Słowo Boże – Niedziela Palmowa „A”

EWANGELIA W CZASIE PROCESJI I POŚWIĘCENIA PALM (Mt 21,1-11)

Wjazd Jezusa do Jerozolimy

Słowa Ewangelii według świętego Mateusza.

Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał swoich uczniów i rzekł im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam kto co mówił, powiecie: «Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści»”.
Stało się to, żeby się spełniło słowo proroka: „Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy”.
Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
„Hosanna Synowi Dawida.
Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie.
Hosanna na wysokościach”.
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: „Kto to jest?” A tłumy odpowiadały: „To jest prorok Jezus z Nazaretu w Galilei”.

MSZA

PIERWSZE CZYTANIE (Iz 50,4-7)

Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie doznam wstydu

Czytanie z księgi proroka Izajasza.

Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 22,8-9.17-18a.19-20.23-24)

Refren:Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił?

Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, *
wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:
„Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli, *
niech go ocali, jeśli go miłuje”.

Sfora psów mnie opadła, *
otoczyła mnie zgraja złoczyńców
Przebodli moje ręce i nogi, *
policzyć mogę wszystkie moje kości.

Dzielą między siebie moje szaty *
i los rzucają o moją suknię.
Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka: *
pomocy moja śpiesz mi na ratunek.

Będę głosił swym braciom Twoje imię *
i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych:
„Chwalcie Pana, wy, którzy się Go boicie, *
niech się Go lęka całe potomstwo Izraela”.

DRUGIE CZYTANIE (Flp 2,6-11)

Chrystus uniżył samego siebie, dlatego Bóg Go wywyższył

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Filipian.

Chrystus Jezus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w tym co zewnętrzne uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.

 

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa według świętego Mateusza.

Zdrada Judasza
E. Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i powiedział: I. Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam.E. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

Przygotowanie Paschy
W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: T. Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia? E. On odrzekł: + Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami. E. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Wyjawienie zdrajcy
Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: + Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi. E. Zasmuceni tym bardzo, zaczęli pytać jeden przez drugiego: I. Chyba nie ja, Panie? E. On zaś odpowiedział: +Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane; lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. E.Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, powiedział: I. Czy nie ja, Rabbi? E. Odpowiedział mu: + Tak, to ty jesteś.

Ustanowienie Eucharystii
E. A gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał go i dał uczniom, mówiąc: + Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje. E. Następnie wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, mówiąc: + Pijcie z niego wszyscy; bo to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. Lecz powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z tego owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę z wami nowy, w królestwie Ojca mojego. E. Po odśpiewaniu hymnu wyszli na Górę Oliwną.

Przepowiednia zaparcia się Piotra
Wówczas Jezus rzekł do nich: + Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei. E. Piotr Mu odpowiedział: I. Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię. E. Jezus mu rzekł: + Zaprawdę powiadam ci: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. E. Na to Piotr: I. Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie. E. Podobnie zapewniali wszyscy uczniowie.

Modlitwa i trwoga konania
Wtedy przyszedł Jezus z nimi do ogrodu, zwanego Getsemani, i rzekł do uczniów: + Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i będę się modlił. E. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę. Wtedy rzekł do nich: +Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną. E. I odszedłszy nieco dalej, upadł na twarz i modlił się tymi słowami: + Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich. Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty.
E. Potem przyszedł do uczniów i zastał ich śpiących. Rzekł więc do Piotra: + Tak, jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe. E. Powtórnie odszedł i tak się modlił: +Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie wola Twoja. E. Potem przyszedł i znów zastał ich śpiących, bo oczy ich były senne. Zostawiwszy ich, odszedł znowu i modlił się po raz trzeci, powtarzając te same słowa. Potem wrócił do uczniów i rzekł do nich: + Śpicie jeszcze i odpoczywacie? A oto nadeszła godzina i Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy; oto się zbliża mój zdrajca.

Pojmanie Jezusa
E. Gdy On jeszcze mówił, oto przyszedł Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim wielka zgraja z mieczami i kijami od arcykapłanów i starszych ludu. Zdrajca zaś dał im taki znak: I. Ten, którego pocałuję, to On; Jego pochwyćcie. E. Zaraz też przystąpił do Jezusa, mówiąc: I. Witaj, Rabbi. E. I pocałował Go. A Jezus rzekł do niego: + Przyjacielu, po coś przyszedł? E. Wtedy rzucili się na Jezusa i pochwycili Go. A oto jeden z tych, którzy byli z Jezusem, wyciągnął rękę, dobył miecza i ugodziwszy sługę najwyższego kapłana, odciął mu ucho. Wtedy Jezus rzekł do niego: + Schowaj miecz swój do pochwy, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czy myślisz, że nie mógłbym prosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów? Jakże więc spełnią się Pisma, że tak się stać musi?
E. W owej chwili Jezus rzekł do tłumów: + Wyszliście z mieczami kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pojmaliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków. E.Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

Jezus przed Wysoką Radą
Ci zaś, którzy pochwycili Jezusa, zaprowadzili Go do najwyższego kapłana, Kajfasza, gdzie zebrali się uczeni w Piśmie i starsi. A Piotr szedł za Nim z daleka, aż do pałacu najwyższego kapłana. Wszedł tam na dziedziniec i usiadł między służbą, aby widzieć, jaki będzie wynik.
Tymczasem arcykapłani i cała Wysoka Rada szukali fałszywego świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić. Lecz nie znaleźli, jakkolwiek występowało wielu fałszywych świadków. W końcu stanęli dwaj i zeznali: T. On powiedział: Mogę zburzyć przybytek Boży i w ciągu trzech dni go odbudować. E. Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: I. Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie? E. Lecz Jezus milczał. A najwyższy kapłan rzekł do Niego: I. Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjaszem, Synem Bożym? E. Jezus mu odpowiedział: + Tak, Ja Nim jestem. Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich. E. Wtedy najwyższy kapłan rozdarł swoje szaty i rzekł: I. Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Co wam się zdaje? E. Oni odpowiedzieli: T. Winien jest śmierci. E. Wówczas zaczęli pluć Mu w twarz i bić Go pięściami, a inni policzkowali Go i szydzili: T. Prorokój nam Mesjaszu, kto Cię uderzył?

Piotr zapiera się Jezusa
E. Piotr zaś siedział zewnątrz na dziedzińcu. Podeszła do niego jedna służąca i rzekła: I. I ty byłeś z Galilejczykiem Jezusem. E. Lecz on zaprzeczył temu wobec wszystkich i rzekł: I. Nie wiem, co mówisz. E. A gdy wyszedł ku bramie, zauważyła go inna i rzekła do tych, co tam byli: I. Ten był z Jezusem Nazarejczykiem. E. I znowu zaprzeczył pod przysięgą: I. Nie znam tego Człowieka. E. Po chwili ci, którzy tam stali, zbliżyli się i rzekli do Piotra: I. Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza. E. Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: I. Nie znam tego Człowieka. E. I w tej chwili kogut zapiał. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz. Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał.

Wydanie Jezusa Piłatowi
A gdy nastał ranek, wszyscy arcykapłani i starsi ludu powzięli uchwałę przeciw Jezusowi, żeby Go zgładzić. Związawszy Go zaprowadzili i wydali w ręce namiestnika Poncjusza Piłata.

Koniec zdrajcy
Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł: I. Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną. E. Lecz oni odparli: I. Co nas to obchodzi? To twoja sprawa. E. Rzuciwszy srebrniki do przybytku, oddalił się, potem poszedł i powiesił się. Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli: T. Nie wolno kłaść ich do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew. E. Po odbyciu narady kupili za nie pole garncarza na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi. Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za pole garncarza, jak mi Pan rozkazał.

Jezus przed Piłatem
Jezusa zaś stawiono przed namiestnikiem. Namiestnik zadał Mu pytanie: I. Czy Ty jesteś królem żydowskim? E. Jezus odpowiedział : + Tak, Ja nim jestem. E. A gdy Go oskarżali arcykapłani i starsi, nic nie odpowiadał. Wtedy zapytał Go Piłat: I. Nie słyszysz, jak wiele zeznają przeciw Tobie? E. On jednak nie odpowiadał mu na żadne pytanie, tak że namiestnik bardzo się dziwił.

Jezus odrzucony przez swój naród
A był zwyczaj, że na każde święto namiestnik uwalniał jednego więźnia, którego chcieli. Trzymano zaś wtedy znacznego więźnia, imieniem Barabasz. Gdy się więc zebrali, spytał ich Piłat: I. Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem? E. Wiedział bowiem, że przez zawiść Go wydali. A gdy on odbywał przewód sądowy, żona jego przysłała mu ostrzeżenie: I. Nie miej nic do czynienia z tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu. E.Tymczasem arcykapłani i starsi namówili tłumy, żeby prosiły o Barabasza, a domagały się śmierci Jezusa. Pytał ich namiestnik: I.Którego z tych dwóch chcecie, żebym wam uwolnił? E. Odpowiedzieli: T. Barabasza. E. Rzekł do nich Piłat: I. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem? E. Zawołali wszyscy: T. Na krzyż z Nim! E. Namiestnik odpowiedział: I. Cóż właściwie złego uczynił? E. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli: T. Na krzyż z Nim! E. Piłat widząc, że nic nie osiąga, a wzburzenie raczej wzrasta, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu, mówiąc: I. Nie jestem winny krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz. E. A cały lud zawołał: T. Krew Jego na nas i na dzieci nasze. E. Wówczas uwolnił im Barabasza, a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie.

Król wyśmiany
Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z Jego szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: T. Witaj, królu żydowski! E. Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie. A gdy Go wyszydzili, zdjęli z Niego płaszcz, włożyli na Niego własne Jego szaty i odprowadzili Go na ukrzyżowanie.

Droga krzyżowa
Wychodząc spotkali pewnego człowieka z Cyreny, imieniem Szymon. Tego przymusili, żeby niósł krzyż Jezusa. Gdy przyszli na miejsce zwane Golgotą, to znaczy Miejsce Czaszki, dali Mu pić wino zaprawione goryczą. Skosztował, ale nie chciał pić.

Gdy Go ukrzyżowali, rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając o nie losy. I siedząc, tam Go pilnowali. A nad głową Jego umieścili napis z podaniem Jego winy: To jest Jezus, król żydowski. Wtedy też ukrzyżowano z Nim dwóch złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej stronie.

Wyszydzenie na krzyżu
Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go i potrząsali głowami, mówiąc: T. Ty, który burzysz przybytek i w trzech dniach go odbudowujesz, ocal sam siebie; jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża. E. Podobnie arcykapłani z uczonymi w Piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali: T. Innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Zaufał Bogu: niechże Go teraz wybawi, jeśli Go miłuje. Przecież powiedział: Jestem Synem Bożym. E. Tak samo lżyli Go i złoczyńcy, którzy byli z Nim ukrzyżowani.

Śmierć Jezusa
Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: + Elí, Elí, lemá sabachtháni? E. To znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili: T. On Eliasza woła. E. Zaraz też jeden z nich pobiegł i wziąwszy gąbkę, napełnił ją octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić. Lecz inni mówili: T. Poczekaj! Zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, aby Go wybawić. E. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i wyzionął ducha.

Wszyscy klękają i przez chwilę zachowują milczenie.

Po śmierci Jezusa
A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół; ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu, weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu.
Setnik zaś i jego ludzie, którzy odbywali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili: T.Prawdziwie, ten był Synem Bożym.
E. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza.

Złożenie w grobie
Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejście do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu.
Nazajutrz, to znaczy po dniu Przygotowania, zebrali się arcykapłani i faryzeusze u Piłata i oznajmili: T. Panie, przypomnieliśmy sobie, że ów oszust powiedział jeszcze za życia: Po trzech dniach powstanę. Każ więc zabezpieczyć grób aż do trzeciego dnia, żeby przypadkiem nie przyszli Jego uczniowie, nie wykradli Go i nie powiedzieli ludowi: Powstał z martwych. I będzie ostatnie oszustwo gorsze niż pierwsze. E. Rzekł im Piłat: I. Macie straż: idźcie, zabezpieczcie grób, jak umiecie. E. Oni poszli i zabezpieczyli grób opieczętowując kamień i stawiając straż.

ROZWAŻANIE

HAKELDAMA

 

 

Kapłani mają problem
z pogranicza etyki i rachunkowości

co zrobić ze srebrnikami
które Judasz rzucił im pod nogi

suma została zapisana
po stronie wydatków
zanotują ją kronikarze
po stronie legendy

nie godzi się wpisywać jej
w rubryce nieprzewidziane dochody
niebezpiecznie wprowadzić do skarbca
mogłaby zarazić srebro

nie wypada
kupić za nią świecznika do świątyni
ani rozdać ubogim

po długiej naradzie
postanawiają nabyć plac garncarski
i założyć na nim
cmentarz dla pielgrzymów

oddać — niejako
pieniądze za śmierć
śmierci

wyjście
było taktowne
więc dlaczego
huczy przez stulecia
nazwa tego miejsca
hakeldama
hakeldama
to jest pole krwi

 

 

 

Witaj, Rabbi.

I pocałował Go. A Jezus rzekł do niego:

Przyjacielu, po coś przyszedł?

 

 

  1. Wtedy Judasz, który Go wydał, widząc, że Go skazano, opamiętał się, zwrócił trzydzieści srebrników arcykapłanom i starszym i rzekł:
  2. Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną.
  3. Lecz oni odparli:
  4. Co nas to obchodzi? To twoja sprawa.
  5. Rzuciwszy srebrniki do przybytku, oddalił się, potem poszedł i powiesił się.

 

 Arcykapłani zaś wzięli srebrniki i orzekli:

  1. Nie wolno kłaść do skarbca świątyni, bo są zapłatą za krew.
  2. Po odbyciu narady kupili za nie pole garncarza na grzebanie cudzoziemców. Dlatego pole to aż po dziś dzień nosi nazwę Pole Krwi.

Wtedy spełniło się to, co powiedział prorok Jeremiasz: Wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę za Tego, którego oszacowali synowie Izraela. I dali je za pole garncarza, jak im Pan rozkazał.

 

 

Bracia i Siostry,

Dotarliśmy do VI Niedzieli Wielkiego Postu 2020.

Palmowej Niedzieli!

 

W tym roku jest ona szczególna, bez uroczystej procesji z palmami.

Bez wiwatów, okrzyków Hosanna.

Ale z Męką Pańską według Mateusza.

 

W świątyni czy w domu.

Rozpoczynamy WIELKI TYDZIEŃ 2020.

Wielki.

Tydzień.

Początek jest radosny.

Mimo wydanego już wyroku.

Z dnia na dzień rośnie dramaturgia.

Pascha.

Wieczerza. Ostatnia.

Zdrada.

Getsemani. Modlitwa.

Skazanie.

Krzyż i śmierć.

Grób.

Tłumienie emocji i spowolnienie akcji.

Cisza.

Czyż siła diabelska zwycięży?

Gdy będzie się wydawało, że to smutny koniec Jezusa.

On obudzi nas z mroku i przygnębienia.

On odsunie głaz mocą nieziemską.

On powstanie.

Huk. Blask. Szok.

By zawołać: Wyjdźcie z grobów. Nastał ranek!

Waszego życia, które nie będzie miało końca.

I tak rozpocznie się kolejny tydzień, Zmartwychwstania.

Ponownie. Początek radosny.

Bo Jezus jest Bogiem Życia i nie pozwala poddać się śmierci.

Wyzwala nadzieję i radość, że wszystko, co się skończy tu na ziemi.

Będzie miało swój początek. W wieczności.

Wierzysz?

 

Czasem trudno to pojąć, by móc uwierzyć.

A może chodzi o to?

Uwierzyć, by móc pojąć!

 

Dziś Ewangelia jest długa.

Jakby streszczenie naszej wiary i wypełnienie proroctw.

 

Ale ja pragnę skupić się na dwóch elementach:

 

-Zawiedziona miłość bez wybaczenia.

-Przewrotność losu i stałość Człowieka.

 

 

Pierwszy temat, wiadomo, odnosi się do Judasza.

Ucznia Jezusa.

Postać najbardziej tragiczna.

Która woła do ludzkości: Nie naśladuj mnie!

Woła m.in. przez pole krwi.

Także przez wiersz Herberta na wstępie.

Judasz, który na pewno, tak po ludzku, kochał swego Mistrza.

Wierzył w niego, w jego nauki, w jego pomysł na świat.

Widział w nim prawdziwego Króla. Mesjasza.

Który wprowadzi swoje rządy.

Jednak czas mijał, a Nauczyciel nie szykował rewolucji, jakiegoś przewrotu.

Bardziej spodziewał się śmierci.

Judasz, być może, chciał przyspieszyć bieg zdarzeń, postawić Jezusa pod ścianą, zmusić go do działania, do walki, do objęcia władzy. Zburzenia tego porządku świata.

Wiedział, co knują faryzeusze. Wielcy kapłani.

Być może myślał, że gdy dojdzie do spotkania dwóch przedstawicieli mocy, będzie wielkie bum, erupcja nowości, czegoś na co czekał.

Jak się przekonamy nie tylko on…

I tak Judasz, skończył marnie. Ba! Lepiej dla niego, by się nigdy nie narodził!

Wydał Jezusa na ukrzyżowanie.

Myślał, że przechytrzy wszystkich.

Miał w głowie swoje myśli, wyobrażenia. Miał swój plan.

I mocno w niego wierzył.

Skoro posunął się do takich rzeczy.

Czy chodziło mu tylko o te srebrniki?

Czy miłość przemieniła się w nienawiść do Jezusa?

Czy pragnął stać się przyjacielem Kajfasza?

Zapewne nie o to mu chodziło.

Najgorszym jego błędem było to, że uwierzył bardziej sobie niż Mistrzowi. Nie poszedł za Jezusem, a za swoim planem. Pragnął władzy i dobrobytu, a nie poddaństwa, posłuszeństwa i pokory.

Nie tak dawno Z, a teraz PRZECIW Przyjacielowi.

I Ty Brutusie?!

Historia zna takie zdarzenia.

Ale żadne z nich nie dotyczy Boga-Człowieka.

Oprócz tego jednego.

Na nieszczęście Judasza.

On uwierzył sobie.

Czyli komu?

 

Usłyszał tę odpowiedź od Arcykapłanów:

Co nas to obchodzi? To twoja sprawa.

 

Kto tak mówi, gdy wołasz: Zgrzeszyłem, wydawszy krew niewinną.

 

Znasz tę odpowiedź.

Tak.

Tak mówi diabeł.

Co jeszcze bardziej dramatyczne, przez kogo to powiedział?

Przez Arcykapłanów!

Najbliższych Bogu, mogłoby się wydawać…

Ale diabeł był w nich, bo nawet postawa Judasza i jego słowa nie dały im do myślenia, nie otworzyły ich serc.

Ba, słychać jakby ich pewność, że oni wiedzą, co czynią. Wiedzą, że tak naprawdę to wszystko jest naciągane, spreparowane przez nich. 

Co nas to obchodzi?

A powinno!

Czyż nie skończą jak Judasz?

 

Tak na dobrą sprawę, nie tylko Judasz odpowiadał za ukrzyżowanie Mistrza.

Prędzej czy później, pojmano by Go.

 Pewnie nie spodziewał się takich konsekwencji, takiego przebiegu zdarzeń. Może myślał, że dzięki niemu Jezus ujawni wreszcie swoje Bóstwo, będąc atakowanym.

Ale proroctwa mówiły co innego.

I Judasz zrozumiał, że królowanie Jezusa nie będzie według jego planu, nie tu i nie teraz.

Chciał jeszcze coś naprawić, zatrzymać tę całą machinę, przecież nie o to mu chodziło.

Ale widział, że było za późno.

Że on tego już nie zatrzyma.

Rzucił srebrniki i zakończył swój żywot.

 

Drodzy Bracia i Siostry,

Czy koniec Judasza musiał tak wyglądać?

Mógł przeczekać, dalej nawoływać do zmiany decyzji, mógł zebrać ludzi, którzy byli za Jezusem. Mógł po prostu być do końca na drodze.

Musiałby zobaczyć ukrzyżowanie Mistrza, Jego niebywałe cierpienie, Jego śmierć. I wina Judasza nie pozwalałby mu oddychać. Cierpiałby katusze. Ale być może doczekałby się Powstania Mistrza. Doczekałby się tego Bóstwa Jezusa. Pragnąłby przebaczenia. Ożyłby przez Krew Niewinną. Nawróciłby siebie, a potem innych.

Czyż Jezus, Syna Boga, Miłosierny. Odmówiłby przebaczenia Judaszowi?

Przecież dla Jego Miłości nie ma granic.

Nie ma takiego grzechu, którego by nie przebaczył.

Tak.

Ale Judasz dalej słuchał siebie, a bardziej podszeptu szatana.

Szatana, który zawsze wystawia na próbę.

Dlatego i Judasz wystawił Boga na próbę.

I sam został na nią wystawiony.

I nie wytrzymał już.

Nie zdołał przeprosić, prosić o wybaczenie.

Diabeł omotał go do końca.

Bardzo trudno jest się wtedy mu wyrwać.

Był pełen złego ducha, który kazał mu się zabić.

Odrzucić Boga do końca, Dawcę Życia.

To jest prawdziwie tragiczny koniec.

 

I dlatego Judasz zawsze będzie do nas wołał:

Nie naśladuj mnie!

Nie idź za swoją wolą.

Nie wystawiaj na próbę Boga.

Nie bierz do ręki zakrwawionych, zabrudzonych grzechem pieniędzy.

 

Gdy upadniesz, proś o przebaczenie.

Wyznaj Jezusowi, że Go zdradziłeś. I żałuj.

A On ci po prostu przebaczy i da ci siłę, byś powstał. Byś żył.

Bo Miłość jest najważniejsza.

Miłość, o której zapomniałem…

 

 

+ Wyszliście z mieczami i kijami jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie zasiadałem w świątyni i nauczałem, a nie pojmaliście Mnie. Lecz stało się to wszystko, żeby się wypełniły Pisma proroków.

  1. Wtedy wszyscy uczniowie opuścili Go i uciekli.

 

Stało się tak jak przepowiedział Jezus.

Wszyscy jego uczniowie zwątpią.

Także, czyż byli lepsi od Judasza?

 

Co jest gorsze?

Donieść o miejscu przebywania Poszukiwanego?

Czy opuścić Go w potrzasku, zostawić samego?

 

Być może nic by to nie dało, a może wręcz przeciwnie?

Może Arcykapłani i tak by dopięli swego, bo Jezus nie zmieniał o sobie zdania.

 

+ Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada. Lecz gdy powstanę, uprzedzę was do Galilei.

 

I te słowa Piotra.

Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię.

 

My też tak często mówimy.

Szczególnie, po spowiedzi, po głębszym nawróceniu.

Ale mija czas, nasza relacja z Jezusem słabnie i gdy przychodzą kryzysy, problemy, mówimy:

Nie znam tego Człowieka.

 

Jednak Piotr niesie w sobie nadzieję.

On nie wszystko rozumie.

On upada. Zdradza.

Ale ponad wszystko kocha Jezusa.

I dlatego Jezus-Bóg wywyższa go.

Tak jak Jego wywyższył Ojciec.

I to jest także Dobra Nowina i lekcja dla nas. Na życie.

 

 

Przejdźmy teraz do drugiego elementu dzisiejszej refleksji.

 

Tłum zaś ogromny słał swe płaszcze na drodze, a inni obcinali gałązki z drzew i słali nimi drogę.

A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:

«Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna na wysokościach!»

Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: «Kto to jest?»

A tłumy odpowiadały: «To jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei».

 

Vs.

 

  1. Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?
  2. Zawołali wszyscy:
  3. Na krzyż z Nim!
  4. Namiestnik odpowiedział:
  5. Cóż właściwie złego uczynił?
  6. Lecz oni jeszcze głośniej krzyczeli:
  7. Na krzyż z Nim!

 

  1. A cały lud zawołał:
  2. Krew Jego na nas i na dzieci nasze.

 

 

Kilka dni, a taka zmiana.

Aż tak nagła przemiana ludzi?

 

Dziś Niedziela Palmowa.

To naprawdę musiało być widowiskowe.

Prawdziwy triumfalny wjazd.

Z pompą.

Tłumy wokół, przed i za Jezusem.

Wiwatują na Jego cześć. Wznoszą okrzyki.

Kładą płaszcze, gałązki.

Przed Synem Dawida, który przychodzi w Imię Pańskie.

To naprawdę wielkie słowa.

Ludzie muszą w to wierzyć, inaczej nigdy nie powiedzieliby tego na głos.

 

I Jezus. Wjeżdża na oślątku.

Kilkadziesiąt lat wcześniej Jego ojciec Józef uciekał z Maryją i Jezusem na oślątku do Egiptu. Przed nienawiścią Heroda. By uchronić małego Jezusa przed śmiercią.

Teraz. Dorosły Jezus, Mistrz, dla wielu Prorok, wjeżdża sam na oślątku i wydawałoby się, że w zupełnie innej tonacji niż w przeszłości. A jednak wkracza w apogeum największej nienawiści, wkracza by spotkać śmierć.

Bo teraz nastał czas.

I nie jest wolą Ojca, by uciekać.

 

Jezus wie, że za chwilę zamiast Hosanna będzie słyszał ukrzyżuj.

Mimo to nadchodzi.

Wkracza jako Król. Tak zostaje podpisany na krzyżu. I tak przychodzi ponownie, bo jest Królem Życia. A śmierć nie ma nad Nim mocy.

I przyjdzie jako Król. Ponownie…

 

Ale wracając do ludu, zestawienie dwóch tekstów, dwóch postaw, atmosfer.

A przecież na scenie życia występują ci sami aktorzy.

Czy to tylko role?

Dziś wiwatuję, jutro pluję.

Czy życie składa się tylko z większych lub mniejszych ról, lepiej lub gorzej zagranych?

A gdzie nasza prawda, prawda o nas?

 

Ona stoi przed Kajfaszem, który zadaje pytania, m.in. to:

Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjaszem, Synem Bożym?

Jezus odpowiada tylko na to jedno:

+ Tak, Ja Nim jestem.

Ale powiadam wam: Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego, siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich.

 

Ona stoi przed Piłatem, który dziwi się, że skazaniec się nie broni. Nic nie mówi. Odpowiada tylko na jedno pytanie:

Czy Ty jesteś królem żydowskim?

+ Tak, Ja nim jestem

 

Pomyślmy, Jezus musiał naprawdę być przekonany o swoim mesjańskim powołaniu. On naprawdę jest Synem Bożym.

Gdyby nim nie był, czyż nie uciekłby z Jerozolimy?

Czy przed najwyższym kapłanem, przy wielu fałszywych świadkach, wśród oszczerstw, nie poddałby się?

Czy w ostatniej chwili przed Piłatem, który jakoś chce Mu pomóc, nie zdecydowałby się na własną obronę? Może wycofałby się na jakiś czas? Może jednak by zdezerterował? Przecież wie, co Go czeka. Śmierć i to na krzyżu. Najokrutniejsza!

Ale On nie odpowiada.

Po co ma mówić, skoro nikt Go nie słucha? Skoro Ci ludzie nic nie rozumieją? Teraz są już w totalnej ekstazie nienawiści. Każde słowo będzie odrzucone. Lud miał własny pomysł na Mesjasza. I nie był zgodny z Jezusem. Dlatego Jego słowa się już nie liczą…

Słowo Boże już się nie liczy. Pragną tylko Jego śmierci!

I biorą to na siebie. I na swoje dzieci.

Prorok Jezus, ten, który przychodzi w Imię Pańskie, przecież nie zamienił się w innego człowieka. To była ta sama osoba.

Cóż złego Wam uczynił? Cóż złego?

 

Trzeba przyznać. Zagrali tę rolę w najlepszy sposób. Diabeł kierował każdym ich gestem i słowem. Szeptał do ucha, judził. Niczym najlepszy sufler. I brnęli w tej nienawiści. Do końca. To była ich prawda. I racja.

A Prawda stała pośrodku. Przed nimi.

 

Jezus odpowiada tylko wtedy, gdy ma poświadczyć KIM JEST.

Jest Mesjaszem, Synem Bożym, Królem Żydowskim.

Gdyby tak nie było, nie odpowiedziałby.

Nie brnąłby w to do końca.

Przecież wiedział z czym się to wiąże. Co Go czeka.

 

Faktycznie.

Albo bluźnił. Albo mówił prawdę.

Dla większości był gorszy od mordercy Barabasza.

Dlaczego tak po prostu lud uwierzył starszyźnie?

Dlaczego tak łatwo zmienił zdanie?

Zapomniał o Jego cudach, nauczaniu, o miłości?

Przecież Jezus dawał wiele znaków.

Kto słuchał uważnie i rozważał w sercu, ten znał prawdę.

Ten wiedział, że mówi prawdę.

Że jest Bogiem.

 

I nastała przewrotność losu.

Jak i stałość Człowieka.

 

Każdy kto prawdziwie wierzy Jezusowi, wierzy w Jezusa, kto słucha i rozważa Jego słowa, życie, kto Go naśladuje, ten zawsze będzie stałym, mimo niepewności czasów.

 

A tak często jest w naszym życiu, że znamy Prawdę, oddajemy jej hołd, staramy się według niej żyć. A jednak, gdy przychodzą trudne czasy, często skazujemy tę Prawdę na śmierć.

Nie wiadomo, dlaczego. Czasem przez głupotę, lekceważenie. Czasem przez obojętność. Przez swój egoizm, swój plan. Czasem perfidnie, na złość. Czasem ze strachu przed innymi. Czasem z niedopatrzenia. Czasem jawnie, z własnej woli.

Brakuje nam stałości Jezusa.

 

On, przy całym lęku i cierpieniu, pokazał czym jest odwaga i moc ducha. Czym jest WIARA i MIŁOŚĆ.

 

Nie Zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i wiem, że nie doznam wstydu.

 

Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą,
wykrzywiają wargi i potrząsają głowami:
„Zaufał Panu, niech go Pan wyzwoli,
niech go ocali, jeśli go miłuje”.

 

Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych, i aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem ku chwale Boga Ojca.

 

+

 

W ten Wielki Tydzień będziemy wspominać m.in.

 

Gemma Galgani. Święta Włoszka. Mistyczka. Stygmatyczka. Dziewica. Była córką aptekarza. Wychowywała się w wielodzietnej rodzinie. Już w wieku 8 lat obiecała Bogu, że każdą spowiedź i komunię świętą będzie przeżywała w duchu teraźniejszości, jakby miały być jej ostatnimi w życiu. W tym też wieku straciła matkę. Musiała zająć się opieką nad rodzeństwem. W wieku 21 lat złożyła ślub czystości. Pragnęła wstąpić do pasjonistek klauzurowych. Jednak zły stan zdrowia uniemożliwiał to. Gemma często chorowała. Wcześniej opiekowała się chorym bratem-klerykiem, który zmarł na gruźlicę. Młoda dziewczyna bardzo to przeżyła. Nigdy już nie powróciła do pełnego zdrowia. Wywiązała się choroba szpiku. Przechodziła bolesne operacje. I było coraz gorzej. Śmierć ojca, krach majątkowy, gruźlica kręgosłupa. Rok leżenia w gorsecie. I przymuszone opuszczenie zbyt ciasnego domu. Na szczęście przyjęła ją do siebie pobożna kobieta. Otuchy Gemmie dodawał Jezus Ukrzyżowany. W wigilię uroczystości Serca Pana Jezusa otrzymała dar stygmatów.

Był wieczór, ogarnął mnie ogromny żal za grzechy, jakiego dotąd nie odczuwałam. Uświadomiłam sobie równocześnie wszystkie cierpienia, jakie Pan Jezus poniósł dla mego zbawienia. I oto znalazłam się w obecności mej Matki. Po Jej prawej ręce stał Anioł Stróż. Kochająca Matka nakazała mi wzbudzić żal serdeczny za grzechy, a gdy to uczyniłam, zwróciła się do mnie ze słowami:

«Córko, w imię Jezusa masz odpuszczone grzechy. Jezus, mój Syn, bardzo cię ukochał i pragnie dać ci dowód swojej szczególnej łaski. Czy zechcesz okazać się jej godną? Ja ci będę Matką. Czy chcesz mi się okazać prawdziwą córką?»

Po czym rozchyliła swój płaszcz i okryła mnie nim. W tej chwili ukazał mi się Pan Jezus. Jego wszystkie rany były otwarte, lecz zamiast krwi wydobywały się z nich płomienie. Natychmiast te płomienie dotknęły moich dłoni, stóp i serca. Miałam wrażenie, że z bólu umieram, i gdyby mnie nie podtrzymała Matka Boża, byłabym upadła na ziemię. Gdy przyszłam do siebie, stwierdziłam, że klęczałam na podłodze. W rękach, w stopach i w sercu wciąż odczuwałam przejmujący ból. Kiedy się podniosłam, zauważyłam, że miejsca, w których odczuwałam ból, silnie krwawią. Okryłam je, jak mogłam i przy pomocy Anioła Stróża dowlokłam się do łóżka (…). Boleści ustały dopiero w piątek o godzinie trzeciej po południu.

Odtąd rany odnawiały się regularnie, co tydzień. Od czwartku wieczorem do 15 w piątek. Dwa lata później otrzymała kolejne: stygmat korony cierniowej i śladów biczowania.

W uroczystość Zesłania Ducha Świętego Gemma zachorowała śmiertelnie. Było coraz gorzej. Przyjęła ostatnie sakramenty. Spodziewano się jej odejścia. Agonia jednak trwała znacznie dłużej. Do 11 kwietnia kolejnego roku. Gdy 25-latka zmarła w Wielką Sobotę.

Mija równo 117 lat, ponownie wypada wigilia Zmartwychwstania Pańskiego 11 kwietnia.

Święta Gemma ukochała zakon pasjonistów, z którym zapoznała się kilka lat przed śmiercią. Założyciel, św. Paweł od Krzyża, wyznaczył jako pierwszy cel słodkie rozważanie męki Pana Jezusa i rozpowszechnianie tego nabożeństwa wśród wiernych Kościoła. Spowiednikami i kierownikami duchowymi św. Gemmy byli pasjoniści. Na ręce jednego z nich złożyła także cztery śluby, właściwe zakonowi.

Gemma całym swoim życiem rozważała Mękę Jezusa.

I przez to została kanonizowana: za świadome, milczące przyjęcie cierpienia.

Była pierwszą świętą zmarłą i kanonizowaną w XX wieku.

Jest patronką studentów i aptekarzy.

Módlmy się za jej przyczyną. Bóg przez nią działa cuda!

Polecam stronę internetową: https://www.swietagemma.pl/

 

Nie tak dawno wspominaliśmy świętego Gabriela od MB Bolesnej. To ten sam zakon. Ten sam duch. To on jako pierwszy z pasjonistów dał się poznać św. Gemmie.

 

Myślę, że to idealna osoba na ten Wielki Tydzień.

+

 

Nie mogę nie napisać jeszcze o jednym świętym, którego wspomnienie obchodziliśmy wczoraj:

Izydor z Sewilli. Święty. Arcybiskup. Kapłan. Doktor Kościoła. Pochodził ze znakomitej rodziny rzymsko-hiszpańskiej, wielodzietnej. Jego dwaj bracia oraz siostra także tworzą poczet świętych. Jako chłopiec nie lubił się uczyć. Jednak po stracie rodziców rodzeństwem zajął się najstarszy brat, św. Leander, który był abp-em Sewilli. Został on jednak skazany na zesłanie przez najeźdźcę. Po śmierci brata na wygnaniu stolicę arcybiskupią przejął Izydor. Sprawował tę funkcję przez 35 lat. I robił to znakomicie. Umacniał Kościół w Hiszpanii, zwołując synody, tworząc szkoły i domy zakonne. Uważał, że należy kształcić młodzież, przekazując jej na wszelkie sposoby wiedzę, aby była mądra i pobożna. Na synodach uchwalano prawa, dotyczące karności religijnej i życia kościelnego. I tak na synodzie narodowym w Toledo ułożono symbol wiary, który przez długie wieki był odmawiany w liturgii nie tylko w Hiszpanii, ale poza jej granicami. Ustalono również dla całego państwa jednolitą liturgię i wyznaczono stałe terminy dla synodów.

Mówiono o nim, że polotem dorównywał Platonowi, wiedzą – Arystotelesowi, wymową – Cyceronowi, wszechstronnością – Dydymowi, powagą – św. Hieronimowi, nauką – św. Augustynowi, a jego świętość życia porównywano do św. Grzegorza Wielkiego.

Zostawił także trwały ślad w literaturze kościelnej.

Izydor zwalczał herezje, pisał o dziejach Gotów i Wandalów, najeźdźców. Jego dziełem jest Chronica Maiora, książka o cudach natury. A największym: Etymologiarum sive Originum libri XX, próba pierwszej naukowej encyklopedii.

Jego życie pełne przygód i wysiłku, ale także wspaniałych dzieł i sukcesów, powoli dobiegało końca. Tak więc Arcybiskup Izydor kazał się zanieść do katedry i w obecności biskupów sufraganów (pomocniczych), kapłanów i ludu zdjął swoje szaty biskupie, a wdział pokutny wór, głowę posypał popiołem i zalany łzami odbył spowiedź publiczną. Błagał, by mu odpuszczono jego przewiny i zaniedbania, i by się za niego modlono. Potem przyjął Komunię Świętą i pożegnał się ze wszystkimi pocałunkiem pokoju. Zaniesiony do swojej izby zmarł po 4 dniach.

Św. Izydor uchodzi za najwybitniejszego z biskupów-świętych, jakich wydała Hiszpania. Podczas gdy Jan Chryzostom uważany jest za największego kaznodzieję Kościoła Wschodniego, tak Izydor postrzegany jest często za autora najpiękniejszych i najcelniejszych kazań Kościoła Zachodniego.

Jego atrybutem, oprócz księgi i pióra, są pszczoły. Według legendy w niemowlęctwie, pszczoły pozostawiły odrobinę miodu na jego ustach, co zapowiadało jego późniejszy dar wymowy.

Patron Internetu, informatyków i Hiszpanii rzecz jasna.

Warto pochylić się nad słowami tego znakomitego świętego:

 

„Ucz się, jak gdybyś miał żyć wiecznie, żyj – jak gdybyś miał umrzeć jutro”.

 

„Na początku słuchaj. Zabieraj głos jako ostatni. Ostatnie słowo jest więcej warte niż pierwsze.”

 

„Nauczania powinny się odznaczać poprawnością, prostotą, otwartością, powagą i skromnością, dalej: taktem i wdziękiem. Do każdego trzeba przemawiać indywidualnie, w zależności od jego stanu i poziomu moralnego. A więc kaznodzieja powinien wprzód przemyśleć, co ma mówić, do kogo, kiedy i w jaki sposób.”

 

„Niesprawiedliwy to ktoś, kto źle używa swoich dóbr, albo uzurpuje sobie cudze dobra, albo do tego co posiada, doszedł w sposób niesprawiedliwy.”

 

I najbardziej związane słowa z Wielkim Tygodniem:

„O godna opłakiwania głupoto nieszczęśliwych żydów! Oto ani nie rozumieją na podstawie autorytetu Starego Testamentu przyjścia Zbawiciela, ani kiedy On przychodzi oni Go nie uznają. Czytają o nawróceniu pogan, a ze swego odrzucenia w najmniejszym stopniu się nie zawstydzają. Przestrzegają Szabatu, o którym wiedzą na podstawie świadectwa Pisma świętego, że jest zniesiony. Kultywują obrzezanie ciała ci, którzy utracili czystość serca.”

+

 

 

W Niedzielę Palmową obchodzimy już 35. Światowy Dzień Młodzieży.

 

Zachęcam do przeczytania z tej okazji Orędzia Franciszka.

Pięknego wzruszającego rozważania.

I nie kierujmy się licznikiem biologicznym.

Każdy z nas jest młody duchem. Bo duch się nie starzeje.

+

 

 

 

Bracia i Siostry,

Drodzy Parafianie,

Czcigodni Jubilaci i Solenizanci,

Kochani Sympatycy i Goście,

 

Pięknego, wyjątkowego, bogatego w przeżycia duchowe Wielkiego Tygodnia 2020!

Obyśmy umieli zobaczyć w Jezusie Zbawiciela.

Obyśmy umieli zawstydzić się swoim grzechem.

Obyśmy strzegli czystości serca.

Bo trzeba nam czuwać.

Tak łatwo wpaść w wir nienawiści i śmierci.

Tak łatwo odrzucić Miłość, przebaczenie i życie wieczne.

 

Dlatego CZUWAJMY!

 

Z Panem Bogiem,

W sercu i na ustach. Przez czyn.

 

M.P.