Słowo Boże – XVIII Niedziela Zwykła „C”

PIERWSZE CZYTANIE  (Koh 1,2;2,21-23)

Marność doczesnych osiągnięć

Czytanie z Księgi Koheleta.

Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami, wszystko marność.
Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, w której mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem i zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.

PSALM RESPONSORYJNY  (Ps 95,1-2.6-7ab.7c-9)

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu, *
wznośmy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia,
stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem, *
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze, *
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem, *
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego: +
”Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba, *
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie, *
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

DRUGIE CZYTANIE  (Kol 3,1-5.9-11)

Szukajcie tego, co w górze, zadajcie śmierć temu, co jest przyziemne

Czytanie z Listu świętego Pawła Apostoła do Kolosan.

Bracia:
Jeśliście razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.
Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem.
Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus.

EWANGELIA  (Łk 12,13-21)

Marność dóbr doczesnych

Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Ktoś z tłumu powiedział do Jezusa: ”Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”.
Lecz On mu odpowiedział: ”Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?”.
Powiedział też do nich: ”Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”.
I powiedział im przypowieść:
”Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: »Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów«. I rzekł: »Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę wszystko zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj«”.
Lecz Bóg rzekł do niego: ”Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?”.
Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem.

 

ROZWAŻANIE

Vanitas vanitatum et omnia vanitas.

 

Cytat ten nie napawa nas optymizmem, drodzy Bracia i drogie Siostry, prawda?

Jakże często przytłoczeni i sfrustrowani, jak i zmęczeni, mówimy: mam dość! Po co to wszystko, ten mój cały wysiłek, jak to i tak na nic, bez sensu. Wszystko co zbudowałem, na co zapracowałem runęło, uległo zniszczeniu lub zaprzepaszczeniu. Nie mam nic. Wszystko straciłem. Jestem na dnie, bez szansy odbicia, bo straciłem nadzieję, straciłem sens życia. Wszystko jest marnością. Życie moje także. Nie warto się starać, zabiegać i ciężko pracować. Bo i tak na końcu, to będzie bez znaczenia. Albo. Mam wiele, jestem bogaty i wydawałoby się szczęśliwy. A jednak nie sprawia mi to radości. Poszukuję sensu tego całego dobytku, by poczuć takie prawdziwe spełnienie, szczęście. Albo. Gdybym miał więcej, gdybym tylko miał tyle, co ten drugi. Byłbym rzeczywiście szczęśliwy. I gdy staje się tak, że faktycznie zdobywam upragniony cel, to nastaje radość. Uczucie to jednak przemija i już szukam kolejnego celu, ciągle nienasycony, w poszukiwaniu nowych bodźców i dóbr. I tak gnamy, zabijamy w sobie człowieczeństwo, gubimy istotne wartości, tracimy z oczu drugiego człowieka, przyjaciela czy potrzebującego, i pędzimy dalej. Nie oglądamy się, nie rozmyślamy nad swoim pędem, nie mamy na to czasu. Bo czas nami rządzi, dobra materialne nami rządzą, nasze pragnienia, emocje również. Uroda, wygląd zewnętrzny, siły fizyczne, witalność, moda i ubiór, wystrój wnętrz, dom i mieszkanie, ogród, dobra materialne, wykształcenie, oczytanie, mądrość. Zapasy żywności, winnice, lodówka pełna znakomitych produktów. Poważanie, szacunek, zakochanie, ciągły flirt i romanse. I co jeszcze przyjdzie do głowy. To wszystko może być celem, może być pewnym trofeum do zdobycia lub po prostu efektem nauki i pracy. Może stanowić dobry, szlachetny cel lub po prostu ten ludzki, naturalny. Bez którego nie da się normalnie funkcjonować. Może też być czymś bardziej wyszukanym, pewną zachcianką i pomysłem. Może stanowić również zły cel, krzywdzący i niesprawiedliwy, zadający ból i sprawiający smutek. Każdy ten obiekt pożądania i zabiegania dotyka albo rozumu, albo serca, albo ciała i jego sił. A który z nich dotyka ducha? Być może jest on zadbany przez czytanie książek, sprawianie przyjemności w różny sposób, odprężenie i relaks, wyciszenie. A co w takim razie z duszą? Kto i co o nią zadba? Kto i co jej sprzyja?

Czy jest jakaś rzecz, sprawa, która jest jej przyjacielem? Czy sam różaniec, Biblia, figurka, obrazek sprawią jej przyjemność?

Nie. Bo wszystkie te obiekty zabiegania to rzeczy, sprawy, stany i uczucia, które stanowią siłę przemijalności! One, jakby ich nie nazwać, czy są dobre, czy złe, stanowią tytułową VANITAS.

marność nad marnościami – wszystko jest marnością

 

Są jak powiew wiatru, jak płynąca woda. Mijają nas nieubłaganie. Dziś są obok nas, jutro może już ich nie być. I nie da się ich przekupić, wykupić. Może czasem, ale to tylko odroczenie. Nie jakieś wieczne posiadanie. Jeżeli stanowią jedyne cele w życiu, jeżeli dla nich poświęcamy nasze życie i rodziny, jeżeli tylko one nadają sens naszemu życiu, jeżeli tylko o nie jesteśmy w stanie się “zabijać” i wykładać duże pieniądze, to rzeczywiście są tylko MARNOŚCIĄ. A my wraz z nimi. Dlaczego?

ULOTNOŚĆ. To kwintesencja słów Koheleta. I jeżeli żyjemy i staramy się byle tylko zdobyć coś ulotnego to natchniony autor rzeczywiście ma rację:

Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem.

 

Kohelet jednak nie miał świadomości Nowego Testamentu, żył perspektywą pytań, nie odpowiedzi. Dramat ludzkiego życia stanowił swoistą beznadzieję. Bo ten mądry człowiek, poszukujący prawdy o istnieniu, nie poznał Jezusa. Chrystusa.

My Go znamy. A więc znamy Prawdę, a więc mamy odpowiedź. Można żyć nową perspektywą. Życia pielgrzyma oraz życia triumfu w wieczności!

Także, Siostro i Bracie, czyż nie jesteśmy w lepszym położeniu od naszego drogiego Koheleta?!

Dzięki Jezusowi wszystko może mieć sens. Nasze życie, jego dramatyzm, dynamizm, starania, walki, a także ulotność, ma sens!

I wiedział to święty Jan Paweł II, który mówił, że to przemijanie ma sens.

To przemijanie jest czasem zmagań, licznych zabiegów, wygranych i przegranych. Przemijanie jest naszą areną, na której to my jesteśmy głównymi bohaterami.  My, czyli nasza osoba. Nie nasze otoczenie, nasze szaty, nawet nasi kibice i wsparcie. To ty i ja, my jako indywidua, a także my jako dwoje, wspólnota. I nasze trwanie, istnienie, relacja. I Ten, który wymyślił i stworzył mnie i ciebie, nasz sposób relacji i trwania, jak i samą arenę, i wszelkie inności, które stanowią tło, swoiste wypełnienie.

Jakże więc zauważyć, przypomnieć, zdać sobie sprawę, że oprócz nas jest ważny Ten, Stwórca, Pan Życia. Z Którym tworzymy Trójcę.

Jest bowiem, w nas, we mnie i w tobie, Duch, którego mieszkaniem jest dusza. Często o niej zapominamy, bo ona taka mało widoczna, cicha i cierpliwa, skromna. Nie narzuca się. Ale tli. Ciągle tli. Nieprzerwanie. Bo nie należy do vanitas, nie stanowi marności. Pochodzi od nieprzemijalności, z wieczności. Dusza żyje Bogiem. Dusza karmi się Jego Słowem. Nasza dusza pięknie, zdobywa siły na modlitwie. Na rozmowie z Bogiem. Na kontemplacji Boga.

Im bardziej o nią zadbamy tym bardziej się umocni i zapłonie ogniem miłości pochodzącej z Ducha, Który w niej mieszka.

Na arenie życia oprócz mnie i ciebie, i naszych dusz, i w nich znajdującego się Ducha Świętego, jest jeszcze Ktoś, o kim warto pamiętać. To Ten, który dał nam owego Ducha, by ciągle być z nami. On, tak jak my, był przed nami na tej samej arenie i został pobity, padł. Czyż został pokonany?

Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale

 

 Nie. Bo dla Niego, dla Jezusa Chrystusa, nie była wyznacznikiem życia, celem samym w sobie, arena. On się wzniósł nad nią, On z przemijalności uwolnił się dzięki śmierci do wieczności. Areny, która nie przemija, jest stała, na zawsze. Siła ulotności pokonała życie ziemskie. Ale to siła Miłości, wiecznego trwania przyjęła to życie z dołu do góry, by mogło wreszcie, po zmaganiach i godnych wyborach, zatriumfować i spotkać się, nie tylko w myślach, nie tylko w Eucharystii, w Hostii, ale twarzą w twarz.

szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus

 

Czujesz to Bracie i Siostro,

O co toczy się ta gra zwana naszym życiem?

Rzeczywiście jest się o co bić. Warto zatriumfować w wieczności, nieulotności. Choć to drugie nie wyklucza pierwszego oczywiście.

Dlatego nie warto walczyć z Bogiem, z wartościami, z życiem. Nie warto zabijać się o dobra ziemskie, choć i one mają odpowiednie znaczenie, prawo bytu. Walczyć z drugim człowiekiem. Bo ten wysiłek będzie zmarnowany. 

Warto natomiast walczyć z diabłem, z własnymi słabościami, grzechami, bezbożnymi ideologiami, relatywizmem i obojętnością.

Warto tracić życie, by zdobyć Niebo, by zostać zbawionym, by przyczynić się do zbawienia drugiego człowieka.

Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze
mogli się radować i cieszyć.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj!

 

Tych wysiłków vanitas nie obejmuje. Jeżeli naszym celem jest Niebo, spotkanie Boga, jeżeli naszą drogą jest droga Jezusa i jeżeli naszym tchnieniem jest Duch Święty, to nasze poświęcenia, nasze wybory i wysiłki nie pójdą na marne. Nie przeminą. My nie przeminiemy.

Dla Boga, bowiem, jest ważne również to nasze ziemskie życie. Nie możemy rozumieć tego, że jest ono marnością. Nie! Ono, jeżeli nie jest oparte na siłach ulotności, jest początkiem już tu, na ziemi, życia wiecznego. Choć sam owoc czy efekt może nie mieć postaci TRIUMFU. Bo nie na tej arenie on występuje. Bo to nie o ten ziemski chodzi w życiu. Ale ważne, by już tu rozpocząć ten bieg, o którym tak pięknie pisze święty Paweł. Bo to ta arena, ziemia, należy do nas, to my na niej podejmujemy decyzję. My na niej także trwamy w wierze albo ją odrzucamy. Bo kolejna arena, która czeka za furtką śmierci, będzie wielkim podsumowaniem, oceną i wyborem. Lecz nie naszym, a Boga. Czy dostąpimy zaszczytu triumfu ze świętymi, czy triumfu diabelskiego z potępionymi.

Teraz wszystko jest w naszych rękach!

Ale pamiętajmy, że to wszystko jak woda. Płynie. I nie czeka na nas. A jednak to nie ona jest naszym bogiem, lecz jej Stwórca, nasz Bóg.

Stąd Syn Jego, Jezus, nie bawi się w potyczki typowo ludzkie. Nie zajmuje się testamentem i podziałem dóbr, bo On nie należy do tej areny, On jest ponad nią.

Człowieku, któż Mnie ustanowił nad wami sędzią albo rozjemcą?

 

On może sprawić, że w jednej chwili przestanie ona istnieć i wszystko co się na niej znajduje, nawet rzeczy cenne i ważne.

Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia

 

Obracasz w proch człowieka
i mówisz: „Wracajcie, synowie ludzcy”.
Bo tysiąc lat w Twoich oczach
jest jak wczorajszy dzień, który minął,
albo straż nocna.

 

 

Jak widzimy po wspomnieniach świętych, które w tym Tygodniu nastaną, to możemy zauważyć, iż opłaca się wybór życia opartego na sile nieprzemijającej, na Miłości. Bo sama wiara i nadzieja zostają przed wrotami wieczności, one już nie są potrzebne. Ale Miłość trwa!

A więc już dziś, w tę Niedzielę, wspominamy wielkiego człowieka, który nie był za takiego postrzegany. Szczególnie na początku życia.

Jan Maria Vianney. Święty. Francuz. Proboszcz z Ars. Nie pochodził z bogatej, inteligenckiej rodziny, ale za to bardzo pobożnej i odważnej. Nie znał wpływów ludzi zamożnych. Sam przyjął Pierwszą Komunię w prowizorycznej kaplicy z szopy, gdyż kościoły były w czasie jego dzieciństwa rewolucyjnie zamknięte. Pisać i czytać nauczył się w wieku 17 lat. Ciężko mu szła nauka. Jednak wstąpił do seminarium i pomimo wielu sprzeciwów i trudności, wytrwał! Wszystko dzięki ogromnemu wsparciu jego księdza proboszcza, który zauważył w nim prawdziwe powołanie. Został kapłanem i z czasem stał się opiekunem zaniedbanego kościoła w Ars, do którego ludzie nie przychodzili, bo sami nie praktykowali. Dodatkowo nie prowadzili się dobrze. Przez swoje bardzo skromne życie materialne i bardzo bogate życie duchowe stał się przyczynkiem cudów Boga, którego tak bardzo kochał. I pragnął, by ludzie także Go pokochali. Śpiąc kilka godzin, na zwykłych deskach, odprawiał Msze Święte, modlił się przed Najświętszym Sakramentem i spowiadał. Zaprzyjaźnił się z konfesjonałem, który stał się miejscem uleczania ludzi słabych, grzesznych, a więc wszystkich. Pod koniec życia były to wielkie tłumy, od tych najprostszych po same elity Paryża! Choć potrafił nie udzielić rozgrzeszenia wyczuwając brak żalu za grzechy. Miał łaskę czytania w myślach, umiał przewidywać. Zjednał sobie ludzi obojętnych na wiarę prostym, pełnym pokory przekazem, jednak bezkompromisowym. Mówił: Jeśli duszpasterz nie chce się potępić na wieki, powinien bez miłosierdzia chłostać wszelkie nadużycia w parafii; powinien przy tym zdeptać nogami wzgląd ludzki i obawę przed wzgardą lub nienawiścią ze strony parafian; a choćby miał pewność, że go zabiją, skoro zejdzie z ambony – nie wolno mu ustąpić. Od samego początku dbał o kościół, jego wygląd i wyposażenie. Był prawdziwym ascetą. Wspierał ubogich. Uczył dzieci katechizmu. Modlił się żarliwie i pokutował w celu nawrócenia swoich parafian, którzy nie rozumieli swojego proboszcza, często z niego szydzili i go wyśmiewali, a nawet atakowali. Tak jak i sam diabeł, który stosował wobec niego przemoc fizyczną. Święty kapłan miał wiele charyzmatów. Ukazywała mu się nie tylko Matka Boża. Lewitował podczas przeżyć mistycznych. Niesamowicie czcił świętą Filomenę. Biskup na znak pochwały jego starań erygował parafię w Ars, w miejscu, do którego żaden ksiądz nie chciał być wysłany! To właśnie siła Miłości na arenie ziemskiej czyni cuda nieśmiertelności. W tamtym miejscu i czasie, przez świętego księdza Jana, który można powiedzieć przeminął, a jednak obierając tę najlepszą cząstkę, żyje i jest wzorem, i patronem wszystkich Proboszczów! Co ciekawe, jego ciało nie uległo siłom natury i pozostaje w nierozłożonym stanie.

A więc Święty Proboszczu z Ars, wspieraj i prowadź naszego Proboszcza Zbigniewa! Módl się za niego do Boga, aby Ten czynił cuda przez posługę Księdza Proboszcza na naszej ziemi batorskiej wśród wszystkich parafian. Wypraszaj dla niego siły duchowe i fizyczne oraz miłość nie tylko do Jezusa, ale również wzajemną miłość Parafian i Proboszcza.

Księże Janie i Księże Zbigniewie,

bądźcie ze sobą w kontakcie modlitewnym!

 

Dominik Guzman. Święty. Hiszpan. Jego matka i brat to błogosławieni. Pochowany w Bolonii. Założyciel słynnego Kaznodziejskiego Zakonu: dominikanów. Ale wpierw wędrujący prezbiter, nawracający heretyckich albigensów we Francji. Z czasem postanawia założyć nowy zakon, jednak ówczesny papież nie wydaje zgody. Aczkolwiek po proroczym śnie, który określa wielką rolę dla Kościoła dzieła Dominika, zezwala. Ten święty, w przeciwieństwie do wspomnianego Jana Vianneya, to świetnie wykształcony człowiek. Asceta. Ale podobnie jak Proboszcz z Ars to przede wszystkim człowiek modlitwy. Określa się, że całe życie spędził na rozmowie z Bogiem. Nawet w trakcie licznych pieszych podróży, wędrówek. Czytał Biblię i zaraz się modlił Słowem Bożym. Wreszcie kontemplował je. Często doznawał ekstaz. Jego wzorem był Chrystus Ukrzyżowany, przed którym chylił czoła. Często w tej postawie przedstawiany jest na obrazach. Mówi się, że podczas jego Chrztu matka zauważyła nad nim gwiazdę świecącą. Stąd określa się Dominika jako Światło Kościoła, także przez intelektualne podejście do wiary. Jego kompanem jest także pies w biało-czarne łaty, trzymający w pysku pochodnię, stojący na kuli ziemskiej.  To symbol zakonu świętego, białych habitów z czarnymi kapami, a także nazwy Domini canes: psy pańskie. Ale również misji, a więc rozpalania całego świata ogniem Słowa Bożego. Czyż to nie piękne? Piękna jest także Madonna Różańcowa z Dzieciątkiem, u stóp której klęczy Dominik, otrzymując niebiańskie paciorki. Także i w naszej batorskiej świątyni jest ten wspaniały wizerunek, święty Dominiku!

 

Edmund Bojanowski. Błogosławiony. Polak. Cudownie uzdrowiony przez Matkę Bożą ze Świętej Góry w Gostyniu. Człowiek o wielkim sercu i słabym zdrowiu. Wychowany w wierze katolickiej, wykształcony, tłumacz, zaprzyjaźniony z piórem. Nie mógł dokończyć studiów filozoficznych, nie mógł również wstąpić do seminarium, ze względu na słabe siły fizyczne. A więc jako osoba świecka realizuje powołanie bycia człowiekiem miłosierdzia. Świątobliwy, wzór dla innych. Jego drogą do Nieba stała się praca społeczna i charytatywna. Założyciel czytelni, szczególnie dla ubogich dzieci. Założyciel ochronek i aptek dla biednych. A jednocześnie propagator dobrych obyczajów i moralnego prowadzenia wśród dorosłych. W końcu założyciel zgromadzenia Sióstr Służebniczek Maryi Niepokalanej. I choć Twoje marzenia o kapłaństwie nie spełniły się, ty pełen miłości i ufności w Bożą Opatrzność, a także o głębokiej wrażliwości i wytrwałości, nie poddałeś się beznadziei, lecz uczyniłeś wiele dzieł serca, które trwają, a ty wraz z nimi, Edmundzie!

 

Teresa Benedykta od Krzyża. Święta. Niemka. Urodzona we Wrocławiu jako Żydówka, Edyta Stein. Wielka postać. Myślicielka. Niesamowita kobieta. Filozof. Ateistka poszukująca prawdy, którą w końcu odnalazła w Jezusie, dzięki przeczytaniu dzieła św. Teresy z Avili. Zaczęłam czytać, zachwyciłam się natychmiast i nie przerwałam lektury aż do jej ukończenia. Gdy zamknęłam książkę, powiedziałam sobie: To jest prawda. Odtąd karmelitanka bosa. Siostra Teresa. Wbrew woli rodziny. Twórczyni wielu dzieł pisanych. Ascetka. Mistyczka. Zamordowana w komorze gazowej w Auschwitz. I choć jej ciało stało się faktycznym popiołem, pyłem, który zabrał wiatr, to jej myśl i człowieczeństwo trwa. I ona sama żyje. W pełni, w wieczności. Podczas, gdy jej kaci, trwają w wiecznym umieraniu. Któż odniósł triumf święta Tereso? Patronko Europy, wspieraj myśl chrześcijańską oraz wartości, które dają życie, a nie szerzą śmierci. Wspieraj wątpiących i poszukujących.

 

Wawrzyniec. Inaczej Laurencjusz. Święty z Rzymu. Hiszpański diakon. Przyjaciel ubogich. Męczennik, zaraz po papieżu Sykstusie II, który stracił życie wraz z czterema towarzyszami, i których wspomnienie obchodzimy kilka dni wcześniej. Zamordowany na rozżarzonej kracie, która stała się jego atrybutem, z powodu odmowy wydania drogocennych rzeczy z kościoła. Mówi się, iż uratował przed wydaniem także słynny Graal, wysyłając go uprzednio do rodzinnego domu. Patronuje m.in. ratownikom GOPR i oczywiście wszystkim Diakonom. Mówi się także, że Perseidy, które widzimy w tym czasie na nocnym niebie, są “łzami św. Wawrzyńca”.

Wspominając tego wspaniałego świętego módlmy się przez niego za wszystkich diakonów posługujących we wspólnocie Kościoła.

 

Niech Ci wspaniali święci modlą się i za nas, i za naszą parafię, i za cały świat, który tak bardzo potrzebuje ich wstawiennictwa!

 

 

 

Siostry i Bracia, wszyscy Solenizanci, obchodzący Rocznice,

niech nasze przemijanie ma sens, dzięki wyborom, które prowadzą do Szczęścia bez końca, do Nieba!

 

Spotykajmy się na wspólnej modlitwie przed Jezusem, ukrytym, a jednak wystawionym w monstrancji. Stawajmy do Apelu. Jasnogórskiego. By składać pod stopy Maryi nasze duchowe róże. A każdy jeden różaniec to aż 53 róż! By szerzyć wolność od nałogów i wspierać, chociażby duchowo, prowadzących trudną walkę. Bądźmy, dzięki temu, orędownikami pokoju! Miejmy też na uwadze, że to kolejne dni Powstania Warszawskiego, patriotyzmu, cierpienia i przelanej krwi naszych Rodaków. Oni czuwają już nieustannie! A także czas wytężonych prac na roli czy podczas zbioru owoców. Pamiętajmy, że warto poświęcić czas Temu, który jest Panem wszystkich naszych starań, prac i zabiegów.

Bądźmy także razem na Mszach Wotywnych, skorzystajmy z tego szczególnego daru, byśmy stali się rzeczywistym wotum. Umiejmy dziękować.

Pamiętajmy również o wtorkowym święcie Przemienienia Pańskiego!

 

 

 Z Bogiem,

W sercu i na ustach.

M.P.