PIERWSZE CZYTANIE (Rdz 12,1–4a)
Powołanie Abrahama na ojca ludu Bożego
Czytanie z Księgi Rodzaju.
Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał, a z nim poszedł i Lot.
PSALM RESPONSORYJNY (Ps 33,4–5.18–19.20 i 22)
Refren:Mamy nadzieję w miłosierdziu Pana.
Słowo Pana jest prawe, *
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość, *
ziemia jest pełna Jego łaski.
Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, *
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci *
i żywił ich w czasie głodu.
Dusza nasza oczekuje Pana, *
jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska według nadziei, *
którą pokładamy w Tobie.
DRUGIE CZYTANIE (2 Tm 1,8b–10)
Bóg nas powołuje i oświeca
Czytanie z Drugiego Listu św. Pawła Apostoła do Tymoteusza.
Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii według danej mocy Boga, który nas wybawił i wezwał świętym wezwaniem, nie dzięki naszym czynom, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana natomiast została teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który przezwyciężył śmierć, a rzucił światło na życie i nieśmiertelność przez Ewangelię.
EWANGELIA (Mt 17,1–9)
Przemienienie Pańskie
Słowa Ewangelii według świętego Mateusza.
A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.
Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.
ŁASKA według NADZIEI
W ubiegłą Niedzielę tematem był: grzech kontra łaska.
Przekonał nas święty Paweł i doszliśmy do tego samego wniosku, że to ŁASKA RZĄDZI.
Dziś utwierdza nas w tym przekonaniu sam Bóg, oczywiście za posługą Jezusa.
Nic nie idzie na zmarnowanie.
Każdy dobry czyn, każde dobre słowo jest zapamiętane.
I przynosi ulgę Jezusowi, gdy niesie krzyż przez naszą historię.
A poza tym, każdy wybór dobra tworzy już teraz, już tutaj, Nowe Jeruzalem, o czym było na Początku WP.
Każde dobro, które dzieje się z naszego powodu, dzięki naszym wyborom, buduje tę chwałę, o której mowa w Ewangelii.
Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim.
Nastąpiła swoista transfiguracja Jezusa.
Czy umiemy sobie to wyobrazić?
W sensie, idziemy na pewną górę, ze swoim Nauczycielem, i nagle On przemienia się tak bardzo, że trudno Go poznać i zwyczajnie zaczynamy się bać.
Nie dlatego, że przemienia się w jakąś straszną postać, wręcz przeciwnie. Ale dlatego, że dzieje się coś cudownego, większego od nas, niewytłumaczalnego. Nie rozumiemy tego. Pozostaje jedynie skupienie i… kontemplacja. Czasem wystarczy być i wpatrywać się, i słuchać. Nic więcej.
Ale jak to u ludzi bywa, uważamy, że jak nic nie powiemy, to się nie liczy, tak więc Piotr zaczyna mówić.
Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza.
Piotr nie wytrzymał. Nie wiedział jeszcze czym jest kontemplacja. I zaczął wyjawiać swoje odczucia, swoje pomysły i propozycje.
A to nie był czas.
Dlatego słyszymy:
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”
To czas dla Boga i Jego przemowy.
Zostali osłonięci, by móc lepiej skupić się teraz na słuchaniu, a nie na wpatrywaniu.
Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli.
Zlękli się tym głosem, bo nie byli przygotowani. Nie byli wtajemniczeni. Transcendencja wymaga jednak pewnej gotowości. Duchowej. By móc się nie bać.
Ja może dziś nie powtórzę za Piotrem, dobrze Panie, że tu jesteśmy, ale powiem inaczej:
DOBRZE, PANIE, ŻE TU JESTEŚ. Z NAMI.
Bo wiadomo, kto przyniósł dotyk uspokojenia i wsparcia:
A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.
Jezus wiedział, że uczniowie mogli, byli w szoku. To wiadome. Ale chciał i musiał w jakiś sposób pokazać im namiastkę przyszłego życia. Że ono jest, i że jest pełne blasku i chwały, i że warto się starać. Sam Głos dał temu potwierdzenie, głos Tego, który zapewnia to drugie życie, życie pełnią.
Nadzieja i tajemnica są siłami ducha. Tajemnica wie, że coś się wydarzy. Nie wiemy do końca jak, kiedy, ale wiemy, że coś będzie miało miejsce. Nadzieja natomiast jest tą siłą oczekiwania, nie pozwala poddać się, usiąść na laurach, zapomnieć.
Jezus przemienił się, bo wiedział, że czekają ich trudne czasy.
A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.
Jednak zakończył na tym fragmencie: aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie!
Czyż to nie fantastyczne i cudowne?!
Czyż to sformułowanie Jezusa nie wprawiło uczniów w jeszcze większe zakłopotanie niż samo przemienienie?
A może po prostu nie słuchali Jezusa? Tylko wracali do tego zdarzenia, które miało miejsce na górze?
Ileż razy tak bardzo wracamy pamięcią do chwil ważnych, acz minionych, że nie jesteśmy w stanie usłyszeć i dowiedzieć się jeszcze ważniejszych spraw niż z poprzednich zdarzeń?
Wiemy jednak, że uczniowie słuchali Jezusa, z dalszych nieczytanych dziś fragmentów Ewangelii?
Powróćmy jednak do tych Piotrowych namiotów.
Jezus mówi: WSTAŃCIE. NIE LĘKAJCIE SIĘ!
Tak jakby chciał powiedzieć, że to nie czas na stawianie namiotów i urządzanie się w nich.
To nie czas na oczekiwanie, ale na aktywne działanie. Na poświęcenie. Na trud.
Bo przyjdzie cierpienie, niezrozumienie, pogarda, zdrada, śmierć.
Mówi: chodź, nie bój się, podnieś się.
Podnieś się wreszcie z tych upadków.
Ileż można leżeć? Ile trwać w ciemnych dolinach?
Każdy potrzebuje światła mądrości, ciepła miłości.
Nie możesz czekać bezczynnie na zbawienie.
Zbawienie przyjdzie do Ciebie, gdy wstaniesz. Sam dla kogoś innego może staniesz się wybawieniem?
Pamiętaj, Jezus stoi nad Tobą, podaje Ci swoją dłoń i mówi:
WSTAŃ. NIE LĘKAJ SIĘ!
I TY MOŻESZ SIĘ PRZEMIENIĆ. Uwierz w to.
Wspiera nas w tej drodze pokutnej, w Drugim Tygodniu WP, Drugie Czytanie, a dokładniej święty Paweł.
Jest to co prawda list do Tymoteusza, ale możemy i my czuć się adresatami:
Najdroższy: Weź udział w trudach i przeciwnościach znoszonych dla Ewangelii mocą Bożą!
Znoszonych dla?
EWANGELII, czyli JEZUSA.
To ważna rzecz.
Intencja.
Dieta i post polegają na tym samym.
A jednak różnią się. Intencją.
A jest dla kogo się poświęcić. A bardziej Kogo.
On nas wybawił i wezwał świętym powołaniem nie na podstawie naszych czynów, lecz stosownie do własnego postanowienia i łaski, która nam dana została w Chrystusie Jezusie przed wiecznymi czasami. Ukazana zaś została ona teraz przez pojawienie się naszego Zbawiciela, Chrystusa Jezusa, który zniweczył śmierć, a na życie i nieśmiertelność rzucił światło przez Ewangelię.
Wszelkie dobro, którego stajemy się częścią, które czynimy, jest tak naprawdę dziełem Chrystusa. Jezusa!
Piękne jest Jego dzieło.
Zniweczył śmierć.
Na życie i nieśmiertelność rzucił światło.
Przez Ewangelię.
Dlatego, Drodzy, wstajemy i ruszamy za Panem. A gdy odpoczywamy, zbierając siły na kolejny etap drogi, posilmy się Słowem, czyli właśnie zbawienną Ewangelią!
CHWAŁA PANU!
Idąc, pokonując własne słabości, śpiewajmy:
Słowo Pana jest prawe,
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość,
ziemia jest pełna Jego łaski.
Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy oczekują Jego łaski,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.
Dusza nasza oczekuje Pana,
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska,
według nadziei pokładanej w Tobie.
Tak. Dusza nasza oczekuje Pana.
Każda!
I tych, którzy jawnie o tym mówią, i tych, co uciekają od tego pragnienia.
Tak jak pisze George Weigel:
Człowiek rozumie, jeżeli nie świadomie, to chociażby instynktownie, że jest nieograniczony w swoich pragnieniach i powołany do wyższego życia, i to pomimo codziennego doświadczenia naszych wielorakich ograniczeń jako stworzeń, których życie w tym świecie ma swój kres.
Chyba zgodzimy się z tym stwierdzeniem, opartym na nauce II Soboru Watykańskiego.
Człowiek to stworzenie TEOTROPOWE. Zawsze zwraca się do Boga.
A na pewno powinien, by dobrze funkcjonować wśród Bożej natury.
Tak jak to zrobił Abram z Pierwszego Czytania.
Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał.
Między innymi właśnie przez ten teotropizm, przez nieograniczone pragnienia i rozumienie, może instynktowne, powołania do wyższego życia.
I, fakt, przez tę OBIETNICĘ:
Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem. Będę błogosławił tym, którzy tobie błogosławić będą, a tym, którzy tobie będą złorzeczyli, i Ja będę złorzeczył. Przez ciebie będą otrzymywały błogosławieństwo ludy całej ziemi.
Tak więc, słuchajmy lepiej.
Może i do nas Bóg przemówi i zaproponuje niesamowitą ofertę jakiegoś powołania!
TRWAJMY NA TEJ DRODZE NAWRÓCENIA !!!
Niech nas wspierają wspominani w tym Tygodniu:
JAN BOŻY. Święty Portugalczyk. Jan Cidade. To naprawdę ciekawy człowiek!! Urodzony w średniozamożnym domu. Pewnego dnia przybywa do jego rodziny wędrowiec, prosząc o nocleg. Pod wpływem jego opowieści 8-latek ucieka potajemnie od rodziców i wyrusza razem z nieznajomym. Jednak po kilkunastodniowej podróży jego siły się wyczerpują i nieznajomy zostawia go u jednego ojca rodziny w hiszpańskim miasteczku. Ten nazywa chłopca Janem otrzymanym od Boga – a Deo. Tam jest otoczony prawdziwie rodzicielską opieką i miłością. Jego przybrani opiekunowie chcą go nawet ożenić z własną córką. Ale Jan odchodzi i zaciąga się do wojska. Walczy w wojnie hiszpańsko-francuskiej. Prowadzi życie najemnego żołnierza, a więc dalekie od Bożego. Jednak podczas paru tragicznych zdarzeń, wydawałoby się bez wyjścia, Bóg o nim nie zapomina i ratuje go od śmierci. Jan zaczyna stawiać sobie pytania. Wraca do opiekunów. Jednak po krótkim czasie znowu wyrusza na wojnę, tym razem bardziej na wschód. Jednak, gdy wojska zawierają pokój, Jan wraca, ale do swojego ojczystego domu. I dowiaduje się o losie swoich rodziców. Że go poszukiwali dniem i nocą. Że matka zmarła ze smutku. A ojciec wstąpił do zakonu. Los własnych rodziców bardzo poruszył młodego Jana. Postanawia odbyć spowiedź z całego życia. I udaje się z pielgrzymką do Sanktuarium św. Jakuba. Po czym wyrusza do Północnej Afryki. Pragnie męczeństwa. Pracuje ciężko przy fortyfikacji. Jednak nie taki był mu przeznaczony los. Wraca do Hiszpanii, mieszka na Gibraltarze. Za zaoszczędzone pieniądze kupuje pobożne książki i otwiera księgarenkę, by promować dobrą prasę. Stąd udaje się do Grenady, w której to także zakłada księgarnię i… natrafia na kazanie św. Jana z Avili. Jan zostaje przeszyty Słowem Bożym, głoszonym przez tego świętego kaznodzieję. Pragnie miłosierdzia. I uzewnętrznia to w dość ekspresywny sposób. Zostaje posądzony o chorobę psychiczną. I umieszczony w szpitalu psychiatrycznym, w którym to trzymano chorych w lochach, przykutych do ściany, i codziennie bitych. On przyjmuje to jako słuszną karę za swoje grzechy. Trwa to 40 dni. Wkrótce zostaje wypuszczony na wolność. Przejęty warunkami leczenia chorych postanawia sam zająć się nieszczęśnikami. Kupuje za użebrane pieniądze malutki domek, w którym umieszcza 47 łóżek i przyjmuje chorych. Codziennie ich odwiedza, troszczy się i usługuje im. Codziennie też żebrze o środki do prowadzenia tego niezwykłego domu. Zachęca lekarzy do opieki nad jego podopiecznymi, a księży do sprawowania Mszy dla chorych. Wszyscy robią to bezinteresownie. Kiedy potrzeby finansowe przewyższają znacznie uzbierane środki udaje się do bogatych domów, mówiąc: Pomóżcie sobie, wspomagając ubogich i chorych, bowiem błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Bóg mu pomaga. Jego dom zostaje podzielony na sektory, by uchronić wszystkich od zarazy. Przyjmuje także bezdomnych. Ale tylko mężczyzn. Jednak i o kobietach nie zapomina. Troszczy się bardzo o upadłe kobiety. Stara się zapewnić im godne źródło utrzymania. Dba także o sieroty, zapewniając im nowych opiekunów. W końcu zakłada wraz z sympatykami tego dzieła zakon Braci Miłosierdzia. Miejscowy abp daje założycielowi przydomek: JAN BOŻY. A jego zakon, w Polsce, staje się znany jako bonifratrzy. Dobrzy bracia. Jan zorganizował nowy rodzaj szpitalnictwa, w którym to prowadzono opiekę nad wszystkim nieszczęśnikami. To niezwykłe dzieło wymagało wiele od Jana. Prowadził przez to niezwykle aktywny tryb życia. Poświęciwszy wszystkie siły Bogu. Tak też umarł. Na klęczkach. W wieku 55 lat. O jego kanonizację wystąpili do papieża monarchowie Europy, w tym Jan III Sobieski. Święty Jan Boży jest patronem służby zdrowia, szczególnie pielęgniarzy. A także księgarzy.
Módlmy się przez św. Jana Bożego o zdrowie i uchronienie od wszelkich chorób, w tym od teraz słynnego koronawirusa. Niech każdy z nas zachowuje się odpowiedzialnie dbając o odpowiednią higienę i kontrolę niepokojących objawów.
Niech się stanie szczególnym przyjacielem osób, rodzin, które opiekują się chorymi czy niepełnosprawnymi bliskimi.
FRANCISZKA RZYMIANKA. Święta. Włoska patrycjuszka. Pragnęła wstąpić do zakonu. Jednak, wbrew własnym pragnieniom, została wydana za mąż. I zamieszkała w pałacu męża. Stała się dobrą żoną i matką trojga dzieci. Sama wychowuje potomstwo, co jest wydarzeniem wśród elit. Oprócz tego słynie z dobroczynności. Pomaga potrzebującym. Nie zamyka się w pałacu na otaczający ją świat. Wspiera papieża, przez co w czasie wojny króla z głową Kościoła katolickiego, pałac został spustoszony, a jej mąż i syn zostają wypędzeni. Podczas epidemii usługiwała chorym. Po powrocie bliskich nakłoniła męża do złożenia ślubów czystości. Stała się wtedy jeszcze bardziej gorliwą w posłudze ubogim i w modlitwie. Natomiast po śmierci jej najbliższych założyła wraz ze swoimi naśladowczyniami stowarzyszenie Oblatek Benedyktynek z Góry Oliwnej. Zamieszkała przy kościele Santa Maria Nova. Bóg obdarzył ją rozlicznymi łaskami. Darem wizji, ekstazą, zmysłem proroczym i mocą uzdrawiania, a nawet wskrzeszania umarłych. Często widziała swojego Anioła Stróża. Zmarła w wieku 56 lat. Jej atrybutami są: osioł – symbol pracowitości i wytrwałości oraz otwarta Księga Psalmów na tekście 73,23: Lecz ja zawsze będę z Tobą, Tyś ujął moją prawicę.
Czyż i ta święta nie jest ciekawą osobą? Nader podobną miłosierdziem do wyżej wymienionego Jana, prawda?
Święta Franciszko, módl się szczególnie za papieża Franciszka.
Bowiem 13 marca obchodzi kolejny, już 7. rok urzędowania na Stolicy Piotrowej. Wypraszaj dla niego łaski najbardziej potrzebne, w tym zdrowia, odwagi, mądrości i wielkiej pobożności. W końcu też macie ze sobą wiele wspólnego. Troska o tych najmniejszych i najbardziej potrzebujących, spragnionych miłości.
Dominik Savio. Święty Włoch. Zwany małym świętym i gigantem ducha. Już w wieku 5 lat służył jako ministrant. Znaczna odległość i trudne warunki pogodowe nie stanowiły dla niego żadnej przeszkody. Mówił, że towarzyszy mu Najświętsza Maryja Panna i Anioł Stróż. Pewnego dnia po spowiedzi i Komunii napisał akt ofiarowania się Matce Bożej, której to podarował własne serce. Jako 12-latek został przyjęty do oratorium przez św. Jana Bosko. Wraz z kilkoma kolegami założył Towarzystwo Niepokalanej, jako młodzieńczy apostolat dobrego przykładu. W samym oratorium był znany ze swojej gorliwości, jeżeli chodzi o modlitwę i wszelkie praktyki pobożne. Otrzymał dar kontemplacji, ekstazy. Wkrótce ciężko zachorował na płuca. Przez kilka miesięcy czuwali nad nim koledzy, bliscy i sam święty Bosko. Otoczony miłością, zaopatrzony Sakramentami, zawołał: „Do widzenia, ojcze! Do widzenia! O, jakie piękne rzeczy widzę!”, po czym zmarł w wieku 15 lat.
Święty Dominik jest patronem dzieci i młodzieży, w tym szczególnie ministrantów. A także kobiet przy nadziei, szczególnie tej zagrożonej.
Dominiku, módl się za całą parafialną Służbę Liturgiczną. Obdarz ją zapałem do modlitwy i pięknej posługi przy ołtarzu. Spraw, aby z chęcią i gorącą wiarą uczęszczała na Mszę świętą, nawet w dni powszednie.
Matylda. Święta niemiecka królowa. Sama pochodziła z rodu królewskiego. Pobierała nauki u benedyktynek, a także uczyła się prac domowych. Ten okres wspominała jako najlepszy w swoim życiu. Następnie została wydana za mąż za przyszłego króla Niemiec. Dzięki swojej autentycznej wierze przemieniła posiadłość niczym w klasztor, nakłaniając innych do modlitwy, na której spędzała całe noce. Natomiast ranek rozpoczynała od Mszy świętej. Miała dobry wpływ na męża, swoim ciepłem i spokojem ducha umiała rozwiązać wszelkie konflikty i nieporozumienia. Za co król będzie jej wdzięczny. Doczekali się piątki dzieci. Jako królowa nie szczędziła pomocy potrzebującym. W każdym z nich widziała Chrystusa. Wypraszała ułaskawienie niektórym więźniom. Rozdawała żywność głodnym. Sama łączyła się z biednymi, poszcząc. Mąż dał jej swobodę we wszelkich działaniach dobroczynnych. Dzięki jej posłudze, wielu się nawracało. Dbała także o zwierzęta, szczególnie upodobała sobie koguty, które jak mówiła: swoim pianiem budzą wierzących do służby Chrystusowi. Karmiła ptaki, by chwaliły imię Stwórcy. Po śmierci męża stała się świadkiem wojny domowej o tron pomiędzy jej synami. Ona sama została przez nich oskarżona o zbytnią rozrzutność i zesłana do klasztoru. Jednak po wstawieniu się za nią żony króla powróciła na zamek. Wszelkie niedogodności i oskarżenia synów znosiła z pokorą i spokojem. Cierpienie ofiarowywała Panu. Po stracie jednego z synów całkowicie poświęciła się życiu duchowemu. Modlitwie, rozważaniu Słowa, czytaniu pobożnych książek. Dalej pomagała ubogim, rozdawała żywność, a nawet najlepsze potrawy. Pan Bóg objawił Matyldzie dokładny czas odejścia z ziemi, dzięki czemu mogła się do tego przygotować. Bóg wyszedł jej na spotkanie o tej samej godzinie, o której zwykle rozdawała pieniądze i żywność potrzebującym. Matylda miała 73 lata. Jest patronką niesłusznie oskarżanych, a także małżeństw starających się o potomstwo i cierpiących po stracie dziecka.
Święta królowo, módl się o naszą gorliwość w modlitwie i serce pełne miłosierdzia, szczodre, gotowe do pomagania ubogim i nieszczęśliwym.
Natomiast dziś także módlmy się, szczególnie, do Pięknej Pani, w Dniu Kobiet. Wszystkie, te mniejsze i większe, młodsze i starsze kobietki.
Bycie kobietą to coś więcej niż nam się wszystkim wydaje. To przede wszystkim posłannictwo życia i nieustannej troski o nie. To tworzenie świata bardziej pięknym, delikatnym i wrażliwym, a jednak silnym i odważnym.
Maryja, Niepokalana, dostąpiwszy największych łask, jest błogosławioną między niewiastami. Dlatego kochajmy ją, naśladujmy i prośmy o jej opiekę.
Drodzy Bracia i Siostry,
Czcigodni Jubilaci i Solenizanci,
Sympatycy i Goście,
Pięknego Tygodnia!
Niech będzie on, mimo wszystko, dobry.
Wypraszajmy łaski w cichej, ale gorącej modlitwie.
Bo jak słyszymy w Psalmie:
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska,
według nadziei pokładanej w Tobie.
Łaska wg nadziei pokładanej w Bogu.
A więc WIELKIEJ NADZIEI życzę wszystkim.
Pamiętamy, jakim fragmentem dziś zakończyła się Jezusowa Ewangelia!
Z Panem Bogiem,
W sercu i na ustach. Przez czyn.




