegali pokusom marazmu i lęku. Aby zawsze, z odwagą i nadzieją, głosili ludziom Chrystusa. Tak jak Ty. Do końca. A więc do Nowego Początku. Opiekuj się swoimi braćmi kapucynami jak i Lublinem, w którym to pełniłeś swoją najważniejszą posługę.

Módlmy się o rychłą kanonizację ojca Henryka.

 

5 sierpnia (środa)

 

Fryderyk Janssoone.

Iwo. Błogosławiony. Francuz. Kapłan. Zakonnik. Franciszkański Kwestarz.

Urodzony jako 13-naste dziecko w rodzinie niezwykle bogobojnej, ceniącej kulturę, edukację i wiarę. W wieku 9 lat stracił ojca. Uczył się pilnie. Podjął naukę w Institut Notre-Dame des Dunes przygotowującym do kapłaństwa. Niestety bardzo trudna sytuacja w domu zmusiła go do powrotu. Stał się wędrownym sprzedawcą tekstyliów. Lubił tę pracę, doceniając własne zdolności w nawiązywaniu kontaktu i zachęceniu do kupna produktów. Gdy zmarła jego matka, Fryderyk postanowił kontynuować studia. Po ich ukończeniu wstąpił do nowicjatu Braci Mniejszych. I tak został franciszkaninem, i kapłanem. Zaraz po święceniach powołany na kapelana w szpitalu wojskowym podczas wojny prusko-francuskiej. Po nastaniu pokoju stał się założycielem klasztoru w Bordeaux, którego też został gwardianem. Nie była to jednak jego wymarzona funkcja. Tak więc po roku został z niej zwolniony, a sam podjął studia z homiletyki, której pragnął poświęcić życie.

W pewnym momencie złożył podanie o wyjazd do Kustodii Zakonu w Ziemi Świętej, która była odpowiedzialna za miejsca ważne dla chrześcijan. Zgodę otrzymał. Początkowo miał służyć jako kapelan w szkole w Kairze. Dwa lata później został wysłany do Jerozolimy, by pełnić funkcję wikariusza Kustodii. Była to praca typowo administracyjna, organizacja, utrzymanie i troska o sanktuaria chrześcijańskie rozsiane po całej Palestynie. Aby usprawnić pracę Kustodii Fryderyk nakazał budowę nowego kościoła, świętej Katarzyny z Betlejem, obok Bazylika Narodzenia Pańskiego.

Oprócz tego, wikariusz musiał przejrzeć i dogłębnie zapoznać się z z dokumentami, manuskryptami odnoszącymi się do zasad udostępniania świątyń chrześcijanom z innych kościołów. Praca ta wymagała wiele cierpliwości i poświęcenia. Stworzył praktyczny przewodnik, który stał się pomocą dla wszystkich braci.

Oprócz prac administracyjnych służył jako przewodnik, a miał do tego niezwykły dar. Odpowiedni głos, sposób przekazu, wiedza i zdolność niezwykłej prezentacji sprawiły, że był jednym z najbardziej rozchwytywanych przewodników Ziemi Świętej.

Prowadził też Drogi Krzyżowe na Via Dolorosa, przez wiele lat głosił kazania wielkopiątkowe w bazylice Grobu Bożego w Jerozolimie.

Dzięki temu spotkał księdza z Kanady, Abbé Léon Provancher, który zaprosił go do Quebecu. Ten przyjął zaproszenie w celu zbiórki ofiar na cele budowlane.

I tak ojciec Fryderyk przybył do Ameryki Północnej. Od razu rozpoczął głosić Słowo, dzięki czemu ściągał tłumy wiernych. Jednak podjęcie niesławnego tematu liberalizmu spowodowało podziały i kłótnie. Stąd, mimo wielu zasług i dobrych owoców, ordynariusz diecezji nakazał mu powrócić do Palestyny. Patrząc jednak na zasługi zakonnika nakazał zbiórkę ofiar w każdy Wielki Piątek na rzecz Kustodii Ziemi Świętej. Co stało się tradycją w całym Kościele.

I tak franciszkanin powrócił do swoich obowiązków, co prawda bardzo wyczerpany i schorowany. Otrzymał także list ponownego zaproszenia przez znajomego kapłana z Kanady, który prosił go o podejmowanie tematów typowo w duchu franciszkańskim. Jego wpływ na tamtejszych wiernych był znaczący, widziano w nim wskrzesiciela twórców Nowej Francji i reformatorów zakonu Franciszka.

Po wielokrotnych prośbach Fryderyk został wysłany do Kanady. Był rok 1888. Od razu rozpoczął budowę nowej świątyni i klasztoru św. Józefa w Trios-Rivieres, które stały się pierwszą wspólnotą Braci Mniejszych od lat.

Wkrótce po przyjeździe został też zobligowany do promocji sanktuarium maryjnego Notre-Dame-du-Cap. Wyruszył więc na całą prowincję, by zachęcać do pielgrzymowania wiernych. Oddawał hołd patronce, MB Różańcowej. Organizował pociągi i statki. I dzięki temu do sanktuarium zaczęły ściągać tłumy. I dziać się wielkie cuda. Dzięki ojcu Fryderykowi zaniedbane sanktuarium stało się narodowym. To w tym miejscu ludzie dostrzegli w nim męża nieprzeciętnej cnoty.

W odpowiedzi na prośbę swoich przełożonych z Ziemi Świętej ponownie wędrował po ziemiach Kanady, by zbierać jałmużnę. Czynił tak przez 15 lat. W tym czasie prowadził bardzo surowy tryb życia, na bardzo wymagającej ziemi. Pełnej surowości zimy i hodowlanych psów. Pisząc nocami książki, które później sprzedawał. Chodził tylko w jednym płaszczu i spał na ziemi.

Oprócz tego organizował pielgrzymki do jeszcze jednego sanktuarium Quebecu, Bazyliki Sainte-Anne-de-Beaupré.

Pracował nad rozkrzewieniem misji Franciszka w nowym domu, Kanadzie. Rozpowszechniał Trzeci Zakon, współpracował z Kustodią Ziemi Świętej i gorąco zabiegał o założenie Zakonu w Kanadzie. Udało się to w 1890r., przez otwarcie klasztoru w Montrealu i ustanowienie Prowincji św. Józefa, ściśle związanej z misją w Ziemi Świętej.

Ojciec Fryderyk oddał całego siebie posłudze, którą pełnił. Bez względu na miejsce i czas. Wycieńczony ogromem obowiązków, pilnością pracy jak i surowym trybem życia zmarł, doznawszy jeszcze wiele cierpień fizycznych, w roku 1916. Miał 78 lat.

Pozostawił po sobie pisma i wielkie dzieła uczynione z jałmużny poświęcenia.

Podejmował tematykę ascezy, ale też nie były mu obce botanika, astronomia, archeologia, a nawet architektura i malarstwo.

Jego pogrzeb w Trois-Rivières stał się triumfem i pierwszym objawem oddawanej mu czci.

Jan Paweł II beatyfikował go w roku 1988.

+

Błogosławiony Fryderyku, módl się za swoimi współbraćmi, franciszkanami. Miej w opiece ich posługę w Ziemi Świętej, w rodzinnej Francji jak i w Twoim drugim domu, Kanadzie. Wspomagaj w planowaniu, organizowaniu i pozyskiwaniu środków do wielkich dzieł. Ucz poświęcenia i pokory.

Módlmy się o rychłą kanonizację tego wielkiego jałmużnika świętego Franciszka.

 

 

 

6 sierpnia (czwartek)

Bronisław Kostkowski.

Błogosławiony. Polak. Męczennik. Alumn.

Urodzony w Słupsku, wychowywał się w Bydgoszczy. To tu ukończył szkołę podstawową. W tym już czasie był prezesem Sodalicji Mariańskiej.

W 1936r. wstąpił do seminarium we Włocławku.

7 listopada 1939r. wraz z innymi alumnami i profesorami seminarium oraz biskupem Kozalem aresztowany przez gestapo.

Wobec propozycji uwolnienia (Hitlerowcy dopatrzyli się, że urodził się w Słupsku, czyli w Rzeszy) w zamian za wyrzeczenie się drogi do kapłaństwa, dał zdecydowaną odpowiedź:

„Raczej śmierć wybiorę niż sprzeniewierzę się powołaniu, którym Bóg mnie zaszczycił”.

Początkowo osadzony w więzieniu w Lądzie, następnie wywieziony do Szczeglina, a potem (28 sierpnia 1940 r.) do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Sachsenhausen.

Ostatecznie stamtąd 14 grudnia 1940 r. trafił do Dachau.

Młody, 27-letni, przyszły kapłan zmarł z wycieńczenia w 1942r.

Został beatyfikowany przez papieża św. Jana Pawła II w dniu 13 czerwca 1999 r. w grupie 108 błogosławionych męczenników. 

Od 2004 r. jest patronem Słupska.

+

Błogosławiony Broniu, wstawiaj się za wszystkimi przyszłymi kapłanami, aby nie zeszli z drogi powołania. A młodych księży umacniaj w trudach życia, aby nie porzucili drogi, którą przygotował dla nich Pan. Niech wpatrują się w Twoją dojrzałą, odważną postawę, która głosi miłość do Chrystusa, ponad prześladowanie i śmierć. I jest nieśmiertelna.

Módlmy się o rychłą kanonizację tego młodego świętego człowieka.

 

 

 

7 sierpnia (piątek)

Edmund Bojanowski.

Błogosławiony. Polak. Wierny Kościoła. Człowiek Miłosierdzia i wielu dzieł. Założyciel nowej żeńskiej rodziny zakonnej.

Już w dzieciństwie został cudownie uzdrowiony przez MB Bolesną z Gostynia. Otrzymał staranne wychowanie w rodzinie pełnej wiary i miłości. Przez ciężką chorobę nie mógł ukończyć studiów filozoficznych, które podjął we Wrocławiu i Berlinie. Po intensywnej kuracji zamieszkał w rodzinnej miejscowości.

Chociaż wykazywał zainteresowania literackie, dużo pisał, czytał i tłumczył, jego głównym charyzmatem okazała się praca społeczna i charytatywna. Zakładał czytelnie dla ludu, rozpowszechniając dobre czasopisma, by w ten sposób pomagać ubogiej młodzieży w zdobywaniu wykształcenia. Dał się poznać jako człowiek wielkiej wytrwałości i dobroci serca. Wielokrotnie był zapraszany do uczestnictwa w stowarzyszeniach niosących pomoc ubogim.

Podczas epidemii cholery w 1849 r. poświęcił się służbie zarażonym.

Będąc człowiekiem głęboko religijnym i praktykującym, na każdego człowieka, a zwłaszcza na biedne dziecko, patrzył przez pryzmat miłości do Boga. 

Mimo słabego zdrowia robił wszystko, by nieść pomoc zaniedbanemu ludowi wiejskiemu przez organizowanie ochronek dla dzieci i opieki nad chorymi, troszcząc się jednocześnie o podniesienie moralności dorosłych. 

Chociaż był świeckim, 3 maja 1850 r. założył zgromadzenie zakonne Sióstr Służebniczek Maryi Niepokalanej.
Problemy zdrowotne uniemożliwiły mu realizację marzeń o kapłaństwie, chociaż podejmował próby studiów seminaryjnych.
Dla otoczenia był zawsze przykładem heroicznej wiary, prostoty, miłości i ufności w Bożą Opatrzność. Już za życia przez wielu ludzi uznawany był za człowieka świętego. 

Po wielu zmaganiach i ofiarach, zmarł w 1871 r. na plebanii w Górce Duchownej. Miał 57 lat.

+

Błogosławiony Edmundzie, wstawiaj się za wszystkimi zmagającymi się z własnymi słabościami i chorobami. Niech Twoja postawa dodaje nadziei i pokrzepienia, iż zawsze można służyć miłością i odpowiadać na Bożą miłość. Ucz nas pokory, która przyjmuje wolę Pana. A także tej niezwykłej wrażliwości i współczucia dla ubogich, w duchu i ciele, szczególnie małych i niewinnych istot. Jesteś doskonałym przykładem dla mężczyzn, iż wymiar ojcostwa jest nieogarniony i każdy może pełnić tę posługę. Wstawiaj się za wszystkimi ojcami, głowami rodzin jak i duchownymi.

A także miej w opiece nasz naród w czasie nowej epidemii.

Módlmy się o rychłą kanonizację tego wielkiego człowieka Bożego Miłosierdzia.

 

 

8 sierpnia (sobota)

Dominik Guzman.

Święty. Hiszpan. Kapłan. Założyciel nowego zakonu. Wielki kaznodzieja. Asceta. Mistyk.

Urodzony w znakomitym kastylijskim rodzie. Miał świętą matkę, dzięki której otrzymał znakomite wychowanie i wiarę. Tak jak jego święci bracia. W wieku 14 lat został posłany do szkoły w Palencji. Następnie na studia w Salamance. Po ukończeniu teologii otrzymał święcenia kapłańskie i wkrótce został mianowany kanonikiem katedry w Osmie. Pięć lat później został wiceprzewodniczącym tej kapituły.

Gorliwie pracował tam nad sobą i nad bliźnimi, głosząc im słowo Boże.

Wraz z biskupem Dydakiem wyruszył z poselstwem do Danii i Niemiec, dzięki czemu święty znalazł się w pobliżu Szczecina i polskiego Pomorza. Był świadkiem najazdu pogan, Kumanów, na Turyngię. Po zakończeniu misji udał się do Rzymu, aby papież zezwolił mu prowadzić misję wśród Kumanów. Dominik jednak nie uzyskał zgody. Wracając do Hiszpanii zetknął się we Francji z legatami papieskimi, którzy zostali wysłani do zwalczania heretyków. Sekta powstała w Albi i zaprzeczała ważnym prawdom wiary. W dodatku niszczyła świątynie i klasztory. Dominik podjął decyzję o nawracaniu heretyków. W swoich wystąpieniach atakowali wystawne życie duchowieństwa. W odpowiedzi na ten zarzut Dominik postanowił prowadzić życie ewangeliczne, chodząc od miasta do miasta i prostować błędną naukę, głosząc Słowo Boże. Sam papież zatwierdził tę formę pracy apostolskiej. W centrum herezji, w Prouille, święty założył klasztor żeński, oparty na całkowitym ubóstwie. Pojawiły się pierwsze dobre efekty. Do kapłana dołączyło 11 cystersów, z których to powstał zalążek nowej rodziny zakonnej. W tym samym jednak czasie papież ogłosił zbrojną krucjatę przeciw niebezpiecznym heretykom, którzy to napadali na kościoły i parafie. To bardzo utrudniło pracę Dominika. Dlatego zaczął się jeszcze gorliwiej modlić, pościć, umartwiać i prosić Boga o zmiłowanie. Dodatkowo, surowy tryb życia, zniechęcił wielu kapłanów, współtowarzyszy, dlatego kaznodzieja wybrał najpewniejszych. Złożyli oni na jego ręce śluby w 1215r.

I tak powstał Zakon Kaznodziejski, dominikanów. Jego głównym celem było głoszenie słowa Bożego i zbawianie dusz. Założyciel wymagał od zakonników ścisłego ubóstwa, panowania nad sobą i daleko idącego posłuszeństwa.

W czasie Soboru Laterańskiego papież zatwierdził nową rodzinę zakonną, choć dopiero po proroczym śnie. Po powrocie Dominik zwołał kapitułę generalną, gdzie przyjęto regułę św. Augustyna i konstytucje norbertanów. Kiedy ponownie udał się do Rzymu, papież już nie żył.

Jednak Bóg pokrzepił Dominika proroczym snem: pojawili mu się Apostołowie św. Piotr i św. Paweł, i zachęcili go, by na cały świat wysyłał swoich synów duchowych jako kaznodziejów.

Dlatego kiedy tylko powrócił do Tuluzy, rozesłał grupę 17 pierwszych zakonników: do Hiszpanii, Bolonii i do Paryża. 

Wkrótce też nowy papież zatwierdził zakon. Co więcej, wydał polecenie dla biskupów, by udzielili nowej rodzinie zakonnej jak najpełniejszej pomocy.
Dominik założył również zakon żeński, zatwierdzony dwa lata później.

W 1220r. kapituła generalna w Bolonii zaktualizowała regułę i konstytucję. W miejsce odrzuconych wstawiono nowe artykuły, wśród których znalazł się między innymi ten, że zakon nie może posiadać na własność stałych dóbr, ale że ma żyć wyłącznie z ofiar.

W ten sposób zakon wszedł do rodziny zakonów mendykanckich (żebrzących), jakimi byli w XIII w. franciszkanie, augustianie, karmelici, trynitarze, serwici i minimi.

W tym samym roku kard. Wilhelm ufundował dominikanom w Rzymie klasztor przy bazylice św. Sabiny, który odtąd miał się stać konwentem generalnym zakonu.

Niemniej hojnym okazał się sam papież, który ofiarował dominikanom własny pałac. Tutaj właśnie Dominik miał wskrzesić bratanka kardynała Stefana z Fossanuova. 

Przed śmiercią Dominik przyjął do zakonu i nałożył habit św. Jackowi i bł. Czesławowi, pierwszym polskim dominikanom.

Wysłał też swoich synów do Anglii, Niemiec i na Węgry.
Dominik odbywał częste podróże, głosząc Ewangelię i organizując wykłady z teologii. Zakładał nowe klasztory zakonu, który bardzo szybko się rozpowszechnił.

W 1220 r. papież powołał Dominika na generała zakonu.
 
Dominik prowadził pracę misyjną na północy Włoch. Wyczerpany życiem w prymitywnych warunkach, wrócił do Bolonii. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Miejcie miłość, strzeżcie pokory i nie odstępujcie od ubóstwa”. Zmarł w 1221 r. na rękach swych współbraci. Miał 51 lat.

W jego pogrzebie wziął udział kardynał Hugolin i wielu dygnitarzy kościelnych. Dominik został pochowany w kościele klasztornym w Bolonii, w drewnianej trumnie, w podziemiu (w krypcie) tuż pod wielkim ołtarzem.

Jego kult rozpoczął się zaraz po jego śmierci. Notowano za jego wstawiennictwem otrzymane łaski.

 
Dominik odznaczał się wielką prawością obyczajów, niezwykłą żarliwością o sprawy Boże oraz niezachwianą równowagą ducha.

Potrafił współczuć. Jego radosne serce i pełna pokoju wewnętrzna postawa uczyniły z niego człowieka niebywale serdecznego.

Oszczędny w słowach, rozmawiał z Bogiem na modlitwie albo o Nim z bliźnimi.

Żył nader surowo. Bardzo cierpliwie znosił wszelkie przeciwności i upokorzenia.

Czytał, rozważał i kontemplował Słowo:

Siedząc cicho otwierał przed sobą jakąś książkę i, wpierw przeżegnawszy się, czytał. Odczuwał w duchu wielką słodycz, tak jakby słyszał samego Boga mówiącego. Jak powiada psalm: Będę słuchał tego, co Pan Bóg mówi w mym sercu. I jakby prowadził dysputę z przyjacielem, raz przybierał postać zniecierpliwionego kręcąc energicznie głową, potem jakby cicho słuchał i bił się w piersi. I znów widziałeś go dyskutującego i zmagającego się i śmiejącego się i płaczącego – wszystko naraz. Gdyby ktoś przez ciekawość chciał się z ukrycia przyjrzeć św. Dominikowi, zobaczyłby, że jest on jak Mojżesz, który, udawszy się w głąb pustyni, zobaczył tam krzak gorejący i usłyszał Boga mówiącego i wzywającego, by się przed Nim uniżył.

Imię Dominik pochodzi od łacińskiego “dominicus”, co znaczy Pański, należący do Boga.

Przed św. Dominikiem imię to było znane, ale właśnie Dominik Guzman spopularyzował to imię w całej Europie.
Największą zasługą św. Dominika i pamiątką, jaką po sobie zostawił, jest założony przez niego Zakon Kaznodziejski, który dał Kościołowi wielu świętych.

Wśród nich do najjaśniejszych gwiazd należą św. Tomasz z Akwinu (+ 1274), doktor Kościoła, św. Rajmund z Penafort (+ 1275), św. Albert Wielki (+ 1280), doktor Kościoła, św. Wincenty Ferreriusz (+ 1419), św. Antonin z Florencji (+ 1459), papież św. Pius V (+ 1572), św. Ludwik Bertrand (+ 1581), św. Katarzyna ze Sieny (+ 1380), doktor Kościoła i patronka Europy, oraz św. Róża z Limy (+ 1617).

Zakon położył wielkie zasługi na polu nauki, wydając uczonych na skalę światową w dziedzinie teologii, biblistyki czy liturgii. Kiedy zostały odkryte nowe lądy, dominikanie byli jednymi z pierwszych, którzy na odkryte tereny wysyłali swoich misjonarzy.

Jego symbolem jest pies w czarne u białe łaty trzymający pochodnię w pysku. Sen Matki, jak i atrybut zakonu: Domini canes – „Pańskie psy”.

A także gwiazda świecąca nad jego głową, którą ujrzała podczas chrztu matka chrzestna. Dominik jest określany jako Światło Kościoła: Lumen Ecclesiae.

Święty jest również przedstawiany jako klęczący przed Matką Boską z Dzieciątkiem, od której otrzymuje Różaniec. W tym wizerunku obok Dominika przedstawiana jest również św. Katarzyna ze Sieny. Jest to motyw Matki Bożej Różańcowej z Dzieciątkiem.

Istnieje też motyw odwrócony, na którym św. Dominik otrzymuje różaniec od Dzieciątka Jezus. – Taki wizerunek nosi nazwę: Matki Boskiej Pompejańskiej.

+

Święty Dominiku, wierny sługo Pana, wybitnie głoszący Jego Słowo, nawracający pogan jak i heretyków. Wstawiaj się za nami, gdyż i dziś nie brakuje błędnych nauk i fałszywych proroków. Dodawaj mądrości, zapału i odwagi. A także pokory. Módl się za swoimi współbraćmi i cały Zakon Kaznodziejski, zakon niezwykle popularny, szanowany, cieszący się autorytetem. Bądź nieustannym symbolem dla dominikanów, że oprócz wiedzy i nauczania wiernych, potrzeba ogromnej miłości, ubóstwa i niewątpliwie pokory. By nigdy nie doszła do głosu pycha tego świata.

To już 800 lat jak zostałeś Generałem Zakonu. A my wciąż o Tobie czytamy i hołdujemy Twej życiowej postawie. Postawie walki Słowem ku chwale Boga i zbawieniu dusz ludzkich.

 

 

 

+

 

Na koniec polecajmy się naszej Patronce, NMP,

Królowej Wszystkich Świętych:

 

Spoglądnij na nas przez obraz on,
Pomocy Nieustającej.

 

M.P.