Słowo Boże – IV Niedziela Wielkiego Postu „A”

PIERWSZE CZYTANIE (1 Sm 16,1b.6–7.10–13a)

Namaszczenie Dawida na króla

Czytanie z Pierwszej Księgi Samuela.

Pan rzekł do Samuela: „Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla”.
Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: „Z pewnością przed Panem jest Jego pomazaniec”. Jednak Pan rzekł do Samuela: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”.
I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: „Nie ich wybrał Pan”.
Samuel więc zapytał Jessego: „Czy to już wszyscy młodzieńcy?”.
Odrzekł: „Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce”.
Samuel powiedział do Jessego: „Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie”.
Posłał więc i przyprowadzono go: był rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. Pan rzekł: „Wstań i namaść go, to ten”. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pana opanował Dawida.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 23,1–2ab.2c–3.4.5.6)

Refren:Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.

Pan jest moim pasterzem: *
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć *
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć *
Orzeźwia moją duszę,
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach *
Przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, *
zła się nie ulęknę,
bo Ty jesteś ze mną. *
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz *
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem, *
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną *
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana *
po najdłuższe czasy.

DRUGIE CZYTANIE (Ef 5,8–14)

Powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Efezjan.

Bracia:
Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości. Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie tamtych. O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: „Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus”.

EWANGELIA DŁUŻSZA (J 9, 1-41)

 
Uzdrowienie niewidomego od urodzenia

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Jezus przechodząc ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?”
Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata”. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: „Idź, obmyj się w sadzawce Siloe” – co się tłumaczy: Posłany.
On więc odszedł, i obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: „Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?” Jedni twierdzili: „Tak, to jest ten”, a inni przeczyli: „Nie, jest tylko do tamtego podobny”. On zaś mówił: „To ja jestem”. Mówili więc do niego: „Jakżeż oczy ci się otwarły?” On odpowiedział: „Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: «Idź do sadzawki Siloe i obmyj się». Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem”. Rzekli do niego: „Gdzież On jest?” On odrzekł „Nie wiem”.
Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A dnia tego, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat.
I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę”.
Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: „Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: „Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?”
I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: „A ty co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy?” Odpowiedział: „To jest prorok”.
Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi?”
Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: „Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie”. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wykluczony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: „Ma swoje lata, jego samego zapytajcie”.
Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: „Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem”. Na to odpowiedział: „Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę”. Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?” Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać jego uczniami?” Wówczas go zelżyli i rzekli: „Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi”. Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast wysłuchuje Bóg każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”. Na to dali mu taką odpowiedź: „Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać?” I precz go wyrzucili.
Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: „Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?” On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?” Rzekł do niego Jezus: „Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”. On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.
Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”.
Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?” Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie:
«Widzimy», grzech wasz trwa nadal”.
ROZWAŻANIE

LAETARE !

 

Raduj się.

 

No dalej.

Nie krępuj się.

Uśmiechnij się do siebie.

Odetchnij.

 

To już IV Niedziela w Wędrówce Nawrócenia.

Możesz czuć zmęczenie. I zniechęcenie.

Może już ustałeś w drodze.

Może już zmieniłeś kierunek.

A może w ogóle nie dałeś pierwszego kroku.

 

Nie jest to tak istotne przy zwykłym fakcie, że Wielki Post oznacza cały czas nieustanną walkę, ale przede wszystkim ŁASKĘ.

 

Szczególnie w tak niezwykłej sytuacji światowej, w której wszyscy się mimowolnie znaleźliśmy.

Izolacje, kwarantanny, ograniczenie mobilności i spotkań do minimum. Tak jakby wszystko miało stanąć w miejscu, a na pewno zwolnić.

Bo kluby i restauracje zamknięte, i szkoły, i uczelnie.

I problem z dostępnością do wielu usług, nawet tych związanych ze służbą zdrowia.

I słyszymy o nowych zarażeniach, zakażeniach. I ofiarach.

O brakach maseczek, respiratorów, pieniędzy.

O zbiegach z miejsc odosobnienia.

O zatajeniach ważnych faktów.

Ale słychać też solidarność w samopomocy sąsiedzkiej, w wolontariatach, we własnoręcznym szyciu maseczek.

Podjętych decyzjach o anulowaniu lub przesunięciu tylu ważnych wydarzeń.

Ograniczeniu zgromadzeń w celu zminimalizowania wszelkich zarażeń, czyli ku bezpieczeństwu.

 

Jedno jest pewne!

Wielkiej Nocy nikt nie odwoła ani nie przesunie.

Dni WP, które mijają, także nikt nie powtórzy.

Nie zaczniemy od nowa.

Jeszcze raz.

Musimy odnaleźć się tu i teraz.

W tym momencie, który jest.

 

Akcja zostań w domu miejmy nadzieję przyniesie dobre skutki.

Jest to trudna akcja ze względu na XXI-wieczny styl życia.

Robię, co chcę. Idę, gdzie chcę i kiedy chcę. I spotykam się z kim chcę.

Idę na manifestację. Idę na paradę. Idę zaprotestować.

Idę na koncert, do kina, teatru.

Idę, nie będę przecież siedzieć w domu.

Lubię spotykać się z przyjaciółmi, zabawić się w klubie.

 

A teraz ZOSTAŃWDOMU.

I cóż zrobić z tym pomysłem?

Tak siedzieć. Z rodziną lub bez. Z telewizją lub bez.

 

Na pewno z MODLITWĄ!

Bo ona jest kluczowa w tym czasie.

Jeżeli nie chcemy spanikować, porzucić nadziei, ulec zdenerwowaniu.

Jeżeli doceniamy pracę konieczną wielu zawodów.

Jeżeli wierzymy.

Nie możemy porzucić kontaktu z Bogiem.

Tym, Który może naprawdę WSZYSTKO.

Przy Którym żadna epidemia czy pandemia nie ma znaczenia.

 

Zostańwdomu oczywiście silnie dotknęło kościoły i odbiło się w zaleceniach Biskupów.

Ograniczenia do słynnej 50.

I dla osób chorych, starszych, dzieci i młodzieży, i tych, którzy odczuwają lęk przed zarażeniem.

A więc dyspensa od niedzielnej Mszy świętej.

Od tacy, chodzenia do kościoła, od parafialnych rekolekcji, od zgromadzeń, nauk.

I problem z Komunią, i sposobem jej przyjmowania. I znakiem pokoju.

 

Widzimy. Wszystko już nie jest tak oczywiste jak kiedyś. Nie jest takie proste, dostępne, nieograniczone.

Co z wolnością? Swobodą?

 

Z wolnością wszystko będzie w porządku, jeżeli nie zagubimy Boga, źródła prawdziwej wolności.

Może po to mamy “zostać w domu”, zwolnić, by zastanowić się, podjąć refleksję życia. Taką głębszą, spokojniejszą, prawdziwszą.

Taką, na którą dotąd nie było czasu ani miejsca.

Przypomnieć sobie o własnych marzeniach, o przyrzeczeniach.

Przemyśleć parę spraw: jak postępuję z drugim człowiekiem, co właściwie znaczy dla mnie DOM, rodzina, przyjaciele.

Jakie mam cele, ambicje, za czym gonię. Jak wygląda moja praca?

 Przeciw czemu się buntuję, z czym lub z kim walczę. Przed czym uciekam.

Jak wygląda moja wiara?

Powrócić do pierwotnych znaczeń wartości.

Czym jest tak właściwie wolność?

Może pomyliliśmy niektóre definicje? Może przesadziliśmy z buntem, z narzucaniem idei innym, z kreowaniem świata na nowo, na ludzkich zasadach, często niezgodnych z porządkiem Bożym?

 

Może Bóg daje nam szansę na zmianę spojrzenia, na uzdrowienie wzroku?

Na powrót do serca, do miejsca, w którym to ON mówi, nie tylko my.

 

Przestańmy myśleć, kiedy to wszystko minie i jak przetrwamy.

Przestańmy myśleć o zapasach, o stratach finansowych.

O straconych szansach, o odłożonych spotkaniach, uroczystościach.

O sposobu pracy rządu, o tym jaki film obejrzeć lub jak długo będę czekał w kolejce.

 

Pomyślmy, podczas tego wyhamowania światowego życia, o sprawach najważniejszych.

O miłości, która powinna wylewać się z naszych serc i zarażać innych, a raczej umacniać😊

O Bogu, który nas stworzył. O życiu, które jest po tym życiu. O regulaminie boskim, nie ludzkim.

 

Zarazy istniały od zawsze. I robiły wielkie spustoszenia wśród ludzkości.

Pora się rzeczywiście ocknąć, zawrócić z drogi, która prowadzi do przepaści.

Pora dokonać wreszcie dobrego wyboru.

Pora na Boga!

 

Nie tak na niby. Na pokaz. Na chwilę.

On widzi każdy zakamarek naszego serca, naszej prawdy o nas.

I nawet, gdy jest ciemno i nikt nas nie widzi, On wie.

 

Dlatego zachęcam WSZYSTKICH, oczywiście w duchu odpowiedzialności, o uczęszczanie na Msze święte. W niedziele i na tygodniu. Zachęcam do odwiedzania Jezusa i adorowania Go, nawet sam na sam, przed Tabernakulum.

Nie musimy stać jeden obok drugiego.

Nie musimy podawać sobie dłoni.

By być solidarnym i wrażliwym na potrzeby innych.

By nieść pokój ludziom.

Ale na pewno musimy posilać się Chlebem Żywym, tą manną, która posiliła Izraelitów na pustyni.

Musimy także posilać się Słowem Bożym, by móc rozumieć działanie Najwyższego. Słowo, zawsze aktualne. Także i dziś.

 

Niech ta swoista kwarantanna dla ciała będzie prawdziwym wybawieniem dla naszej duszy!

Sięgnijmy wreszcie po to Pismo Święte.

Spróbujmy na serio wziąć słowa Jezusa. I realizować Jego wytyczne.

Oczywiście rekomendacje specjalistów odnośnie epidemiologii są ważne.

Ale o ileż ważniejsze są zalecenia odnośnie życia wiecznego!

 

Módlmy się w tym Tygodniu, szczególnie, o poprawę wzroku.

O zdolność patrzenia na drugiego człowieka i całą rzeczywistość oczami Boga.

 

Słowo Boga na dziś:

 

Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż odsunąłem go, nie tak bowiem, jak człowiek widzi, widzi Bóg, bo człowiek widzi to, co dostępne dla oczu, a Pan widzi serce

 

Pan rzekł: „Wstań i namaść go, to ten”.

Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci.

Od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

 

Często jest tak w życiu, że człowiek idzie za czymś/kimś, co przykuwa wzrok. Omamiony pięknem zewnętrznym wyrusza w nieznane, ku oczywistemu szczęściu. A potem, w czasie dalszej podróży, pociągający obiekt nie jest już tak piękny jak na początku. Dostrzegamy jego wady, jego serce.

I dopiero wtedy zaczynamy tęsknić za prawdziwym Dawidem. Za prawdziwym pięknem, pięknym sercem, z którego wszystko wypływa. Do którego każdy człowiek w podświadomości dąży, bo przecież został skonstruowany przez Boga. Boga, która mówi: Pan widzi serce.

Nawet prorok, Samuel, nie dostrzegłby Dawida.

Tak często przechodzimy obojętnie obok tych właściwych, dobrych.

Bądźmy uważni. Jeżeli nawet sami czegoś nie dostrzeżemy, Bóg pomoże. Tak jak pomógł Samuelowi.

I stało się tak jak Pan zechciał, to z rodu Dawida narodził się Zbawiciel.

Dzieła Boże dokonują się tylko dzięki wiernemu słuchaniu i odpowiadaniu człowieka.

 

 

Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska są moją pociechą.

 

To kolejna zwrotka Psalmu: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego.

Czy i my możemy śmiało zawołać: NIE BRAK MI NICZEGO?

Niczego.

A jednak wychodzimy z kościoła, odchodzimy od Słowa i już myślimy, czego brakuje, co jeszcze do zrobienia.

Kierujemy się narzekaniem, wiecznym brakiem czegoś do dopełnienia szczęścia.

I już po Psalmie…

Jeżeli jednak wierzymy, że Bóg nami kieruje i żyjemy zgodnie z Jego wolą, to wiemy, że wiedzie nas po WŁAŚCIWYCH ŚCIEŻKACH.

Chociażby to były cierniowe…

I może się przytrafić ciemna dolina, noc, zło.

Ale wiem, że się nie ulęknę, bo On jest ze mną.

Bóg nie obiecuje życia bez ciemności, bez pokus, bez łez.

Ale mówi: będą z Tobą! Zawsze jestem z Tobą.

Dlatego też, Pan jest naszym pasterzem.

 

 

Bracia: Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości.

Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda.

Święty Paweł doskonale poznaje rzeczywistość, bo jest w doskonałej relacji z Panem, Bogiem Słowa.

Ciemność, to życie bez Chrztu.

Światłość, to oczywiście przyjęcie światła Chrystusa, podczas owego Sakramentu.

Sakramentu, którego zwykle nie pamiętamy.

Ale co roku ponawiamy jego istotę, podczas Wigilii Paschalnej.

Nie wystarczy jednak przyjąć raz światło.

Trzeba żyć tak, by tego światła nie zagasić.

A raczej przekazać je innym, by rozprzestrzenić jasność.

Poznamy to po wszelkiej prawości i sprawiedliwości, i prawdzie, które zapanują na świecie.

Na razie, widzimy, jest jeszcze zbyt kiepsko. Dlatego nie możemy siedzieć i pozwalać, aby światło przygasało. W nas, a tym samym w innych.

 

Badajcie, co jest miłe Panu.

I nie miejcie udziału w bezowocnych uczynkach ciemności, a raczej piętnując je, nawracajcie tamtych.

O tym bowiem, co się u nich dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy, gdy są piętnowane, stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.

 

Jak widzimy, trzeba napiętnować uczynki zła.

Nie wolno siedzieć cicho, czekając aż samo się uzdrowi.

Nie można patrzeć się na innych, bać się opinii mądrali, wywyższającego się, napominacza. Patrzcie, święty się znalazł.

Napominanie w duchu prawdy i miłości nie ma na celu dobicie do krzyża, którego każdy z nas dźwiga. Ma na celu podźwignięcie z otchłani zła i wywyższenie dobrem. Ma na celu człowieka i jego zbawienie.

Nie własną pozycję i szacunek.

Jeżeli widzisz, że drugi grzeszy, to masz prawo go upomnieć. I obowiązek. Inaczej stajesz się współodpowiedzialny za zło przez niego czynione.

Masz także obowiązek przyjąć napomnienie, a na pewno rozważyć go w sercu.

 

Dlatego się mówi:

„Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych,

a zajaśnieje ci Chrystus”.

 

 

Czasem jest tak, że kogoś dotyka jakaś ułomność. Niepełnosprawność, nałóg, choroba, inne nieszczęście.

I ludzie pytają:

Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?

Staramy się odnaleźć odpowiedzi na pytania, które stawia życie.

Odnaleźć przyczynę, źródło.

Tę głębię prawdy.

Dlaczego?

 

Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże.

Trzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata.

 

Ludzie słabi i mali w oczach tego świata często są posłańcami Boga. Dzięki nim Bóg działa.

Możemy spytać: jak to? Cóż to za wyróżnienie, byś niewidomym od urodzenia? Czy to dar? Dar, z którym trudno żyć, a jeszcze trudniej zrozumieć.

Widzimy, że tak. Rzeczywiście obdarza nas wszystkich. Potrzebującymi większej opieki i dobroci serca.

Ci ludzie, załóżmy, niewidomi wymagają większej uwagi i wrażliwości. Ale jednocześnie są polem do popisu dla naszego miłosierdzia, dla naszego dzielenia się miłością, oświetlania dróg, tym którzy w ciemnościach. Niekoniecznie tylko duchowych, jak w przypadku niewidomych.

Jezus mówi, że jak długo jest na świecie, On jest światłością.

Jeżeli kontynuujemy Jego dzieło, idziemy Jego drogą dobra, to nawet na ziemskich drogach wypaczeń i zła możemy być swoistą latarnią.

 

 

To powiedziawszy, splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego:

„Idź, obmyj się w sadzawce Siloam” – co się tłumaczy: Posłany.

On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.

 

W tym krótkim, prostym fragmencie Bóg czyni cud.

Scena podobna jak z Księgi Rodzaju, kiedy Pan tworzył człowieka.

Jezus na nowo uczynił niewidomego od urodzenia.

Pozwolił mu się jeszcze raz narodzić.

Stał się dla niego swoistym Rajem.

Jak Woda Żywa obmył go i uleczył. Przywrócił do życia w pełni.

Po raz pierwszy niewidomy ujrzał świat na własne oczy!

Jakież to dla niego musiało być przejmujące.

Jak bardzo powinien być wdzięczny za zmiłowanie i dostąpienie łaski.

Sam na pewno był w szoku.

 

Po dalszej treści Ewangelii widać, że nie on jeden.

Chyba w największym szoku byli jego niedawni sąsiedzi, znajomi, którzy znali go doskonale. Na ich oczach zadział się cud.

Człowiek przejrzał.

Zamiast wsparcia, wzruszenia i miłości otrzymał morze niedowierzania i pytań: ale jak to?

 

Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?

Tak, to jest ten / Nie, jest tylko do tamtego podobny.

Jakżeż oczy ci się otworzyły?

 

Skoro doszli do porozumienia w sprawie autentyczności dotąd niewidomego pobiegli do innych, którzy rzucili kolejne pytania i przypuszczenia. Tym razem skupiając się na cudotwórcy.

 

Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu.

Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?

 

Potem na uzdrowionym. Zadawali pytania, na które sami stawiali odpowiedź. Kiedy odpowiedź żebraka nie była zgodna z ich gotowcami poszli do jego rodziców.

Żydzi jednak nie uwierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, aż przywołali rodziców tego, który przejrzał; i wypytywali ich, mówiąc: „Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomy urodził? W jaki to sposób teraz widzi?”

 

Niewidomy jednak dalej nakreśla im prawdę:

Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę.

 Rzekli więc do niego: „Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy?”

Odpowiedział im: „Już wam powiedziałem, a wy nie słuchaliście. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami?”.

Wówczas go obrzucili obelgami

 

Pytają niestrudzenie dalej. Pragną wprawić szczęśliwca w zakłopotanie, przyłapać na kłamstwie. A tak naprawdę nie słuchają go, bo na własne pytania mają własne odpowiedzi. Zauważył to nawet niedawny niewidomy żebrak, prosty ubogi. I został przez to zwyzywany.

 

Na to odpowiedział im ów człowiek: „W tym wszystkim dziwne jest to, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg nie wysłuchuje grzeszników, ale wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic uczynić”.

 

Niewidomy, jak widać, otrzymał nie tylko uzdrowienie oczu, ale także ducha. Przejrzał faryzeuszów, ich zakłamanie i nieścisłości. Po prostu, brak wiary.

Natomiast dzięki uzdrowieniu ujrzał na własne oczy Zbawienie i rozpoznał w Jezusie Mesjasza.

 

„Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?”

On odpowiedział: „A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?”

Rzekł do niego Jezus: „Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie”.

On zaś odpowiedział: „Wierzę, Panie!” i oddał Mu pokłon.

 

A Jezus rzekł: „Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, żeby ci, którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą, stali się niewidomymi”.

Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli, i rzekli do Niego: „Czyż i my jesteśmy niewidomi?”

Jezus powiedział do nich: „Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: „Widzimy”, grzech wasz trwa nadal”.

 

Tak to jest. I w naszym życiu.

Cuda dzieją się ciągle, ale my ich nie widzimy.

Tłumaczymy sobie, ale to niemożliwe, nie będę łatwowiernym.

Wolimy zadać sto zbędnych pytań niż oddać pokłon Panu.

Wolimy trwać we własnych błędnych odpowiedziach.

Jak faryzeusze.

I wypominać innym grzechy, słabości.

Tylko nie sobie.

Stajemy się tak bardzo zakręceni w tym naszym fałszywym postrzeganiu rzeczywistości, że obrzucamy obelgami człowieka, któremu Bóg okazał miłosierdzie.

A gdy usłyszmy Prawdę, na chwilę, jesteśmy zakłopotani i staramy się o wytłumaczenie.

CZYŻ I MY jesteśmy niewidomi?!

 

Możemy śmiało przyznać się do ślepoty ducha. Grzech wiele przysłania. Zmienia ostrość widzenia.

Fałsz staje się naszą prawdą i w to głęboko wierzymy.

Wtedy stajemy nad przepaścią.

I nawet nie widzimy, że giniemy.

 

Dlatego dobrze, że jest Słowo, które pozwala nam zrozumieć nie tyle Boga, co nas samych.

Pozwala też pojąć mądrość Boga i przyznać, że to On ma rację.

Pamiętajmy, że Bóg nie daje okularów.

On DAJE NOWE OCZY.

 

Módlmy się o nie codziennie!

 

Gdy raz doświadczymy miłości Boga na własnej skórze trudno nam będzie przejść obojętnie obok niewidomego. Obok Boga w ukryciu.

Trudno nam będzie nie walczyć ze złem, fałszem, grzechem.

Trudno nam będzie nie bronić Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa.

Zdobyci Jego Miłością nie możemy nie skakać z radości, nawet gdy przed nami trud czy ciemna dolina.

 

Laetare!!!

 

 

Niech Pan Bóg błogosławi wszystkim ludziom dobrej woli.

 

Pamiętajmy jednak: Chrystus to okup za wielu.Bo nie wszyscy przyjmą Jego wybawienie.

Pielgrzymujemy tak, byśmy nie mieli udziału w bezowocnych uczynkach ciemności.

 

Jak powiedział i napisał Ksiądz Piotr Pawlukiewicz, którego to wezwał Pan do siebie wczorajszej nocy:

Wstań! Albo będziesz święty, albo będziesz nikim.

 

 

Z Panem Bogiem,

W sercu i na ustach. Przez czyn.

M.P.