Słowo Boże – XXXI Niedziela Zwykła „C”

PIERWSZE CZYTANIE (Mdr 11, 22–12, 2)

Bóg miłuje całe stworzenie

Czytanie z Księgi Mądrości.
Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.
Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty nie powołał do bytu? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia.
Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 145 (144), 1-2. 8-9. 10-11. 13cd-14)

Refren: Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu.

Będę Ciebie wielbił, Boże mój i Królu, *
i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił *
i na wieki wysławiał Twoje imię.

Pan jest łagodny i miłosierny, *
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich, *
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła *
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa *
i niech głoszą Twoją potęgę.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach *
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają, *
i podnosi wszystkich zgnębionych.

DRUGIE CZYTANIE (2 Tes 1, 11 –2, 2)

Uświęcenie chrześcijan przynosi chwałę Chrystusowi

Czytanie z Drugiego Listu świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan.
Bracia:
Modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn płynący z wiary. Aby w was zostało uwielbione imię Pana naszego, Jezusa Chrystusa, a wy w Nim, za łaską Boga naszego i Pana Jezusa Chrystusa.
W sprawie przyjścia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, i naszego zgromadzenia wokół Niego prosimy was, bracia, abyście się nie dali zbyt łatwo zachwiać w waszym rozumieniu ani zastraszyć bądź przez ducha, bądź przez mowę, bądź przez list rzekomo od nas pochodzący, jakoby już nastawał dzień Pański.

EWANGELIA (Łk 19, 1-10)

Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło».

ROZWAŻANIE

ZEJDŹ PRĘDKO

 

Dynamika. Ruch.

Zadanie. Decyzja. Działanie. Odpowiedź.

Szybko. Bez ociągania i zbędnego rozmyślania.

Akcent postawiony na owy dynamizm potwierdza dzisiejsza Ewangelia i czasowniki w niej się znajdujące.  

Wszedł, przechodził, chciał, był, nie mógł, pobiegł, wspiął się, przyszedł, spojrzał, rzekł, muszę, zeszedł, przyjął, szemrali, poszedł, stanął, daję, zwracam, stało się, jest…

Czy dostrzeżemy w tym zbiorze jakąś stateczność, stagnację?

Żaden bohater nie leży i nie oczekuje na zbawienie w łóżku.

Każdy żyje, a więc działa.

To punkt wyjścia. Życie, dokonania, zmiany zaczynają się od podjęcia działania. Ten zbawienny ruch.

Po rannym wstawaniu i wyjściu poza swoją strefę komfortu przedzieramy się przez codzienność. Często nudną, jednakową. Czasem zaskakującą. Czasem pełną radości, a czasem tragedii. Kolejne dni niby takie same i ci sami ludzie. A jednak inni.

Przedzieramy się słowem, bo i w Ewangelii słychać mowę, rozmowy, też szemrania. 

Przedzieramy się spojrzeniem, słuchaniem i gestem. W Ewangelii ktoś spojrzał, drugi zobaczył, trzeci zwrócił uwagę.

Przedzieramy się czynem. Bo i u Łukasza słychać ruch i gwar, chodzących, biegnących, wspinających się. Coś nakazujących, coś wykonujących. Podejmujących decyzję, w granicach swojej bezgranicznej wolności.

Żeby coś mogło się stać, musi zacząć się dziać. Bezruch nie doprowadzi do spotkania. Myśli, serc i pragnień. Bezruch nie daje szans na nic. Ani na sukces, ani na porażkę. Pozbawia przestrzeni do stania się świętym lub potępionym.

Dlatego Ewangelia, Dobra Nowina, jest pełna dynamiki!

Bo tak naprawdę nie ma czasu, który można spisać na straty.

Każdy moment to starcie dobra i zła, i to od nas zależy co zwycięży.

Na przykład Jezus. Wyruszył do Jerozolimy, by wypełnić swoje powołanie. Znalazł się także w Jerychu. I mimo zainteresowania tłumu ludzi, zauważył tego małego człowieka, który siedział na drzewie. Zauważył i kazał mu zejść, bo postanowił udać się do jego domu.

Na przykład tłum i faryzeusze. Także byli aktywni. Uważnie obserwowali, co się wokół nich dzieje. Znali rzeczywistość i ludzi, z sąsiedztwa. Znali także Zacheusza. Wiedzieli, jak żyje, czym się zajmuje. I zobaczyli jego samego na sykomorze. I Jezusa przechodzącego ulicą. I tę scenę, i dialog między dwoma głównymi bohaterami. I od razu zaczęli szemrać, osądzać. Na wierzch wyszła ich pycha, duma i nienawiść względem drugiego człowieka, który oczywiście nie należał do ich sympatyków. Pogarda ujrzała światło dzienne. Zabiła w nich nadzieję dla Zacheusza, potem dla Jezusa. A najważniejsze, dla nich. 

Na przykład Zacheusz. Niezwykle aktywny w danym momencie. Coś go tknęło. Słyszał na pewno o tym słynnym Nauczycielu. I tak z ciekawości, chciał go zobaczyć. Ale ludzi była cała masa, a on nie był wyposażony w znaczny wzrost. Jednak nie poddawszy się, wpadł na pomysł i wspiął się na drzewo. Nie myślał o ośmieszeniu, o wydaniu się pod osąd. I zobaczył Jezusa. I zszedł z drzewa, i zaczął dialog. I przyjął Gościa, i zarządził w swoim życiu zmianę. Diametralną. I postanowił zadośćuczynić.

Tak więc, widzimy różne postaci. I także odmienne intencje, spostrzeżenia, kierunki działania. Różny sposób myślenia, zachowania i możliwość wykorzystania własnej wolności.

Stąd różne mety, oceny i ostateczne rozwiązanie.

Każdy mógł się zachować inaczej.

Faryzeusze mogli nie oceniać i nie szemrać, byle tylko wyrazić swoje oburzenie. Mogli się zastanowić, dlaczego Jezus podjął taką niepopularną decyzję. O czym świadczyła względem Jezusa, a co oznaczała dla celnika.

Jezus mógł nie zauważyć Zacheusza. Przejść obojętnie. Na pewno nie musiał zatrzymywać się u niego w domu. Nie musiał tego ogłaszać tak ostentacyjnie.

Celnik mógł machnąć ręką na przybycie Jezusa. Mógł chcieć Go zobaczyć, ale postanowił pozostać poważnym człowiekiem. Nie wychodzić poza strefę komfortu i nie ryzykować. Nie wspinać się, byle tylko zaspokoić żądania ciekawości i pragnień.

Na pewno nie przypuszczał, że wydarzy się coś tak nieprawdopodobnego! Że On go pochłonie, że pójdzie za Nim. W pełni. Bez żadnych zapasów i układów. Że sam się nawróci i odmieni swoje życie.

A jednak. Stało się to, co się stało. Rzeczywistość zbawienia dotknęła Zacheusza i nie pozwoliła pozostać obojętnym wobec TAKIEJ szansy. Nawróciła na prawdę i miłość.

 

Tak więc jaka jest dzisiejsza Dobra Nowina?

 

BÓG DAJE SZANSĘ każdemu! W każdym CZASIE!

Często przynagla.

Mówi: Zejdź prędko! To już czas. Porzucić swój dotychczasowy styl życia. Czas rozprawić się z grzechem. Ze swoim nałogiem.

Wykorzystuje każdy moment szczerego zwrócenia się do Niego, nawet tego mało świadomego. Wychodzi na spotkanie. I woła: chodź, szybko. Pośpiesz. Zaraz będą działy się cuda. W twoim życiu. W twoim działaniu.

DLA BOGA, nigdy NIE JEST ZA PÓŹNO!

Dla ciebie, człowieku, nigdy nie jest za późno!

Nieważne jak daleko zabrnąłeś, że tak trudno już zawrócić. Prawie niemożliwe. By cofnąć się do punktu wyjścia, zbawiennego działania i podjęcia, tym razem, dobrej decyzji. By zawrócić, nawrócić, nadrobić i wyjść na tę właściwą Drogę.

Pamiętaj, nie ma człowieka bez grzechu!

Poszedł do grzesznika. Tak, to prawda. Bo każdy z nas nim jest. I ci wszyscy, którzy ze wzgardą oburzali się na decyzję Jezusa.

Pamiętaj, każdy moment jest dobry!

Nie trzeba czekać na specjalne okazje, tym bardziej na tragiczne zdarzenia, które albo doprowadzają do otrzeźwienia, albo do jeszcze większego pogrążenia.

Może, zastanawiasz się, jak to możliwe jeszcze, kiedy ja wiem, że nie dam rady. Przeciwstawić się złu, pokusom, własnej słabości i nałogowi.

Wtedy wychodzi na spotkanie On. Idzie ulicą twojego życia i każe ci zejść na ziemię. Już nie bujać w obłokach, nie grzęznąć w błocie, ale zacząć żyć naprawdę. Na wyprostowanych nogach, z podniesioną głową. I tą wolnością od grzechu, od sideł szatana. Konsekwentnie, dzień po dniu, nadrabiać stracone szanse. Stawać się dzieckiem Boga. Stawać się godnym własnej godności.

Bóg mówi, żebyś się pospieszył. Nie ma co już debatować. Nie ma specjalnej okazji. Okazją jest sam Bóg, który mówi do ciebie. Który widzi cię wciąż przez pryzmat Miłości, a nie grzechu. Bóg, który nie spoczywa na laurach, i dalej idzie przez Jerycha życia, i poszukuje rozbitków. By podnieść na duchu, dodać odwagi, zagościć na nowo w ich życiu, i zmienić je na lepsze. Nadać nową jakość, tę niebieską.

Co ważne, to świadomość, że zawsze warto. Opłaca się wejść na sykomorę i zawołać swoją postawą, że potrzebuję Cię, Panie. Abyś mnie zauważył i uzdrowił. Nie śmiem Cię prosić o więcej, jedynie chcę Cię zobaczyć. Może to coś zmieni w moim życiu. Może już pozbędę się genu nikczemności. Jak celnik oszukiwania, nieuczciwego dorabiania się.

Może i jest wielu, którzy jawnie śmieją się ze mnie. Z mojego wołania o pomoc. Pozbawili cię nadziei. Szansy na normalne życie zmierzające do świętości.

Jest wielu, przez których sam Bóg będzie oskarżany. On przeczysty zbliża się do ubrudzonego od stóp do głów. On święty nad świętymi idzie w gości do człowieka pełnego życia w grzechach.

Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.

 

Bóg uspokaja. To nic. Są rzeczy ważniejsze.

Cytując abp Sheena: Bóg bardziej pragnie naszego zbawienia niż my sami.

My często szufladkujemy. Pozbawiamy się szansy powrotu. Nie dajemy wiary, że jest w nas ta odwaga, i ta siła, które pozwolą na porzucenie okradania współbraci. Okradania przeróżnego, czasem ze zwykłego uśmiechu, pogody ducha, pokoju serca czy zdrowia.

I dadzą tę szlachetność serca, aby w pokorze i skrusze, chcieć zadość czynić bliźnim, a więc i Bogu.

By podzielić się moim dobrobytem, zdobytym na zasadach niesprawiedliwości. By wspomóc tych, od których pragnąłem być większy, lepszy. Których wykorzystywałem do własnych celów. Do zaspokajania własnych potrzeb.

By oddać tym, którym zabrałem, których skrzywdziłem bezpośrednio.

By dotyk Boga urealnił się w moim życiu, a więc w decyzjach i postępowaniu. W stosunkach z bliźnimi. Konsekwentnie i bez zbędnego afiszowania.

Tak, by usłyszeć od Boga Najwyższego, Dobrą Nowinę.

Dziś zbawienie dotarło i do mnie. Stało się i moim udziałem…

JESTEM SYNEM ABrahamA!

Pełen wdzięczności bez końca pragnę wielbić Boga i dziękować Mu za zmiłowanie.

A On odpowie, że nic wielkiego nie zrobił. Bowiem On przyszedł odszukać mnie i ciebie. I zbawić!

Codziennie nas poszukuje, zaginionych rozbitków na plażach świata. Pełnych złudnych piaszczystych ziarenek obietnic bogactwa, wolności i przyjemności.

 

Ważne, to wykonać ten pierwszy krok.

Zacząć chcieć. Potem narasta siła do działania. Zupełnie innego niż dotychczas. Bowiem zaczyna kierować nami Duch Boży. I każe się wspiąć, by choć na chwilę oderwać się od naszej grzesznej codzienności. By móc spojrzeć z wysoka na własną rzeczywistość. By móc dojrzeć Boga.

Wtedy On przemienia pierwsze niepewne pierwociny chęci zmiany w wielką zmianę. Przemianę. Nawrócenie. I zbawienie.

Za abp Sheenem:

Nigdy nie wierz tym, którzy mówią: „Kto raz stał się złodziejem, zawsze nim pozostanie”. Lub: „Marnujesz swoje pieniądze na to bezwartościowe stworzenie”. Chrześcijanie tak nie twierdzą. Możesz odrzucić swą starą naturę i przyoblec się w nową. Ponieważ łaska jest odrodzeniem, nie ma większego znaczenia, jaka była twoja dawna natura.

 

Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu.

Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu.

 

Każdy z nas jest takim Zacheuszem. Jedni większym, drudzy mniejszym. Ale zawsze jest szansa, NADZIEJA, że On zechce zatrzymać się w moim domu.

I że zbawienie zagości już na stałe. Stanie się kolejnym domownikiem.

 

Ważne, by nie bać się odpowiedzieć ze szczerością serca:

Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany.

Jakże inaczej Go przyjąć jak nie postawą pełną dziękczynienia!?

Byle tylko nie przestraszyć się rangi tej szansy. Na nowe życie.

 

 

Bądźcie zmianami, które chcecie zobaczyć.

Ghandi, to bardzo mądry człowiek. Wiedział, że oczekując tylko na zmianę innych, sami pozostajemy nietknięci przez Boży palec. To od nas ma wyjść zmiana, dobra zmiana. A bardziej od Boga samego.

 

Kochani,

Czyż Jezus, nasz Mistrz i Przyjaciel,

nie jest czystą nadzieją, która przywraca do życia, orzeźwia i nadaje nowy koloryt. Nową jakość?

Warto dostrzec zmiany w innych. I docenić. I natchnąć siebie, i innych.

Nie pozwólmy, aby to diabeł miał ostatnie słowo w naszym życiu.

Czy to przez zakaz poprawy postępowania, czy przez zakaz pochwały innych i wsparciu ich w dobru.

Jakże wielu jest wśród nas byłych nałogowców.

Abstynentów. Ludzi ocalonych.

Którzy nie bali się zaryzykować w powrocie.

Którzy nie boją się świadczyć i stawać się pochodnią, która pobudza innych.

Ich przykład jest mocnym konkretem, argumentem, za tym, że MOŻNA.

Z każdego położenia Bóg może wyprowadzić człowieka na prostą.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

 

Dlatego chrześcijaństwo jest czystą radością, pomimo krzyży, upadków i grzechów. Bo ZAWSZE DAJE NADZIEJĘ.

Dlatego tak bardzo diabeł nienawidzi naszego Boga, który cały czas jest zagrożeniem. Że wyśle swojego Syna, by się przeszedł ulicami. I dojrzał zagubionych, zaprzedanych, sługi szatana. I spowodował, że stanął się Sługami Bożymi.

Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

 

Drodzy,

Przemawiam Słowem pisanym. Na Mszy, przemawia się Słowem wypowiedzianym.

Ale każde jest GŁOSZENIEM Słowa.

Jakie to słowo musi być niezwykłe, inne i warte zabiegów, by chcieć i móc je WYGŁASZAĆ. Nie kryć się z nim po kątach, niepewnie cytować, posługiwać się nim w codzienności. WYGŁASZAĆ, czyli z poświęceniem, z wielką pasją i zaangażowaniem powtarzać myśl Boga. WYGŁASZAĆ, czyli mieć tę świadomość, która nadaje sens głoszeniu, że Słowo to ma moc niesłychaną, odwieczną i wieczną. Zawsze aktualne, cudotwórcze. Wierne, mocne i wciąż żywe! Życiodajne.

Uwierzmy w Nie bezgranicznie. Słowo, które mówi do nas z Biblii: JESTEM.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach

i we wszystkich dziełach swoich święty.

Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,

i podnosi wszystkich zgnębionych.

 

Jestem przekonana, iż cytując słowa Pawła skierowane pierwotnie do Tesaloniczan, kieruje jego słowo do każdego z nas.

Modlimy się zawsze za was, aby Bóg nasz uczynił was godnymi swego wezwania, aby z mocą udoskonalił w was wszelkie pragnienie dobra oraz czyn płynący z wiary.

 

O ten czyn, płynący z wiary prośmy dobrego Boga.

Byśmy czynili dobro, stawali się pokojem dla świata w imię Chrystusa!

Jedynego Zbawiciela.

Ty wychodzisz nam naprzeciw. Dostrzegasz swoje zagubione owce, stworzenie Ojca. Na obraz i podobieństwo.

Wpadamy w zachwyt nad Twoją wspaniałomyślnością, że spodobało się Bogu stworzyć i pokochać człowieka. Człowieka otoczonego przez piękno przyrody.

Wszystko przemyślane. Zaplanowane. Nad wszystkim czuwasz….

 Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty nie powołał do bytu? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał?

Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia.

Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie.  

 

Nasz Bóg, Jezus, jest miłośnikiem życia. A życie, z wzajemnością, miłuje swego Boga. Przez to i my, kochajmy żyć, życiem zaplanowanym przez Boga.

Bo w tym wszystkim jest Jego tchnienie, Duch. Jak Słowo, wiecznie orzeźwia.

 

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła

i niech Cię błogosławią Twoi święci.

Niech mówią o chwale Twojego królestwa

i niech głoszą Twoją potęgę.

 

 

Bo: Panie,

świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię.

W każdym najmniejszym położeniu dziękujemy Bogu!

 

Jeszcze raz za abp Sheenem:

Świat przyrody nie jest zasłoną, a raczej oknem, które objawia Boga na podobnej zasadzie jak budynek architekta czy obraz – artystę.

 

I w dzień zaplanowane słońce i błękit nieboskłonu, i różnokształtne chmury. I w nocy kolejne atrakcje, księżyc i gwiazdy migoczące.

I z ziemi wyrasta trawa, kwiaty i drzewa. I ze skał wypływa woda, która rozlewa się i wypełnia głębiny.

I w powietrzu ptaki i owady unoszą się. Nie tylko na wietrze.

Całość wielbi Pana natury. Architekta i Artystę.

Za Maryją, wielbi dusza moja Pana!!!

 

Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię.

Bo człowiek, najważniejsze, najbardziej ukochane dzieło Boga, jest większe od całej przyrody. Na wzór Tego, który stworzył. Wszystko jak ziarnko, jak kropla. Czasem niewidoczne, niezauważone, pozostawione samo sobie. Zawsze zauważone przez Niego, nie lekceważone.

Choć czasem trudno nam w to uwierzyć. Ale człowiek jest większy od wszystkich tych stworzeń.

I dlatego Bóg posłał na ziemię swego Syna. By urodziła Go Maryja, człowiek. By umarł na Krzyżu dla zbawienia każdego. Stąd przechadza się i naszymi ulicami, dając swoiste drogowskazy, tak by ukochane stworzenie powróciło do swego Stwórcy.

Za tym oknem przyrody istnieje Życie.

Pamiętajmy o tym, szczególnie teraz, w dniach listopadowych. Miesiącu, szczególnie poświęconym światu zza Kurtyny,

 

W tym Tygodniu warto pamiętać o:

 

Karolu Boromeuszu. Świętym Włochu. Kardynale. Arcybiskupie Mediolanu. Umiłowanym patronie Karola Wojtyły!

Pochodził z arystokratycznego rodu Borromeo. Od małego przeznaczony do stanu duchownego. Wcześnie stracił rodziców. Świetnie wykształcony, prawnik. Z pokaźnym majątkiem. Został wezwany do Rzymu, przez papieża Piusa IV, wuja. Był jego “okiem”. Pełnił zaszczytne funkcje. Dzięki temu udało się mu uporządkować wiele spraw, usunąć wiele nadużyć. Nie miał względu na urodzenie, ale na charakter i przydatność kandydata do godności kościelnych. Dlatego usuwał bezwzględnie ludzi niegodnych i karierowiczów. Takie postępowanie zjednało mu licznych i nieprzejednanych wrogów. Wkrótce został obrany patriarchą Mediolanu. Człowiek niezwykłej pokory, ale także surowości, stanowczości i konsekwencji. Żył ascezą, modlitwą. Pełen pobożności budował nowe kościoły, zakładał kolegia. Związany z Soborem Trydenckim. Fundator szkół, przytułków. Reformator. Człowiek zaangażowany w sprawy Kościoła, liturgii, edukacji duchowieństwa. Wizytator. Artysta – wiolonczelista. Człowiek niezwykle skromny, wrażliwy na biedę. Miłosierny. Miłował Mękę Pańską i nabożeństwa do Maryi. Prowadził boso procesję, by wybawić wiernych od epidemii ospy. Zachorował i umarł na febrę, w 46 roku życia.     

 

Elżbiecie od Trójcy Przenajświętszej. Świętej Francuzce. Karmelitance. Pochodziła z wojskowego domu. Wcześnie straciła ojca. Od małego zakochana w Jezusie, choć przed Pierwszą Komunią kapryśna i niespokojna. Niezwykle uzdolniona artystycznie. Pianistka. Jednak umiłowanie muzyki zostało pokonane ukochaniem modlitwy i życiem w bliskości Jezusa. W zakonie. Mimo początkowego sprzeciwu matki. Za młodu ofiarowała swoją czystość swemu Oblubieńcowi. Kobieta o niezwykłej urodzie i uroku. Przeżywała noce duchowe, czas pełen niepokoju. Zapatrzona w Trójcę Świętą, w której odnajdywała siłę do walki i powód do pogłębiania miłości. Pisała: Znalazłam moje Niebo na ziemi w mojej drogiej samotności w Karmelu, gdzie jestem sama z Bogiem samym. Wszystko robię z Nim, wszystko więc czynię z Bożą radością. Czy zamiatam, czy pracuję, czy się modlę, wszystko jest dobre i radosne, bo wszędzie widzę mego Mistrza! Cierpiała z powodu choroby Addisona. Zmarła w wieku 26 lat, a jej ostatnie słowa to: Idę do Światła, do Miłości, do Życia.

 

 

Pamiętajmy o Bazylice św. Jana na Lateranie. Katedrze Papieża. Matce i Głowie wszystkich kościołów Miasta i Świata.

A więc także i naszej świątyni!

Za Benedyktem XVI: Bądźmy domem Boga i żywą świątynią Jego miłości.

 

 

Pamiętajmy o Wypominkach, Mszy Świętej, Różańcu, Modlitwie za Zmarłych.

Nie zapominajmy o trwającej możliwości uzyskania Odpustu zupełnego dla dusz czyścowych!

 

Drodzy Bracia i Siostry,

Solenizanci i Jubilaci,

Głośmy Słowo Boże. Swoim życiem.

Wyśpiewujmy:

Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu!

Cudownego Tygodnia.

Pokorni w myślach. Odważni w działaniu.

+

 

Z Panem Bogiem,

W sercu i na ustach.

M.P.