Słowo Boże – XXXII Niedziela Zwykła „C”

PIERWSZE CZYTANIE (2 Mch 7,1-2.9-14)

Wiara braci męczenników w zmartwychwstanie

Czytanie z Drugiej Księgi Machabejskiej.
Zdarzyło się, że siedmiu braci razem z matką zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: ”O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa”.
Drugi zaś brat, w chwili gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: ”Ty zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego”.
Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: ”Z nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam”. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia.
Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając, tak powiedział: ”Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, a którzy w Bogu pokładamy nadzieję, że znowu przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia”.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 17 (16), 1. 5-6. 8 i 15)

Refren:Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga.

Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę, *
usłysz moje wołanie,
wysłuchaj modlitwy *
moich warg nieobłudnych.

Moje kroki mocno trzymały się Twoich ścieżek, *
nie zachwiały się moje stopy.
Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz; *
nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo.

Strzeż mnie jak źrenicy oka, *
skryj mnie w cieniu Twych skrzydeł.
A ja w sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze, *
ze snu powstając nasycę się Twym widokiem.

DRUGIE CZYTANIE (2 Tes 2,16-3,5)

Trwać w dobrych czynach i szerzyć Ewangelię

Czytanie z Drugiego Listu świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan.
Bracia:
Sam Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam niekończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie.
Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiało, podobnie jak to jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej.

EWANGELIA (Łk 20,27-38)

Uduchowione życie zmartwychwstałych

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: ”Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: »Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu«. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”.
Jezus im odpowiedział: ”Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa »Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba«. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”.

ROZWAŻANIE

ŻYĆ i NIE UMIERAĆ!

 

 

 

Drodzy! 

 

Zapewne każdy z nas chce żyć i nie umierać. To prawda. I to całkiem naturalne. 
Pragniemy życia, bo pochodzimy od Dawcy Życia.  

Jesteśmy stworzeni na Jego wzór i podobieństwo. 

A przecież Bóg jest Życiem, które żyje wiecznie. Trwa. I choć tu przemija, i gaśnie. To ponownie istnieje, a ogień nie zagasa. Wzbudza się na nowo. I żyje życiem, które trwa i już nie przemija. I nie gaśnie.  

Płonie na zawsze.  

Miłością. 

 

Poświadcza to Jezus w dzisiejszej Ewangelii: 

 

Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją. 

 

Czyli już dziś, teraz, rozpoczyna się nasza nieśmiertelność? 

 

Wieczne trwanie konkuruje z przemijaniem, by doświadczyć celowości życia, jego utraty i wskrzeszenia z umarłych? 

 

Wieczne trwanie konkuruje z przywiązaniem, do spraw ziemskich i miłości ludzkiej? 

 

Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić.

 

Jedni z nas powiedzą: ufff, a drudzy: szkoda. 

Wiedzmy jedno. Niebo to zupełnie inna perspektywa życia. Niebo to inne akcenty i podkreślenia.  

Niebo to nietypowa egzystencja ludzka, skupiona na kochaniu, małżeństwie, rodzeniu i wychowywaniu dzieci, utrzymaniu rodziny.  

To Gody Baranka, w których każdy jest uczestnikiem. Jedynym i najważniejszym. Nie do zastąpienia! Który nie może być nieobecny, bo dziecko zachorowało. Bo żona wymyśliła inne pomysły. Bo jestem tak zmęczony po pracy.

Niebo to wyłączne skupienie na Bogu, patrzenie prosto w Jego oczy. Tylko to jest ważne. Wydaje się nam, jak można będzie wytrwać w bezruchu całą wieczność? Bez żadnych wyzwań, problemów, sukcesów, działania.   

 

 Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. 

 

Myślę, że jeszcze nie jesteśmy na tyle dojrzali do Nieba, by móc ładnie i składnie odpowiedzieć sobie na pytanie: co to znaczy być uczestnikiem zmartwychwstania? Co to znaczy?! 

 

Czy może jesteśmy częściej jak saduceusze? Wątpimy albo w ogóle znamy kogoś, kto całkowicie zaprzecza zmartwychwstaniu?  

Jezus i im odpowiada: 

 

 A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba.

 

Tak! Bóg jest Bogiem Żywych. A więc i Abraham, i Izaak, i Jakub żyją! 

 

Uwzniośleni tą rzeczywistością, której jeszcze nie widzimy, ale w nią wierzymy, poddajmy się autorefleksji. 

 

Zostawiam Cię, Siostro i Bracie, z samą-samym sobą.  

Oddaję Ci tę przestrzeń, bo czasem za dużo jest słów, czy to mówionych, czy pisanych.  

Niech przemówi Twoje własne ja, Twoje sumienie, Twoja dusza. 

Przemyśl te sprawy i sytuacje, na których przemyślenie nigdy nie masz czasu. Powróć do jakiejś przeszłości, czy wybiegnij w przyszłość. 

Spójrz mądrym, jasnym okiem na swoją teraźniejszość. A w niej na osoby, które kochasz, i które jeszcze za mało. Na skomplikowane relacje. 

Na niedokończone rozmowy, na przerwane myśli, na porzucone nadzieje.  

Na nurtujące, uwierające wręcz sprawy, które odkładasz ciągle na potem.  

To Twój czas i Twoje miejsce! 

Co byś napisał w tym pustym polu? Chociażby swoją myślą, postawą, swoim uczuciem czy światopoglądem? Swoim lękiem czy zażaleniem? 

. 

. 

. 

15.  Dotarłeś do najważniejszej stacji. Zmartwychwstania. 

Cokolwiek przemyślałeś, kogokolwiek dopuściłeś do myśli.  

Bóg Ci mówi: JESTEM. 

 

Potrzebujesz pomocy? Jesteś w potrzebie? 

JESTEM! 

 

Bóg nigdy nie pozwala nam na rozpacz i beznadzieję. Zrujnował nasz misterny plan biadolenia i marazmu przez owe Zmartwychwstanie. 

 

 

Dzisiejsza Niedziela jest DNIEM SOLIDARNOŚCI Z KOŚCIOŁEM POSZKODOWANYM! 

 

Solidarności z naszymi Braćmi i Siostrami, którzy rzeczywiście są w potrzebie! Choć tak różni od nas, obdarzeni niezwykle ciemnym kolorem skóry, pochodzący z Sudanu Południowego, a tak podobni do nas. Podobni w Chrystusie! Oni świecą światłem odbitym od Światłości świata. Oni dają przykład nadziei w beznadziei nam wszystkim, którzy nosimy w sobie beznadzieję, żyjąc w świecie , jakby nie było, nadziei. Oni uczą nas doceniać wiarę, stawiać na nią, że to Bóg ma być w centrum naszego życia. I wszystko na nim budowane.  

Obywatele najmłodszego państwa świata żyją w ogromnej biedzie, głodzie, braku perspektyw. Uciekając od wojny i prześladowań pragnęli życia normalnego, godnego. Życia chrześcijańskiego na ziemi przodków. Jednak chaos dalej istnieje i wydaje się, że brak szans na lepsze jutro. Poświęcając tak wiele, poświęcając nawet siebie, postanowili, że nie poświęcą wierności Chrystusowi. 

Na wzór dzisiejszych siedmiu braci i ich matki z Księgi Machabejskiej mówią: 

 

Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa. 

 

A męczennicy tak wołają przez swoją śmierć: 

 

Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, a którzy w Bogu pokładamy nadzieję, że znowu przez Niego będziemy wskrzeszeni.  

 

Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia. 

 

Czy opłaca się żyć i czynić tak, aby zyskać pewne dobra czy też “święty spokój”, a pozbawić się wskrzeszenia do życia? 

To dobre pytanie do nieuczciwych, kłamców, bezbożnych, pełnych nienawiści i pogardy. Do zdrajców, donosicieli, świadczących nieprawdę. 

Do wszystkich żyjących życiem bez Chrystusa.  

 

Dlatego, życzę i modlę się ze św. Pawłem:  

 

abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. 

 

Nie wszyscy. To fakt. I co oficjalnie mają, też często jej nie mają. 

Nie odczuwają pragnienia spotkania się z Bogiem na modlitwie, a jedynie patrzą niecierpliwie na tarczę zegara. 

 

Ale są i Ci, którzy naprawdę żyją, bo wierzą! 

Stąd moje, mam nadzieję, nasze życzenia dla wszystkich prześladowanych: 

 

Jezus Chrystus i Bóg, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam niekończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie! 

 

A co mogą nam rzec ludzie z przeszłości, przykryci marmurem? Apostołowie i pierwsi uczniowie? I nasi przodkowie, z polskich dziejów? 

 

Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. 

 

Patrząc na perspektywę ludzi z Sudanu Płd. myślę, że Autorzy Drugiego Czytania są usatysfakcjonowani, pomimo wiedzy, że łączy się to z cierpieniem i poświęceniem, które sami przeżywali.  

 

„Przybyłem do Południowego Sudanu w styczniu 2015 roku do jedynego domu zakonnego Franciszkanów w tym kraju. Na początku było tylko pięciu braci: dwóch z Włoch, jeden ze Słowacji, jeden z Australii i jeden z USA. Razem prowadzimy dużą parafię, do której należą wioski odległe aż 75 km od stolicy kraju” – tak zaczyna swoje świadectwo ojciec Federico Gandolfi, franciszkanin i misjonarz pełniący posługę duszpasterską w Juba w Południowym Sudanie. 

Mówiąc o niebezpieczeństwach w tym kraju ojciec Federico zaświadcza: „Brakuje tu wszystkiego – rzeczy i ludzi, którzy mogliby tu służyć. Miliony ludzi jest zamkniętych w obozach dla uchodźców z powodu wojny domowej, która podzieliła kraj w 2013 roku. W jednym z tych obozów znajdującym się na obszarze naszej parafii, przebywa ponad 20 tysięcy osób. Bracia udają się tam, aby dać tym ludziom jakikolwiek rodzaj wsparcia. Panujące tam warunki życia są znacznie gorsze, ale ludzie są niewiarygodnie odporni pomimo, że można bardzo łatwo dostrzec psychiczną traumę, jaką cierpią z powodu wojny. Często udajemy się do obozu dla uchodźców, aby udzielać sakramentu namaszczenia chorych. Pamiętam, jak pewnego dnia udzielałem go dziewczynce, która miała 9 lat. Leżała na zdartym i brudnym kocu. Jej stan zdrowia był fatalny. Patrzyła na mnie cały czas, kiedy modliłem się nad nią wraz z rodziną i katechetami świeckimi. Miałem nadzieję, że Bóg zabierze ją do siebie tak szybko, jak to tylko jest możliwe. Tydzień później dziewczynka była zdrowa. To był cud. Wiara tych ludzi jest w stanie wstrząsnąć Niebem”

„Oferujemy tym ludziom otwartą, pokojową i pozbawioną przemocy przestrzeń, w której ludzie mogą znaleźć nieco bezpieczeństwa w tym trudnym czasie. Największym dramatem tych ludzi jest brak przyszłości. Niestety na razie nie ma nadziei na poprawę, chociaż sytuacja stopniowo się poprawia tak, że nowe pokolenie nie chce wyjeżdżać za granicę. Jednak ci młodzi ludzie są bardzo biedni. Pewnego dnia ktoś zapytał mnie: „Ojcze, dlaczego Bóg pozwolił na to, abym urodził się w Południowym Sudanie?”. Na to pytanie nie byłem w stanie odpowiedzieć. 

„Dzieci dużo biegają i łatwo się kaleczą. Niestety brak higieny zamienia niewielkie skaleczenie na poważną ranę. Raz w tygodniu pomagam dzieciom ulicy przez leczenie ich ran, które wymagają leczenia szpitalnego. Niestety opieka lekarska nie zawsze jest dostępna” – wyjaśnia ojciec Federico w wywiadzie dla agencji informacyjnej Fides.org. 

 

Jak bardzo różni się sytuacja naszych Braci w wierze z Sudanu Płd. od naszej? Jakże w innym położeniu jesteśmy. 

Ale nasi przodkowie, sprzed 100 lat zapewne by doskonale   zrozumieli sytuację rozbicia, chaosu i braku perspektyw, ale także niesamowitą nadzieję i wiarę w Boga, który daje szansę na lepszą przyszłość. W wolności i sprawiedliwości, bez prześladowań wymagających najwyższej ofiary.  

Dlatego dziękujemy Bogu, że urodziliśmy się w tym czasie w Polsce.  

Następnie módlmy się gorąco za tych, którzy urodzili się w Sudanie Płd. I na terenach, na których trwają prześladowania i męczeńskie śmierci.  

 

Boże! Niech zmieni się oblicze i tej ziemi afrykańskiej. 

 

Gdzie ludzie, mimo biedy, przekazują swoje oszczędności na wybudowanie własnymi rękami domu dla Boga, by móc się modlić do Ciebie. Pomimo, że sami często nie mają własnych domów ani jedzenia. Nasycają się Twoim chlebem i winem, byle tylko żyć wiecznie.  

To naprawdę heroizm naszych czasów. I zobowiązanie dla nas. I pełne niepokoju pytania, które muszą dręczyć, budzić sumienia, sprzyjać współodczuwaniu, poszerzaniu wiedzy i wyobraźni.  

 

Czy w równie gorliwym stopniu zachowujemy prawo Boże i wypełniamy nakazy dane przez Apostołów? Czy łatwiej nam zginąć niż przekroczyć ojczyste prawa?  

 

To pytania ogólne, ale odnoszą się do konkretów życia codziennego. Pamiętajmy o tym.  

Bo kiedy zdobywamy świętość? 

Tylko w niedziele? 

Czy też od niedzieli do niedzieli, czyli w poniedziałek i inne dni tygodnia? 

 

Czy niezbyt łatwo zgadzamy się na życie w związkach niesakramentalnych, czy niezbyt mało poświęcamy czasu na osobiste spotkanie z Bogiem, w ciszy i samotności? Czy zbyt łatwo ulegamy ruchom propagującym odmienny styl życia, jak dopuszczanie aborcji, eutanazji czy małżeństwo homoseksualnych? Czy zbyt łatwo ulegamy emocjom i fałszywej dobroci, i bez myślenia rozpoczynamy walkę z Kościołem? Czy niezbyt łatwo poddajemy się w walce o rodzinę? Czy nie za trudno nam odejść od nałogów i złych przyzwyczajeń czy ludzi bezbożnych? Czy zbyt łatwo ulegamy bylejakości, nicości i obojętności?  

 

(…) król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. 

 

Może byśmy zbagatelizowali tę sytuację.  

W końcu to tylko skosztowanie wieprzowiny. Co prawda zakazanej, ale co tam. 

A Ci woleli pójść na okrutną śmierć.  

Czyż to nie jest obłęd, jak niektórzy zwią powstania polskie? 

 I tak w małych objętościach, jak gryz jabłka przez Adama i Ewę, w zupełnej pospolitości, prawie na granicy powagi-żartu, skazujemy się na potępienie. Ale nie przez kawałek jabłka czy wieprzowiny, lecz przez brak wierności przyrzeczeniom i ślubowaniom. Przez brak wiary, a więc miłości.   

I co? Jesteśmy pewni i zupełnie spokojni, że możemy zaśpiewać: 

 

ze snu powstając nasycę się Twym widokiem. 

 

Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga 

 

 

 

Ciało. Szczątki. Relikwie. Miejsce ostatniego spoczynku. Pochówku. Kultu. Pielgrzymek.  

To zwykle słowa związane z końcem ziemskim człowieka. Lecz nie każdego. Acz świętego! 

W tym Tygodniu tymi znakomitościami są: 

 

 

MARCIN z Tours. Święty. Pochodził najprawdopodobniej z Węgier. Natomiast urodził się we Włoszech, jego ojciec-trybun, wysoko postawiony urzędnik, nadał mu imię Mars od boga wojny. Wkrótce rodzina przeniosła się do Pawii, w której młody Marcin poznał chrześcijan i sam został katechumenem. Chrzest przyjął później, ze względu na opór ojca. Następnie został rzymskim legionistą. I wyruszył na wyprawę do Galii, w której to doświadczył cudu, niczym Szaweł w drodze do Damaszku. Bowiem, podczas zimy, spotkał półnagiego żebraka, któremu oddał połowę swego płaszcza. W nocy przyśnił mu się sam Chrystusa, ubrany w jego odzienie, który mówił do aniołów: Patrzcie, jak mnie Marcin, katechumen, przyodział. Marcin postanowił porzucić wojsko. Wrócił na Węgry, by nawrócić swoich rodziców przed śmiercią. Następnie w Mediolanie wystąpił przeciw biskupowi-heretykowi, przez co musiał zbiec z miasta. Udał się więc do Francji, w której to został serdecznie przyjęty przez biskupa św. Hilarego. Jemu to wyznał, iż pragnie poświęcić życie Bogu, żyjąc w ascezie. Dostał więc pustelnię i tak dzięki życiu w modlitwie i ubóstwie stał się ojcem życia zakonnego we Francji. Uznawany za świętego mnicha, cudotwórcę, został wybrany przez aklamację na biskupa Tours. Odtąd pełnił posługę w zupełnie innym stylu. Nie spędzał czasu w domu przy katedrze, ale wśród wiernych. Brał udział w synodach, przyjaźnił się z wieloma biskupami, m.in. ze św. Ambrożym. Żył niezwykle skromnie, umartwiając swoje ciało. Założył klasztor, w którym to najczęściej przebywał, gdy był już starszy. Rozpoczął, z wielką determinacją i odwagą, burzenie świątyń pogańskich. Co zakończył pełnym sukcesem. Zaskarbił sobie wielkie uznanie, szacunek i miłość wiernych. Zawsze dążył do zgody i pojednania. Człowiek wielkiego miłosierdzia, bronił nawet tych, którzy błądzili i słusznie byli skazani. Przez co nie zawsze rozumiany i popierany. Zmarł wyczerpany w Candes, gdzie pełnił misję pojednawczą. Jego ciało zostało sprowadzone Loarą do Tours i pochowane 11 listopada w miejscowej świątyni.

 

 

+

 

To zapewne nie przypadek, iż we wspomnienie Patrona Żołnierzy obchodzimy Święto Odzyskania Niepodległości! To już 101. Rocznica odrodzenia Polski jak i zakończenia I wojny światowej.  

To bardzo ważna data. 11 XI 1918.

To znamienna, zobowiązująca data dla każdego obywatela i każdej obywatelki Polski! 

Uczcijmy to państwowe święto, przede wszystkim modlitwą dziękczynną. Podzięką Bogu samemu i Królowej Polski za Opatrzność i Opiekę. Za wolną, suwerenną, solidarną, zjednoczoną Rzeczpospolitą Polskę. 

Bądźmy pełni radości i wdzięczności, ale także mądrej refleksji i pamięci o tych, którzy byli wierni do końca, na śmierć i życie. O tych, znanych i mniej znanych, którym jesteśmy winni pamięć i cześć.  

 

 Tak omijając te słowa-formuły należałoby sobie uzmysłowić. Być może zadać pytanie: jakim to cudem Polska się odrodziła, powstała z popiołu jedności państwowej? Jakim cudem Naród polski przetrwał? Język polski, historia, tradycja, kultura? Przecież to 123 lata!!! My czasem nie pamiętamy o zwyczajach jednego pokolenia wstecz. Nie szczycimy się przekazywaniem tradycji czy wiary następnemu pokoleniu. Nie widzimy w tym zadania i obowiązku, a także przywileju. A tak łatwo przecież zagubić to, co najbardziej istotne. To co nas wszystkich stanowi. Dzięki czemu nasi przodkowie podczas zaborów nie zapomnieli, że są Polską. Że ich życie, rodziny tworzą na ten czas Ojczyznę. I że wytrwali, mimo na pewno oporów, załamań, wielu szykan i represji, szczególnie popowstaniowych. Którzy właśnie nie kalkulowali, czy się to opłaca, a stawali do walki o wolność. I godność. Bo honor nie pozwalał na upokarzanie, na wieczne upadlanie. Na lęk. Bo wiara nie pozwalała na poddanie się, na wyzbycie się nadziei i odwagi. Wiara mówiła, że walka o wartości najwyższe nie ma ceny. Jest ponad życie ludzkie. Bo ziemski żywot nie kończy się w grobie. Bo pamięć i znajomość historii oraz tradycji budziła jedność i odrębność narodową, tym samym stanowiła o tożsamości. Przywoływanie wielkich zwycięstw, sukcesów Polski zwiększało determinację i ambicję. Wyobraźnia narodu nigdy nie została zabita, nie straciła z oczu wolności. A czymże dla nas, w 2019 roku, jest wolność? Ile dla nas znaczy suwerenność? Czy sami jesteśmy wolni? Czy żyjemy godnie? Czy Bóg, Honor i Ojczyzna są dla nas czymś więcej niż hasłem ze sztandarów? Czy umiemy czcić bohaterów, kultywować pamięć poległych obrońców niepodległości Polski i tych, dzięki którym w ogóle ją odzyskano? Czy szczycimy się swoją historią, kulturą? Czy dla nas też “polskość to nienormalność”?  

To tylko pytania. Ale jakże ważne odpowiedzi. Zostawiam każdego z nas, sam na sam, z wewnętrznym głosem.   

I co usłyszeliśmy, Polacy i Polki, tu z Batorza? 

Nasze odniesienie do historii łatwo zobaczyć w teraźniejszym życiu. W codziennych naszych wyborach, ambicjach i lękach.  

Patrząc, na ten wielki dzień Odzyskania Polski dla Polek i Polaków, nie powinno istnieć nic przekraczającego nasze możliwości. Nie powinny istnieć w naszym narodowym, ale równie w osobistym słowniku wyrażenia: Nie da się! Może później. To nie jest dobry czas. Nie ma co się narażać. Trzeba siedzieć cicho. Nie wymagać wiele. Przyzwalać wszystkiemu. Ważne by być szczęśliwym, bogatym i szanowanym. Trzeba żyć “świętym spokojem”, bez żadnych dysput, kłótni, walk. Tak nijako i bezpiecznie. Tak trochę bez pamięci, bez wyrzutów i zobowiązań. Dla siebie samego. Wiedza i tradycja, cała kultura, a przede wszystkim wiara, nie muszą być już dla nas najważniejsze. Jesteśmy już 101 lat w wolności.

To jeszcze nie cały okres zaborów… 

Ważne, żeby nie żyć jak pod zaborami. Nie myśleć w taki sposób i nie mówić, a tym bardziej nie działać w stylu kultowej niemożności i zgadzania się na wszelkie ustępstwa oraz zaniechania.  

Nie o to w wolności chodzi.  

Kontynuujmy tradycję patriotów, ludzi wiernych.  

A nie zdrajców i donosicieli, których i dziś nie brakuje.  

Bo takich “Zygmuntów” z Nad Niemnem jest wielu…. Wśród batorskiej społeczności także! 

 

Niepodobna oddać tego upojenia, tego szału radości, jaki ludność polską w tym momencie ogarnął. Po 120 latach prysły kordony. Nie ma „ich”. Wolność! Niepodległość! Zjednoczenie! Własne państwo! Na zawsze! Chaos? To nic. Będzie dobrze. Wszystko będzie, bo jesteśmy wolni od pijawek, złodziei, rabusiów, od czapki z bączkiem, będziemy sami sobą rządzili. (…) Cztery pokolenia nadaremno na tę chwilę czekały, piąte doczekało. (…) 

 

NIECH ŻYJE POLSKA! 

 


 

 

JOZAFAT. Jan Kuncewicz. Święty. Męczennik. Arcybiskup unicki. Pochodził ze szlacheckiej rodziny kupców. Wychowany w prawosławiu. Miał pójść w ślady ojca. Uczył się znakomicie, co zostało zauważone przez jezuitów. Z czasem został zakonnikiem- bazylianinem. I kapłanem. Stał się orędownikiem katolicyzmu, a więc popierał unię brzeską. Brał udział w licznych dysputach. Pisał traktaty o wartości i sensie zjednoczenia dwóch Kościołów. W końcu został opiekunem zakonu, wprowadzając liczne reformy. Doprowadził go do świetności, z licznymi powołaniami. Człowiek niezwykle skuteczny, zdeterminowany działacz. Ostatecznie został arcybiskupem połockim, na dzisiejszej Białorusi. W swoich działaniach był niezwykle odważny i zdecydowany. Wręcz na siłę, ale z poparciem króla, przejmował cerkwie do Kościoła unickiego. Tym samym, kazał wiernym zmieniać swoje wyznanie. Był człowiekiem skromnym, żył jako asceta. Zajmował najmniejszą izbę w pałacu, oddając cała resztę bezdomnym. Głosił kazania, uporządkowywał, nauczał, objaśniał. Wprowadził reguły i dyscyplinę. Z czasem doszło do wielkiego oporu i buntu. Podczas jednej z wizytacji i próbie załagodzenia konfliktu został zamordowany i wrzucony do rzeki. Jego śmierć wywołała ogromne poruszenie po obu stronach waśni. Dawni krytycy i wrogowie zaczęli głęboko się zastanawiać nad celem bezkompromisowości hierarchy i sami stawali się unitami. Męczeństwo Jozafata przyczyniło się do rozkrzewienia wiary i powiększenia grona wiernych w Kościele unickim. Natomiast co do jego szczątków. W czasach wojny polsko-ruskiej ukryto je w sanktuarium w Białej Podlaskiej. Tam niestety, po kasacji klasztoru, zostały przez zaborcę wrzucone do piwnicy, zasypane piaskiem i śmieciami, i zamurowane. Na szczęście na początku XX wieku relikwie zostały odnalezione i ostatecznie znalazły miejsce w Watykanie. Podejmuje się próby powrotu szczątków świętego do jego ojczyzny. Aczkolwiek Rosyjski Kościół Prawosławny nie zezwala z powodu dbałości o pokój w społeczeństwie. To dziwne, bo św. JPII nazwał św. Jozafata “apostołem pojednania”. Pierwszy święty z Kościoła unickiego. 

 

 

BENEDYKT, JAN, MATEUSZ, IZAAK, KRYSTYN. Święci. Pierwsi Męczennicy Polski! Dwaj pierwsi to włoscy benedyktyni, druga para to rodzeni bracia, polscy nowicjusze oraz ich polski pomocnik. Bracia w wierze, pustelnicy-eremici. Zostali sprowadzeni na ziemie polskie po uzgodnieniu przez Chrobrego z Ottonem III, który był kuzynem św. Bruna. Cel był szczytny: podjęcie misji ewangelizacyjnej wśród Pomorzan. Do ich eremu został przydzielony szósty zakonnik: Barnaba, który został wysłany do papieża z misją koronacji Bolesława. Bracia, zaniepokojeni długą nieobecnością Barnaby, zaczęli się wieczorem gorąco modlić. I tak zostali zaatakowani przed północą przez “złych chrześcijan” w celu kradzieży cennych naczyń liturgicznych. I zostali brutalnie zamordowani. Srebra nie znaleziono, ukradziono ornat, a kościół podpalono. Jednak świątynia nie spłonęła… W następnym dniu, zbrodnię odkryli, przybyli chłopi na uroczystość św. Marcina. I odnaleźli sprawców, którzy za karę zostali oddelegowani na dożywotnią służbę w klasztorze. Natomiast ziarno zostało zasiane. Gleba użyźniona krwią świętych. I wydało stukrotny plon. Ich szczątki zostały przewiezione do Gniezna, skąd zrabowane, udały się do Czech. I stamtąd pochodzą obecne relikwie świętych na ziemi polskiej.   

 

MARIA LUIZA DEKRET. Błogosławiona. Zakonnica. Dziewica. “Wielka kobieta Śląska XIX wieku”. Samarytanka ze Śląska. Niemka. Po śmierci rodziców postanowiła wraz z siostrą i dwiema niewiastami, opiekować się potrzebującymi, chorymi, bezdomnymi. Z czasem założyła stowarzyszenie, aż wreszcie stała się twórczynią Sióstr Elżbietanek. Zakon ten słynie z czynów miłosierdzia, samarytańskiej wrażliwości, opieki i pomocy wszystkim w potrzebie, bez względu na narodowość czy wyznanie. Jako przełożona generalna wybudowała dom macierzysty, liczne domy zakonne, szpitale i domy opieki. Człowiek działania. Człowiek oddania. Zmarła w opinii świętości, jej relikwie znajdują się w nyskim kościele, z którym była związana przez większość ziemskiego życia. 

 

ALBERT WIELKI. Święty z Kolonii. Biskup, dominikanin. Doktor Kościoła. Pochodził z rodziny rycerskiej. Został wysłany na nauki do Włoch. Pewnego razu objawiła mu się Pani, pod wpływem której wstąpił do zakonu. Studiował teologię. Był wielkim znawcą filozofii. Jako pierwszy zdobył się na połączenie myślenia Arystotelesa z teologią katolicką. Nauczał w Niemczech. Został wysłany na Uniwersytet w Paryżu, gdzie z powodzeniem obronił doktorat i zdobył wielkie uznanie. I poznał swojego ucznia, Tomasza Akwinatę, który przerósł swego mistrza w sławie. Obaj założyli studium generale w Kolonii. Został prowincjałem zakonu. Stał się osobą poważaną. Walczył z herezjami. Jako człowiek wielkiej mądrości wybierany był do mediowania pomiędzy skłóconymi. Arbiter, autorytet. Zachęcający do krucjat. Tłumaczący wszelkie zawiłości i niejasności. Człowiek sukcesu. Mianowany na biskupa Ratyzbony. Reformator. Aktywny uczestnik II Soboru w Lyonie. Albert to osoba ogromnej wiedzy, szerokiej i wzbudzającej podziw jemu ówczesnych i współczesnych naukowców. Żywo interesował się każdą dostępną w jego czasach dziedziną wiedzy przyrodniczej, dzięki czemu stał się (obok Rogera Bacona) najbardziej uczonym człowiekiem swoich czasów – ze względu na tę rozległość zainteresowań potomni nadali mu tytuł Doctor UniversalisZnany jako alchemik czy twórca androida. Pisał także o proporcjach w muzyce i o trzech różnych subiektywnych poziomach, na których śpiew oddziałuje na ludzką duszę: oczyszczaniu tego co nieczyste, oświeceniu prowadzącym do kontemplacji i doskonałości osiąganej przez kontemplację. Szczególne zainteresowanie budzi jego podejście do ciszy, którą uznawał za integralną część muzyki. Mimo wielu zajęć i obowiązków napisał encyklopedię obejmującą naukowe traktaty dotyczące prawie każdej dziedziny wiedzy. Z czasem jego zdrowie ulegało pogorszeniu. Wcześniej, niezwykle boleśnie, przeżył śmierć św. Tomasza, mówiąc: “zgasło światło Kościoła”. W Boskiej komedii Dante umieszcza św. Alberta w Niebie Słońca, razem z jego uczniem św. Tomaszem – pośród wielkich miłośników mądrości (Spiriti Sapienti). Relikwie św. Alberta znajdują się w krypcie kolońskiego kościoła dominikanów. 

 

MAŁGORZATA SZKOCKA. Święta. Królowa Szkocji. Żona i matka. Pochodziła z rodziny anielskiego księcia, który to musiał zbiec na Węgry. Tu założył rodzinę, by w końcu powrócić do swojej ojczyzny. Jednak tuż po powrocie zmarł. W tym samym czasie zmarł król Anglii. W wyniku roszczeń do tronu kilku pretendentów wynikła wojna. A królem został Wilhelm Zdobywca. Stąd młoda Małgorzata musiała uciekać z matką i rodzeństwem. Celem były Węgry, natomiast sztorm zniósł ich statek, by dopłynąć do Szkocji. Dziś to miejsce zwane jest “Nadzieją św. Małgorzaty”. Rodzina oddała się w ręce króla Malcolma. Jako że był wdowcem postanowił ożenić się ponownie, z Małgorzatą. I tak małżeństwo doczekało się sześciorga dzieci, którymi osobiście opiekowała się matka! Jako osoba niezwykle pobożna otoczyła troską wszystkie kościoły, odbudowała opactwo, w którym spoczywali wszyscy władcy. Wraz z mężem ufundowała nowe, tym razem w Dunfermline. Klasztor benedyktyński. Zapewniła bezpłatny prom i domy dla pielgrzymów przybywających do świątyni św. Andrzeja. Dzięki jej zaangażowaniu przeprowadzono kilka reform kościelnych, zgodnych z kontynentalnymi. W czasie konfliktu z królem Anglii zginął jej mąż i syn. Ona sama, chorując, umarła kilka dni później. Jej relikwie znajdują się w opactwie Dunfermline.    

  

 

To także dzień wspomnienia NMP Ostrobramskiej. Matki Miłosierdzia.

Któż nie zna tej pięknej Pani z Ostrej Bramy. Wileńska opiekunka, przywołana w Mickiewiczowskiej Inwokacji. Koronowana w obecności Ignacego Mościckiego i Józefa Piłsudskiego, który darzył Ją niezwykłą czcią i miłością! To w Jej kaplicy po raz pierwszy został wystawiony obraz Jezusa Miłosiernego. To z tą świętą kaplicą związana szczególnie św. Siostra Faustyna, która miała wizję triumfu obrazu. Z Panią Ostrobramską niezwykle związany był św. Jan Paweł II, który tuż po wyborze na Stolicę Piotrową udał się do kaplicy z Jej wizerunkiem w podziemiach Bazyliki Watykańskiej i powierzył Matce całą Polskę. Będąc osobiście w Jej Ostrej Bramie dziękował z przejęciem za ocalenie życia 13 maja. Matko Boża Miłosierdzia, módl się za nami! Spraw, aby Twój Syn, zmiłował się nad nami, grzesznikami, i z nędzarzy wyprowadził ludzi bogatych. Duchem.

Niech ciepło, które bije z tego świętego Wizerunku ociepla nasze serca i relacje międzyludzkie.

 

 

Drodzy Bracia, Drogie Siostry, 

Kochani Solenizanci i Jubilaci, 

 

Dobrego Tygodnia! 

Pokorni w myślach, odważni w działaniu. 

Niech Polska nas niesie. 

A pamięć o tych, co odeszli, przetrwa. 

Trwajmy na modlitwie wypominkowej. 

 

Z Panem Bogiem,  

W sercu i na ustach. 

M.P.