ILE KOSZTUJE NAS ŻŁÓBEK?

Parafia pw. Świętego Stanisława Biskupa - Kościół w Batorzu

Drodzy,

przeszliśmy już do okresu zwykłego, jeżeli chodzi o kalendarz liturgiczny Kościoła. Natomiast z przywiązania do Tradycji trwamy jeszcze w bożonarodzeniowej atmosferze. Szopka, choinka, światełka, cała oprawa świąteczna ma się jeszcze całkiem dobrze, tylko trochę brak śniegu. Niestety.

Ale przechodząc do sedna, jest to dobry moment na dłuższe podsumowanie minionych świętych dni z przełamaniem 19/20.

Czy coś w nas jeszcze zostało? Czy radość z betlejemskiej stajenki jeszcze nas ożywia do działania i trwania w dobru? Czy może dopiero teraz mamy chwilę wytchnienia na głębszą refleksję tych Narodzin? Śpiewamy jeszcze kolędy, pastorałki, trwamy w tym nastroju karnawałowym?

A może przyszedł nowy 2020 rok, nastały nowe obowiązki, praca i kłopoty, i nasze wspólnotowe momenty, przyrzeczenia, zgoda i życzliwość stały się tylko wspomnieniem?

Ilu nas, tyle też historii, emocji i przeżyć, i stanów faktycznych.

Ale nie w tym rzecz.

 

Spójrzmy na tytuł tej refleksji.

Ile kosztuje nas żłóbek?

Pytanie być może przewrotne.

Dosłownie je odczytując, musimy wymienić jakąś kwotę. W ogóle cała szopka, figurki, sianko, żłóbek, Jezusek, choinki. Najlepiej spytać Księdza Zbigniewa.

Ale można sobie samemu zadać pytanie, ile nas kosztuje możliwość aranżacji danej szopki, ile nas kosztuje jej ustawienie, a potem modlitwa przy niej, pokłon, ocena. Czy w ogóle nas coś kosztuje?

No może trochę czasu i chęci. Ale cóż to jest przy na przykład rocznym więzieniu?

W naszej parafii szopka zwykle nie nawiązuje do bieżących sytuacji polityczno-narodowo-społecznych. Może też dlatego, że obecne czasy są stosunkowo bezpieczne i niepodległe. I nie wymagają podnoszenia na duchu narodu polskiego. Co jednak nie oznacza, że nie można takiej szopki stworzyć.

Jednak były czasy w naszej Ojczyźnie, które nie nastrajały do optymizmu, nie dawały nadziei i spokoju. Władza komunistyczna robiła wiele złego, a stan wojenny stał się tego wielkim symbolem.

Jakoże Boże Narodziny nie są odwoływalne, nawet przez wrogów religii, był moment na stworzenie stajenki w kościele i żłóbka z Małą Dzieciną. Zapewne atmosfera ulic wiosek i miast nie była nawet choć trochę taka jaką mamy dziś. Nie było wiele powodów do uśmiechu, radości i spokojnego przygotowywania do rodzinnych świąt. Było natomiast wiele łez, ofiar i cierpienia, lęku i beznadziei. Adwent dla niepodległej Polski wciąż trwał. Tak jakby nigdy nie miała już nadejść radość z jej narodzin. Dla wielu rzeczywiście Niepodległa została marzeniem już na wieki.

To były na pewno bardzo mroczne czasy, do których nie chce się wracać, ale które trzeba pamiętać. Ku świadectwu i przestrodze na przyszłość.

+

Wywrócony żłóbek, obok w zwojach drutu kolczastego figurka Dzieciątka Jezus przepasana czarnym kirem. Z lewej strony przewróconego żłóbka – biała płyta ze śladami gąsienic transportera. Tak w 1981 roku wyglądała szopka bożonarodzeniowa w kościele Jezuitów w Kaliszu.

 

Tłem opisywanej szopki była plansza z postaciami ośmiu robotników. Pośród nich jawiła się wielka plama krwi w formie nieregularnego krzyża, która od podstawy planszy przechodziła w czerwień tkaniny ułożonej na ołtarzu i dalej na jego stopniach. Ponad postaciami robotników zawieszona była tablica z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej przytulającej Syna do twarzy, po której policzku spływała wielka czerwona łza. Wizerunek ten wpleciony został w dwie różnobarwne gwiazdy.

Pomysłodawcą i zarazem twórcą projektu był o. Stefan Dzierżek SJ, rektor Kolegium Jezuitów w Kaliszu, współorganizator spotkań z opozycją lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w tym mieście, organizator oddziału Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom.

Tradycja wystawiania szopek bożonarodzeniowych w kościołach sięga XIII wieku. W Polsce od samego początku ich wystrój nawiązywał do aktualnych wydarzeń, upamiętniał stroje z epoki, krajobrazy i architekturę. W XVII wieku pojawiły się elementy patriotyczne, które były szczególnie mocno akcentowane w czasie zaborów, zwłaszcza po powstaniu styczniowym. Także w czasie II wojny światowej szopki niosły otuchę zniewolonemu narodowi. Wprowadzenie stanu wojennego tuż przed świętami Bożego Narodzenia spowodowało, że w 1981 roku w wielu kościołach wystrój żłóbków nawiązywał do skutków decyzji gen. Jaruzelskiego. Twórców szopek odnoszących się do smutnej sytuacji w kraju władze PRL niejednokrotnie prześladowały.

Niestety o. Dzierżek, nie uniknął procesu. Oskarżono go z art. 194 Kodeksu karnego, który brzmiał: „Kto przy wykonywaniu obrzędów lub innych funkcji religijnych nadużywa wolności sumienia i wyznania na szkodę interesu PRL, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat dziesięciu”. (…) Prokurator w akcie oskarżenia stwierdził, że żłóbek miał charakter symboliki politycznej, a nawiązywanie do stanu wojennego godziło w porządek i ład publiczny. (…)

Tymczasem w grudniu 1982 roku w kościele Jezuitów w Kaliszu pojawiła się kolejna szopka autorstwa o. Dzierżka zawierająca elementy ówczesnych realiów. Tym razem figura Dzieciątka Jezus leżała otoczona atrapami artykułów reglamentowanych, tło zaś stanowiły plansze z kartkami żywnościowymi, pomiędzy którymi przedstawione były zasmucone twarze dzieci. Brak postaci Matki Boskiej i Świętego Józefa zrodził miejscową anegdotę, jakoby ich nieobecność spowodowana była faktem, że stoją w kolejce, aby wykupić kartkowy przydział. (…)

Zapewne wystawienie kolejnej „kontrowersyjnej” szopki miało ostateczny wpływ na wyrok, który o. Stefan Dzierżek usłyszał 8 stycznia 1983 roku. Sędzia S. Olejniczak – mimo opinii biegłych, którzy stwierdzili, że treści w wystawionej ponad rok wcześniej bożonarodzeniowej szopce są zgodne z wymową teologiczną i liturgiczną sztuki sakralnej – wydał wyrok roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Obciążył również oskarżonego kosztami procesu. W uzasadnieniu stwierdził, że na niekorzyść kapłana zadziałała, oprócz wystawienia szopki godzącej w ład i porządek publiczny, także „zła opinia w miejscu wykonywania swych funkcji”. Sąd wytknął więc działalność opozycyjną jezuity. Ojciec Stefan Dzierżek w swoim ostatnim słowie ogłosił, że żaden wyrok nie zmusi go do zaniechania troski o lud, z którego sam się wywodzi.

Odważny kapłan został uniewinniony dopiero wyrokiem Sądu Najwyższego z 10 lipca 1991 roku. W uzasadnieniu napisano, że „wykonana kompozycja dekoracji żłóbka była swoistą katechezą święta Bożego Narodzenia, podkreśliła aktualność historycznego wydarzenia na tle wydarzeń grudnia 1981 roku i nie stanowiła wykroczenia przeciwko kościelnym normom duszpasterstwa, zwłaszcza głoszenia Słowa Bożego”.

 

Takie to właśnie były czasy wyzwolenia. My, młodzi, nie przeżyliśmy takich absurdów, zniewoleń i opresji. Ale nie znosi z nas to obowiązku wiedzy, pamięci i głoszenia prawdy o czasie chociażby stanu wojennego.

 

Na tym przykładzie chciałam nam wszystkim uzmysłowić w jakim miejscu jesteśmy, jeżeli chodzi o sytuację naszej Polski.

Mamy za co dziękować Bogu, prawda?

Mamy też powinność podzięki za ludzi pełnych odwagi i wolności tamtych dni.

Dzięki nim na pewno możemy prawdziwie cieszyć się Bożymi Urodzinami. I nikt nie inwigiluje, chociażby w treść kazań czy aranżacje szopek. No może, gdyby szopka odnosiła się do spraw ideologii LGBT+ pojawiłby się niemały zamęt i żale… Starcie takie jeszcze nastąpi nieraz.

 

Ile kosztuje nas żłóbek dziś?

Nic.

Patrząc tak po ludzku.

Ale tak naprawdę żłóbek nie ma żadnej ceny. Boś bezcenny!

Zaświadcza to Franciszek w Liście Apostolskim Admirabile signum , który podpisał 1 grudnia 2019r. podczas pobytu w Greccio, w Sanktuarium Żłóbka.

 

Godny podziwu znak żłóbka, tak drogi chrześcijanom, zawsze budzi zadziwienie i zdumienie. Przedstawienie wydarzenia narodzin Jezusa oznacza zwiastowanie tajemnicy wcielenia Syna Bożego, z prostotą i radością. Żłóbek jest jakby żywą Ewangelią, która wypływa z kart Pisma Świętego. Kontemplując scenę Bożego Narodzenia, jesteśmy zaproszeni do duchowego wyruszenia w drogę, pociągnięci pokorą Tego, który stał się człowiekiem, aby spotkać każdego człowieka. I odkrywamy, że On nas miłuje tak bardzo, że jednoczy się z nami, abyśmy i my mogli się z Nim zjednoczyć.

 

Godny podziwu! Żłóbek. Zadziwiający i zdumiewający. A jednocześnie prosty i radosny. Żywa Ewangelia.

Stał się Człowiekiem, by spotkać każdego człowieka.

Czy wyruszyliśmy w duchową drogę, pociągnięci pokorą Najwyższego?

Czy żłóbek, święty znak, stał się dla nas sposobnością do kontemplacji Słowa Bożego, które stało się Ciałem?

Czy odkryliśmy jak bardzo On nas miłuje?

 

Wchodząc w ten świat, Syn Boży znajduje miejsce tam, gdzie zwierzęta przychodzą jeść. Siano staje się pierwszym posłaniem dla Tego, który objawi się jako „chleb, który z nieba zstąpił” (J 6, 41). Symbolikę tę uchwycił już św. Augustyn wraz z innymi Ojcami, gdy napisał: „W żłobie położony stał się pokarmem naszym”

 

Siano posłaniem. Chleb z nieba jak manna.

Bóg stał się naszym pokarmem!

 

Przejdźmy jednak od razu do pochodzenia żłóbka, tak jak go pojmujemy. Myślą udajemy się do Greccio, w Valle Reatina, gdzie św. Franciszek prawdopodobnie się zatrzymał, zapewne w drodze z Rzymu, gdzie 29 listopada 1223 r. otrzymał od papieża Honoriusza III zatwierdzenie swojej Reguły. Po jego podróży do Ziemi Świętej, groty te przypominały mu w szczególny sposób krajobraz Betlejem. I możliwe, że w Rzymie, w Bazylice Santa Maria Maggiore, Biedaczyna był pod wrażeniem mozaik przedstawiających narodziny Jezusa, tuż obok miejsca, w którym zgodnie ze starożytną tradycją zachowały się deski żłobka.

Źródła franciszkańskie szczegółowo opisują to, co wydarzyło się w Greccio. Piętnaście dni przed Świętami Bożego Narodzenia, Franciszek wezwał pewnego miejscowego człowieka o imieniu Jan i poprosił go o pomoc w spełnieniu pragnienia: „Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony był na sianie w towarzystwie wołu i osła”. Wierny przyjaciel, skoro tylko usłyszał, natychmiast poszedł, aby przygotować na wyznaczonym miejscu wszystko, co było potrzebne, zgodnie z życzeniem Świętego. 25 grudnia z różnych stron przybyło do Greccio wielu braci. Przybyli także mężczyźni i kobiety z okolicznych obejść, przynosząc kwiaty i pochodnie, aby rozświetlić tę świętą noc. Franciszek po przybyciu, znalazł żłób z sianem, wołu i osiołka. Ludzie, którzy się zbiegli, w obliczu sceny Bożego Narodzenia, okazali nigdy wcześniej niezaznaną, niewypowiedzianą radość. Następnie kapłan uroczyście odprawił na żłobie Eucharystię, ukazując związek między Wcieleniem Syna Bożego a Eucharystią. Przy tej okazji w Greccio nie było figurek: szopka została stworzona i zrealizowana przez tych, którzy byli obecni.

 

Natchnienie Boże. Przyjaciel Jan. I wszystko gotowe.

I entuzjazm miejscowych. I niewypowiedziana radość!

Żłób, ołtarz do sprawowania Eucharystii!

Żywi aktorzy.

I braki w niemowlęcych potrzebach.

Bóg zechciał, by się Nim zaopiekować. Ja prosty człowiek, śmiertelnik, mam wziąć w ręce, ucałować stópkę, okryć pieluszką Nieogarnionego?!

 

Dlaczego żłóbek wzbudza tyle zadziwienia i nas wzrusza? Przede wszystkim dlatego, że ukazuje czułość Boga. On, Stwórca wszechświata, uniża się do naszej małości. Dar życia, sam już za każdym razem dla nas tajemniczy, fascynuje nas jeszcze bardziej, gdy widzimy, że Ten, który narodził się z Maryi, jest źródłem i wsparciem każdego życia. W Jezusie Ojciec dał nam brata, który wychodzi, by nas szukać, kiedy jesteśmy zdezorientowani i zatracamy kierunek; wiernego przyjaciela, który jest zawsze blisko nas; dał nam swego Syna, który nam przebacza i podnosi nas z grzechu.

 

Czułość, czułość, czułość Boga samego. Jezusicek.

I dar życia! Tajemnica, która fascynuje.

On sam, źródło i wsparcie każdego życia.

Brat, który szuka nas, gdy wpadniemy w labirynt złych zdarzeń.

Przyjaciel, jest blisko. Zawsze.

Syn, miłosierny i wybawiający.

 

Tworzenie żłóbka w naszych domach pomaga nam przeżyć na nowo historię, którą przeżywano w Betlejem. Oczywiście Ewangelie zawsze pozostają źródłem, które pozwala poznać i rozważać to Wydarzenie. Jednak jego przedstawienie w żłóbku pomaga wyobrazić sobie sceny, pobudza uczucia, zachęca do poczucia się zaangażowanymi w historię zbawienia, współczesnymi wydarzeniu, które jest żywe i aktualne w najróżniejszych kontekstach historycznych i kulturowych.

W sposób szczególny, począwszy od swego franciszkańskiego pochodzenia, żłóbek jest zachętą do „odczuwania”, „dotknięcia” ubóstwa, które Syn Boży wybrał dla siebie w swoim wcieleniu. W ten sposób jest to pośrednio wezwanie do naśladowania Jego drogi pokory, ubóstwa, ogołocenia, która prowadzi od betlejemskiego żłóbka do krzyża. Jest to wezwanie, aby Go spotkać i miłosiernie Mu służyć w najbardziej potrzebujących braciach i siostrach.

 

Przeżyć na nowo Betlejem!

Czy nam się to udało?

Czy żłobek, szopka w kościele czy naszym domu, stały się przyczynkiem do wyobrażenia sobie scen sprzed 2 tysięcy lat? Czy poczuliśmy się zaangażowani w historię zbawienia, czy staliśmy się jej częścią?

Jeżeli nie lub za mało, to nic straconego.

Bo wydarzenie z Miasta Chleba dzieje się każdego dnia. W odczuciu i dotknięciu ubóstwa, a więc pokory i ogołocenia ze zbytków.

To droga na TERAZ, od betlejemskiego żłóbka do krzyża. Jak w niezwykły sposób przedstawił to Zdzisław Beksiński. In hoc signo vinces. Pod tym znakiem zwyciężysz!

Podejmijmy tę Drogę. By Go spotkać i Mu służyć. Miłosiernie. W braciach i siostrach.

 

Pomyślmy, ile razy nasze życie otacza noc. Otóż, nawet w tych chwilach Bóg nie zostawia nas samymi, ale staje się obecny, aby odpowiedzieć na decydujące pytania dotyczące sensu naszego istnienia: kim jestem? Skąd pochodzę? Dlaczego urodziłem się w tym czasie? Dlaczego kocham? Dlaczego cierpię? Dlaczego umrę? Aby odpowiedzieć na te pytania, Bóg stał się człowiekiem. Jego bliskość niesie światło tam, gdzie jest mrok i oświeca tych, którzy przechodzą przez ciemności cierpienia.

 

Ile razy otacza nas noc?

Sami w ciemnościach.

A jednak jest obok nas! Ktoś.

Dlaczego?

By dać odpowiedź.

Bliskość, która oświeca.

Ta NOC, która jaśniejsza niż każdy dzień.

Zapoczątkowała spełnienie nadziei pokładanej w Bogu.

 

Ubodzy i ludzie prości w żłóbku przypominają, że Bóg staje się człowiekiem dla tych, którzy bardziej odczuwają potrzebę Jego miłości i proszą o Jego bliskość. Jezus, „cichy i pokorny sercem” (Mt 11, 29), urodził się ubogi, prowadził proste życie, aby nas nauczyć uchwycenia tego, co istotne i tym żyć. Ze żłóbka wyraźnie wyłania się przesłanie, że nie możemy dać się zwieść bogactwu i wielu ulotnym propozycjom szczęścia. Pałac Heroda jest w tle, zamknięty, głuchy na zwiastowanie radości. Rodząc się w żłobie, sam Bóg rozpoczyna jedyną prawdziwą rewolucję, która daje nadzieję i godność wydziedziczonym, usuniętym na margines: rewolucję miłości, rewolucję czułości. Ze żłóbka Jezus, z łagodną mocą wygłasza apel o dzielenie się z ostatnimi, jako drogę do bardziej ludzkiego i braterskiego świata, w którym nikt nie jest wykluczony i usuwany na margines.

 

Proste życie. Jezusa. Szansą na uchwycenie istoty życia.

Pałac Heroda nie przyniósł rewolucji Miłości, czułości! Nie stał się nawet jej uczestnikiem. 

Pamiętajmy o tym, gdy w głowie pogoń za bogactwem i różnymi propozycjami szczęścia.

Zauważenie ostatnich to jest droga do BARDZIEJ ludzkiego i braterskiego świata!

Wiedziała o tym doskonale Matka Teresa mówiąc:

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”, tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie.

Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie,

Zawsze wtedy, jest Boże Narodzenie.

 

Często dzieci – ale nawet dorośli! – lubią dodawać do żłóbka inne figurki, które zdają się nie mieć związku z opowieściami ewangelijnymi. A jednak ta wyobraźnia pragnie wyrazić, że w nowym świecie, zainaugurowanym przez Jezusa, jest miejsce dla wszystkiego, co ludzkie i dla każdego stworzenia. Od pasterza po kowala, od piekarza po muzyków, od kobiet niosących dzbany z wodą, po bawiące się dzieci…: wszystko to przedstawia codzienną świętość, radość z wykonywania w niezwykły sposób codziennych czynności, gdy Jezus dzieli z nami swoje Boskie życie.

 

Miejsce dla wszystkiego, co ludzkie, dla każdego stworzenia!

Codzienna szarość.

A może codzienna świętość.

Radosne wykonywanie zwykłości w niezwykły sposób.

Wszystko możliwe, gdy Jezus dzieli z nami swoje Boskie życie!

Pamiętajmy, Jezus jest już wśród nas.

 

Serce żłóbka zaczyna bić, kiedy w Boże Narodzenie składamy w nim figurkę Dzieciątka Jezus. Bóg przedstawia się w ten sposób w dziecku, aby powierzyć się objęciu naszych ramion. W słabości i kruchości ukrywa swoją moc, która wszystko stwarza i przekształca. Wydaje się to niemożliwe, a jednak tak jest: w Jezusie Bóg był dzieckiem i jako takie chciał objawić wspaniałość swojej miłości, która przejawia się w uśmiechu i w wyciągnięciu rąk ku każdemu.

 

Jak głosił Jan Paweł II:

Od betlejemskiej nocy aż po dzień dzisiejszy Narodzenie Chrystusa opiewają radosne hymny, które wyrażają czułą dobroć Boga zasianą w ludzkich sercach. We wszystkich językach świata celebruje się uroczyście to największe i pełne pokory wydarzenie: Emmanuel, Bóg na zawsze z nami. Ileż przejmujących pieśni wiąże się z Bożym Narodzeniem w kulturze każdego narodu! Któż nie zna wzruszenia, jakie one budzą? Ich melodie pozwalają przeżyć na nowo tajemnicę Świętej Nocy; są świadectwem spotkania Ewangelii z drogami ludzkimi. Tak, Boże Narodzenie zamieszkało w sercu narodów, które zgodnie patrzą z podziwem na Betlejem.

 

 

Sposób działania Boga niemal oszałamia, ponieważ wydaje się niemożliwe, aby wyrzekł się swojej chwały, żeby stać się człowiekiem, takim jak my. Cóż za niespodzianka, że Bóg przyjmuje nasze własne zachowania: śpi, karmi się mlekiem matki, płacze i bawi się jak wszystkie dzieci! Jak zawsze, Bóg wprawia w zakłopotanie, jest nieprzewidywalny, nieustannie poza naszymi schematami. Zatem żłóbek ukazując nam Boga wkraczającego w świat, pobudza nas do myślenia o naszym życiu wpisanym w życie Boga; zachęca, abyśmy stali się Jego uczniami, jeśli chcemy osiągnąć ostateczny sens życia.

 

Bóg zawsze wyprzedza nasze kroki, pomysły, schematy, przypuszczenia, nawet marzenia! Nieustannie.

Czy żłóbek faktycznie pobudził nas do myślenia o naszym życiu? Życiu wpisanym w życie Boga?

Może jest ono jak jakieś bazgroły, a może starannym pismem?

Mniejsza o to. Bóg się rozczyta!

 

Patrząc na tę scenę w żłóbku, jesteśmy wezwani do refleksji na temat odpowiedzialności każdego chrześcijanina za bycie ewangelizatorem. Każdy z nas staje się przynoszącym Dobrą Nowinę tym, których spotykamy, dając świadectwo radości ze spotkania z Jezusem i umiłowaniem Go poprzez konkretne uczynki miłosierdzia.

 

Ciekawe, czy umieliśmy w domu, powiedzieć, że byłem dziś u Jezuska. Odwiedziłem Go w stajence.

Czy podzieliliśmy się z kimś tą radością?

Czy w ogóle to zrobiliśmy i czy jeszcze to nam sprawia rzeczywistą radość?

Czy odwiedzając różne kościoły szliśmy do stajenki, by odwiedzić w niej Narodzone Dziecię? W końcu w każdej ten Sam, a jednak w każdej świątyni wyciąga do nas rączęta.

Przecież to Dziecko, potrzebuje bliskości i czułości.

 

Mędrcy nauczają, że można wychodzić z bardzo daleka, aby dotrzeć do Chrystusa. Są ludźmi bogatymi, mądrymi cudzoziemcami, spragnionymi nieskończoności, wyruszającymi w długą i niebezpieczną podróż, która wiedzie ich do Betlejem (por. Mt 2, 1-12). Gdy stają przed Królem-Dzieciątkiem przepełnia ich wielka radość. Nie dają się zgorszyć ubóstwem otoczenia. Nie wahają się paść na kolana i oddać Mu pokłon. Przed Nim rozumieją, że Bóg, podobnie jak z suwerenną mądrością kieruje gwiazdami, tak też kieruje biegiem historii, uniżając możnych i wywyższając pokornych. Z pewnością po powrocie do swego kraju opowiedzieli o tym zaskakującym spotkaniu z Mesjaszem, zapoczątkowując podróż Ewangelii pośród narodów.

 

Pocieszające i inspirujące zarazem jest dla nas, że można iść z bardzo daleka, a mimo to dotrzeć na miejsce, zachować się jak trzeba i powrócić już innym, by świat także mógł stać się inny. LEPSZY.

Misja Ewangelizacja. Zawsze i wszędzie. Dla każdego ochrzczonego.

 

W szkole świętego Franciszka otwórzmy serce na tę prostą łaskę, pozwólmy, aby z zadziwienia zrodziła się pokorna modlitwa: nasze „dziękuję” Bogu, który zechciał dzielić z nami wszystko, aby nas nigdy nie zostawić samymi.

 

Ja DZIĘKUJĘ.

A Ty?

 

+

 

Wierzysz, że się Bóg zrodził w betlejemskim żłobie,

Lecz biada ci, jeżeli nie zrodził się w tobie.

 

+

 

Jak to z Ewangelii było czytane:

z jaką nas nawiedzi z wysoka Wschodzące Słońce, by światłem stać się dla tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki skierować na drogę pokoju.

 

Kto Waszym zdaniem doskonale obrazuje tę treść? Niezwykłą dodajmy.

Skojarzył mi się pewien franciszkanin z Polski.

 

KOLBE. Max Kolbe.

On swoim życiem modlił się jakby słowami tej Wielkiej Antyfony:

Wschodzie, blasku światła wiecznego i słońce sprawiedliwości, przyjdź i oświeć siedzących w ciemnościach i mroku śmierci.

 

  1. Maksymilian pośród piekła na ziemi, a więc największej ciemności jaką świat stworzył, stanowił blask światła wiecznego, świecił dzięki Słońcu sprawiedliwości, a Ono przez niego przyszło i oświecało więźniów siedzących w ciemnościach i mroku śmierci. Zapewne pozostawiło niezatarty ślad wieczności w sercach morderców. Święty z Auschwitz pokazał, że nie ma takiej ciemności na świecie, której nie pokona Boże światło. Pomimo cierpienia, ofiary można być człowiekiem jasności, dzięki Bożemu Narodzeniu, gdy Bóg stał się jednym z nas. Ci, co Go słuchają, zawsze będą umieli nieść ten płomień miłości, nawet wtedy, gdy będzie potrzeba odwagi i niewątpliwie heroizmu.

Pamiętajmy o takim człowieku jak Kobe, w momentach trudnych. Gdy świat i ludzie przeciwko nam, gdy będziemy chcieli się im odpłacić za uczynione nam zło, gdy będziemy się tłumaczyć z powodów zemsty, i z tego, że zabrakło odwagi, by pozostać po prostu człowiekiem.

Wydarzenie Kolbego obaliło cały system niszczenia i eksterminacji. Obaliło w proch. Choć i nienawiść uczyniła z niego samego pył, to jednak Miłość odniosła zwycięstwo. Dała życie nadziei właśnie tam, gdzie miała umrzeć.

To także jest Boże Narodzenie.

 

+

Benedykt XVI mówił w Orędziu:

 

Starożytna antyfona liturgiczna przyzywa Go następującymi słowy: „O Emmanuelu, królu nasz i Prawodawco, nadziejo i ratunku narodów; przyjdź nas wybawić, nasz Panie i Boże”. Veni ad salvandum nos! Przyjdź nas wybawić!

Jest to wołanie człowieka każdego czasu, który czuje, że sam nie jest w stanie przezwyciężyć trudności i niebezpieczeństw. Odczuwa potrzebę włożenia swej ręki w rękę większą i silniejszą, w rękę, która z wysoka wyciąga się ku niemu.

Drodzy bracia i siostry, tą ręką jest Jezus, narodzony w Betlejem z Dziewicy Maryi. On jest ręką, jaką Bóg wyciągnął ku ludzkości, by ją wyprowadzić z ruchomych piasków grzechu i postawić ją na nogi na skale, mocnej skale Swojej prawdy i Swojej miłości.

Tak, to oznacza imię tego Dzieciątka, imię, które z woli Boga, nadali Maryja i Józef: nazywa się Jezus, co znaczy „Zbawiciel”.

Został On posłany przez Boga Ojca, aby nas zbawić przede wszystkim od głębokiego zła, zakorzenionego w człowieku i historii: tego zła, jakim jest oddzielenie od Boga, zarozumiała pycha, by zrobić wszystko samemu, by stanąć do konkurencji z Bogiem i aby Go zastąpić, by decydować co jest dobre a co złe, by być panem życia i śmierci.

Jest to wielkie zło, wielki grzech, z którego my ludzie nie możemy się wybawić inaczej jak tylko powierzając się Bożej pomocy, jak tylko wołając do Niego: Veni ad salvandum nos! – Przyjdź nas wybawić!

 

A Jan Paweł II wołał, już w 1998r.:

 

 Czyż można nie dostrzec jaskrawego kontrastu między radosnym nastrojem bożonarodzeniowych pieśni a licznymi problemami współczesności? Znamy ich niepokojące przejawy dzięki relacjom, przynoszonym codziennie przez telewizję i gazety ze wszystkich części kuli ziemskiej: są to sytuacje niezwykle bolesne, które często powstają nie bez winy człowieka, a nawet jego złej woli, podsycanej przez bratobójczą nienawiść i bezsensowną przemoc.

Niech światło promieniujące z Betlejem uchroni nas od pokusy zniechęcenia w obliczu tak dramatycznych i wstrząsających sytuacji. Niech orędzie Bożego Narodzenia doda otuchy tym, którzy wytrwale poszukują rozwiązań dla złożonych problemów Bliskiego Wschodu zgodnie z umowami międzynarodowymi.

Niech dzięki Bożemu Narodzeniu umocni się na całym świecie poparcie dla stosownych i pilnie potrzebnych działań, które położą kres produkcji zbrojeniowej i handlowi bronią, pozwolą strzec ludzkiego życia, znieść karę śmierci, uwolnić dzieci i młodzież od wszelkich form wyzysku, powstrzymać zakrwawioną dłoń tych, którzy dopuścili się ludobójstwa i zbrodni wojennych, a także poświęcić należną uwagę ochronie środowiska, — zwłaszcza po ostatnich klęskach żywiołowych — aby chronić świat stworzony i godność człowieka!

 

 

Przyszedłeś nas wybawić Panie.

Wierzę w to.

Wyciągnąłeś rękę do ludzkości.

Bym mogła stanąć na skale Twojej Prawdy i Miłości.

I bym nie konkurowała z Bogiem. I nie zastępowała Go.

Bo nie jestem panem życia i śmierci.

Papież-Senior ma niesamowitą zdolność obrazowania stanu ducha współczesnego człowieka. Jest jak prorok, który nie został wysłuchany.

Natomiast Papież Polak, jako człowiek niezwykle wrażliwy na krzywdę ludzką, nie zapominał o cierpiących i pokrzywdzonych przez świat i drugiego człowieka.

Panie zabierz mi złą wolę i pokusę zniechęcenia do nieustannego wołania o pokój serca. Dodaj mi odwagi i otuchy.

Abym umiała strzec ludzkiej godności i stworzonego świata.

 

Życzę nam Wszystkim, aby każdy z nas mógł doświadczyć Bożego Narodzenia w drugiej osobie. Abyśmy swoim życiem urzeczywistniali Boże Orędzie. By każdy miał w nim udział.

 

 

Na koniec:

Benedykt XVI powiedział, że Jezus przyszedł na świat jako „król sprawiedliwości i pokoju”.

Jego królestwo – jak wiemy – nie jest z tego świata, a jednak ważniejsze jest od wszystkich królestw tego świata.

 Jest niczym zaczyn ludzkości: gdyby go zabrakło, zabrakłoby siły prowadzącej do autentycznego rozwoju, bodźca do:

współpracy na rzecz dobra wspólnego,

bezinteresownej służby bliźniemu,

pokojowej walki o sprawiedliwość.

 

 

A święty Augustyn głosił w jednym z Kazań na Boże Narodzenie:

 

Dla czyjego pożytku tak wielka wzniosłość przybyła w tak wielkim uniżeniu?

Z pewnością nie dla własnego – ale, jak wierzymy, dla naszego wielkiego pożytku. Przebudź się, człowieku! To dla ciebie Bóg stał człowiekiem.

Wstań, który śpisz i powstań z martwych, a oświeci cię Chrystus. Dla ciebie – powiadam – Bóg stał się człowiekiem.

Byłbyś umarły na wieczność, gdyby nie narodził się w czasie.

Nigdy nie zostałbyś wyzwolony z ciała grzechu, gdyby nie wziął na siebie podobieństwa ciała grzechu.

Byłbyś na wieki godny pożałowania, gdyby się nad tobą nie użalił.

Nie powróciłbyś do życia, gdyby nie spotkał się z tobą w śmierci.

Opadłbyś całkiem z sił, gdyby nie przybył na pomoc.

Uległbyś zatracie, gdyby nie przyszedł.

 

To dość mocne słowa. Ale niewątpliwie są one każdemu potrzebne. By móc się naprawdę przebudzić, powstać, porzuciwszy uczynki ciemności.

 

Rozpoznajmy Dzień i bądźmy dniem!

 

Abyśmy przez Niewidzialnego, który stał się widzialny, od tego, co widzialne, przeszli do tego, co niewidzialne.

 

Po słowach Biskupa Hippony można by rzec, że nasze życie zaczęło się w Betlejem. Narodziny Jezusa są naszymi narodzinami.

Dlatego trwamy przy Nim nie tylko od święta do święta, w których to pełnia radości i zaangażowania. Pełnia czasu wypełnia się pomiędzy, w zwykłym okresie. Umocniona wiara ma być gotowa do działania. Przecież żłóbek już nie jest pusty, a więc potrzeba treści dla codzienności.

Pamiętając, że najciemniej, jest tuż przed świtem…

 

 

Narodził się, Bóg stąpił na Ziemie
Narodził się, by uratować mnie
Narodził się i nie zostawił mnie

I nie zostawił mnie

M.P.