Słowo Boże – III Niedziela Wielkiego Postu „A”

PIERWSZE CZYTANIE (Wj 17,3–7)

Woda wydobyta ze skały

Czytanie z Księgi Wyjścia.

Synowie Izraela rozbili obóz w Refidim, ale lud pragnął tam wody i dlatego szemrał przeciw Mojżeszowi i mówił: „Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?”.
Mojżesz wołał wtedy do Pana i mówił: „Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie!”.
Pan odpowiedział Mojżeszowi: „Wyjdź przed lud i weź kilku ze starszych Izraela ze sobą. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie”.
Mojżesz uczynił tak na oczach starszyzny izraelskiej. I nazwał to miejsce Massa i Meriba, ponieważ tutaj kłócili się synowie izraelscy i wystawiali Pana na próbę, mówiąc: „Czy też Pan jest rzeczywiście pośrodku nas, czy nie?”.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 95,1-2.6-7ab.7c-9)

Refren: Kiedy Bóg mówi, nie gardź Jego słowem.

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, *
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia.
Stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem, *
Radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, *
Zegnijmy kolana przed Panem, które nas stworzył
Albowiem On jest naszym Bogiem, *
A my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: +
„Niech nie stwardnieją wasze serca jak w Meriba, *
Jak na pustyni w dniu Massa,
Gdzie mnie kusili wasi ojcowie, *
Doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

DRUGIE CZYTANIE (Rz 5,1–2.5–8)

Miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Rzymian.

Bracia:
Dostąpiwszy usprawiedliwienia przez wiarę, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu uzyskaliśmy przez wiarę dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej.
A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany. Chrystus bowiem umarł za nas jako za grzeszników w oznaczonym czasie, gdyśmy jeszcze byli bezsilni.
A nawet za człowieka sprawiedliwego podejmuje się ktoś umrzeć tylko z największą trudnością. Chociaż może jeszcze za człowieka życzliwego odważyłby się ktoś ponieść śmierć. Bóg zaś okazuje nam swoją miłość przez to, że Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami.

EWANGELIA DŁUŻSZA (J 4,5-42)

Rozmowa z Samarytanką o wodzie żywej

Słowa Ewangelii według świętego Jana.

Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które Jakub dał synowi swemu, Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około szóstej godziny.
Nadeszła tam kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: „Daj Mi pić”. Jego uczniowie bowiem udali się przedtem do miasta dla zakupienia żywności.
Na to rzekła do Niego Samarytanka: „Jakżeż Ty będąc Żydem prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?” Żydzi bowiem nie utrzymują stosunków z Samarytanami.
Jezus odpowiedział jej na to: „O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: «Daj Mi się napić», prosiłabyś Go wówczas, a dałby ci wody żywej”.
Powiedziała do Niego kobieta: „Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Jakuba, który dał nam tę studnię, z której pił i on sam, i jego synowie, i jego bydło?”
W odpowiedzi na to rzekł do niej Jezus: „Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskującej ku życiu wiecznemu”.
Rzekła do Niego kobieta: „Daj mi tej wody, abym już nie pragnęła i nie przychodziła tu czerpać”.
A On jej odpowiedział: „Idź, zawołaj swego męża i wróć tutaj”.
A kobieta odrzekła Mu na to: «Nie mam męża». Rzekł do niej Jezus: „Dobrze powiedziałaś: «Nie mam męża». Miałaś bowiem pięciu mężów, a ten, którego masz teraz, nie jest twoim mężem. To powiedziałaś zgodnie z prawdą”.
Rzekła do Niego kobieta: „Panie, widzę, że jesteś prorokiem. Ojcowie nasi oddawali cześć Bogu na tej górze, a wy mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie należy czcić Boga”.
Odpowiedział jej Jezus: „Wierz Mi, niewiasto, że nadchodzi godzina, kiedy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcili Ojca. Wy czcicie to, czego nie znacie, my czcimy to, co znamy, ponieważ zbawienie bierze początek od Żydów. Nadchodzi jednak godzina, owszem, już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, i takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie”.
Rzekła do Niego kobieta: „Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko”.
Powiedział do niej Jezus: „Jestem Nim Ja, który z tobą mówię”.
Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z kobietą. Jednakże żaden nie powiedział: „Czego od niej chcesz?” lub „Czemu z nią rozmawiasz?” Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta. I mówiła tam ludziom: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” Wyszli z miasta i szli do Niego.
Tymczasem prosili Go uczniowie, mówiąc: „Rabbi, jedz!” On im rzekł: „Ja mam do jedzenia pokarm, o którym wy nie wiecie”.
Mówili więc uczniowie jeden do drugiego: „Czyż Mu kto przyniósł coś do zjedzenia?”
Powiedział im Jezus: „Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło. Czyż nie mówicie: «Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?» Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak bieleją na żniwo. Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem. Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem żąć to, nad czym wyście się nie natrudzili. Inni się natrudzili, a w ich trud wyście weszli”.
Wielu Samarytan z owego miasta zaczęło w Niego wierzyć dzięki słowu kobiety świadczącej: „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam”. Kiedy więc Samarytanie przybyli do Niego, prosili Go, aby u nich pozostał. Pozostał tam zatem dwa dni. I o wiele więcej ich uwierzyło na Jego słowo, a do tej kobiety mówili: „Wierzymy już nie dzięki twemu opowiadaniu, na własne bowiem uszy usłyszeliśmy i jesteśmy przekonani, że On prawdziwie jest Zbawicielem świata”.
ROZWAŻANIE

 

OCULI MEI SEMPER AD DOMINUM

 Dzisiejsza, III Niedziela Wielkiego Postu, jest zwana tradycyjnie OCULI.

Od pierwszych słów Antyfony na wejście z Psalmu 25.

Spójrz na tytuł.

 

OCZY MOJE SĄ ZWRÓCONE KU PANU.

 

Czy rzeczywiście tak jest?

Czy pośród tego całego upoważnionego zamieszania, tej niepewności, a nawet paniki.

Czy pośród tymczasowych nakazów, zakazów, niewygód, ograniczeń.

Czy pośród odosobnienia, zamknięcia.

Czy pośród choroby, zagrożenia, cierpienia, lęku?

 

Oczy moje zwrócone są ku Panu?!

 

Jako ludzie wierzący, pamiętamy z poprzedniej Niedzieli, że łaskę otrzymujemy według nadziei.

Tak więc niech nadzieja nas nie zawodzi.

Niech nie maleje, a wręcz przeciwnie, niech będzie jej coraz więcej.

Bo potrzeba nam wszelkich łask tak bardzo. Tak bardzo dziś, teraz.

 

Ta niezwykła sytuacja związana z pandemią koronawirusa może stać się szansą dla nas wszystkich.

Szansą, jak to?

Oczywiście zarażeni, chorzy, rodziny pierwszych ofiar, pracownicy służby zdrowia, pełniący swoje obowiązki, mogą nie dostrzec tej szansy tak łatwo.

To normalne.

Potrzeba nam wszystkim modlitwy, by odnaleźć i zachowywać się tak jak należy.

 

Dlatego niech nasze oczy zwrócą się rzeczywiście ku Panu!!!

Przyszedł na to czas.

W życiu nie ma przypadków, a w życiu wierzących to już w ogóle.

 

Widzimy, świat szaleje. A człowiek wraz z nim.

Wolność staje się powoli karykaturą.

Żyj, jak chcesz, rób co chcesz. Bez żadnych konsekwencji.

Niech nikt i nic cię nie ogranicza.

Żyjemy w XXI wieku, to nie czasy średniowiecza.

 

Aż tu nagle przyszła epidemia, zaraza.

Niczym jakby z ciemnych czasów owego średniowiecza.

Jak to? W XXI wieku?

 

Nagle jakieś zakazy, obostrzenia?

A co z naszą wolnością? Naszymi planami i przyszłością?

Tak po prostu. Mamy się dostosować?

Nie wychodzić. Czekać w kolejkach. Nie zbliżać się.

 

Nagle widzimy, że jednak zależymy od siebie.

Że drugi człowiek wpływa na drugiego.

Swoją postawą, swoim zachowaniem.

A cóż dopiero drogą mówienia, dotyku, kontaktu fizycznego.

 

Wirus. Niby jest i to groźny, bo nieprzenikniony. Nikt go nie widział.

A jednak nikt nie kwestionuje jego obecności.

To tak a propos wiary w Boga…

 

I stało się. Niektórzy robią zapasy żywności, leków i czego się da.

Ale tak mało szuka kontaktu z Bogiem.

Przecież kto może pokierować tym wszystkim, kto ma tę moc?

Do Kogo trzeba wołać w czasach epidemii?

W ostatecznych momentach należy sięgać po te dary, które odnoszą się do ostateczności i nieśmiertelności. A więc sakramenty, w tym szczególnie spowiedź, ale i, a może przede wszystkim, adoracja Ukochanego.

 

Czego może nauczyć nas ten stan kryzysowy, epidemiologiczny?

 

Na pewno pokory.

Wielkiej pokory.

Nie zawsze jest tak, jak my chcemy. I koniec.

Nie zawsze świat kręci się tylko wokół nas.

Nie zawsze możemy robić, to co nam się podoba.

Nie zawsze należy myśleć tylko o sobie, nie patrząc na innych.

 

Na pewno cierpliwości.

Dużej cierpliwości.

Bo to w niej jest sukces przetrwania w czasie wyjątkowym.

 

Na pewno wdzięczności.

Większej wdzięczności.

Za to co mamy, gdzie żyjemy.

Że mamy dom, rodzinę.

Że mamy kościół, dom modlitwy i pracę.

Że możemy normalnie żyć, bawić się, zwiedzać, spełniać marzenia.

Za tych, którzy pracują w narażeniu. Nie dezerterują. Mimo wszystko.

Za rząd, który podejmuje wyzwanie, a nie ucieka na chorobowe.

Za wszystkich ludzi służb, którzy rzeczywiście są i działają.

 

I na pewno odpowiedzialności.

Ogromnej odpowiedzialności.

Za siebie i drugiego człowieka.

Że nie żyje się tylko dla siebie i samemu na świecie.

Że jesteśmy od siebie zależni, wchodzimy w relacje.

I to wszystko musi być oparte na odpowiedzialności.

Jeden za drugiego.

Tak tworzy się wspólnotowość, społeczność, naród!

 

 

Jest to czas rzeczywiście wyjątkowy, kiedy to biskupi udzielają dyspensy z powodu braku uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej.

Kiedy to Kościół ogranicza spotkania wszelakich wspólnot czy nabożeństw.

Ale jednocześnie nie zapomina o modlitwie, spowiedzi i właśnie indywidualnej adoracji.

Warto odwiedzić Jezusa.

 

Niektórzy z nas, a nawet wielu, ma teraz więcej wolnego czasu. Przechodzi okres swoistej kwarantanny lub po prostu przebywa w domu. Dla bezpieczeństwa. Z powodu odpowiedzialności i troski o zdrowie publiczne. Jednak nie jest to czas wolny od pokus i wytężonej pracy duchowej. Szczególnie, że jest to czas Wielkiego Postu. A więc czas wyjątkowy nie z powodu koronawirusa. Wszyscy wierzący powinni to już wiedzieć.

 

 

A więc wykorzystajmy ten czas do bycia razem, w domu. Z dziećmi. Do wspólnej, ale przede wszystkim indywidualnej modlitwy. Kontemplacji. Rozważania Słowa Bożego. I posiłkowania się innymi rozważaniami, z książek, gazet, modlitewników czy z Internetu. Pisanych czy nagrywanych.

Zachęcam do skorzystania z naszej parafialnej strony internetowej.

 

Także #mimo Drzwi Zamkniętych jesteśmy otwarci na głos Boga, który to w uprzednią Niedzielę mówił, że Jezus jest Jego umiłowanym Synem i to Jego mamy słuchać.

 

Przychodzisz Panie mimo drzwi zamkniętych.
Jezu Zmartwychwstały ze śladami męki.
Ty jesteś z nami, poślij do nas Ducha.
Panie nasz i Boże, uzdrów nasze życie.

 

 

Dlatego dziś śpiewajmy, nie tylko w kościele, ale i w domach:

Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie.

 

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

 

Nasze dziś może dla niejednych stać się Meribą i Massą.

Możemy, w duchu desperacji i złości, mieć pretensje do wszystkich. A w szczególności do Boga.

Tak jak to uczynili Izraelici, którzy cierpiąc niedostatek, byli skłonni zrezygnować z wolności i wrócić do niewoli.

Czy po to wyprowadziłeś nas z Egiptu, aby nas, nasze dzieci i nasze bydło wydać na śmierć z pragnienia?

 

Aż tak, że sam Mojżesz zaczął bać się swego ludu, i w pewnym stopniu również obarczył Boga winą.

Co mam uczynić z tym ludem? Niewiele brakuje, a ukamienują mnie!

 

A jednak Bóg był większy od ich niedowiarstwa, zniechęcenia, próżności i wystawiania Go na próbę.

Bo On postanowił kochać swój lud, na zawsze. Na dobre i na złe.

Dlatego mówi do Mojżesza:

Wyjdź przed lud, a weź z sobą kilku starszych Izraela. Weź w rękę laskę, którą uderzyłeś w Nil, i idź. Oto Ja stanę przed tobą na skale, na Horebie. Uderzysz w skałę, a wypłynie z niej woda, i lud zaspokoi swe pragnienie.

 

I woda wypłynęła.

I lud zaspokoił swoje pragnienie.

 

By nie szemrali i nie pytali się wbrew wierze:

Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?

 

Izraelici, którzy doświadczyli wielkich cudów, namacalnych, w momencie byle jakiego kryzysu, pozbawiają się nadziei.

Są ludźmi słabej wiary.

Są tylko na dobre. Na złe ich nie obowiązuje.

Dlatego wiara nie jest kwestią naocznych zdarzeń, jakby potwierdzeń, a wewnętrznej relacji. W sanktuarium własnego serca, w którym to spotyka się nasze ludzkie ja z Bogiem.

 

Dlatego, gdy spotka nas zło, gdy przyjdą kryzysy, niepowodzenia, a nawet zaraza, nie wołajmy jak Izraelici.

Bo Pan jest zawsze.

ZAWSZE.

 

Dlatego też miejmy oczy zwrócone ku Panu.

KU PANU!

 

I wołajmy:

Panie, Ty jesteś prawdziwie Zbawicielem świata;

daj nam wody żywej, abyśmy nie pragnęli.

 

Tyś jest prawdziwie Zbawicielem.

Oddałeś za nas swe najświętsze życie.

Za nas, gdy byliśmy zwykłymi grzesznikami.

Skazanymi tylko na sprawiedliwość, na niebyt w wieczności.

 

Ty, Boże, jednak, tak samo jak wtedy z Izraelitami. Podjąłeś się zadania, wyciągnąłeś rękę. Okazałeś miłość. Tę prawdziwą, na dobre i na złe.

Wysłałeś swego jedynego Syna, by został zabity za nasze grzechy, za nas.

 

Bóg zaś okazuje nam swoją miłość właśnie przez to, że

Chrystus umarł za nas, gdy byliśmy jeszcze grzesznikami.

 

I tylko dzięki wierze stajemy się usprawiedliwieni.

I tylko przez wiarę zachowamy pokój z Bogiem, dzięki Chrystusowi.

Trwajmy w łasce. W niej się poruszajmy i czyńmy dobro.

Nie przyjmujmy jej na próżno.

Byśmy mogli chlubić się tą nadzieją, na życie w chwale Boga.

 

Bracia: Dostąpiwszy usprawiedliwienia dzięki wierze, zachowajmy pokój z Bogiem przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa; dzięki Niemu uzyskaliśmy na podstawie wiary dostęp do tej łaski, w której trwamy i chlubimy się nadzieją chwały Bożej.

 

Pamiętajmy, że nadzieja jest niezawodna. Nie możemy w nią zwątpić.

Duch Święty czuwa w naszych sercach.

 

A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.

 

 

Święty Boże, Święty mocny,
Święty a Nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami…

Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!

Od nagłej i niespodzianej śmierci
Zachowaj nas Panie!

My grzeszni Ciebie Boga prosimy
Wysłuchaj nas Panie!

 

+

 

 

A teraz, idźmy do Sychar, pod studnię, źródło Jakuba.

Po wodę.

Może i my spotkamy spragnionego.

Całkiem “przypadkiem” i niespodziewanie.

Zacznie rozmowę. Rzeknie:

Daj Mi pić!

 

Tak po prostu. Daj mi pić. Woła jak Izraelici. Ale bez szemrania, bez uprzedzeń, bez obwiniania i niedowiarstwa.

 

Ileż to razy w naszym sercu słyszymy: Daj mi pić!

A my przechodzimy obojętnie, mijamy, zagłuszamy ten głos.

Albo szukamy tłumaczeń.

 

Jakżeż Ty, będąc Żydem, prosisz mnie, Samarytankę, bym Ci dała się napić?

 

Jakżeż Ty prosisz mnie o wodę, zwykłego śmiertelnika? Grzesznika?!

Tyś sam Bóg, a pragniesz?

Tyś sam Bóg, a prosisz o pomoc mnie, nicość?

Dlaczego?

Jak to?

 

O, gdybyś znała dar Boży i wiedziała, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, to prosiłabyś Go, a dałby ci wody żywej.

 

Panie, nie rozumiem.

Pragniesz wody, wołasz o pomoc.

A teraz mówisz, że Ty możesz mi dać wodę żywą.

 

Panie, nie masz czerpaka, a studnia jest głęboka. Skądże więc weźmiesz wody żywej? Czy Ty jesteś większy od ojca naszego, Jakuba, który dał nam tę studnię, i on sam z niej pił, i jego synowie, i jego bydło?

 

Kim jesteś, Panie?

Od kogo ten głos pochodzi, w mym sercu?

Czy warto mu zawierzyć, czy to TEN głos?

Jak mam Ci pomóc?

Nie mam talentu, środków, nie mam czerpaka.

A zadanie za trudne, studnia zbyt głęboka…

Nie da się.

Ja na pewno nie dam rady.

 

Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem tryskającym ku życiu wiecznemu.

 

Panie, czyli to wszystko pretekst.

Zacząłeś rozmowę, bo wiedziałeś, że sama nie zacznę.

Że nie zwrócę na Ciebie uwagi albo będę zbyt wstydliwa.

Zagadnąłeś tak po prostu. Jakby nic się nie stało.

Zacząłeś od rzeczy przyziemnych. A koniec nastąpił na wieczności.

 

Tak, wiem. Pragniesz.

Mnie. Mojej miłości.

Bo Twój Ojciec pragnie miłości, bo sam Miłością jest.

 

Tyś, choć nieskończony i zupełnie wszechmogący, pragniesz.

Miłości człowieka, którego ukochałeś.

Czyż to nie zadziwiające?

 

Dlatego, teraz ja, wołam:

 

Panie, daj mi tej wody, abym już nie pragnęła

i nie przychodziła tu czerpać.

 

DAJ MI WODY!

 

Wiem, że przyjdzie Mesjasz, zwany Chrystusem. A kiedy On przyjdzie, objawi nam wszystko.

 

Jestem nim Ja, który z tobą mówię.

 

Ten spragniony miłości, to Chrystus.

Mesjasz, zapowiadany od wieków.

I wyczekiwany.

Znający naszą przeszłość. Naszą teraźniejszość.

Zadaje pytania, które narzucają łatwe odpowiedzi.

A tak naprawdę sięgają głębiej.

Jak sięga się po wodę w studni.

I wymagają prawdy. Spowiedzi. Ze swojego życia.

On ją zna, ale człowiek ma prawo i obowiązek odpowiedzieć sam. SAM>

 

I tak samo jest z dzisiejszą Samarytanką.

Prosiła o wodę żywą, by już nie musiała przychodzić czerpać ze studni.

 

Kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta.

 

I widzimy. Kobieta zostawiła swój dzban.

Odeszła nasycona. Bez ciężaru. Nowa. Żywa.

Jak żywa woda Chrystusowa.

 

Źródło na nowo wybiło. Jak przed laty przed Izraelitami, tak i dziś.

Bo Źródłem sam Chrystus!

On jest WODĄ ŻYWĄ>

Miłością niewyczerpaną.

 

ZACZERPNIJMY ZE ŹRÓDŁA!

 

I tak Samarytanka odpowiedziała na pragnienie Jezusa. I nasyciła Jego serce. Tak, iż pragnienie i głód ustaje.

Dlatego Jezus mówi uczniom:

 

Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło.

 

A dzieło to jest wielkie.

Jednak niezwykle druzgocące.

Jezus nasyca się wypełnianiem woli Ojca.

Jednak na końcu swej ziemskiej drogi będzie jeszcze raz pragnął.

W niezwykle dramatycznych warunkach.

Na krzyżu.

Zdruzgotany przez Ojcowską Sprawiedliwość, która nie widzi w nim swego Syna, ale grzechy ludzkości. Sprzeciw wobec Miłości.

 

Mówi: Pragnę.

A zamiast miłości dostanie nienawiść.

I umrze spragniony.

Pozbawiony miłości ludzkiej.

 

Dlatego Jezus mówi dalej, do uczniów:

 

Czyż nie mówicie: „Jeszcze cztery miesiące, a nadejdą żniwa?”

Oto powiadam wam: Podnieście oczy i popatrzcie na pola, jak się bielą na żniwo.

Żniwiarz otrzymuje już zapłatę i zbiera plon na życie wieczne, tak iż siewca cieszy się razem ze żniwiarzem.

Tu bowiem okazuje się prawdziwym powiedzenie: Jeden sieje, a drugi zbiera. Ja was wysłałem, abyście żęli to, nad czym wy się nie natrudziliście. Inni się natrudzili, a wy w ich trud weszliście”.

 

Jeszcze kilka chwil, a żniwa nadejdą.

Podnieś oczy.

 

PODNIEŚ OCZY i popatrz na pola.

Na pola swego życia.

Co trzeba w nim zmienić, co zaorać, a co użyźnić?

Zobacz, jak się bielą.

 

Poznaj Go, byś za tych chwil kilka nie pytał:

Czy Pan jest rzeczywiście wśród nas, czy też nie?

Jakżeż Ty prosisz mnie, bym Ci dała się napić?

 

Byś umiał rozpoznać Mesjasza w Jezusie Chrystusie.

Byś umiał przyjąć Jego dar ukrzyżowania i zmartwychwstania!

Byś już nie czekał na Jego przyjście, lecz czerpał z Jego objawienia.

Byś dzięki wodzie żywej żył wiecznie.

 

Modlitwa – czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie – jest spotkaniem Bożego i naszego pragnienia. Bóg pragnie, abyśmy Go pragnęli.

Nasza modlitwa jest odpowiedzią.

Odpowiedzią na skargę Boga żywego: “Opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny popękane”.

Modlitwa jest odpowiedzią wiary na darmową obietnicę zbawienia, odpowiedzią miłości na pragnienie Jedynego Syna.

 

Dziś widzimy jak nasze cysterny łatwo pękają.

Pora zastanowić się nad naszymi czynami i pragnieniami.

Czym, Kim jest prawdziwa Miłość?

Co oznacza postawa miłości?

Jak żyć miłością?

Dlaczego tak łatwo lub nieświadomie opuszczamy Źródło?

Dlaczego pragniemy wszystkiego oprócz Chrystusa?

Co jest najgorszą zarazą?

Jak ustrzec się epidemii miłości bez miłości?

 

+

 

W tym Tygodniu wspominamy:

 

Patryk. Święty Brytyjczyk. Apostoł Irlandii. Biskup. Urodził się w rodzinie diakona. Jako nastolatek został porwany i sprzedany do Irlandii. Pracował tam jako pasterz. Zajmował się także sprawami wiary. Po kilku latach udało mu się uciec i przedostać na kontynent, do Galii. Tam też przyjmuje święcenia kapłańskie. Uczy się w szkołach misyjnych. Podróżuje. Jest pod specjalną opieką swego kuzyna, św. Marcina z Tours. We śnie dostaje znak, by nawrócić Irlandię. Zostaje biskupem. Wreszcie staje się misjonarzem.

Doprowadził do ewangelizacji prawie całą wyspę, wprowadził zorganizowaną działalność kościelną. Budował świątynie, m.in. katedrę i klasztor w Armagh. Dokonał wiele, dzięki zaangażowaniu mnichom i klasztorom. Sam prowadził niezwykle ascetyczne życie.

Już za życia zasłynął wieloma cudami, wskrzeszaniem umarłych, przywracaniem wzroku niewidomym, uwolnieniem kraju od plagi węży, które stały też się jego symbolem. Obok, oczywiście, trójlistnej białej koniczyny, shamrock, symbolu Irlandii. To nią miał się posługiwać w celu wyjaśnienia dogmatu Trójcy Świętej. Pod koniec życia dokonał chrztu Irlandii, dlatego też stał się jej patronem. A także Nigerii, którą nawrócili Irlandczycy. Jego postać została spopularyzowana w USA przez irlandzkich emigrantów.

 

Gertruda. Święta Niderlandka. Córka króla i świętej. Odmówiła ożenku z następcą tronu, głosząc, iż jej jedynym Oblubieńcem jest Jezus. Wstąpiła do klasztoru, który założyła jej matka-wdowa. Z czasem święta została ksienią. Dzięki jej działaniom zakon benedyktynek zasłynął z wiedzy i kultury, a także miłosierdzia. Ufundowała klasztor dwóm braciom Irlandzkim, którzy często wstępowali do niej podczas pielgrzymek. Po śmierci matki przekazała władzę następczyniom, a sama oddała się głębszej refleksji nad Słowem Bożym, kontemplacji i ascezie. Niestety umartwienia, brak jedzenia i snu, doprowadziły do osłabienia mniszki i jej śmierci. Zmarła podczas słuchania Mszy świętej. Jest patronką Nivelles, a także pielgrzymów, szpitali i opiekunką kotów. Wzywana do obrony przed myszami polnymi i szczurami.

W Krakowie istniał niegdyś kościół pw. św. Gertrudy z Nivelles, ufundowany w XV w. przez Mikołaja Wierzynka, rajcę miejskiego. Przy kościele znajdował się cmentarz, na którym grzebano skazańców ściętych mieczem katowskim, którzy przed egzekucją odbyli spowiedź. Kościół był nieduży, mieścił około 100 osób. Został zamknięty w 1810 roku, a zburzony w 12 lat później. Wezwanie kościoła przetrwało w nazwie ulicy św. Gertrudy.

 

 

W tym również dniu, 17. marca, swoje imieniny obchodzi nasz Proboszcz, Ksiądz Zbigniew!

Dlatego już dziś, z tego miejsca, pragnę złożyć najpiękniejsze życzenia Drogiemu Solenizantowi.

 

Księże Zbigniewie,

Życzę Ci wspaniałej relacji z Jezusem Chrystusem.

By był On dla Ciebie Mistrzem w posłudze kapłańskiej,

ale także Przyjacielem w codzienności.

Życzę Ci cierpliwości, byś tak jak świadczy Twe imię, zbywał gniew. Jak i u siebie, tak i u innych.

Życzę Ci dobrego zdrowia i sił, byś mógł kontynuować podjęte projekty.

Życzę Ci także determinacji i odwagi na nowe dzieła.

Życzę Ci dobrej współpracy z parafianami, a także wzajemnej życzliwości i zrozumienia.

Życzę Ci opieki Matki Bożej, której jesteś tak bardzo oddany.

Życzę Ci, byś nigdy nie czuł osamotnienia, lecz przeciwnie, zawsze odczuwał modlitwę wstawienniczą i wsparcie swojej owczarni.

Ukazuj nam nieustannie Drogę, którą dotrzemy do Źródła. Tego nam potrzeba, nawet wtedy, a może i szczególnie, gdy się buntujemy, cierpimy i odwracamy wzrok.

Szczęść Ci, Boże, Księże Zbigniewie!

 

 

Cyryl Jerozolimski. Święty. Biskup i Doktor Kościoła. Urodzony w chrześcijańskiej rodzinie. Postanowił oddać swe życie Bogu. Został kapłanem, a z czasem biskupem greckim Jerozolimy. Brał udział w Synodzie Konstantynopolitańskim. Trzykrotnie zsyłany przez cesarzy-heretyków. M.in. do miasta Pawłowego, Tarsu. Zmarł w czasie ostatniego wygnania, daleko poza diecezją. Pozostawił po sobie serie katechez, napisanych dla neokatechumenów i ochrzczonych. Jest to pierwszy tak wyczerpujący zapis nauki chrześcijańskiej i jeden z pierwszych traktatów o Najświętszym Sakramencie. Dzieje Chrystusa Pana św. Cyryl przedstawia jako dzieje zbawienia rodzaju ludzkiego. Tak też pojmuje historię biblijną. Od nawróconych żąda odmiany życia. Zachował się też list Cyryla do cesarza Konstancjusza opisujący niezwykłe zjawisko, jakim było ukazanie się wielkiego świetlistego krzyża nad Jerozolimą 7 maja 351 r.

 

 

 

Drodzy,

Parafianki i Parafianie,

Czcigodni

Jubilaci i Solenizanci,

Szanowni

Sympatycy i Gości.

 

Pięknego Tygodnia.

Trzeba szukać i podążać za Źródłem.

By żyć i to w obfitości.

Pamiętajmy na Kogo patrzeć…

 

Z Panem Bogiem,

W sercu i na ustach. Przez czyn.

+

 

Módlmy się za przyczyną świętej Rozalii:

 

Św. Rozalia uznawana jest za Patronkę broniącą przed epidemiami, chorobami zakaźnymi, przed – jak dawniej mawiano – morowym powietrzem.

 

Kyrie elejson, Chryste elejson, Kyrie elejson. Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.

Ojcze z nieba, Boże – zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże – zmiłuj się nad nami,
Duchu Święty, Boże – zmiłuj się nad nami,
Święta Trójco, Jedyny Boże – zmiłuj się nad nami,

Święta Maryjo – módl się za nami,
Święta Boża Rodzicielko,
Święta Panno nad Pannami,
Święta Rozalio,
Święta Rozalio, Oblubienico Pana Jezusa,
Święta Rozalio, Boga nad wszystko kochająca,
Święta Rozalio, dla Boga rodziców i krewnych opuszczająca,
Święta Rozalio, ślub dozgonnej czystości dla Boga czyniąca,
Święta Rozalio, ze krwi królewskiej pochodząca,
Święta Rozalio, na dworze królewskim wychowana,
Święta Rozalio, odważnie ze świata rezygnująca,
Świata Rozalio, dla miłości Boga na pustynię się udająca,
Święta Rozalio, z Bogiem w pustelni rozmawiająca,
Święta Rozalio, nieustannym widzeniem Aniołów obdarzona,
Święta Rozalio, różą i lilią nazwana,
Święta Rozalio, różo panieńskiej skromności,
Święta Rozalio, lilio anielskiej czystości,
Święta Rozalio, wzorze dziewiczej wstydliwości,
Święta Rozalio, ofiaro miła Bogu,
Święta Rozalio, wieńcem pięknych cnót ozdobiona,
Święta Rozalio, przez zasługi cnót swoich wszelkie zarazy uśmierzająca,
Święta Rozalio, synogarlico w pustelni kwiląca,
Święta Rozalio, za swymi rodzicami u Boga orędująca,
Święta Rozalio, modlitwami swymi rodziców z czyśćca wybawiająca,
Święta Rozalio, przed śmiercią sakramentów świętych spragniona,
Święta Rozalio, przez kapłana Bożego w pustelni wyspowiadana,
Święta Rozalio, w pustelni cudownie Komunią Świętą umocniona,
Święta Rozalio, olejem świętym przed śmiercią namaszczona,
Święta Rozalio, w obecności Jezusa, Maryi i Świętych umierająca,
Święta Rozalio, w walce z epidemią skuteczna patronko,
Święta Rozalio, wszystkich swoich czcicieli pocieszycielko,
Święta Rozalio, czcicielom swoim w życiu i przy śmierci pomocy udzielająca.

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – przepuść nam Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – wysłuchaj nas Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata – zmiłuj się nad nami.

Chryste, usłysz nas. Chryste, wysłuchaj nas.
Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson.

Módl się za nami, święta Rozalio.
Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się:
Boże, który święte ciało służebnicy Twojej, Rozalii, wśród skalistych gór znalezione, za niebieskie lekarstwo i obronę w czasie zarazy nam darować raczył, udziel hojnie Twoim wiernym, którzy jej pomocy wzywamy, łaski zachowania od wszelkich niebezpieczeństw chorób ciała i ducha. Przez naszego Pana, Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.

 

 

M.P.