Wspomnienie objawień Matki Bożej w Fatimie

FATIMA… Wieczne nawracanie…

 

 

Jest o Tobie.

Jest dla Ciebie.

Jest.

 

Wiecznym nawracaniem.

Życiem.

Naszą biografią.

Historią o nas.

I naszych zmaganiach.

Receptą.

Na lepszy świat.

Głosem.

Głośnym.

Przekonującym?

 

Patrząc z wysoka.

Jeszcze nieusłyszanym.

Spoglądając w głąb serca.

Usłyszanym.

 

Choćby przez jednego człowieka.

To już dużo.

Bo od jednego wszystko może się zacząć…

Nie tylko pokój.

Wojna, spustoszenie, nienawiść, śmierć też.

 

Fatima.

Córka Mahometa.

Fatima.

Księżniczka mauretańska porwana przez portugalskiego rycerza, która w imię miłości przyjęła chrzest. Nawracając się z islamu. I przyjęła imię Oureana. A od jej imion powstały nazwy portugalskich miejscowości.

Fatima.

Wybór Maryi.

Fatima.

Przestrzeń do nawrócenia.

 

 

Gdy wspominamy NMP z Fatimy, 13 maja, każdorazowo nasze myśli skupiają się na objawieniu Matki Bożej trojgu pastuszkom. Na tajemnicach fatimskich. Na wołaniu do nawrócenia. Na wizjach piekła. Na cudzie słońca. Na różańcu. Na wojnie. Na Rosji. Na zamachu papieskim.

W niektórych parafiach trwają nabożeństwa fatimskie, każdego 13. dnia miesiąca. W niektórych organizowane są nabożeństwa Pierwszych Sobót Miesiąca.

Rozważania, Msze święte, różańce i procesje z figurą Matki Bożej.

Na szczęście i nam nie jest to obce.

Wybiegamy do polskiej Fatimy, na zakopiańskich Krzeptówkach.

 

Ale tak rzadko rozważamy historię, czasy, które poprzedzały Objawienia. Co działo się na portugalskiej ziemi?

Oczywiście cała Europa była w stanie pierwszej wojny światowej. Jednak sięgając jeszcze do wcześniejszych lat.

Czy Portugalia była ostoją wiary? Czy na jej ziemiach panował moralny ład, pokój społeczny? Czy ludzie władzy kierowali krajem w oparciu o cywilizację chrześcijańską, czy budowali własny nowoczesny świat?

 

Otóż. W Portugalii było bardzo źle. Wręcz tragicznie.

Szatan niewątpliwie zapanował w kraju.

Miał coraz więcej sług i działaczy. Totalnych antyklerykałów. Ateistów.

 

Król Portugalii został wraz z synem zamordowany. Wkrótce po tym wydarzeniu dokonano zamachu wojennego i proklamowano republikę. Uczyniła to partia ściśle związana z masonerią.

Zaczęły się napaści na osoby duchowne i wszystkich wierzących. Kilkudziesięciu zabito, kilkuset brutalnie pobito, zdemolowano wiele świątyń.

Nastała wolność wszystkich wyznań. Aczkolwiek w praktyce oznaczało to zniewolenie i niszczenie Kościoła katolickiego.

Z granic Portugalii wydalono wszystkie zakony.

Zamknięto domy modlitwy, szkoły i ośrodki dobroczynne, przejmując je na rzecz państwa. Usunięto religię ze szkół. Cały majątek Kościoła został znacjonalizowany ze świątyniami i kaplicami włącznie. Do odprawiania nabożeństw państwo je bezpłatnie wypożyczało. Księżom zabroniono noszenia szat duchownych poza kościołami i urządzania procesji.

Biskupi protestowali przeciw zniesieniu świąt i represjom.

Sukcesywnie doprowadzono do tego, iż w 1912r. żaden portugalski biskup nie urzędował w swojej diecezji z powodu banicji, wygnania z ojczyzny. Ostatecznie też zerwano stosunki ze Stolicą Apostolską.

Powstały antyklerykalne bojówki tzw. Białe Mrówki, które urządziły z poparciem rządu ataki na obchody Świąt Wielkiej Nocy w 1914r.

Na czele rządu stanął wpływowy członek masonerii, szef grup terrorystycznych, Alfonso Costa, który doprowadził do końca likwidację katolickich wpływów w państwie. Zamknął wszystkie redakcje pism katolickich i seminaria duchowne. Różaniec mógł być powodem do więzienia. Mimo srogiego prawa, represji i walki politycznej, ataki personalne, fizyczne na kapłanów i wiernych świeckich nie ustały.  

 Spalono w tamtym czasie ponad sto świątyń, a o wiele więcej zostało sprofanowanych i zwyczajnie obrabowanych. Nierzadko wrzucano bomby do kościołów pełnych wiernych. Na skutek działań sponsorowanych przez rząd „nieznanych sprawców” zginęło w Portugalii w latach 1915–1917 dwa razy więcej katolików (świeckich i duchownych) niż żołnierzy portugalskich walczących od marca 1916 r. na frontach I wojny światowej w Europie.

W 1916r. Niemcy wypowiedziały Portugalii wojnę.

 

W czasie tych ponurych czasów miały już miejsce pierwsze objawienia: Anioła Pokoju i Portugalii.

Natomiast dwa lata później, w 1917r. objawiła się sama Matka Boża.

 

 

Jak widzimy Maryja jako Matka, musiała sama zainterweniować. Bo źle się działo u jej dzieci… Bardzo źle.

 

I może sobie myślimy, że to było dawno.

I że czasy naszej komuny też już nie wrócą.

W końcu panuje moda tolerancji.

Na szczęście Polska jest słynna już od dawien z postawy tolerare.

Jednak czas czuwania i pilnowania nie minął.

W jeden dzień może wszystko zostać zabrane, przekręcone, usunięte.

 

Ta historia, chociażby Portugalii, niech będzie dla nas dobrą refleksją, że jako ludzie wierzący mamy obowiązek strzeżenia wiary katolickiej.

Obowiązek!

W nas samych, w naszych rodzinach, sąsiedztwach, parafiach.

W naszym kraju.

Nie możemy tolerować takich postaw i praw, które szydzą z Boga i całego Kościoła.

Nie możemy siedzieć cicho i udawać, że nic złego się nie dzieje.

Nie możemy się bać, co inni powiedzą i być może nas wyśmieją.

 

Musimy obserwować, interweniować, być.

Tworzyć ten świat.

Bo wiara katolicka jest najlepszym, co może spotkać każdego człowieka.

Czasem trudno to zrozumieć, ale faktycznie tak jest.

To ona m.in. uczy tolerancji i szacunku.

Ba! Miłości, nawet do przeciwników.

Zastanówmy się nad skarbem naszej wiary.

Czy jesteśmy jej warci?

Czy jesteśmy wdzięczni, gorliwi, przekonujący?

Czy jesteśmy strażnikami wiary?

 

Bo być strażnikiem wiary to być człowiekiem nawrócenia.

To BYĆ CZŁOWIEKIEM FATIMY.

 

 

Sługa Boży abp Fulton Sheen poczynił w przeszłości interesującą obserwację dotyczącą związku pomiędzy szacunkiem muzułmanów dla Maryi i córki Mahometa oraz objawieniem się Matki Boskiej w Fatimie:

Prowadzi nas to do drugiego punktu argumentacji, mianowicie do wyjaśnienia, dlaczego Najświętsza Matka w XX wieku wybrała na miejsce swojego objawienia małą, nieistotną wioskę Fatima, aby odtąd przyszłe pokolenia znały ją jako Matkę Boską z Fatimy. Cokolwiek dzieje się ze zrządzenia Nieba, wszystkie szczegóły dopracowane są z najwyższą finezją. Wierzę, że Najświętsza Dziewica wybrała sobie miano Matki Boskiej z Fatimy jako obietnicę i znak nadziei dla ludów muzułmańskich i jako zapewnienie, że ci, którzy okazują Jej tak wiele szacunku, pewnego dnia przyjmą również Jej Boskiego Syna”.

Nie powinien więc zdumiewać fakt, że sanktuarium w Fatimie jest nie tylko miejscem pielgrzymek chrześcijan, lecz że przyciąga także wielu muzułmanów. Wyznawcy islamu przyjeżdżają zobaczyć na własne oczy miejsce objawień Maryi w miejscowości, która nazwę swą zawdzięcza jednej z najbardziej czczonych w ich religii kobiet.

 

 

Jeżeli chodzi o odwagę w stróżowaniu.

W nawracaniu siebie i innych.

 

Wspaniałymi bohaterami, autorytetami i przywódcami są dzieci.

TE DZIECI.

 

20 lat temu beatyfikowane przez papieża Polaka.

Dziś już święte.

Franciszek i Hiacynta. I wkrótce Łucja.

 

Na początku Objawień były wystraszone. Bały się.

Tajemniczej postaci.

Nie wiedziały, co to ma znaczyć.

W końcu byli zwykłymi biednymi pastuszkami, no i małymi dziećmi.

Jednak po jakimś czasie te same postaci nabierają mocy, odwagi, wiary.

Pragną nieba i żyją tą perspektywą.

Która staje się dla nich bliska i całkiem realna.

Pragną nawrócenia wszystkich obrażających Boga.

Pragną świętości.

I stają się święte.

Powiedzieć, że oddają się modlitwie, pokucie i cierpieniu to jakby nic nie powiedzieć.

W wieku niespełna 10 lat Bóg przemawia do nich przez Maryję.

Daje im łaskę zrozumienia, powagi i gorliwości.

Stają się duchowo dojrzali.

Giganci wiary.

Z Fatimy.

 

Jak mówił w homilii, 13 maja 2000r. Jan Paweł II:

 

Franciszek, jeden z trojga wybranych, opowiadał później: «Płonęliśmy w tej światłości, którą jest Bóg, ale nie spalaliśmy się. Jaki jest Bóg? Nie można tego powiedzieć. Tego naprawdę ludzie nigdy nie mogą powiedzieć». Bóg: światłość, która płonie, ale nie spala.

 

Tym, co najbardziej zdumiewało bł. Franciszka i co pochłaniało jego uwagę, był Bóg, ukryty w owej niezmiernej światłości, która przeniknęła do głębi ich troje. Ale tylko jemu Bóg objawił się «bardzo smutny», jak opowiadał sam Franciszek. Którejś nocy jego ojciec usłyszał szloch chłopca i zapytał go, dlaczego płacze. Syn odpowiedział: «Myślałem o Jezusie, który jest bardzo smutny z powodu grzechów popełnianych przeciw Niemu». Ożywiało go jedno pragnienie, bardzo znamienne dla dziecięcego sposobu myślenia: chciał «pocieszyć i rozweselić Jezusa».

W jego życiu dokonuje się przemiana, którą moglibyśmy nazwać radykalną; przemiana z pewnością niezwykła u dziecka w jego wieku. Franciszek podejmuje głębokie życie duchowe, które wyraża się w wytrwałej i żarliwej modlitwie, osiągającej szczyt prawdziwego zjednoczenia mistycznego z Bogiem. To ona też prowadzi go do stopniowego oczyszczenia duchowego poprzez wyrzekanie się przyjemności, a nawet niewinnych zabaw dziecięcych.

Zniósł bez jednej skargi dotkliwe cierpienia spowodowane przez chorobę, która doprowadziła go do śmierci. Zdawało mu się, że to wszystko za mało, aby pocieszyć Jezusa; umarł z uśmiechem na ustach. W małym Franciszku wielkie było pragnienie wynagrodzenia za winy grzeszników, dlatego starał się być dobry i ofiarowywał swoje wyrzeczenia i modlitwy. Również jego siostra Hiacynta, prawie dwa lata młodsza od niego, żywiła takie same pragnienia.

 

Jan Paweł II przedstawił w prostych słowach charyzmat małego Franciszka, ale jakże wymownych!

Dziecko, które nas zawstydza.

Dziecko, które kocha ponad wszystko, ponad śmierć.

Dziecko, które nawraca się i nawołuje do nawrócenia się innych.

Dziecko, które staje się wielkie, które umiera.

 

Franciszek i Hiacynta są wspaniałymi orędownikami.

Są wspaniałymi patronami dzieci.

Jakże powinno zależeć wszystkim rodzicom, aby ich pociechy znały tych bohaterów wiary. Nie tylko też znały, ale aby stały się ich przyjaciółmi i naśladowały postawy głębokiej wiary i miłości do Boga, i ludzi.

Módlmy się, aby nasza parafia dostąpiła zaszczytu posiadania relikwii tych Dwojga.

 

Spójrzmy na ich twarze. W ich oczy.

Fotografie przedstawiają postacie o mocnych spojrzeniach, które przenikają nasze serca.

Oczy, które widziały Maryję, Matkę Boga.

Oczy, które widziały piekło.

Oczy, które widziały niebo.

Oczy, które patrzą się w nasze…

 

Co Ty w nich widzisz?

Wpatrujmy się w ich oblicza.

Być może będzie nam łatwiej zanurzyć się w tajemnicy Boga, który jak widać, nie jest tak daleko.

 

Nie bójmy się przyprowadzać dzieci do tych Dzieci.

Sami obudźmy w sobie dziecko i bądźmy jak Franciszek, i Hiacynta.

 

JPII mówił wtedy:

Ostatnie słowo kieruję do dzieci.

Drodzy chłopcy i dziewczęta, widzę, że wielu z was ma na sobie podobne stroje jak Franciszek i Hiacynta. Bardzo ładnie w nich wyglądacie!

Ale już dzisiaj albo jutro zdejmiecie je i pastuszkowie nagle znikną.

Czy nie sądzicie, że nie powinni zniknąć?

Matka Boża bardzo was potrzebuje, aby pocieszać Jezusa, który jest smutny z powodu wyrządzanych Mu zniewag; potrzebuje waszych modlitw i ofiar za grzeszników.

Poproście swoich rodziców i wychowawców, aby oddali was do «szkoły» Matki Bożej, aby nauczyła was być takimi, jak pastuszkowie, którzy starali się czynić wszystko, czego Ona od nich żądała. Zapewniam was, że «większy czyni się postęp przez krótki czas posłuszeństwa i uległości wobec Maryi, niż przez całe lata osobistych wysiłków, podejmowanych wyłącznie własnymi siłami» (św. Ludwik Maria Grignion de Montfort, Traktat o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny, n. 155). Właśnie w taki sposób pastuszkowie rychło stali się świętymi. Pewna kobieta, która gościła Hiacyntę w Lizbonie, słysząc dobre i roztropne rady, jakich udzielała jej dziewczynka, zapytała, kto ją tego nauczył. «Matka Boża» — odparła Hiacynta. Poddając się wielkodusznie kierownictwu tak dobrej Nauczycielki, Hiacynta i Franciszek rychło osiągnęli szczyty doskonałości.

 

 

Słowa z homilii JPII niech staną się naszymi:

«Wysławiam Cię, Ojcze, że objawiłeś te rzeczy prostaczkom».

Wysławianie Jezusa przybiera dziś uroczystą formę beatyfikacji dwojga pastuszków — Franciszka i Hiacynty. Przez ten obrzęd Kościół pragnie, jak gdyby postawić na świeczniku te dwie świece, które Bóg zapalił, aby oświecić ludzkość w godzinie mroku i niepokoju.

 

Ich piękne dziecięce groby, pomniki, w Sanktuarium kryją w sobie, na przekór śmierci, ciepło, światło i życiodajną miłość.

 

Może nie zdajemy się sobie sprawy, ale Dzieci Fatimskie umarły w czasie pandemii grypy “hiszpanki”.

100 lat minęło.

I mamy kolejną pandemię. Także wirusową.

Może i dziś Maryja postanowi objawić się jakimś dzieciom?

W miejscu, które dla świata nie istnieje?

 

Jedno jest pewne.

Maryja objawia prawdę o swoim Synu w sercu każdego z nas.

Codziennie.

Niezależnie czy panuje koronawirus, czy nie.

I codziennie nawołuje do nawrócenia.

I modlitwy za grzeszników.

Za cały świat.

By zwrócił się wreszcie do Boga i zaczął żyć zgodnie z Jego Miłością.

By zapanował POKÓJ.

By trafił on do wszystkich ateistów, antyklerykałów, do Rosji, na Bliski Wschód, do terrorystów, do gigantów światowych, do dalekiej Azji.

 

 

Jak pisałam na początku byli wystraszeni pastuszkowie.

Bo zobaczyli coś, co zazwyczaj jest przed nami zakryte.

Świat nadprzyrodzony.

Świat wieczności.

Świat pełni, czyli przestrzeń, w której się widzi wszystko takim jakim jest naprawdę.

To nam się wydaje, że ten świat, ziemski, jest najwyższym szczytem. Ostatecznością. Całością. Pełnią.

A tak nie jest.

To część życia. Świata.

Teraz. To świat ciała, fizyczności, zmysłów.

Jednak przenika go przestrzeń ducha, powiewu, tajemnicy.

Czegoś niewidocznego, ale obecnego.

 

To szatan próbuje nieustannie wbić nam do głowy, że materia i to co wokół to wszystko, co jest do zaproponowania. I nic więcej.

Niczego więcej nie znajdziecie. Nawet nie szukajcie.

A Bóg mówi.

Uwierz we Mnie, a Ja odkryję przed tobą choć małą część ukrytego, zakrytego, byś ufał i nie bał się.

 

Bóg wie, że nie może teraz pokazać wszystkiego człowiekowi.

Życie niewidzialne, nadprzyrodzone jest rzeczą tajemną i tak niezwykłą, iż może niejednego sparaliżować.

A nie o to w tym wszystkim chodzi.

Krok po kroku. Następuje wtajemniczenie.

 

Wierzymy w Boga, w Jezusa.

Ale gdybyśmy naprawdę zobaczyli Go w kościele.

Pod postacią widzialną, która patrzy się na nas.

Albo gdybyśmy ujrzeli całe zastępy aniołów i świętych, i zmarłych, które biorą udział w każdej Liturgii.

Ilu z nas by zostało w świątyni?

Ilu z nas by się przelękło?

Może wtedy wielu by się naprawdę nawróciło?

Ale pamiętamy błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli…

 

Tak naprawdę boimy się.

Świętości.

Bycia dobrym.

Jak chleb.

Pokornym, pomocnym, współczującym, ofiarującym.

Boimy się bycia wierzącym naprawdę.

Boimy się wyśmiania, ataków, szyderstw, zmarginalizowania.

 

No to teraz spójrzmy jeszcze raz w oczy Franciszka i Hiacynty.

I jeszcze raz.

I jeszcze.

 

 

Jak nie teraz, to nigdy.

Świętym nie stajesz się w niebie.

Do nieba idą święci, którzy wypracowali sobie życiem ziemskim ten laur nieśmiertelności.

To ziemia jest miejscem zmagania.

A niebo błogostanu.

Nie odwrotnie!

 

Jan Paweł kontynuował w homilii:

 

«I inny znak się ukazał na niebie: (…) wielki Smok»

Te słowa z pierwszego czytania mszalnego przywodzą nam na myśl wielki bój, jaki toczy się między dobrem a złem, a jednocześnie uświadamiają, że spychając Boga na ubocze, człowiek nie może osiągnąć szczęścia, ale przeciwnie — zmierza do samozniszczenia.

Orędzie Fatimy wzywa do nawrócenia, ostrzega ludzkość, aby nie stawała po stronie smoka, który «ogonem zmiata trzecią część gwiazd niebieskich i rzuca je na ziemię»

Ostatecznym celem człowieka jest niebo, jego prawdziwy dom.

Bóg nie chce, aby ktokolwiek zaginął; dlatego dwa tysiące lat temu posłał na ziemię swojego Syna, aby «szukał i zbawił to, co zginęło»

On zbawił nas przez swoją śmierć na krzyżu. Niech nikt nie udaremnia tego krzyża!

Powodowana macierzyńską troską, Najświętsza Panna przybyła tutaj, do Fatimy, ażeby zażądać od ludzi, by «nie znieważali więcej Boga, naszego Pana, który dosyć już został znieważony».

Przemawia, bo jako Matka boleje, kiedy zagrożony jest los Jej dzieci.

Dlatego wzywa pastuszków:

«Módlcie się, wiele się módlcie i umartwiajcie się w intencji grzeszników; wiele dusz idzie do piekła, bo nikt nie modli się za nie ani nie umartwia».

 

 

 

Jak możemy przeczytać w dokumencie Kongregacji Nauki Wiary z 2001r.:

 

Na przełomie drugiego i trzeciego tysiąclecia Papież Jan Paweł II postanowił opublikować zapis trzeciej części tajemnicy fatimskiej.

Po dramatach i okrucieństwach XX stulecia, jednego z kluczowych okresów ludzkich dziejów, którego kulminacyjnym momentem był krwawy zamach na «słodkiego Chrystusa na ziemi», zostaje oto ujawniona rzeczywistość, która współtworzy historię, a zarazem wyjaśnia jej głęboki sens w perspektywie duchowej, niechętnie przyjmowanej przez współczesną mentalność, pozostającą pod silnym wpływem racjonalizmu.

 

Objawienia i nadprzyrodzone znaki występują w całych dziejach, wkraczają w centrum ludzkich wydarzeń i towarzyszą historii świata, zdumiewając wierzących i niewierzących.

Zjawiska te nie mogą być sprzeczne z treścią wiary, natomiast winny być skupione wokół centralnego motywu Chrystusowego przepowiadania — wokół miłości Ojca, która pobudza ludzi do nawrócenia i daje im łaskę, aby potrafili zawierzyć Mu z synowską ufnością.

Taką wymowę ma również orędzie z Fatimy, którego naglące wezwanie do nawrócenia i pokuty wprowadza nas w istocie w samo serce Ewangelii.

 

Fatima to bez wątpienia najbardziej profetyczne z objawień nowożytnych.

Pierwsza i druga część tajemnicy, które zostają opublikowane w pierwszej kolejności w trosce o kompletność dokumentacji, dotyczą przede wszystkim:

straszliwej wizji piekła, kultu Niepokalanego Serca Maryi i drugiej wojny światowej oraz zapowiadają ogromne szkody, jakie Rosja miała wyrządzić ludzkości przez odejście od wiary i wprowadzenie komunistycznego totalitaryzmu.

 

 

Wołajmy za Janem Pawłem II:

 

Zawierzamy Ci, o Matko, świat, wszystkich ludzi i wszystkie narody, zawierzamy Ci także samo poświęcenie świata, składając je w Twoim macierzyńskim Sercu.

 

O, Niepokalane Serce!

Pomóż nam odeprzeć groźbę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach ludzi współczesnych, a którego nieobliczalne skutki ciążą już dziś nad naszym życiem i zdają się zamykać drogi ku przyszłości!

 

Od głodu i wojny, wybaw nas!

Od wojny atomowej, od niewyobrażalnego samozniszczenia, od wszelkich wojen, wybaw nas!

Od grzechów przeciw życiu człowieka od chwili poczęcia, wybaw nas!

Od nienawiści i poniżania godności synów Bożych, wybaw nas!

Od wszelkiej niesprawiedliwości w życiu społecznym, narodowym i międzynarodowym, wybaw nas!

Od pochopnego deptania przykazań Bożych, wybaw nas!

Od prób zacierania w ludzkich sercach prawdy samego Boga, wybaw nas!

Od utraty świadomości dobra i zła, wybaw nas!

Od grzechów przeciw Duchowi Świętemu, wybaw nas! wybaw nas!

 

O Matko Chrystusa, przyjmij to wołanie brzemienne cierpieniem wszystkich ludzi! Brzemienne cierpieniem całych społeczeństw!

Pomagaj nam zwyciężać mocą Ducha Świętego wszelki grzech: grzech człowieka i ‚grzech świata’, grzech w każdej postaci.

 

Niech w dziejach świata ujawni się raz jeszcze nieskończona moc zbawcza Odkupienia: moc miłosiernej Miłości!

Niech ona powstrzyma zło! Niech przemieni sumienia!

Niech w Twoim Niepokalanym Sercu ukaże się wszystkim światło Nadziei!

 

+

 

Siostra Łucja wyjaśniała w liście do Papieża w jaki sposób interpretować III Tajemnicę:

 

Trzecia część tajemnicy odnosi się do słów Matki Bożej: ‚jeżeli nie, Rosja rozszerzy swoje błędne nauki po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła. Dobrzy będą męczeni, Ojciec Święty będzie bardzo cierpieć, wiele narodów zostanie zniszczonych.

 

Trzecia część tajemnicy jest symbolicznym objawieniem, odnoszącym się do tej części Orędzia, która spełni się zależnie od tego, czy przyjmiemy żądania zawarte w samym Orędziu: ‚Jeżeli (…) me życzenia spełnią, Rosja nawróci się i zapanuje pokój, jeżeli nie, (…) rozszerzy swoje błędne nauki po świecie’ itd.

Ponieważ nie przyjęliśmy tego wezwania zawartego w Orędziu, jesteśmy świadkami jego spełnienia, a Rosja rzeczywiście zalała świat swoimi błędami. A chociaż nie oglądamy jeszcze całkowitego wypełnienia się ostatniej części tego proroctwa, widzimy, że stopniowo zbliżamy się do niego wielkimi krokami.

Nastąpi ono, jeżeli nie zawrócimy z drogi grzechu, nienawiści, zemsty, niesprawiedliwości, łamania praw człowieka, niemoralności, przemocy itd.

 

I nie mówmy, że to Bóg tak nas karze; przeciwnie, to ludzie sami ściągają na siebie karę. Bóg przestrzega nas cierpliwie i wzywa do powrotu na dobrą drogę, szanując wolność, jaką nam podarował; dlatego to ludzie ponoszą odpowiedzialność.

 

 

Jak pisze w dokumencie Kongregacji kard. Bertone:

 

Działanie Boga, Pana dziejów, i współodpowiedzialność człowieka, przeżywającego swoją wolność jako dramat i owocny dar, to dwa filary, na których wznosi się historia ludzkości.

 

W objawieniach fatimskich Matka Boża przypomina nam o tych zapomnianych wartościach, o tej przyszłości człowieka w Bogu, w której mamy czynny i odpowiedzialny udział.

 

 

+

 

O mój Jezu,

przebacz nam nasze grzechy,

zachowaj nas od ognia piekielnego,

zaprowadź wszystkie dusze do nieba,

a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.

 

NMP Fatimska, módl się za nami!

 

 M.P.