Słowo Boże – XIX Niedziela Zwykła „C”

PIERWSZE CZYTANIE (Mdr 18,6-9)

Izraelici oczekują wyzwolenia

Czytanie z Księgi Mądrości.

Noc wyzwolenia oznajmiono wcześniej naszym ojcom, by nabrali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzyli. I lud Twój wyczekiwał ocalenia sprawiedliwych, a zatraty wrogów. Czym bowiem pokarałeś przeciwników, tym uwielbiłeś nas, powołanych.
Pobożni synowie dobrych składali w ukryciu ofiary i ustanowili zgodnie Boskie prawo, że te same dobra i niebezpieczeństwa święci podejmą jednakowo. I już zaczynali śpiewać hymny przodków.

PSALM RESPONSORYJNY (Ps 33,1 i 12.18-19.20 i 22)

Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana, *
prawym przystoi pieśń chwały.
Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem, *
naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych, *
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci *
i żywił ich w czasie głodu.

Dusza nasza oczekuje Pana. *
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska, *
według nadziei, którą pokładamy w Tobie.

DRUGIE CZYTANIE DŁUŻSZE (Hbr 11,1-2.8-19)

Wielkość wiary

Czytanie z Listu do Hebrajczyków.

Bracia:
Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.
Dla niej to przodkowie otrzymali świadectwo.
Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę przywędrował do Ziemi Obiecanej jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg.
Przez wiarę także i sama Sara mimo podeszłego wieku otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne jak gwiazdy niebieskie, jak niezliczony piasek, który jest nad brzegiem morskim.
W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi. Ci bowiem, co tak mówią, okazują, że szukają ojczyzny. Gdyby zaś tę wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej. Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się nosić imienia ich Boga, gdyż przysposobił im miasto.
Przez wiarę Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, jako podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

EWANGELIA DŁUŻSZA (Łk 12,32-48)

Gotowość na przyjście Pana

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Jezus powiedział do swoich uczniów:
Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo.
Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.
”Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci; aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.
Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?
Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce.
Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą.

ROZWAŻANIE

BĄDŹ GOTÓW!

 

Siostry i Bracia,

jak przeminął ten, a raczej już były, tydzień? Zapewne był wymagający i wyczerpujący. Ale miał miejsce, a my mogliśmy zapracować na kolejne dobra.

Tak więc czy przez swoje czyny i działania wzbogaciliśmy się o materię, czy o ducha? Czy jesteśmy właścicielami bardziej dóbr doczesnych, czy wiecznych?

Słowo Jezusa ciągle nas nurtuje, płynie przez kolejne niedzielne Ewangelie i wciąż zadaje pytanie: na co stawiam w swoim życiu? Kto lub co jest dla mnie wzorem, odniesieniem? Czemu się poświęcam, o co zabiegam? Co jest dla mnie najatrakcyjniejszą korzyścią? Komu ufam, w czym pokładam największą nadzieję? W doczesności, w tym co faktycznie mogę zobaczyć, co osiągnąłem, na co zapracowałem i jest teraz moim dobytkiem? Czy stawiam bardziej na to, co w przyszłości, na życie, które dopiero nastąpi, na świat, którego dziś nie widać, ale o który należy zabiegać?

 

Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze.

Jezus jest bardzo konkretny.

 

Dla Niego nie jest ważne tłumaczenie typu: przecież chodzę do kościoła, odmawiam pacierz, daję na tacę, więc jestem w porządku. A życie codzienne to co innego. Moje postępowanie nie może być do końca oparte na wierze, bo to nie te czasy. I w ogóle to nie jest możliwe. By być poważanym, by coś osiągnąć, trzeba nagiąć pewne zasady. Nie jestem przecież świętym. Życie jest ciężkie i trzeba sobie z nim jakoś radzić. Nikt Ci przecież nie pomoże. Trzeba myśleć o sobie, by zapewnić sobie stabilizację i pewną przyszłość. By mieć dorobione mieszkanie, wygodnie urządzone, by być na swoim. I żeby z pracy Cię nie wyrzucili, by krzywo na Ciebie nie patrzyli, to nie możesz się obnosić ze swoją wiarą, a już sprzeciwić się, to nie ma opcji. Trzeba walczyć o swoje, a najlepiej siedzieć cicho. Wtedy można na czymś skorzystać. A w niedzielę przy okazji idę do sklepu, no bo otwarty i w sumie to byłem na mszy to wszystko w porządku. No i otworzę ten swój sklep niedzielę, bo jestem właścicielem, to mogę. Moje dzieci? Jedno mieszka z chłopakiem, drugie nie chce się żenić, bo ślub to już niemodny. A nie ma co napominać i nakazywać, bo dzieci się odwrócą i pogniewają.

Takie są te nasze konkrety, które nie są owocem modlitwy, owocem Mszy w niedzielę. Nasze wszelkie tłumaczenia, które wynikają albo z całkowitej ignorancji i głupoty, albo z pychy i cwaniactwa, a czasem z pragnienia, by Bóg był dla nas pobłażliwy i przymknął oko na nasze odchylenia są wystawianiem Najwyższego na próbę. On widzi, że Jego Słowo, Jego Prawo, Jego Miłość nie są traktowane poważnie. Są najczęściej jakoś obchodzone, eliminowane w naszym życiu. Ale uważamy się wszyscy za równocennych katolików, ludzi wierzących, którzy nie pozwolą szydzić ze swojej religii. I dziwimy się, że swoim postępowaniem, swoimi wyborami jakoś tak nie przyciągamy innych do Kościoła, a bardziej odpychamy. Bo brak jasnych reguł, przejrzystości motywów, intencji i przestrzegania Prawa Mojżeszowego, a nade wszystko Prawa Jezusowego. Sprawy duchowe, religijne pozostawiamy w kościele, nawet nie zostawiamy ich na niedziele, bo w sumie oprócz Mszy Świętej, nie rozmawiamy, jak żyć po Bożemu. Tylko bardziej zastanawiamy się, co tu jeszcze kupić, najlepiej w korzystnej cenie. Co nam brakuje, co byśmy zmienili. Naszym odniesieniem są sąsiedzi, którzy mają pięknie wyremontowane mieszkanie, a my odstajemy od tej bajkowej scenerii i to powoduje nasze zasmucenie. Naszym odniesieniem są żniwa i w sumie w niedzielę można pracować, jeśli trzeba. Naszym głównym zmartwieniem są ceny malin albo że nie ma komu ich rwać, a przez to nie wyrobimy się i nie zarobimy tyle, ile ci co mają większe plantacje i więcej rąk do pracy. Takie to nasze życie chrześcijańskie, katolickie. I jaka jego jakość? Ile czasu poświęcamy na dokształcanie, coraz głębsze studiowanie Biblii, poznawanie życiorysów świętych? Ile czasu rozmawiamy z bliskimi o swojej wierze i o wymaganiach jakie stawia ona przed nami, a także o zagrożeniach i wszelkich wątpliwościach?

No tak. Uprawy nie poczekają. Trzeba zabrać się do pracy, nie ma czasu na takie duchowe sprawy. Tymi niech zajmują się duchowni.

Tylko tyle, że każdy ma ten obowiązek, by wzrastać w wierze, by coraz bardziej być miłością. By coraz odważniej dawać świadectwo, napominać niewiernych, dodawać otuchy wątpiącym i wspierać cierpiących. Ile jest naszego poświęcenia? Ile jest naszego spalania dla innych. Czy płoniemy tą miłością, dając światło i ciepło innym, co bardziej w mroku? Czy może jesteśmy ledwo tlącym się knotkiem, który coraz to bardziej gaśnie, pogrążając się w ciemnościach grzechu i zaniedbań, a przy okazji pogrążając innych ludzi?

Czy, gdy przyjdzie Jezus, a przyjdzie na pewno, będziemy gotowi? Bracie i Siostro, czy jesteś gotowy/a?!

Czy jesteś przepasany, a więc ubrany, uzbrojony? Czy trzymasz pochodnię, by nie iść po omacku, by noc nie była dla ciebie przeszkodą? Czy jesteś wierny, czy jesteś czysty, czy jesteś sprawiedliwy?

Czy, gdy przyjdzie Pan, nie będziesz biegał w popłochu, by zabrać ze sobą skarby, do których jesteś przywiązany? Czy będziesz w stanie odróżnić Go od złodzieja? Bo On Ci wszystko zabierze i nic nie zostawi. On Ci nie daruje żadnej krzywdy, przewinienia, skrzętnie ukrywanego i zapomnianego. On będzie Ci sędzią, ile Ty sądziłeś innych, a nie przede wszystkim siebie. On będzie Ci ojcem, ile Ty kochałeś bardziej innych od siebie samego. On nie będzie Ci złodziejem, gdy dobra, które masz są Jego dobrami, a Twój majątek jest do czasu, bo Twoim prawdziwym skarbem jest On sam. Dlatego, gdy zapuka usłyszysz i szybciutko otworzysz Mu drzwi na spotkanie, zaprosisz Go serdecznie do środka i nie będziesz się wstydził, że masz nieporządek, żeś nieczysty, że nie wszystko jest na swoim miejscu i żeś trochę biedny na duszy. Nie będziesz robił Mu wyrzutów, że przyszedł nie w porę. Boś gotowy!

Tak Panie, witaj. Czekałem na Ciebie, cieszę się, że się wreszcie spotykamy. Wejdź, zapraszam Cię. Widzisz, może nie wszystko u mnie doskonałe, ale Ty wiesz i znasz mój trud, moje staranie i dbanie o Miłość. Przede wszystkim o nią. Moja droga może nie jest spektakularna, może moja własność nie jest jak pałac, ale dla Ciebie najważniejsza jest droga. Jak Ty rozpocząłem ją, szedłem i upadałem, ale nie trwałem w upadkach, lecz znów powstawałem. I przyszedłeś, by mnie przeprowadzić przez Twój Krzyż. Nie każesz mi na nim umierać. Twoja śmierć wystarcza nam wszystkim. Jedynie pragniesz, abyśmy nieśli swój krzyż życia i szli za Tobą. A teraz Ty go ze mnie zdejmujesz, bym oderwany od tego co ziemskie i śmiertelne, nietrwałe, podległe czasowi, mógł przejść przez bramę Twego Krzyża i wejść tam do tego miejsca, do tej społeczności, zdobyć te dobra, w które najwięcej zainwestowałem, o które najbardziej zabiegałem. Tu pragnę żyć wiecznie. Z Tobą. I z Abrahamem, z jego Sarą i Izaakiem. Z Pawłem, Łukaszem. I z Maksymilianem Kolbe. I z moimi bliskimi. I z Mateczką Maryją, przez którą modliłem się do Ciebie. Ale Panie, Ty mnie znasz, boś już się na mnie napatrzył z Twojego Tabernakulum, z Monstrancji. Ty znasz mój głos i dotyk z paciorków różańca. I ja Ciebie poznaję, bo moja dusza uwrażliwiona już na Twój głos, Twoje Słowo, Twoją Obecność!

Jesteśmy… współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwałem… bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg.

 

Myślę, że należy pochylić się nad słowami z dzisiejszego Psalmu:

 

Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska,

według nadziei pokładanej w Tobie.

 

Ile nadziei pokładanej w Bogu, tyle łask od Niego otrzymanych.

 

Czasem, gdy może zastanawiamy się czemu Bóg mi nie sprzyja, nie pomaga, nie wysłuchuje mnie, to warto by było się zastanowić nad swoją nadzieją i wiarą. Komu ufam, w Kogo wierzę? Bardziej w siebie czy w Niego?

Jeżeli prosimy Go o coś, a w głowie i tak myślimy, że to i tak bezsensu, bo i On temu nie zaradzi, to nie dziwmy się, że rzeczywiście nasze prośby nie zostają wysłuchane. Bo to niewiara najbardziej dotyka Tego, który od wieków jest wierny. Nigdy nie zerwał przymierza z człowiekiem, choć ten co chwila go niweczy. Ten, w Którego wierzysz, jest GODNY ZAUFANIA. Bo jest wierny! Dotrzymuje KAŻDEJ obietnicy, traktuje swoje słowo poważnie, a raczej nas, ludzi.

Dlatego nie wystarczy chodzenie do kościoła i zaliczanie niedziel. Bóg nie ocenia nas przez pryzmat sprawdzenia obecności. On patrzy na pole bitwy, czyli naszą codzienność. Bo być wiernym w świątyni to jeszcze nic wielkiego. Być ufnym wtedy, gdy coś nie układa się po naszej myśli, gdy wiatr w oczy. Nie przypominać sobie o Nim tylko w czasach katastrof, nawałnic, powodzi, ale pamiętać, kroczyć co dzień za Nim i dziękować za prowadzenie także wtedy, gdy po prostu świeci słońce i nas swym ciepłem ogrzewa.

Nie wystarczy też tłumaczenie, że w niedziele jestem wierzący, a w pozostałe dni świeckim-ateistą. Czy nasze modlitwy, które zanosimy do Boga w świątyni wychodzą razem z nami i Jego Słowo wkracza do naszego domu, do naszego myślenia i decyzji, do relacji, rozmów z bliskimi, ze znajomymi i obcymi, do miejsca pracy, czy to w polu, czy w urzędzie, do zabawy, odpoczynku, do stylu życia i przestrzegania zasad odwiecznych?

Każdy z nas wie jak jest. Nie jesteśmy od urodzenia świętymi. Tę świętość zdobywamy z każdym dniem przez określony wybór, konkret. Często niepopularny, nieakceptowany przez innych. Czasem możemy zejść z tego pola bitwy jak przegrani, czasem obędzie się bez braw, ale najważniejszy jest spokój sumienia, a raczej pokój. Móc spojrzeć w oczy drugiej osoby, z którą się ścieram, z którą wchodzę w relację.

Bóg jest dobry, jest też cierpliwy. Ale pamiętajmy, że oprócz Miłosierdzia Jego atrybutem jest Sprawiedliwość.  I jak pokarał Egipcjan za ich własne bóstwa, tak wyzwolił Izraelitów z niewoli przez ich wiarę. Trzeba było jedynie poczekać. Bo Bóg zawsze dotrzymuje obietnicy. Zawsze robi porządek i rozprawia się ze złem bez litości. Izraelici, Naród Wybrany mogliby coś nam o tym powiedzieć! Szkoda tylko, że ich wierność i oczekiwanie stały się rutyną i zostały pozbawione czujności… I tak przegapili prawdziwą Ziemię Obiecaną, która zstąpiła z Nieba i narodziła się, by zaświadczyć o swoim istnieniu. Na którą Ojciec naszej wiary, Abraham tak długo czekał. On i dziś nam może powiedzieć, co to znaczy wiara. Co to znaczy wybór, nadzieja i oczekiwanie do końca. Co to znaczy iść w ciemno, przed siebie. W noc nieznaną, gdzie tylko gwiazdy stają się wiernymi towarzyszami. Abraham nam na pewno powie, że na wiarę nigdy nie jest za późno. Ale też, że wiara zawsze jest “niedzisiejsza”, bo po prostu nie jest z TEGO świata. 75 lat. Czasem się mówi, że to już bardziej końcówka niż początek. A co Bóg na takie ludzkie przemyślenia? Każe wyjść Abrahamowi ze swoją żoną, porzucić swój dom i bezpieczeństwo, a po prostu zaufać.

Można powiedzieć, że znalazł sobie moment. Ale tylko On zna właściwy czas. I rzeczywiście z naszego dziś widzimy, że potomstwo Abrahama liczne jak gwiazdy na niebie. Tak jak on sam doświadczył bycia ojcem jako prawie 100-latek. Abraham to prawdziwy wzór człowieka wiernego, człowieka wiary! Bracia i Siostry, wszyscy, choć trochę bierzmy z niego przykład.

 

STARY TESTAMENT:

Noc wyzwolenia oznajmiono wcześniej naszym ojcom, by nabrali otuchy, wiedząc dobrze, jakim przysięgom zawierzyli.

NOWY TESTAMENT:

Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. To dzięki niej przodkowie otrzymali świadectwo.

 

Jak widzimy, wiara nie jest jakąś niemającą pokrycia mocą, bez odniesienia do rzeczywistości. Bóg działa w niej każdego dnia i każdej nocy.

Stąd dramatyczna scena ze Starego Testamentu przedstawiona w Drugim Czytaniu:

Dzięki wierze Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę.

Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen jest wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, na podobieństwo śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

Konkret wiary, widzimy to?

Czy my umielibyśmy tak? Czy umiemy postępować ze swoimi dziećmi? Czy odważylibyśmy się na złożenie ofiary ze swojego Izaaka? Czy umiemy odmówić dziecku, powiedzieć nie? Nie zaakceptować jego postępowania, decyzji? Nawet jeżeli w ofierze będzie trzeba złożyć miłość, bliskość, kontakt? Bóg czy dziecko? Kto jest ważniejszy? Abraham to doskonale rozumie i unaocznia nam wszystkim właściwe postępowanie. Jego ufność nie boi się niczego, nawet śmierci jednej z najbliższej mu osoby, bo wie, że Bóg jest Panem Życia. I On nie pozwala na obumarcie. Izaak zaświadczyłby o tym.

Jak wielka jest wiara Abrahama, która nie widziała Zmartwychwstałego Jezusa! A jednak ojciec nas wszystkich, dzięki życiu pełnemu wiary, stał się świadkiem Powstałego z martwych.

 

Szczęśliwy naród wybrany przez Pana.

Czy my, jako praktykujący katolicy, wyśpiewamy z radością ten refren Psalmu? Czy TO wybranie jest dla nas cenne? Czy tylko zawadą i utrapieniem?

Być wybranym. To znaczy, że ktoś pokłada w tobie nadzieję, że w ciebie wierzy, że oczekuje od ciebie jakichś konkretów. A więc, być wybranym to tyle co być odpowiedzialnym za to wybranie, przez to wybranie. I że każdy z narodu będzie rozliczony dokładnie z tego, co otrzymał.

 

Ów sługa, który poznał wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie poznał jego woli, a uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę.

 

Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele powierzono, tym więcej od niego żądać będą.

 

A więc, my. Poznaliśmy już Jezusa Chrystusa, wypełnienie wszystkich obietnic Boga! Czyli jesteśmy tym pierwszym sługą.

I? Co przygotowaliśmy i uczyniliśmy zgodnego z Jego wolą?

Czy zasłużymy tylko na wielką chłostę, tę wieczną?

Miejmy nadzieję, że nie. Niech ta sama nadzieja pozwala nam: ufać Bogu i prowadzić Mu nasze kroki.

Jak widać mniejsza kara czeka tego, który nie poznał Boga niż przeciętnego chrześcijanina!

 

Pamiętajmy, że im więcej nam dał, tym więcej od nas wymaga! Jeżeli dostaliśmy w posiadanie wiele dóbr, tym więcej będzie ich żądał od nas!

 

By jakoś odnieść te słowa Jezusa do naszej rzeczywistości wejdźmy na wzgórze, na którym stoi nasza świątynia batorska, której gospodarzem jest sam święty Stanisław, główny gospodarz Polski. Jak widać, mamy zarządcę z wyższej półki. Jednak, gdy się spojrzy, na samą materię, a więc budynek kościoła, można uznać, iż gospodarza nie miał on długo…

Podejdźmy do tych starych murów, przekroczmy ich próg. Rozejrzyjmy się. Poznajmy wreszcie nasz wspólny dom, wiernych, dzieci. Dom ich Ojca, Boga, w którym to pod namiotem, tabernakulum, czeka Syn Boży, Jezus. I w którym działa Duch Święty, przez święte liturgie i sakramenty.

Niech będzie nam znany każdy kąt naszego domu. Domu, przez który przewinęło się tylu naszych przodków, naszych bliskich, którzy czekają już na drugim wzgórzu, gdy przyjdzie Ten, który obudzi ich ze snu. Domu, w którym i my się krzątamy. I po nas wielu będzie to robić. Jeśli… Jeśli damy im szansę. Jeżeli ta świątynia przetrwa w tej postaci. Przypatrzmy się sklepieniu, freskom. Aniołkom i świętym, którzy stracili swój blask. Przypatrzmy się obrazom, dotknijmy feretronów. Gdzież ten blask, który przygotowali dla nas nasi przodkowie? Zatarł go czas. I bierność ludzka, tych co po nich. Szczególnie jednego pokolenia, które nie podjęło renowacji, konkretnego zadbania o świątynię. Troska o wspólny dom, w którym uczymy się wiary, przeszła w obojętność i oziębłość. Straciliśmy poczucie, że na tej naszej ziemi jest to nasz największy skarb i to właśnie w nim powinno być nasze serce. Powinniśmy mieć serce do tej świątyni, w której otrzymaliśmy Chrzest Święty i dzięki niemu staliśmy się Dziećmi Bożymi. Oczywiście, zawsze znajdą się wytłumaczenia. Brak funduszy, trudna sytuacja polityczna kraju, jeszcze trudniejszy czas dla Kościoła. Wojna, prześladowania, PRL. Był wreszcie moment szansy na odnowę, ale został zaprzepaszczony. I porzucony na wiele lat. I jak widać dziś świątynia potrzebuje wiele, dużo więcej uwagi niż kiedyś. To na naszych barkach spoczywa ten ciężar, który jest faktycznie konkretny. Pamiętamy, iż ta wielka świątynia, swoisty dar na terenie wiejskim, służył tak wielu parafianom w ubiegłym wieku. Ufundowana przez Ordynata Zamoyskiego, a wybudowana rękami parafian. Od tego momentu wiele się zmieniło. Parafianie stali się dużo zamożniejsi. Nasze czasy są dużo lepsze od minionych, a jednak nasi przodkowie pozostawili nam jako dziedzictwo tę świątynię. I zobowiązali nas tym samym do wzięcia odpowiedzialności za utrzymanie tego spadku i tym samym zadbanie o niego. Tak więc, cytując Ewangelię, otrzymaliśmy wiele. I wiele się od nas wymaga. Oczywiście środki, których potrzebuje ta świątynia, a raczej jej stan, przekraczają możliwości nas wszystkich, z tego też względu, że parafia uległa znacznej redukcji i kościół ten służy już znacznie mniejszej ilości wiernych. Jednak taki dar zobowiązuje. I dlatego musimy wesprzeć go większym zaangażowaniem, determinacją w działaniu i przede wszystkim dobrą wolą! Kościół w Batorzu nie należy tylko do Księdza Proboszcza. Należy do nas wszystkich. Jaki stan kościoła, taka jakość naszej wiary. Czy chcielibyśmy, aby ktoś nam najbliższy, od którego wszystko mamy, od którego pochodzimy, mieszkał w tak zaniedbanym domu? Gdzie nasza miłość i szacunek? On, nie patrząc na względy i warunki, jest cały czas, od tyylu lat, odkąd została założona nasza parafia. Jest i czeka na nas. Przypatrzmy się teraz naszej miejscowości, naszym podwórkom. Warunkom pracy na roli, w innych miejscach pracy. Standardom, w jakich mieszkamy lub do jakich dążymy. Czy tego samego chcemy dla Niego? A On powinien być na tym pierwszym miejscu! Czy odważymy się Mu powiedzieć, żeby jeszcze poczekał, że to nie jest dobry moment? Że ważniejsze własne wydatki, że najpierw musimy u siebie zrobić, byśmy mogli skupić się na kościele. Tak więc, pozostaje pytanie o naszą wiarę. Czy faktycznie wierzymy, że Bóg mieszka w naszej świątyni???

Jeżeli odpowiedź brzmi tak, to skąd to nasze ociąganie, sceptycyzm, ironia, wypieranie się i naginanie faktów w postaci głosów, że jeszcze nie jest tak źle, itd.?

Pamiętajmy też, że każdy ze wspólnoty parafian nie jest równy pod względem posiadanych dóbr. Jedni mają ich więcej, drudzy mniej. Stąd i ofiary powinny być proporcjonalne do stanu posiadania. Każdy z nas, w sumieniu, wie, ile powinien, jest w stanie ofiarować na ten szlachetny cel przywrócenia blasku domowi Bożemu w Batorzu.

Oczywiście Bóg widzi nasze obecne zabiegi, starania i ofiary. Jak wiele już zostało uczynione w tym temacie. Ale widzimy dopiero teraz, jak wiele jeszcze wymaga od nas ofiar, ten dom Boga.

Módlmy się, abyśmy podołali tym wielkim zadaniom i w niedługim czasie mogli wszyscy stanąć dumni w odnowionej świątyni. By nasi przodkowie, fundatorzy i osoby związane w sposób szczególny z tym miejscem mogli powiedzieć, że daliśmy radę, dzięki hojności i głębokiej wierze.

Bo i z tego będziemy rozliczeni przez Tego, który nas obdarowuje każdego dnia życiem, rodziną, dziećmi, wiarą, zdrowiem, pracą, owocami natury, talentami, wolnością i wszelkimi dobrami. Bo albo żyjemy tak, że wszystko jest darem, albo że wszystko jest przypadkiem.

 

 

Powracając do meritum, skupmy teraz swoją uwagę na ludziach Boga, których wspominać będziemy w tym tygodniu. Niech modlą się za nami, byśmy poznając ich drogę do świętości, umieli się odnaleźć na własnej.

 

Filomena. Święta. Męczennica. Dziewica. Włoszka. Pochodząca z zamożnej rodziny. Była odpowiedzią na modlitwy jej rodziców, którzy przyjęli wraz z córką chrzest, nadając jej imię znaczące córka Światła. Już jako dziecko złożyła ślub Jezusowi. Cesarz pragnął zniewolić 13-letnią dziewczynę, ale ta nie dała się przekonać. Mówiła: lepiej jest stracić życie na ziemi, by osiągnąć wiekuiste szczęście niż uniknąć śmierci doczesnej i zasłużyć na wiekuistą karę. Pozostanę wierna Jezusowi nawet za cenę mojego życia! Po 40-dniowym więzieniu skazano ją na śmierć. Jednak ani biczowanie, ani próba utopienia z kotwicą, ani kilkukrotne przeszycie strzałami nie pozwoliło zgładzić tej wiernej osoby. Dopiero topór pozwolił Filo spotkać się ze swoim Oblubieńcem. Cudotwórczyni. Patronka i wierna duchowa towarzyszka wspominanego w tamtym tygodniu Proboszcza z Ars. Jest patronką m.in. Żywego Różańca, gdyż opiekuje się dziećmi Maryi. Stąd wołajmy wraz z wszystkimi członkami parafialnej Wspólnoty Róż: Święta Filomeno, Patronko Dzieci Maryi, módl się za nami!

 

Klara. Święta. Dziewica z Asyżu. Współzałożycielka wraz ze św. Franciszkiem klauzurowego II Zakonu Franciszkańskiego, zwanego klaryskami. Pochodząca z bogatej rodziny, postanawia jako duchowa córka wspomnianego świętego wybrać życie zakonnicy, poświęcone całkowicie Bogu. Jej wiara pociągnęła za sobą jej matkę oraz siostry. Pełna piękna wynikającego z czystości jest patronką czystej miłości. Spoczywa w szklanej trumnie.

 

Joanna de Chantal. Święta. Jako malutka dziewczynka straciła matkę, pochodziła z szanowanej rodziny, o dużych wpływach. Jej brat został arcybiskupem i świętym. Żona, matka szóstki, wdowa. Wreszcie córka duchowa św. Franciszka, tym razem Salezego i współzałożycielka również klauzurowego Zakonu Nawiedzenia NMP, zwanego wizytkami, od visiter: odwiedzać. Z surowego stylu życia postawiła na salezjańską dobroć, życzliwość i czynienie wszystkiego dla Boga. Przykład wypełnienia kilku powołań przez jedną wierną duszę.

 

Poncjan i Hipolit. Włosi. Święci i prezbiterzy. Gdyby ktoś na początku ich dróg powiedział, że będą wspominani razem, nigdy by w to nie uwierzyli. Pierwszy, papież. Drugi, powołany nielegalnie na tę funkcję. Obaj w końcu zesłani na prace w sardyńskiej kopalni. Przez doświadczenie wspólnego cierpienia i przebywania zawarli rozejm i w zgodzie odeszli do swego Mistrza.

 

Maksymilian Kolbe. Rajmund. Święty. Niezwykły męczennik. Franciszkanin. Misjonarz Japonii. Polak. Założyciel Rycerstwa Niepokalanej. Miesięcznika Rycerza Niepokalanej. Radio Niepokalanów. Najliczniejszego klasztoru na świecie. Wielki człowiek. Wielki święty. Jego pomysły, kreatywność, determinacja, cele wyprzedzały czasy, w których żył. Zrobił tak wiele, mógł zrobić jeszcze więcej. A jednak Bóg zażądał od niego najwyższej ofiary. Jako numer 16670, stał się świadkiem Chrystusa i Jego Miłości tam, gdzie wydawałoby się, iż Bóg umarł. A wraz z nim wszelkie człowieczeństwo i odwaga. Oddał życie za bliźniego, dobrowolnie. Głodzony wraz z współwięźniami przez prawie dwa tygodnie. Dobity zastrzykiem fenolu. Maryja wzięła swojego wiernego syna w wigilię własnego Wniebowzięcia. Maks pokazał, że nie ma sytuacji, w której możemy zapomnieć o Miłości Jezusa. Zawsze mamy wybór!

 

Stefan. Święty. Pierwszy Król Węgier. Władca, który zjednoczył plemiona węgierskie, powiększył terytorium swojego państwa i dokończył jego chrystianizację. Ojciec św. Emeryka. Wielki święty, główny patron Węgier. W bazylice budapesztańskiej znajduje się jego relikwia, Święta Prawica, która czczona jest po dzień dzisiejszy. Umarł w dzień Wniebowzięcia NMP. Obyśmy tak jak on, odważnie rozkrzewiali wartości chrześcijańskie, w naszym kraju.

 

Jacek Odrowąż. Święty. Polski dominikanin. Światło ze Śląska. Wielki misjonarz, uznawany za jednego z ważniejszych w Europie. Wraz z Iwo, biskupem krakowskim i z Czesławem zawędrował do Rzymu, gdzie spotkał św. Dominika. Pod jego świętym wpływem wstąpił do zakonu i powrócił do kraju, zakładając po drodze klasztory, a ten najważniejszy w Krakowie. W przeciwieństwie do współbraci, nad dalsze studia, stawiał kontakt z wiernymi czy też poganami, a więc stał się misjonarzem, Apostołem Słowian. Nawracał na Rusi czy Prusów jako Światło Północy. Wielki kaznodzieja. Asceta. Żywił, na wzór założyciela zakonu, głęboką cześć do Najświętszego Sakramentu oraz do Matki Zbawiciela. Doradca m.in. siostry-wizytki Małgorzaty Alacoque. Cudotwórca. Rozpoznawalny na całym świecie. Jego kult, szczególny we Francji i Rzymie, ale też w Ameryce Południowej. Jako jedyny z polskich świętych znajduje się na balustradzie Jana Berniniego wokół Placu św. Piotra w Watykanie. Zmarł również 15 sierpnia. Orędownik Maryi został wezwany w dniu jej święta.

 

 

 

Czym bowiem pokarałeś przeciwników, tym wsławiłeś nas, powołanych.

Powołany? Przez Boga wołany?

Woła i woła. Czy słyszysz?

Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

 

Pięknego Tygodnia,

wszystkim świętującym: ogarnięcia przez łaskę samego Boga, a pielgrzymującym do Matki i walczącym ze słabościami: wytrwania, pozostania wiernym Bogu.

Bracia i Siostry,

Z Bogiem, w sercu i na ustach.

 

M.P.