Wspomnienia Matki Bożej w lipcu

Kochani,

W dzień Pierwszej Soboty Lipca 2020,

Nie sposób nie wspomnieć Matki, która w tym tygodniu obchodziła potrójne wspomnienie:

 

2 lipca: Matka Boża Kodeńska i Matka Boża Licheńska.

 

W Kodniu nad Bugiem (północno-wschodnia część województwa lubelskiego) znajduje się sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Kodeńskiej, Matki jedności. Nad którym pieczę sprawują misjonarze oblaci Maryi Niepokalanej.

W głównym ołtarzu kościoła znajduje się cudowny obraz Matki Bożej, który według tradycji został namalowany w VI w. przez św. Augustyna z Canterbury na prośbę papieża Grzegorza I jako kopia rzeźby Matki Bożej, która znajdowała się w jego prywatnej kaplicy.

Papież postanowił podarować rzeźbę Leanderowi, arcybiskupowi Sewilli, który umieścił ją w sanktuarium w Guadalupe w Hiszpanii.

Obraz natomiast pozostał w papieskiej kaplicy aż do czasów papieża Urbana VIII, gdy w 1630 roku miał go wykraść z Rzymu książę Mikołaj Sapieha, zwany Pobożnym. Skradziony obraz umieścił w kościele św. Anny w Kodniu, gdzie znajduje się do dziś.
Te informacje nie znajdują jednak potwierdzenia w źródłach historycznych. Obraz został prawdopodobnie zakupiony w Hiszpanii przez Mikołaja Sapiehę podczas pielgrzymki. Wskazuje na to styl, typowy dla malarstwa hiszpańskiego XVII w.

Ze względu na swoje pochodzenie, obraz Matki Bożej Kodeńskiej nazywany był też tytułami „Matka Boża Gregoriańska” lub „Matka Boża z Guadalupe”.

Obraz został ukoronowany 15 sierpnia 1723 roku przez biskupa łuckiego Stefana Rupniewskiego jako trzeci z kolei obraz Matki Bożej na prawie papieskim na ziemiach Rzeczypospolitej (po obrazie Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Trockiej).

W 1875 r. kościół w Kodniu trafił w ręce prawosławnych, co sprawiło, że od 1875 do 1927 r. obraz znajdował się na Jasnej Górze, skąd przez Warszawę wrócił w dniach 3-4 września 1927 r. do Kodnia.

W 1973 roku Paweł VI nadał świątyni w Kodniu tytuł bazyliki mniejszej.

Rocznie pielgrzymuje tutaj ponad 200 tys. pielgrzymów.

 

 

Matko Najświętsza, słynąca cudami w swym obrazie w Kodniu,

wielbię Cię jako Matkę Boga i moją Matkę.

Pan nasz Jezus Chrystus, któremu wiernie służyłaś,

jako Syn był Ci posłuszny za życia ziemskiego i na Twoją prośbę uczynił pierwszy cud w Kanie Galilejskiej.

Teraz również chętnie Cię wysłuchuje, gdy się wstawiasz za nami.

Błagam Cię, Najświętsza Matko Boga i moja Matko,

wstaw się za mną w mojej potrzebie obdarz swoim wsparciem i dodaj otuchy. Proś Jezusa, bo On Tobie nie odmawia o cokolwiek Go prosisz.

A przede wszystkim wyjednaj mi u swego Syna tę łaskę, o którą Cię proszę dla Jego Chwały i zbawienia mojej duszy.

Amen.

 

 

***

W bazylice Matki Bożej Bolesnej w Licheniu wierni otaczają szczególnym kultem obraz Matki Bożej, Bolesnej Królowej Polski.

Jest on olejną kopią wizerunku Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej z Rokitna.

Ukazuje górną część postaci Maryi, z głową zwróconą w lewo i pochyloną ku dołowi. Jej głowa okryta jest spływającą na ramiona szatą, błyszczącą złotem, ozdobioną ornamentami roślinno-kwiatowymi i wysadzaną rozetami z kamieni jubilerskich.

Po obu stronach brzegi szaty zostały przyozdobione symbolami Męki Pańskiej. Po prawej stronie znajdują się: gwoździe, ciernie, krzyż, włócznia, gąbka, naczynie do umycia rąk, ręka, bicze, kości do gry, baranek paschalny.

Po lewej stronie widnieje: podobizna na chuście Weroniki, kogut, drabina i kielich. Szyję Maryi zdobi pięć sznurów pereł.

Na piersiach znajduje się orzeł w koronie, ze znakiem lub kamieniem.

Nad głową Maryi dwaj zwróceni ku sobie aniołowie, podtrzymujący złotą koronę oprawną w klejnoty, a nad nią kula z ozdobnym krzyżem. Zarówno ten motyw, jak i płaszczyzna obrazu jest koloru ciemnozielonego.

Współcześnie cała postać Maryi została osłonięta purpurą, spoza której widoczna jest jedynie twarz Maryi. Wizerunek przyozdobiony jest złotą sukienką, dwiema koronami, dwoma aniołami oraz dwudziestoma gwiazdkami. Pod postacią Madonny widnieje wstęga z napisem:

„Królowo Polski, udziel pokoju dniom naszym!”.

 

Jak mówi przekaz, polskiemu żołnierzowi – Tomaszowi Kłossowskiemu, rannemu w bitwie narodów (Bitwie pod Lipskiem) w 1813, miała ukazać się Maryja.

Uratowała go od niechybnej śmierci i poleciła odszukać taki wizerunek, który dokładnie ją odzwierciedla. Po powrocie na ojczystą ziemię Kłossowski, dwadzieścia trzy lata po tym wydarzeniu, w 1836 roku w czasie pielgrzymki na Jasną Górę natknął się na wykonany na modrzewiowym drewnie obraz przedstawiający postać Matki Boskiej jaką widział prosząc o uratowanie życia. Obraz był umieszczony w przydrożnej kapliczce we wsi Lgota w okolicach Częstochowy. Po uzyskaniu zgody właściciela przechowywał go w swoim domu, a w 1844 roku umieścił na sośnie w Lesie Grąblińskim.

Czyż to nie jest cudowne?!?

Według przekazów ustnych modlącemu się przy nim pasterzowi Mikołajowi Sikatce w 1850 kilka razy miała ukazać się Matka Boża.

Wzywała do pokuty i prosiła o modlitwę. Przepowiedziała wojny oraz epidemię cholery, ale dała też nadzieję. Podczas zarazy cholery w 1852 obraz zasłynął z cudów.

W 1852 obraz przeniesiono do kościoła parafialnego w Licheniu. 15 sierpnia 1967 przedstawiciele Episkopatu Polski, pod przewodnictwem ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, uroczyście koronowali obraz koroną papieską.

W 1994 rozpoczęła się budowa świątyni, będąca zarazem wotum Jubileuszowym Kościoła Katolickiego w Polsce i nowym sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. 2 lipca 2006 do bazyliki wprowadzono obraz Bolesnej Królowej Polski i umieszczono go w głównym ołtarzu

W sanktuarium licheńskim, którym opiekują się księża marianie, w 1999 r. modlił się św. Jan Paweł II. Dokonał wówczas poświęcenia nowego kościoła. Zachęcał wówczas:

„Zgromadzeni na tej (…) modlitwie w licheńskim sanktuarium, u stóp Bolesnej naszej Matki, błagajmy Ją wszyscy – biskupi, kapłani, osoby konsekrowane i ludzie świeccy

– aby wstawiała się za nami u swego Syna, wypraszając nam wiarę żywą, która z ziarna gorczycy staje się drzewem życia Bożego.

Wiarę, która każdego dnia karmi się modlitwą, umacnia sakramentami świętymi i czerpie z bogactwa Ewangelii Chrystusowej;

wiarę mocną, która nie lęka się żadnych trudności, ani cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że «dla Boga nie ma nic niemożliwego»;

wiarę dojrzałą, bez zastrzeżeń, która współdziała z Kościołem świętym w autentycznym budowaniu mistycznego Ciała Chrystusa”.

 

Maryjo, Matko Bolesna i Pani Licheńska,

Ty zawsze przychodziłaś z pomocą osłabłym w wierze,

tracącym nadzieję, cierpiącym,

samotnym i pogubionym w życiu.

Wspieraj nas swoim orędownictwem na drodze wiary prowadzącej do nieba.

Spraw, abyśmy na wzór Twojego Syna, Jezusa Chrystusa,

współpracowali z Bożą łaską praz odważnie kroczyli ścieżkami prawdy i miłości.

Uproś nam tę łaskę, abyśmy mogli razem z Tobą, radować się kiedyś oglądaniem Boga w Trójcy Świętej Jedynego, który żyje i króluje na wieki wieków.

Amen.

 

***

 

3 lipca: Matki Bożej Płaczącej, Lubelskiej.

 

W archikatedrze lubelskiej znajduje się cudami słynący obraz, który zapłakał. 3 lipca 1949r. Wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej, Bolesnej Pani.

 

Wydarzenie to miało miejsce podczas uroczystości odnowienia aktu poświęcenia diecezji Niepokalanemu Sercu Maryi. Z tego powodu w kościele znajdowała się znaczna ilość wiernych. Pierwszą osobą, która dostrzegła kroplę, którą uznała za krwawą łzę na prawym policzku Maryi, była szarytka siostra Barbara Stanisława Sadkowska.

Po pewnym czasie wezwała kościelnego Józefa Wójtowicza, żeby upewnić się, że na obrazie ukazał się cud. Po obejrzeniu obrazu, kościelny oraz wierni poinformowali księdza Tadeusza Malca, a ten z kolei biskupa pomocniczego Zdzisława Golińskiego.

W odróżnieniu od wiernych księża oraz biskup wykazywali dużą powściągliwość. Duchowni obawiali się, że przyjęcie założenia o nadnaturalnym zjawisku może wzmóc falę represji wobec wiernych.

Wierni szybko rozesłali wiadomość o cudzie po Lublinie. Przed katedrą pojawiało się coraz więcej osób.

O godzinie 22 postanowiono zamknąć kościół, a wiernych poproszono o rozejście się.

Następnego dnia od samego rana w stronę katedry zmierzali pątnicy. Po kilku godzinach ustawiła się kolejka w kilku rzędach.

Biskup Goliński poinformował o wydarzeniach ordynariusza diecezji biskupa Piotra Kałwę.

Władze kościelne przypuszczały, że to naciek wilgoci usadowił się akurat w tym miejscu. Katedra była bardzo zniszczona podczas wojny i trwał w niej remont. Wilgoć wydawała się więc naturalnym wytłumaczeniem. Jednak, kiedy zdjęto obraz ze ściany okazało się, że od spodu jest suchy i o wilgoci nie może być mowy. Powołano specjalną komisję do zbadania cieczy. Jednak ówczesne metody badawcze nie pozwoliły jednoznacznie określić co to jest, gdyż substancja na obrazie nie reagowała z żadnym zastosowanym odczynnikiem chemicznym. Stwierdzono tylko z całą pewnością, że nie jest to krew ani łzy, ale z dużym prawdopodobieństwem mówiono o płynie limfatycznym, czyli substancji żywego organizmu.

Po obradach komisji biskup Kałwa napisał list do diecezjan, z którego nie byli zadowoleni ani wierni, ani władze.

O tych wydarzeniach powszechnie mówi się „cud lubelski”, choć oficjalnie samego zjawiska łez, jakie pojawiły się na obrazie Matki Bożej Kościół za cudowne nie uznał. Jednak w specjalnym liście z lipca 1949 roku biskupi zaznaczają, że liczne pielgrzymki, nawrócenia, spowiedzi i uzdrowienia z pewnością są cudownym znakiem działania Bożej łaski.

 

5 lipca pojawiła się pierwsza pielgrzymka spoza Lublina i okolicznych wsi.

W prasie ukazał się fragment listu biskupa Kałwy, w którym znalazły się informacje, że dotychczasowe prace Komisji nie ustaliły, że w Lublinie wydarzył się cud, jednocześnie nie odrzucając tej możliwości.

W prasie pominięto fragment mówiący, że sprawa nie pozostała obojętna dla władz kościelnych. Tę kwestię pominięto, gdyż władze komunistyczne pragnęły wykorzystać słowa hierarchów do celów propagandowych.

Sami wierni nabrali przekonania, że płacz Matki Bożej to ronione łzy za prześladowanych przez polskich komunistów patriotów.

Pomimo działań ograniczających przemieszczanie się ludności, z dnia na dzień do katedry przybywało coraz więcej osób. Sytuacji nie zmienił także list biskupa Kałwy, w którym prosił wiernych o zakończenie pielgrzymek. Wkrótce do Lublina przybywało coraz więcej osób z całej Polski, a Polacy coraz częściej nazywali Lublin „drugą Częstochową”.

8 lipca kościelni zorganizowali straż papieską z biało-żółtymi opaskami na rękawach.

Władze kościelne musiały poradzić sobie zarówno z pielgrzymami oraz ze zgłaszanymi przypadkami uzdrowień i ogromnymi ofiarami pieniężnymi. 10 lipca tłum był tak duży, że zdecydowano się następnego dnia na postawienie barierek, które umożliwiały bezkolizyjny przepływ ludzi. Pielgrzymująca ludność nocowała pod katedrą oraz na schodach okolicznych kamienic.

 

Po ukazaniu się łez na obrazie PZPR zdecydowała się zbadać sprawę w Lublinie. Do miasta wysłano generała Romana Romkowskiego. Badający obraz ubecy stwierdzili, że nie odkryto żadnego preparatu, który mógłby spowodować pojawienie się łez. Milicja obserwowała rodziny goszczące pielgrzymów.

12 lipca do mieszkań, w których nocowali wierni, wtargnęła milicja.

Władze interpretowały to wydarzenie jako inspirowaną przez Zachód prowokację, którą wymierzono przeciwko rządowi oraz powstającemu ustrojowi komunistycznemu. W celach propagandowych wykorzystano prasę i radio. W mediach lubelskich duchownych określano mianem „organizatorów cudu” oraz wysuwano pod ich adresem oskarżenia o wyłudzanie pieniędzy oraz przyczynianie się do sabotowania władz państwowych. Ponadto lubelska prasa ośmieszała wiernych pielgrzymujących do Lublina. Nazywała ich cudakami…

 

13 lipca „Sztandar Ludu” wprost oskarżył hierarchię kościelną o świadome zorganizowanie cudu.

15 lipca w „Trybunie Ludu” ukazał się artykuł “Skończyć z haniebnym widowiskiem”, wołają lubelscy robotnicy, a 19 lipca w gazecie pojawił się tekst zatytułowany “Prowokacje nie powstrzymają pracy nad odbudową kraju”. “Całe społeczeństwo domaga się ukarania siewców zamętu”. Teksty miały podburzyć opinię publiczną i oddalić wiernych od Kościoła katolickiego.

 

Pomimo działań komunistów liczba pielgrzymów wzrastała. 13 lipca Urząd Bezpieczeństwa przywiózł robotników z fabryki obuwia im. M. Buczka, który rzucali w tłum cegłami z pierwszego piętra stojącej opodal kamienicy.

W wyniku tych działań wybuchła panika oraz rozległ się krzyk, że spada rusztowanie. Pod naciskiem ludzi padła jedna z barier. Panikujący ludzie stojący na zewnątrz zaczęli się wycofywać, zaś wierni będący w świątyni runęli do wyjścia.

Podczas ataku paniki zginęła 21-letnia Helena Rabczuk,

a 18 lub 19 innych osób odniosło obrażenia. Pomimo śledztwa nie udało się ustalić winnych. Wydarzenie to wykorzystał Komitet Centralny PZPR, by oskarżyć „organizatorów cudu” o sprowokowanie całego zajścia. Według relacji wiernych oraz duchownych wybuch paniki był zorganizowaną prowokacją przeprowadzoną przez Milicję Obywatelską i Urząd Bezpieczeństwa. Ponadto według relacji podobne wydarzenie miało miejsce 10 lipca, lecz wówczas straż katedralna opanowała sytuację. Ze względów bezpieczeństwa duchowni nie otworzyli kościoła następnego dnia.

Pomimo zamknięcia kościoła pielgrzymi nadal napływali do Lublina. Milicja Obywatelska dostała rozkaz ustawienia punktów kontrolnych przy wjazdach do miasta. Wszystkich wiernych zatrzymywano oraz odstawiano do najbliższej stacji kolejowej, skąd wysyłano ich do miejsca zamieszkania. Kontrolowano także samochody ciężarowe i osobowe, jadące pociągi oraz autobusy PKS. Pomimo kontroli wielu ludziom udało się przemknąć pod katedrę. Działania te trwały do 24 lipca.

14 lipca w Teatrze Miejskim w Lublinie odbyło się zebranie inteligencji lubelskiej, na które nie zaproszono przedstawicieli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego (KUL-u). Na spotkaniu głos zabrali członkowie Związku Nauczycielstwa Polskiego, którzy potępili „organizatorów cudu” oraz pracowników KUL-u. Spotkanie przebiegało pod hasłem precz z zacofaniem średniowiecznym.

 

17 lipca doszło do bezpośrednich starć pomiędzy milicją a wiernymi.

Tego dnia władze zorganizowały na Placu Litewskim wiec protestacyjny, który miał potępić wydarzenia w katedrze. Z obawy o niską frekwencję zmobilizowano pracowników lubelskich zakładów pracy. Karą za nieobecność miało być zwolnienie z pracy.

Wiec z Placu Litewskiego ruszył pochodem, przechodząc ulicę Królewską, gdzie przed katedrą pochód zachowywał się prowokacyjnie. Organizatorzy wiecu przez megafony agitowali o przeciwstawienie się duchownym, a wierni śpiewali religijne pieśni. Po chwili dało się słyszeć okrzyki „Precz z komuną” oraz „Bierut, pachołek Moskwy”. Milicja spychała część uczestników kontrmanifestacji w pobliże katedry.

Wkrótce ktoś krzyknął, że aresztowano wiernych sprzed kościoła kapucynów, a inni uczestnicy wydarzeń zaczęli nawoływać do ich odbicia.

Utworzone kolumny ludzi przemaszerowały pod Pałac Biskupi, gdzie biskup Kałwa apelował o rozejście się.

Duży zgiełk potęgował nerwowość tłumu, który udał się pod budynek komendy milicji. Gdy zaczęto rzucać kamieniami w stronę budynku, tłum otoczyło wojsko i milicja. Padły strzały, a następnie aresztowano ponad 230 osób. Kilka dni później aresztowano także duchownych z katedry (księży Władysława Forkiewicza i Tadeusza Malca) oraz kościelnych (Józefa Wójtowicza i Leona Wiśniewskiego).

 

Po starciach z 17 lipca aresztowano jeszcze inne osoby. Ogólna liczba aresztowanych wyniosła ok. 500 osób.

Aresztowanych rozdzielono do różnych budynków: do komisariatu Milicji Obywatelskiej przy ulicy Zielonej oraz aresztów Urzędu Bezpieczeństwa przy Chopina i Krótkiej.

Wszystkie cele były przepełnione – ludzie siedzieli lub stali w ściśnięciu, w złych warunkach (często w wodzie). Przez kilka dni nie dostarczono im pożywienia. Przesłuchania odbywały się w nocy, a milicjanci i ubecy pilnowali, by aresztowani nie spali. W trakcie śledztwa zatrzymanych bito oraz znęcano się nad nimi psychicznie. Po śledztwie wszystkich przewożono do zamku, gdzie oczekiwali na rozprawę sądową.

20 sierpnia 1949 roku odbył się pierwszy proces pokazowy. Pozostałe trwały przez 10 miesięcy. Wyroki były zróżnicowane – od 10 miesięcy do pięciu lat więzienia.

Dzięki interwencji prymasa Stefana Wyszyńskiego w lipcu wypuszczono oskarżonych duchownych.

Ze względu na zniszczenie akt sądowych liczba skazanych pozostaje nieznana. Skazanych traktowano jak pospolitych przestępców – kary odbywali w więzieniu w zamku. Po wyjściu na wolność skazani mieli problem ze znalezieniem pracy.

 

Działania władz nie przyniosły oczekiwanych efektów – w czasach Polski Ludowej obraz cieszył się ogromną popularnością, zaś co roku liczne pielgrzymki przybywały do katedry.

Po ukazaniu się cudu obraz zaczęto nazywać obrazem Matki Bożej Płaczącej

W 1987 roku papież Jan Paweł II przybył do Lublina w ramach podróży apostolskiej, podczas pobytu w mieście modlił się przed obrazem Matki Boskiej Płaczącej.

26 czerwca 1988 roku na Majdanku odbyła się koronacja tego obrazu Matki Bożej, której dokonał kard. Józef Glemp.

Od 2014 decyzją Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w archikatedrze lubelskiej 3 lipca obchodzone jest święto Najświętszej Maryi Panny Płaczącej.

 

 

Niech ta historia, nie tak daleka w czasie i bliska w przestrzeni, żyje w naszych sercach i pamięci. Abyśmy ze czcią nawiedzali Panią Płaczącą, orędującą za nami w Archikatedrze lubelskiej. I byśmy doceniali czasy wolności, w tym religijnej. Nie zaprzepaścili ich, nie doceniwszy poświęcenia, odwagi i wiary tak wielu naszych rodaków. A przede wszystkim nie zrównywali czasów prawdziwego komunizmu z obecnymi dniami, które nie wszystkim muszą się podobać, co nie oznacza, że swoje żale można porównywać z tragedią ciemnych czasów lat 40. i 50. XX wieku.

Pani Częstochowska, Płacząca, z Lublina,

Tyś uroniła łzę nad niedolą tak wielu Twych dzieci, począwszy od II wojny światowej, Majdanka, aż po komunistyczne zwalczanie prawdziwej polskości, w tym i wiary w Twojego Syna.

Tyś zawsze Matką słuchającą i współczującą, uważnie wsłuchujesz się w bicie naszych serc i wypraszasz dla nas potrzebne łaski.

Dziękujemy Ci za Twą Miłość i prosimy o Twoje Orędownictwo.

 

***

 

Pani Kodeńska, Pani Licheńska, Pani Lubelska,

MARYJO,

Módl się za nami,

bo do Ciebie się uciekamy!

M.P.